antonina_74
30.08.04, 13:55
Sytuacja z dziś. Plac zabaw. Karuzelka na 4 koniki na platformie, na niej 5-6
przedszkolaków w tym mój syn. Kręcą szybko, wsiadają, zsiadają, zeskakują,
jeden wielki wir rozbawionych dzieciaków. Podchodzi mamusia z 4latkiem na
oko, zarządza: Chłopcy, proszę ładnie usiąść, Patryczku, wsiadaj, ja was
pokręcę. Zaczyna kręcić w żółwim tempie. Chłopcy - szybciej! Mamuśka -
szybciej nie wolno bo spadniecie. Jeden z chłopców próbuje z nią kręcić. -
Nie wolno tak szybko! Zostaw! Teraz w drugą stronę (do tyłu!!!) bo wam się w
głowach zakręci.
Rozpędziła towarzystwo, które zniechęcone rozlazło się po placu

Za chwilę stoi przy zjeżdżalni i... Nie tak szybko chłopcy! Po kolei!
Patryczku, po schodach tylko z mamusią za rękę, sam nie wchodź bo spadniesz!
Chłopczyku, nie zjeżdżaj tak szybko.
Jak poprzednio - skutecznie rozpędziła grupę świetnie się bawiących
chłopaków. A jej Patryczek na pewno nie był w tej grupce najmłodszy, za to na
pewno miał najbardziej nadopiekuńczą matkę

Szkoda mi było tych dzieci a najbardziej jej syna...