a co sądzicie o PARÓWKACH?

14.10.04, 11:36
Czy dajecie swoim dzieciaczkom parówki?. Jak wiadomo ich skład jest
nieciekawy, sądze, że dotyczy to również cielęcych. Zawierają zmielone krowie
wymiona, kopytka, rogi , flaczki i inne świństewka. Brrrr jak pomyślę, że
swego czasu dawałam je mojemu dziecku. Pani alergolog przestrzagła mnie przed
tego typu produktami, a i do innych przetworów typu np. szynki miała
zastrzeżenia, gdyż zawierają kazeinę i inne polepszacze oraz konserwanty.
Najlepiej samemu robić szyneczkę. Po prostu upiec w piekarniku. Hmm, ale jest
problem mojej Emi to niesmakowało, więc teraz daje szynkę, a z parówek
zrezygnowałam. Parówki to produkt III kategorii. A wy co o tym sądzicie?.
    • mama_radka Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 14.10.04, 11:43
      Co do parówek to nie daję i nie pozwalam nikomu aby dawał synkowi, bo tam jest
      wszystko oprócz czegoś jadalnego.
      Co do szynki czy polędwicy - jasne samemu najlepiej zrobić, ale przecież nie
      zawsze jest taka możliwość, także szynkę czy polędwicę daje synkowi (chociaż
      ostatnio najbardziej lubi suchy chleb)..... Ma 13 miesięcy.
    • edwo Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 14.10.04, 11:44
      Ja daję berlinki. Moim zdaniem są najlepsze wśród parówek, zwykłych parówek
      sama nie lubię. Berlinki bardzo smakują dzieciakom i jeszcze się nie zdarzyło,
      żeby któremuś zaszkodziły. Jakby człowiek tak chciał naprawdę ekologicznie to
      by chyba z głodu umarł. Przecież jak kupujesz mięsko w sklepie surowe, to też
      nie wiadomo, co ta świnia czy krowa żarła. No a chyba samemu hodować zwierzaki
      to przesada. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach nie uchroni się dziecka
      przed kontaktem z róznymi dziwnymi substancjami, których jest pełno w jedzeniu,
      a przecież jeść coś trzeba.
    • olka_sos Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 14.10.04, 11:59
      Odpowiedzi poszukaj również we wcześniejszych wątkach (też na forum o
      jedzeniu), bo ten temat był już wiele razy poruszany.
    • martaglowacka Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 14.10.04, 12:03
      Ja daję, ale tylko Berlinki Morlin. Nie wiem czy są lepsze, ale tak mi się
      wydaje. Zresztą prawie wszystko ma teraz tyle konserwantów i chemii, że chyba
      nie da się jej uniknąć.
      Pozdrawiam
      Marta

    • kanna Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 14.10.04, 12:26
      Z mężem jadamy tylko parówki Złoty indyk i czasem pozwalamy je jeść synkowi.
      Wszystkie "dzieciowe" parówki sa tak tłuste, że to pojęcie ludzkie przechodzi :
      ( Próbowałam tez light Sokolowa, ale one znowu nie maja zadnego smaku.

      pozd. Ania
      • oyate Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 14.10.04, 12:33
        A ja nigdy nie przesadzam. Dziewczynki jadły różne parówki (Morlinki nie bo
        mnie nie stać).Smakowały im aże to była jedyna rzecz jaką jadły to im dawałam.
        Zwykłe ze sklepu. I jakoś do tej pory im nic nie było.
    • iwles Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 14.10.04, 12:37
      A my spróbowalismy (Paweł ma 13 miesięcy - niecałe) paróweczki z indyka.
      Smakowały baaaaaaaardzo, efektów ubocznych nie było, więc chyba od czasu do
      czasu bedziemy podawać dalej.
      • wegatka Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 14.10.04, 20:29
        Moje dzieci jadają parówki "Złoty indyk" zwykłe albo z serem, sa lekko wędzone
        i nie tłuste. A Morlinek do ust nie chcą brać, ani żadnych innych.
        • penelina Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 14.10.04, 20:48
          Moja Amelka jada paróweczki.Kupuję jej wyłącznie parówki "Sokolik" bo mają
          atest IMiD.Morlinki też ten atest,co prawda mają,ale Amelka ich nie
          lubi."Sokoliki" je bardzo chętnie-obydwie wersje-i paróweczki,i kiełbaski(też z
          atestem)

