tabakierka2
27.03.14, 07:40
spójrzcie proszę na sytuację i jeśli możecie odnieście się.
Odbieram syna z przedszkola i otrzymuję informację, że był dziś niedobry.
Wersja pani nr 1 - podczas obiadu podawał sobie ręce z kolegami. Pani powiedziała, że cała 3 ma wstać. Mój syn jako jedyny nie wstał. Pani nr 2 powiedziała, że ma więcej siły niż on, i lepiej, żeby sam wstał. Syn wstał i pobiegł do kąta, gdzie stał i uderzał ze złości w szafę. Później wrócił do grupy ( chyba sam sobie karę wymierzył), jakiś chłopiec do niego podszedł i coś do niego powiedział, a syn go kopnął (chłopiec nie płakał z relacji pani).
Pani nr 1 przedstawiła mi sytuację w słowach 'nigdy nie widziałam żeby ktoś się tak złościł' i w ogóle miałam poczucie, że syn to najgorszy z najgorszych, pomimo, że on sam przedszkole lubi, dzieci go lubią i pani nr 2 również ( na pożegnanie syn rzuca się jej na szyję, daje buziaka, mówi, że ją kocha - i ona podobnie na syna reaguje). Jak już byłam w sali to pani nr 1 kazała synowi przeprosić chłopca, którego kopnął. Syn zawstydził się i uciekł z sali (schował się za drzwiami). Wtedy pani nr 2 wzięła tamtego chłopca za rękę, wyprowadziła z sali, chłopcy podali sobie ręce w ramach zgody i tyle... Pani nr 2 powiedziała, że było jej przykro jak patrzyła, jak syn się zdenerwował.
No i teraz co?
Mąż uważa, że pani nr 1 rozdmuchała temat i, że chyba aż tak źle nie było.
Czy powinnam coś z tym fantem zrobić czy uważać, że temat zamknięty?
Wcześniej żadnych skarg nie było, ale też syn siedział przy stoliku koło swojego przyjaciela. Na pytanie dlaczego już razem nie siedzą "bo jesteśmy gaduły".