aleksandra1357
13.09.12, 22:10
Tak się tylko chciałam wyżalić. Na prywatne przedszkole mnie nie stać, dziecko chodzi od dwóch lat do państwowego, które wybierałam bardzo starannie (chodziłam namolnie i sprawdzałam wszystko).
No i wszystko mnie w tym przedszkolu wkurza i nie widzę przed tym ucieczki:
- słodycze na podwieczorek (danonki, batony, pierniczki w czekoladzie)
- brak spacerów (od listopada do kwietnia)
- telewizja (np. bajki o barbie)
- traktowanie rodziców i ich uwag jako dopustu i spławianie
- straszenie rodziców, że mają płacić, płacić i jeszcze raz płacić (o tym była większość zebrania)
- no i jeszcze kible, do których drzwi tak ciężko się otwierają, że ja nie daję rady
Nie myślcie sobie, że tak tylko jałowo narzekam. Rozmawiam już od roku z dyrektorką, dziś było zebranie, na którym się udzieliłam i to przebrało czarę goryczy. Otóż okazuje się, że baton czekoladowy jest niezbędny dla rozwoju mózgu! Tak twierdzi dyrekcja i zostałam publicznie potępiona.
Może ktoś powie, że ten baton nie ma znaczenia. Może i nie ma, może się pienię o drobnostkę, ale tak ogólnie czuję wielką niemoc, niesmak i rozczarowanie tą instytucją.
Ale jaką mam gwarancję, że w innym przedszkolu nie byłoby jeszcze gorzej?
Ech, życie.