          Myślę,że rację ma tu jedna z Mam-gdybyśmy dokładnie analizowali,co jadamy,z
          czego to powstało itd.-to faktycznie okazałoby się,że cała żywność jest
          niejadalnasmile)

          Pozdrawiam serdecznie.
      • dusialodz Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 26.10.04, 09:53
        Ja najchętniej kupuję parówki Złoty indyk. Owszem bili na alarm w telewizji,
        żeby nie dawać dziciom parówek, to przestałam na jakiś czas. Teraz jednak
        powróciłam to nich. Kupuje różne parówki. Jak jest dziecko głodne to zje każdą,
        choć niektóre to nawet mi nie smakują!!! Gdybyśmy się mieli przejmować tymi
        wszystkimi bzdurami to nawet chleba byśmy nie jedli, a przecież jemy, prawda?
    • werbena11 Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 14.10.04, 21:55
      ja nie daje i sama nie jem, no moze sporadycznie hot-doga, jak jestem w podrozy
      i nie mam czasu zjesc. Ale na razie chce dawac jak najlepsze rzeczy dziecku,
      wydaje mi sie, ze lepiej dawac mieso, szynke (znalazlam dosc prawdziwa, z mala
      iloscia polepszaczy)
    • reniatoja Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 14.10.04, 23:14
      Niestetey, lubiłam kiedys parówki, ale odkad wiem o tyh wymionach, kopytach,
      siersci i innych resztkach, które stanowią skład tego delikatesu, to niestety
      nie jestem w stanie prełknąć. Nie mówiąc o tym, jak kiedys gdzieś widziałam
      chyba na filmie, jak facet łapa wycierał nochal, a potem tą samą łapą wyrabiał
      masę parówkową przygadujac, zę sielepiej będzie kleiło. Ble, nawet teraz jak o
      tym pisze, ślina mi się zbiera w ustach - zawsze tak mam przed wymiotami.
    • antonina_74 Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 15.10.04, 00:42
      sądzimy że najlepiej byłoby zakupić świnkę, wyhodować ją na ekologicznej trawie
      nawożonej nawozem od tej świnki, następnie zarżnąć, upiec w węglowym piecu i
      rozkoszować się smakiem "naturalnej szynki". Ponieważ to niestety niemożliwe
      jemy parówki i sklepową szynkę starając się zbyt długo nie zastanawiać nad tym
      z czego są zrobione smile

      Aha, w wymiona i kopytka w parówkach jednak nie jestem w stanie uwierzyć smile
      • fasolka99 Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 15.10.04, 11:25
        I masz racje, bo ich nie ma. Tak jak nie ma w nich papieru toaletowego, co tez
        kiedys bylo oglaszane smile Jako studentka mialam praktyki zawodowe w z-dach
        miesnych (a bylo to sporo czasu temu, od tej pory jakosc i czystosc zakladow
        spozywczych sie zdecydowanie ucywilizowala) i na wlasne oczy widzialam jak sa
        robione parowki. Nikt w nich lapa nie miesza, od tego sa specjalne urzadzenia!
        Fakt, ze miesko do nich uzywane nie jest pierwszej kategorii, ale nie ma tam
        zadnej siersci czy wymion. Jest tluszcz, wypelniacze bialkowe, emulgatory. I
        stad parowki sa takie sobie - przede wszystkim zawieraja mnostwo tluszczu. Co
        do reszty dodatkow - to znajdziecie je we wszystkich wedlinach z masowej
        produkcji. I jak w innym asortymencie wedliniarskim, tak i wsrod parowek znajda
        sie lepsze i gorsze.
        A my parowki jadamy, srednio raz w miesiacu i sa to Morlinki dla dzieci albo
        ew. berlinki. Wierze, ze to te "lepsze" smile Nie dajmy sie zwariowac, bo
        faktycznie przyjdzie swinke chodowac. Tylko kto ja potem ubije? Generalnie to
        zycie nie jest zdrowe, a szczegolnie zycie w miescie - alergie moich dzieci
        znikaja natychmiast po wyjezdzie na wakacje.
        • fasolka99 "H"odowac oczywiscie, ale byk. 15.10.04, 11:27
        • antonina_74 Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 15.10.04, 14:50
          Tak przypuszczałam że jednak nic straszliwego w parówkach nie mieszkasmile
          Berlinki moje starsze dziecko uwielbia, potrafi zjeść 4 sztuki na kolację.
    • edytkus Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 15.10.04, 07:55
      Moje dziecko ma dwa lata i parowek nie jada z dwoch powodow:
      - listerioza najlatwiej zarazic dziecko podajac mu parowki (nie wskazane tez w ciazy)
      - parowki to (na rowni z popcornem i rodzynkami) jeden z najczesciej dlawiacych pokarmow -
      dwuletnie dziecko ma przelyk grubosci slomki! nie zawsze da sie uratowac dlawiacego sie malucha sad )
      • edwo Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 15.10.04, 08:53
        O rany, dziewczyno skąd masz takie sensacyjne wiadomości o tej listeriozie i
        przełyku grubości słomki?! Czy możesz podać jakieś źródło swojej wiedzy, bo
        jakoś kłóci się ona z moją wiedzą na wymienione tematy, ale może jestem w
        błędzie. Dlaczego niby parówką łatwiej się zadławić, niż dajmy na to kotletem
        mielonym? I jakim sposobem dziecko dwuletnie jest w stanie cokolwiek przełknąć
        z takim przełykiem? Chyba troszeczkę przesadziłaś z tą słomką?
        • edytkus Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 29.10.04, 07:15
          edwo napisała:

