mama_trojga
31.12.12, 13:35
Witam. Moje dziecko - najmłodsze z trójki - od ponad pół roku budzi się w nocy z krzykiem. Zaczęło się to krótko po odstawieniu od piersi. Było kilka tygodni kiedy wydawało się, że śpi lepiej niż kiedy ją karmiłam, a potem się zaczęło. Budzi się wiele razy od 5 do 10, najgorsze jest to, że nie sposób do niej wtedy dotrzeć, wykrzykuje różne słowa typu: to ja, ja nie, albo jakieś inne niezrozumiałe. I długo to trwa nim się ocknie. Wtedy domaga się noszenia i mleka (dostaje krowie, modyfikowanego nigdy nie chciała tknąć). Kiedy chcę z nią usiąść zaraz jest protest i znowu krzyki. Rzadko dopuszcza wtedy męża do siebie (w nocy, bo w dzień go uwielbia). Ona na pewno dobrze się nie wysypia, bo co to za spanie, ale dośpi sobie w dzień. Za to ja jestem wrakiem człowieka. Nie pamiętam kiedy spałam ciurkiem dłużej niż godzinę. A muszę chodzić do pracy, muszę mieć siłę na wszystko, jakoś normalnie funkcjonować. Pobudki na karmienie (budziła się o wiele rzadziej niż teraz) to było nic, ja tak naprawdę cały czas spałam. Teraz nie da się spać, nawet kiedy uda mi się z nią położyć gdziekolwiek, czy usiąść, to zaraz zaczyna stękać, jęczeć, płakać przez sen i ja i tak nie śpię. W dzień często się buntuje, nie jest typem spolegliwym, ale całkiem dobrze sobie z tym w tej chwili radzimy. Natomiast w nocy nie radzimy sobie zupełnie. Córka krzyczy tak strasznie, że robię wszystko żeby ją uciszyć, myśląc o innych domownikach, o sąsiadach. Więc ulegam temu, noszę ją itd. Wygląda to tak jakby jej się coś śniło złego.
Bardzo proszę o pomoc. Czy ktoś z was się z czymś takim spotkał, co robić? Czy tylko przeczekać? Trwa to już naprawdę długo - pamiętam, że starszy syn też miał taki okres, ale trwało to może 3 miesiące i było zdecydowanie mniej dla mnie wyczerpujące, łatwiej można było go uspokoić. Teraz - nie daję już rady psychicznie i fizycznie.