okruszek_a
29.09.12, 17:28
Mój w tym roku poszedł do przedszkola.
Wcześniej chodził do żłobka publicznego, w którym wspaniale funkcjonował.Znał wszystkie panie opiekunki, kucharki, dyrektorkę, nawet pan woźny to był kolega. Ogolnie żłobek na "6". Panie zawsze cieplo o nim mówiły, że pięknie się bawi, śpiewa, uczesniczy w zabawach, jest wesoły, samodzielny. Nawet jak chciały na coś zwrócic uwagę robiły to w sposób ciepły wymieniając jeszcze przy tym zalety synka. Wiem, że byl lubianym dzieckiem i on też uwielbiał te panie.
Od początku w przedszkolu słysze, ze bije dzieci, nie słucha, przeszkadza, ucieka. Normalnie ręce mi już opadają,nie wiem co się dzieje jak w przeciągu tak krótkiego czasu mógł się aż w takim stopniu zmienić.
Jakbym mogła spowrotem przeniosłabym go do żłobka, bo widzę ogromną różnice w funkcjonowaniu tych placówek. Tam panie były niezwykle ciepłe dla dzieciaków, trosliwe, mały garnął się do nich,a one nie szczędzily przytuleń, takie "ciocie" z powołaniem.
Przedszkolanki za to są jakieś oziembłe, jak go przyprowadzam to tylko dzien dobry dziecku powiedzą i zaraz mowią, żeby przy stoliku usiadł. On na początku próbowal się z nimi tak witać jak w żlobku tzn przytulac, ale teraz już zaniechał, siada grzecznie i patrzy na panią. Na domiar zlego przeważnie jest pierwszym dzieckiem, więc się piekielnie nudzi.Potem ponoć zaczyna rozrabiac i kompletnie nie slucha.
Tylko co ja mam z tym fantem zrobić/? o wyczuwam , że one chcą żebym jakos "naprawila" dziecko, a ja czuje się bezsilna, bo przy mnie on jest normalny, taki jak zawsze byl. Może zaraz po wyjsciu z przedszkola nie slucha, ale szybko udaje mi się go opanować i już spowrotem ma swoje dziecko.