          > O rany, dziewczyno skąd masz takie sensacyjne wiadomości o tej listeriozie i
          > przełyku grubości słomki?! Czy możesz podać jakieś źródło swojej wiedzy, bo
          > jakoś kłóci się ona z moją wiedzą na wymienione tematy, ale może jestem w
          > błędzie.

          A jakiej grubosci wg Ciebie moze byc przelyk dwulatka? J anei pisze o cienkiej slomce do mieszania
          koktajlu a takiej, dajmy na to z McDonald's czyli dosc grubej ale jednak wciaz waskiej. Jakis miesiac
          temu w NYC dwuletni chlopiec udlawil sie popcornem - po prostu zapchal nim buzie, jedno ziarnko
          utknelo gleboko w przelyku i nawet wykwalifikowana pielegniarka ktora byla na sali nie byla wstanie
          mu pomoc. Po tym wydarzeniu w mediach bylo bardzo glosno o zadlawieniach u dzieci i stad moje
          informacje.

          Dlaczego niby parówką łatwiej się zadławić, niż dajmy na to kotletem
          > mielonym?

          Nie no, przeciez kotlet jest o wiele miekszy niz parowka, latwiej go zmiazdzyc czego z kawalkiem
          parowki dziecko chyba nie da rady zrobic?

          I jakim sposobem dziecko dwuletnie jest w stanie cokolwiek przełknąć
          > z takim przełykiem? Chyba troszeczkę przesadziłaś z tą słomką?

          Wlasnie o to chodzi ze pokarm musi byc elastyczny, plynny, miekki, rozpuszczalny czyli taki ktory w
          przelyku nie utknie blokujac przeplyw powietrza. Przeciez nawet doroslym zdarza sie smierc z
          zadlawienia (czy nie tak wlasnie zmarl Alfred Hitchcock?).
          • aga_rn Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 29.10.04, 08:51
            Ladnych pare lat temu, podczas zajec z udzielania pierwszej pomocy
            (resuscytacja oddechowo-krazeniowa), uslyszalam od prowadzacego zajecia
            ratownika medycznego iz hot dogi to najczestszy pokarm ktory powoduje
            zakrztuszenia/zadlawienia u dzieci. Chodzilo o Ameryke Pln. A temat wyplynal
            przy okazji cwiczenia "Heimliech maneuver".
            AgaRN
          • edwo Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 29.10.04, 10:18
            > Wlasnie o to chodzi ze pokarm musi byc elastyczny, plynny, miekki,
            rozpuszczaln
            > y czyli taki ktory w
            > przelyku nie utknie blokujac przeplyw powietrza.



            Kobieto mylisz przełyk z tchawicą!!!! Zadławienie polega na tym, że coś
            wpadnie jak to się potocznie mówi "nie w tą dziurkę" czyli zamiast do przełyku
            to do tchawicy. Przełyk jest zdecydowanie szerszy od słomki nawet tej z
            McDonalda. Poza tym 2-latek je przecież normalne jedzenie, kanapki, surówki,
            ziemniaczki itp. itp. a nie żadne płynne papki. A jeżeli chodzi o ścisłość to
            nawet wodą można się zadławić i papkowatą zupką też.
            Zapewniam cię, że dziecko 2 letnie jest w stanie "zmiażdżyć" (ja bym
            powiedziała raczej pogryźć) zarówno kotlet, jak i parówkę, a nawet jabłko,
            gruszkę i wiele inny twardszych od parówki pokarmów.
            A czy ty jesteś mamą 2-latka lub starszego dziecka? Bo z tego co piszesz to nie
            masz pojęcia o żywieniu dzieci w takim wieku. Jeżeli masz zamiar karmić swoje
            dziecko w wieku 2 lat papkami to gratuluję pomysłowości. Moje dzieci już w
            wieku 1 roku jadały różne rzeczy nie w postaci papek.

