aasia77online
21.09.12, 12:40
jak już pisałam wcześniej u mojej córki po południu nie ma "Pani", tylko same zastępstwa.
Wczoraj mąż odbierał córkę po raz pierwszy, oczywiście nie znał nauczycielki, podobnie ona jego...
wszedł, wziął córkę za rękę i wyszedł.
Nauczycielka coś majstrowała przy oknie, popatrzyła, widocznie uznała po wyglądzie, że tata
u mojej siostry lepiej:
w przedszkolu zamontowali coś jakby domofon.
podchodzi się i mówi: Jaś Kowalski proszony do wyjścia
dziecko schodzi samo z sali na piętrze do rodzica czekającego na dole.
No i po co te upoważnienia do odbioru, nr dowodów, wpisywanie stopnia pokrewieństwa?
Domofonowi je okazać, czy lecieć samemu do nauczycielki legitymować się?
Coś tu nie tak