melo-dy86
23.01.13, 21:18
Córka od początku miała problemy z przesypianiem nocy. Dopóty dopóki karmiłam ją piersią (14m) wstawałam do niej średnio co 2h na jakieś 5 minut i spała dalej. Obecnie średnio 5 nocy w tygodniu przesypia, jedną noc się obudzi, ale po chwili zaśnie, a jedną noc daje czadu. Płacze, że chce bym wzięła ją na ręce. Jak ją wezmę to po 10 minutach chce iść się bawić. Jak jej nie wezmę to płacze. Zwykle robimy tak, że na zmianę z mężem (po 1,5h) siadamy na podłodze obok łóżeczka, włączamy w komórce z you tube dźwięk suszarki do włosów (od urodzenia przy tym najlepiej się uspokaja) i czekamy. Jeżeli córka staje w łóżeczku to siadamy na krześle przy niej i ją przytulamy. Najgorsze jest to, że nie wiemy czy słusznie postępujemy pozwalając jej 3h popłakiwać. Ustaliliśmy, że nie będziemy jej ulegać i nie będziemy jej brać na ręce i nosić, gdyż jak zaśnie nam na rękach to potem budzi się przy odkładaniu i nam dochodzi dodatkowa nieprzespana w nocy godzina. Poza tym boję się, że jeżeli będę ją w nocy brać na ręce to się przyzwyczai i będzie jeszcze gorzej. Dodam jeszcze, że nic ją nie boli, bo wystarczy, że na chwilę ją wezmę na ręce i zacznę nosić od razu jest cisza.
Co Wy byście zrobiły?
Czy dobrze robię, że pozwalam dziecku 3h popłakiwać czy też powinnam ją tulić te 3h w ramionach?
Dodam jeszcze, że w dzień ona także często płacze. Dziś np. płakała o wszystko, np. nie mogła wyciągnąć zabawki z pudełka to już był jęk. W ogóle tego nie kumam. Najgorsze jest to, że nie wiem gdzie (i czy) moja ignorancja jej płaczu przestaje być rozsądnym wychowywaniem, a zaczyna być emocjonalnym znęcaniem się nad dzieckiem.