2plusik
29.11.12, 11:35
Szlag mnie trafił!
2 tygodnie temu syn popchnął w przedszkolu kolegę, potem wpadł w szał itd. Na koniec zrozumiał i przeprosił.
Oczywiście o wszystkim poinformowała mnie przedszkolanka.
Syn mówił mi, że to chłopiec zaczął. Być może tak było, być może zmyśla.
W domu zaczęłam mu tłumaczyć, że nie wolno, że krzywda itd. Powiedziałam, że jak ktoś go popchnie albo uderzy, to nie ma oddawać, tylko powiedzieć "nie bij mnie, bo to boli, bo nie będę się z Tobą bawił" itp, a jeśli kolega nie posłucha, to ma powiedzieć Pani. Wiem, ze syn zrozumiał naukę, bo nawet jak Młodszy brat go uderzył, to tłumaczył mu, a w ostateczności przychodził do mnie.
Wczoraj syn powiedział mi, że kolega go uderzył, a Pani "w kucyku" kazała mu, aby oddał chłopcu!!!!!!!!!! noż ku**a! To ja się staram wprowadzać jakies zasady, tłumaczę, produkuję się, a Pani (pomoc) wszystko to niszczy jednym zdaniem, bo Syn oczywiście podłapał i mówi, że przecież kazałam mu słuchać Pań w przedszkolu...
Ręcę opadają.... Jutro chcę porozmawiac z Panią "w kucyku". Jednak moja mama odradza mi, że wtedy Pani może nie lubić syna, czy mścić się na nim.... Ale przecież ja nie chce jej opieprzyć, tylko porozmawiać. Do cholery nie moze być tak, że w przedszkolu uczą takich "zasad"....
Pgadałybyście o tym z Panią w przedszkolu, czy odpuściły?