            • edwo Re: powyższe było do edytkusa oczywiście 29.10.04, 10:19
            • edytkus Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 29.10.04, 16:58
              edwo napisała:



              > A czy ty jesteś mamą 2-latka lub starszego dziecka? Bo z tego co piszesz to nie
              >
              > masz pojęcia o żywieniu dzieci w takim wieku. Jeżeli masz zamiar karmić swoje
              > dziecko w wieku 2 lat papkami to gratuluję pomysłowości. Moje dzieci już w
              > wieku 1 roku jadały różne rzeczy nie w postaci papek.

              Moje dziecko ma 26 m-cy i nie jada papek (nigdzie nie pisalam o papkach), ale nie dostaje tez
              parowek, popcornu, twardych cukierkow, orzechow, rodzynek i jeszcze paru innych rzeczy ktorymi
              mogloby sie udlawic - i o tym sa moje posty a nie o papkach.
              • funieczka Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 01.11.04, 16:28
                i moze dlatego sa hyperaktywne?
              • edwo Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 02.11.04, 08:19
                Jeżeli nie masz na myśli papek to jak inaczej nazwiesz opisaną przez siebie
                konsystencję pokarmu - "Wlasnie o to chodzi ze pokarm musi byc elastyczny,
                plynny, miekki, rozpuszczalny czyli taki ktory w
                przelyku nie utknie blokujac przeplyw powietrza. "
                Poza tym jak już pisałam wcześniej zadławić się można niestety wszystkim.
        • edytkus Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 29.10.04, 07:30
          edwo napisała:

          > O rany, dziewczyno skąd masz takie sensacyjne wiadomości o tej listeriozie

          Jesli znasz angielski wrzuc w wyszukiwarke "hot dog listeriosis" albo "toddler listeriosis" - duzo tego.
          Przyklad:
          www.chowhound.com/boards/general/messages/123260.html
          • edwo Re: do edytkus 29.10.04, 11:09
            Ale zgodzisz się chyba, że w gotowanych parówkach nie ma prawa już być żadej
            listeriozy. W przytoczonym przez ciebie przykładzie wspomniano o tym. A ja
            nigdzie nie pisałam, że daję dzieciom zimne parówki. Otóż u nas w domu nikt nie
            lubi zimnych parówek, tylko na gorąco, więc chyba nie ma obawy o listeriozę w
            związku z parówkami.
            • edytkus Re: do edytkus 29.10.04, 16:51
              edwo napisała:

              > Otóż u nas w domu nikt nie
              >
              > lubi zimnych parówek, tylko na gorąco, więc chyba nie ma obawy o listeriozę w
              > związku z parówkami.

              Super, nie zapominaj ze nie wszystkie rodziny sa takie jak twoja.
              • funieczka Re: do edytkus 01.11.04, 16:29
                a twoja jest znowu najlepsza? ty pwoeidz nam jak sie robi zeby dziecko bylo
                hyperaktywne bo my tu naprawde nie wiemy!
                • edytkus Re: do edytkus 01.11.04, 17:57
                  funieczka napisała:

                  > a twoja jest znowu najlepsza? ty pwoeidz nam jak sie robi zeby dziecko bylo
                  > hyperaktywne bo my tu naprawde nie wiemy!

                  Biorac pod uwage twoja aktywnosc na forum chyba wystarczy je nazwac funieczka?
      • kanna Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 15.10.04, 10:55
        Parówki trzeba GRYŹĆ - podobnie jak jabłko, pieczywo chrupkie czy rodzynki.
        Jesli dziecko normalnie gryzie, to ryzyko zadławinia sie parówka jest
        identyczne, jak budyniem.

        pozd. Ania
        • edytkus Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 29.10.04, 07:28
          kanna napisała:

          > Parówki trzeba GRYŹĆ - podobnie jak jabłko, pieczywo chrupkie czy rodzynki.
          > Jesli dziecko normalnie gryzie, to ryzyko zadławinia sie parówka jest
          > identyczne, jak budyniem.

