je_fa_ma
02.06.13, 00:29
W przedszkolu syna jest dozwolone aby dzieci przynosiły własne zabawki, ale nauczycielki nie odpowiadają za to co się z nimi stanie. Ogólnie zniechęcają do takich praktyk ale nie zabraniają. Chcąc współpracować z paniami nauczycielkami nie pozwalałam synowi na zabieranie własnych zabawek do przedszkola, ale ciągle słyszałam i widziałam w szatni, że ktoś tam coś swojego przynosi i się chwali jakie ma fajne zabawki, syn ciągle prosił, że on też chce coś wziąć do przedszkola. Raz pozwoliłam i uprzedziłam, że jak to coś zepsuje się, zgubi to ma w przedszkolu nie histeryzować. No i jak go dobierał mąż okazało się, ze jakiś starszak zabrał mu tą zabawkę na przedszkolnym placu zabaw. Razem udali się do nauczycielki i kiedy syn opisał ów starszaka, nauczycielka stwierdziła, że tamten chłopczyk poszedł już do domu, ale jutro z nim porozmawia i wyjaśni.
Minęło kilka dni i nic, więc przypomniałam nauczycielce, ze syn nie odzyskał swojej zabawki i czy mogłaby mu pomóc w tej sprawie.
Dzisiaj jest już grubo miesiąc po, w dalszym ciągu nie ma zabawki, syn mówi, że wstydzi się upomnieć o swoje, mówi, żebym ja pogadała jeszcze z panią, ja z kolei nie chcę jej zawracać głowy bo było mówione, że panie nie odpowiadają za zabawki przynoszone z domu. Regularnie sprawdzam kosze z zagubionymi rzeczami łudząc się, że rodzice chłopca zauważyli u niego obcą zabawkę i odnieśli, ale nie.
W tej chwili nie pozwalam synowi zanosić zabawek do przedszkola, syn powiedział głośno w szatni, że on nie przynosi bo mu dzieci zabiorą, trochę mi się głupio zrobiło, ale w sumie prawdę mówi.
Napiszcie jak wy postępujecie w takich sytuacjach?