anilanka26
11.02.13, 15:58
Mieszkam na cichym i spokojnym osiedlu, gdzie właściwie ulica jest jak chodnik bo na chodnikach parkują auta a po ul chodzą ludzie z psami, wózkami itd..dlatego jak idę z moim 2letnim synem na spacer to dość bezstresowo- ja idę a on na ogół biega przede mną w bezpiecznej odległości. Czasem idziemy za rękę ale jak nie chciał to nie robiłam problemu- ale teraz widzę że to był błąd. Pojechałam z nim ostatnio do mamy(bardziej w centrum miasta) i poszliśmy na spacer..i zaczęły się schody, bo nie chciał iść za rękę, próbował wylatywać na ulicę-nie czując zagrożenia, chciał iść własnymi ścieżkami..próby tłumaczenia na spokojnie- bezcelowe, próby tłumaczenia nie na spokojnie- bezcelowe, w końcu na siłe chciałam za rękę go poprowadzić to kładł mi sie na ziemię...generalnie spacer zamienił się w koszmar. Wiem że teraz zostane zbesztana że trzeba było wcześniej pomyśleć o wychowaniu dwulatka a nie robic samowolki! ja to wszystko wiem, tylko dotarło to do mnie za późno i teraz nie wiem jak zrobić żeby go opanować. Za tydzień urodzę drugie dziecko i jak pomyślę że będę miała się wybrać zgdzieś dalej z takim niesforniakiem i niemowlakiem w wózku to ogarnia mnie blady strach...kurde wiem że nawaliłam, ale muszę to jakoś naprawić, żeby nie dać się zdominować całkowicie.