          Masz racje, ale male dzieci nawet majac wszystkie zeby nie musza umiec sie nimi prawidlowo
          poslugiwac lub miec wystarczajaco duzo sily aby rozgryzc kazdy rodzaj pokarmu. Bardzo czesto dzieci
          wpychaja jedzenie garsciami do buzi oraz polykaja w pospiechu. Dlatego niektore rodzaje zywnoscia
          stanowia zagrozenie.

          Wracajac do parowek to wg ksiazki o drugim i trzecim roku nie powinno sie ich czesto podawac nie
          tylko ze wzgledu na wzmozone ryzyko zakrztuszenia (jesli juz trzeba je podwojnie pokroic) ale tazke
          duza zawartosc tluszczu, mala zawartosc protein, czesto "dziwny" sklad chemiczny. Parowki podawane
          malym dzieciom nie powinny zawierac nitratow.
      • funieczka wlasnie to jest problem z edytkusem!! 25.10.04, 17:59
        wszystkie jej rady sa niebezpieczne. Wlasnie dlatego tepie te babe na
        wsyzstkich forach i daje znac ludziom zeby uwazali na to co ta baba radzi bo
        czesto, bardzo czesto jej rady sa niebezpieczne.
        • emilka_emilka do funieczki 09.11.04, 20:44
          Czegoś ty się kobieto nałykała? Może mały urlop...
    • olka_sos Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 15.10.04, 09:04
      A ja uważam że z niczym nie należy przesadzać, parówki są dobre ale nie
      codziennie. Raz na jakis czas na pewno nie zaszkodzą, a zawsze jest to jakies
      urozmaicenie diety malucha. Moje roczne dziecko je parówki, bardzo mu smakują i
      żadnych sensacji żołądkowych po tym nie ma.

      pozdr. ola
    • mamadwojga Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 15.10.04, 09:07

      Daję radczej cieńkie kiełbaski niż parówki. U nas w sklepie przedają takie
      drobnomielone kiełbaski, które są dość drogie bo mają cenę jak szynka ale za to
      jest w nich normalne mięso a nie jakieś wymiona. Nie są też tłuste.
      Myślę że nie warto przesadzać w unikaniu tego czy innego rodzaju pokarmu bo
      zadławić się można i łyżeczką wody (córka Ewy Błaszczyk), a zarazić się można
      prawie wszystkim i prawie wszędzie.
      Faktem jednak jest że niektóre wędliny nie służą dzieciom. A inne nie smakują.
      U nas w domu "idą" tylko wędliny najlepszego gatunku, bez skazy. Kiedy kupię
      jakąś szynkę która nie jest idealna to nikt jej nie zje. Ale ponieważ jest to
      dość drogi interes to mięsa jemy nieczęsto, ale jak już to naprawdę dobre. Ja
      wolę plasterek dobrej szynki raz w tygodniu niż codzienne kanapki z mielonką.
      Pozdrawiam
      • lizbetka Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 25.10.04, 19:23
        Dziewczyny , jedna uwaga . Pracowałam w zakładach mięsnych , przy produkcji .
        Zakłady znane w całym kraju , produkują również parówki z atestem dla dzieci .
        I najmniej bym się na Waszym miejscu przejmowała składem parówek , czy wędlin
        najgorsze jest to że praktycznie rzadko kto z pracowników myje ręce po wyjściu
        z toalety . I to jest dopiero obrzydliwe , a nie skład parówek .
        Pozdrawiam . Lizbetka
    • karinka17 Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 25.10.04, 18:45
      z tymi parówkami to jest tak jak kiedyś słyszałam o dżemie...
      że w nim glizdy, robactwo itp. śmieci....

