damajandi
05.09.12, 10:46
Niby wiedziałam, że dzieci płaczą, że zamieszanie itd, ale do czorta czy tak naprawdę musi być?
Czy naprawdę tylko jeśli ktoś pośle do prywatnego to oszczędzi tego dziecku???
Mój z tych niepłaczących, do przedszkola wszystkie 3 dni poszedł chętnie, z czego dzisiejszy, trzeci dzień już jakby z mniejszą ochotą...
Nie dziwię mu się wcale, i szkoda mi dzieci płaczących ale i tych nie płaczących również. Bo tłumaczyłam, jak to w przedszkolu jest fajnie, że się dzieci bawią, że panie wymyślają zabawy. A tymczasem co dzieciaki widzą-co ma niby być fajnie???? Mój wszedł dzis rano do sali tuż przed śniadaniem, tyle co w drzwiach widziałam co się tam dzieje-siedzą przy tych swoich małych stoliczkach i co najmniej połowa WYJE. Ryk wszechogarniający, podobno niektóre dzieci płaczą tak cały dzień.
Może łatwo mi mówić, bo mój akurat z tych nieco śmielszych, ale gdzieś ktoś tu tkwi błąd- czy w systemie przedszkolnym (przeładowanie, za mało adaptacji?), czy też w tym, że rodzice posyłają dzieci kompletnie nieprzystosowane. Tak trudno było zainwestować np w jakiś klubik, gdzie stopniowo, p przyjaznej atmosferze uczy się dziecko zostawania bez mamusi???
Jestem zła, bo czuję, że z powodu atmosfery panującej w tym "kołchozie" nawet dziecku pozytywnie nastawionemu szybko zbrzydnie, zamiast iść ku polubieniu nowej sytuacji.
Myślę nad tym, że by zabrać małego i nie puszczać go z premedytacją ze 2 następne tygodnie, zanim to on mi oznajmi że już mu zbrzydło, że kłamałam mówiąc że jest fajnie, i że dziś nie idzie.
Poradźcie proszę