agar2208
20.11.12, 14:20
Muszę się wygadać, bo ręce mi już opadają.
Parę dni temu prosiłam panie z grupy mojego syna, żeby przypilnowały, zeby miał za lożone rajtuzy, jak wychodzą na podwórko. Musiałam to tłuc kilka razy, teraz jest ok, jak wychodzą to ma założone. Ale dzisiaj ręce mi opadły. Dzieciaki szły na hale sportową przy szkole (kawałek od przedszkola). Pani kazała naszykować strój i buty na zmianę. Przychodzę po syna (musiałam poczekac, bo jeszcze nie wrócili) patrze a kozaki stoją, pomyślałam, że może już wrócili, ale kurtek nie było.
Pani ubrała mojemu synowi szmaciane adidaski,które dałam na zmianę i w takich butach syn poszedł. Nie wiem czemu to zrobiła, bo pozostałe dzieci miały byty wyjściowe ubrane (wszyscy juz takie zimowe). Mojego syna kozaki stały, kapcie stały a pani wyciagnęła z worka ze strojem byty na przebranie i mu je ubrała.
Az sie zagotowałam, bo u nas dzisiaj zimno, sama chodze w kozakach.
Oczywiście zebrało się Pani, ale nie było już tej co mu je ubierała (bo była do 12-stej) i ta nie miała zielonego pojęcia.
Najlepsze, ze ta co mu ubrała te buty, to moja znajoma. Ręce mi juz opadaja, jestem osobą skromną, nie lubię zwracać komuś uwagi, ale to juz chyba przesada.
Jutro powiem jej rano pare słów, ale normalnie jak grochem o ścianę.
Grupa jest mała 17 osób , więc można dopilnować.