      My parówki jadamy, ale tylko Bobaski, bo inne Małej nie smakują a szczególnie
      te polecane przez IMiD. Naprawdę próbowałam ale ugryzła raz i wypluła mi na
      rękę. Pozatym jadamy normalne szynki ze sklepu, kiełbaski i mięsko i jak na
      razie nikomu nic nie ma big_grin

      Karina i jej córcia PAULA-ŁOBUZIARA
      oraz Robson z SIOSTRZYCZKĄ ;o).
    • agape3 Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 25.10.04, 22:15
      jeZu,nie!!!!!!!!!!!!!!111to najgorsze w świecie świństwo,wolę nie wiedzieć co
      TAM JEST
    • mamaszyma Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 26.10.04, 09:40
      Szymek uwielbia parówki. Daje mu tylko morlinki, parówki parówki z indyka
      kiełbaski. bardzo je lubi. na kolacje zjada dwie sztuki i jakbym mu dała więcej
      to zjadłby i ze cztery chyba. Ale nie daję mu częściej niz dwa razy w tygodniu.
      Daje mu też szeneczke z indyka morlinki, i tez mu smakuje. No bo faktycznie
      jest pyszna!
    • vvega Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 26.10.04, 10:09
      ja daje małej (12 m-cy) parówki morlinki, sama parówki uwielbiam i je zajadamsmile
      jak to któraś z dziewczyn napisała - życie jest nie zdrowe, niestetysad ale
      jakoś żyjemy - w sumie to te wędliny są też ładowane nie wiadomo czym, a
      warzywa pędzone także różniastymi świnstwami, a woda w kranie jest bardzo
      niezdrowa, i sery też mmają różne rózności, niestety mieszkam w bloku i na
      balkonie tylko szczypiorek mi rośniesad a ze zwierząt "hoduje" jedynie psa, ale
      za chudywink.....nie mozna z niczym przesadzac z parówkami teżsmile
    • aliciaal Re:co sądzicie o PARÓWKACH? - reklamowka" Morlinek 26.10.04, 15:45
      Ja tez miałam spore wątpliwosci co do zawartosci parowek ale kiedys dałam
      mojemu 14-miesiecznemu synowi kawałek i bardzo mu smakowały. Teraz kupuje mu
      Morlinki(parowki dla dzieci) - zakladam ze ktos je bada i ze jednak zawieraja
      tylko "substancje" nieszkodzace malym dzieciom. Natomiast moj synek je
      uwielbia. Na hasło "chcesz kiełbaskę". Staje przy lodowce, wyciaga raczki do
      gory i niecierpliwie podskakuje. Potem bierze paroweczke, siada na swoim kocyku
      i z luboscia zjada. I nigdy nic mu po nich nie było.
    • mamamarka Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 26.10.04, 16:03
      W parówkach dobrej jakości czyli np berlinkach morlim nie ma więcej świństw niż
      w np kurczakach pędzonych na sterydach. Parówki wypełniane są soją, która może
      po prostu dzieciaczki uczulać i dlatego nie powinno się ich dawać.
      • renik.w Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 26.10.04, 16:44
        Nasz Igorek uwielbia parówki - my też - i jak mu nie dac smile kiedy zawsze
        dziaduje przy śniadanku o parówkę wink - je 2,3 razy w tyg. na śniadanie lub
        kolacje zazwyczaj morlinki , ale czasem tez takie dorosłe
        pozdrawiamy
        • mamatoma polecam te z Konspolu 26.10.04, 16:57
          Osobiscie znam ta firme dobrze. Nawet mialam byc okazje na produkcji. Ich
          "maluszki" sa bardzo dobre i zdrowe. Ich kurczaki sa hodowane bez sterydow, na
          paszy wylacznie naturalnej, bez antybiotykow i czesc jest ubijana w sposob
          bezstresowy, czyli nie ma w ich miesie adrenaliny.
          Poza tym kupuje tez morlinki. Generalnie jednak sprawdzam, czy maja one atest
          IMiDz. Komus trzeba zaufac w koncu.
          • karinka17 Re: polecam te z Konspolu- ja również.. 27.10.04, 09:58
            chcrestny Małej tam pracuje i jak kiedys się go spytałam to powiedział, że
            skoro on to swoim dzieciom daje to są ok smile
            Pozatym Paula tylko te chce jeść smile i nazywają się "Bobaski" smile
    • anjo_29 Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 27.10.04, 09:39
      Synek zajda parówki, ale są to parówki odtłuszczone (Zakłady GROT), trochę
      droższe niż zwykłe (11zł/kg) i mniejsze, takie akurat do rączki maluszka. Są o
      niebo lepsze w smaku (po prostu mają smak a nie samą wodę), synek zjada je
      głównie na ciepło - jedna paróweczka dziennie. Próbowaliśmy Morlinek, owszem
      dobre, ale nie lepsze niż GROTA.
      Pozdrawiam,
      Monika
      • rybka33 Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 27.10.04, 14:20
        Osobiście nie mam nic do dobrych parówek.Oprócz Berlinek kupuję małej{15 miesięcy}Krakuski i paróweczki Sokołów.Są naprawdę smaczne i nie "puchną" w gotowniu jak inne parówki.
    • olkawo Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 29.10.04, 09:50
      wszędzie jest chemia i chociażby nie wiem co nie ustrzeżemy dzieci przed nią (
      no chyba że wszystko będziemy robić same co dla mnie mamy pracującej jest
      nierealne), kupując warzywa czy owoce też nie mam pewności gdzie one rosły albo
      jak były przechowywane. Ja mojemu małemu kupuję kiełbaski cielęce w opakowaniu,
      nie pamiętam jakiej firmy ale mają w każdym bądź razie atest Instytutu Zdrowia
      Matki i Dziecka, więc wierzę że nie sa zrobione z byle czego, wędliny daje mu
      sporadycznie i tylko z indyka. Żadnej wieprzowiny (sama nie jadam), czasmi
      wołowine (ciągle obawiam się BSE)

