failte
20.01.13, 00:15
E-Mamy!
Jakie macie sposoby na nauczenie korzystania z nocnika 2,5-letniego chłopca oprócz tych, które opiszę?
Dziecko od okresu noworodkowego nie sygnalizowało mokrej pieluszki: nie było płaczu, wiercenia, nic. 2 pediatrów orzekło, że jest ok i bardzo bystry, dużo mówiący już jako 15-miesięczniak, więc zacząć nocnikowanie.
Zaczęliśmy, kiedy po drzemce była sucha pieluszka i po nocnym spaniu również. Miał 16 mcy. Ponieważ odrzucił nocnik, który sobie wybrał nie chcąc w ogóle się do niego zblizyć w domu ("wybieranie" to duże słowo - taki, którym się chętnie bawił w sklepie), kupiłam grającego Fishera P. Tutaj była pełna zabawa, siadanie (w ubraniu). Bez ubrania siadał, ale tyle elementow do zabawy - nie było mowy o stałym siedzeniu nawet przez 5 sek. Miesiąc prób, zabawa przednia, dwa razy udało mi się "złapać" połowę rozbryzgiwanego po dywanie siusiu - nie wiem jak załapał, ze nocnik gra, kiedy ma mokro. Od czasu drugiego siusiu do Fishera dziecko namiętnie do nocnika pluło. Po 2 tygodniach plucia, kiedy moje wysiłki, nasze wspólne z mężem demonstracje co się robi z nocnikiem spełzły na niczym - daliśmy spokój. Fisher sprzedany.
18,5 mca - dziecko nagle usiadło na nocniku zwykłym, tym pierwszym. W ubranku. Biliśmy brawo, on udawał "si-si-si" i "e-e-e", ale nie chciał siadać bez majteczek. Rozebrany - zwykle zaraz sikał na podłogę. Na mój okrzyk: "Nie sikaj!" potrafił wstrzymać strumień moczu na dłuższą chwile, by zaraz potem kontynuować. Tak więc już w wieku 1,5 roku były dłuższe przerwy (nocna, drzemkowa) w sikaniu i umiejętność wstrzymywania strumienia moczu.
Oswajanie z nocnikiem trwało ok. miesiąca, dziecię z radością siadało, domagało się braw, ale zaraz potem wstawało, lało obok i już. Delikatne korygowanie, wskazywanie gdzie ma siku zrobić nic nie dawało. W międzyczasie pediatra wysłał nas bez sensu z wydumanego jakiegoś powodu do neurologa - a neurolog ubawił się skierowaniem, po czym uznal, ze dzieć bardzo bystry, mozna zacząc nocnikować, to szybko załapie. Potem trochę sprawe popsuła niania, która przytrzymała wstającego malucha na nocniku opowiadajac mu trelki-morelki: od tej pory uciekał od nocnika. Raz próbowaliśmy go zachęcić by usiadł na nocniku poprzez śpiewanie piosenki, ale... niespodziewanie się popłakał. (Tutaj w moim opisie wygląda jakbyśmy non-stop gadali o nocnikowaniu, ale to wrażenie wynika z próby opisania działań z okresu... roku! ) Wtedy uznałam, że pomimo uważania by non-stop nie gadać o nocnikowaniu, zabawy zamiast presji, braw i pochwał, śmiesznych piosenek, wysadzania misiów, oglądania dorosłych na sedesie - jest to dla niego wyraźna presja. Zarządziłam wtedy 2 mce ciszy w eterze - zero wspominek o nocnikowaniu, żeby zapomniał, choć nocnik stał w łazience.
Potem wróciliśmy do demonstrowania jak sika tato, jak sika mama, do zachęcania i zabawy w sikanie. Ale nie chciał siadać, uciekał.
Kiedy miał 22 mce Babcia - pokazując mu specjalnie kupione nakładkę, podnóżek i nocnik - zachęciła go do załatwienia się na stojąco (trzymając mu siusiaka, żeby sikał do muszli). Ta metoda była nowa i ciekawa, więc przeszła - dziecię nie uciekało i szło sikać z opiekunem, który zarządzał, że teraz będzie siku. Siku zawsze było (po posiłkach, po piciu, łapaliśmy pory), potem było otarcie się papierkiem, spłukiwanie papierka, mycie rączek. Ta metoda "prowadzania" trwała trzy miesiące. Zachęcany od początku wysadzania do zgłaszania potrzeb - nie zgłosił ani razu. Pytany czy siku jest w brzuszku? czy chce siku? udaje do dziś głuchego; tańczy, bawi się, śmieje, zagaduje.