      Pozdrawiam
      Ola i Mateo (15.08.03)
      • madelaine6 Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 29.10.04, 17:28
        No dla mnie takie teksty,ze w parowkach jest szczecina
        i kopyta mielone to jakis horror!
        Moze i sa niedobre parowki (tluste,z mielonych resztek?),
        ale jest tez wiele rodzajow,ktore sa odpowiednie dla dzieci.
        I takie wlasnie daje synkowi.
        Nie popadajmy w przesade.
        smile
        • kruffa Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 02.11.04, 12:30
          Wymiona, uszy etc to dla mnie mały piskuś. Zawsze lubiłam salceson, wiem z
          czego się go robi (ten domowy) i to mi nie przeszkadza.
          Przeraża mnie natomiast masa tłuszczowo-żelująca (obraz straszliwy), która
          przyjeżdza do masarni w formie bloków i jest głównym składnikiem parówek sad.
          Róznica pomiędzy drobiowymi, cielęcymi a np. wieprzowymi polega najczęściej na
          tym, ze do pojemników z tą masa dodaje się np. 10% odpowiedniego mięsa.
          Kiedyś bardzo lubiłam parówki, ale już ich sama nie jadam, o dziecku nie
          wspomnę.
          Mam akurat małego alergika, alegolog który nas prowadzi zabroniła kiedykolwiek
          dawać małej parówki, nawet wtedy gdy już wyrośnie z alergii pokarmowej. Rozbiła
          rozeznanie i tak naprawdę nie istnieją parówki dobre dla dzieci. Te określane
          tym mianem zawierają po prostu trochę mniej syfu. Niemniej jednak nie jest to
          pożywienie, podobnie jak fast foody odpowiednie dla nikogo, a tym bardziej dla
          dziecka.
          Naprawdę żałuję, że tak jest bo jako dziecko bardzo je lubiłam sad

          Kruffa
    • maselko2 Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 29.10.04, 21:23
      ja kupuje mojej niuni parówki dla dzieci, które nazywają się smakusie. Są
      drobiowe, malutkie i kupuje się je na wagę, więc nie są tak chemiczne jak te
      pakowane. Są super smaczne.
    • poczta105 Re: a co sądzicie o PARÓWKACH? 03.11.04, 13:16
      Nie bierzcie tego świństwa sami, a co dopieru dziecku! Nie jestem
      wegetarianinem, uwielbiam mięsa i wędliny, ale nie każdy produkt na tę nazwę
      zasługuje. Zwrućcie uwagę, że niektóre te wyroby nawet nie mają w nazwie
      słowo "parówka". Jest to tzw. kiełbasa homogenizowana. BRR...
      Tak niedawno glówny inspektor sanepidu zalecił niepodawanie parówek dzieciom w
      przedszkolach. Zabronić nie mógł, bo takie jest prawo. Wyobraźcie więc sobie co
      tam jest skoro w taki sposób już się do tego odnosi sanepid.
      Nie kupujcie tych przetworzonych świństw. Róbcie wędliny sami, a jeżeli macie
      namiary na prawdziwych wędliniarzy i sklepy z prawdziwymi wyrobami to dajcie
      znać!
      A dla ciekawych przesyłam dość długi artykuł, ale warto:

      MIĘSNA WOLNOAMERYKANKA
      czyli, jak w dziś w Polsce produkuje się przetwory mięsne