Gdzieś w 26 mcu życia zdjęliśmy pieluchę i biegał w cienkich majteczkach, które wszystko przepuszczały. Niestety, radość z sikania gdzie popadnie (na ścianę, na łóżko, po zabawkach) i taplania się w kałużach moczu nie jest na moje nerwy. Wyprowadzałam do toalety na sikanie na stojaka, ale i tak sikał po domu. Wytrwałam 2 tygodnie. Przestałam korygować "delikatnie", że siku robimy tam a nie tu, nie robi się tak- to fuj etc., wkurzona za zlanie nowo wymalowanej ściany w końcu ochrzaniłam, że sikając naokoło zamiast do nocnika robi brzydko na podłogę i do majtek, a jest już takim dużym chłopcem! I założyłam pampersa.
Potem majtki treningówki nie zdały egzaminu. Niby mieszkanie suche, a dziecko mokre, ale siedział w tych sikach i siedział, zanim się zorientowałam, że siedzi w mokrym, to czwartego dnia miał już stan zapalny siusiaka - piekło, swędziało, ryczał i musieliśmy znów pampersować plus odkażać Octeniseptem.
28 mcy i zaczął odmawiać sikania (na stojaka do WC) z opiekunem, sam sikać nie chciał (uciekał), siadać na nocnik nie chciał. Kiedy chodziłam za nim z nocniczkiem, wysikał się ale zanim skończył - odpychał nocnik ochlapując wszystko wokół. W końcu miarka łagodnego ciaćkania się mi się przebrała i ochrzaniałam za każdym razem, kiedy był bunt. Nie kłócił się i sikał, ale nigdy nie zgłosił sam. Ani siku, ani kupy. Wręcz załapujemy kiedy jest kupa, ponieważ z ciepłym klockiem w pampersie dziecię jest wniebowzięte - potrafi godzinę zniknąc w swoim pokoju - tańczyć przed lustrem, śpiewać, jeździć autkami.
Krewna poradziła mi, żeby tak wygadanemu zagrozić zlanie tyłka lodowatą wodą, jeśli znów zrobi w majty. Kilka razy zapowiedziałam młodemu, ze tak będzie, w końcu zlałam zimną wodą. Dwa razy. Za każdym razem był szczerze ubawiony, a kiedy zakręciłam prysznic, dziecię rzekło mi: "Jeście!" Uznałam, ze to się nadaje na komedię.
Potem tłumaczyłam, ze dzieci inne sikają do WC, widział inne dzieci jak się nocnikują, ale nic. Potem próbowałam zawstydzania, że dzieci się z niego będą śmiały, cha cha, ale jedyne co uzyskałam, to wściekłe okrzyki: "Bić inne dzieci! Bić!" Wiec dałam spokój.
30 miesięcy, minął rok nocnikowania, a dziecko ANI RAZU NIE ZGŁOSIŁO POTRZEBY. Znów wytłumaczyłam, ubrałam majteczki i spodnie, dziecko oprócz 4-krotnego wysadzenia 6 razy zrobiło siku w majtki.
Od wczoraj wprowadziłam terrorystyczną metodę "coś za coć", którą uwazam za beznadziejną, wię cmoze mi cokolwiek innego podpowiecie? Metoda polega na tym: "Będziesz robił siku w nocnik - będzie oglądanie ciuchci w TV. Nie będzie siku w nocnik- nie będzie ciuchci". Na razie działa tak, że dziecko nagle wrzeszczy o ciuchcię, ja powtarzam zasady, po czym dziecko leci i próbuje wycisnąć kilka kropel, byle była ciuchcia. Metoda beznadziejna, ale po raz pierwszy dziś 31-miesięczniak sam poleciał sikać.
Co jeszcze można zrobić? Podpowiedzcie!
Dzięki.