      Kupując szynkę w sklepie, nikt z nas nie wie, czy woda z wielofosforanami i
      pochodnymi azotu zajmuje w niej 30, 50 czy 70 procent Reportaż ten ukazał się w
      Gazecie Wyborczej, 26-27.10. 2002 r.
      Na środku peklowni stoi głośno pracująca trzęsąca się maszyna wielkości
      dużej pralki. To główna bohaterka tej historii - nastrzykiwarka. Obok niej w
      plastikowym kuble pływa bladoszara maź pokryta gęstym kożuchem, który dopiero
      po kilkakrotnym zamieszaniu palcem ukazuje powierzchnię płynu. Nastrzykiwarka
      za pomocą specjalnych igieł wlewa, ile się tylko da, tej szarej cieczy do
      wysokogatunkowych wędlin. "Szyneczka prezesa", "baleron babuni", polędwice i
      wędzonki, które każdego tygodnia kupujemy w sklepie, po opuszczeniu
      nastrzykiwarki zwiększają swoją wagę od kilkudziesięciu do stu procent.
      Mam ten zakład od 18 lat. Kiedy jeszcze była to prowincjonalna masarnia,
      włożyłem w nią wszystkie oszczędności. Swoje, żony i właściwie całej rodziny -
      mówi mi ostatniego dnia Zygmunt, właściciel tego zakładu, gdy przy wódce
      próbujemy wszystkiego, co nastrzykiwarka wypluła w ciągu tygodnia. Ma 50 lat,
      chodzi po zakładzie w garniturze, wypachniony perfumami i, jak twierdzi, zjadł
      własne zęby na produkcji wędlin. Zgodził się, żebym przez tydzień na własne
      oczy oglądał, jak w dziś w Polsce produkuje się przetwory mięsne. Warunek -
      nikt z branży nie rozpozna go w tym tekście. Jego masarnia, zatrudniająca 20
      pracowników, od pół roku jest na krawędzi bankructwa, podobnie jak wiele innych
      firm w branży. – Do niedawna zaopatrywałem ponad setkę punktów w województwie,
      otworzyłem sieć własnych sklepów, eksperymentowałem z nowymi produktami.
      Katastrofa przyszła w lecie zeszłego roku. W ciągu kilku miesięcy sprzedaż
      spadła o kilkadziesiąt procent. W okolicy gwałtownie zaczęło rosnąć
      bezrobocie, ludzie przestali kupować mięso albo robili to znacznie rzadziej.
      Nawet w stanie wojennym, gdy mięso było na kartki, jedli go znacznie więcej.
      Nie wiadomo ile zakładów zbankrutowało w ciągu ostatnich 12 miesięcy. W
      porównaniu z połową lat 90. Liczba przetwórni jest dziś mniejsza o połowę.
      Reszta rozpoczęła walkę o przetrwanie. Walkę na ceny. Począwszy od małych,
      chałupniczych zakładów po giełdowych potentatów wszyscy redukują koszty. Firmy
      się łączą, zwalniają ludzi, ograniczają zużycie energii. 80 procent kosztów
      produkcji stanowił do niedawna surowiec. Wrzucanie coraz większych ilości
      ścięgien, skór i tłuszczów do kutrów (młynów) mielących mięso na parówki i
      kiełbasy nie było już rozwiązaniem na miarę tych czasów. Producenci zdecydowali
      się na krok bardziej radykalny - uzupełniać na masową skalę najdroższe gatunki
      wędlin najtańszym surowcem – wodą Bladoszara ciecz, która donoszona jest w
      plastikowych kubłach do nastrzykiwarni, to rozrzedzone dużą ilością wody
      roztwory stosowanych m.in. do produkcji coca-coli wielofosforanów, azotynów i
      azotanów, które wykorzystuje się także przy wytwarzaniu materiałów wybuchowych
      i nawozów rolniczych. Fachowa nazwa tej cieczy to solanka. Litr solanki
      kosztuje złotówkę. Dziesiątki igieł pracujących wewnątrz maszyny pompują tą
      solanką płaty mięsa na szynki, polędwice, balerony. Ich waga musi wzrosnąć o
      kilkadziesiąt procent. To jest już żelazny zwyczaj, do którego – chcąc nie
      chcąc - musieli się dostosować niemal wszyscy producenci w kraju. Żeby
      wstrzyknięte preparaty za szybko się nie wylały z mięsa, jego płaty wrzucane są
      następnie do masownicy. Maszyna przypominająca w konstrukcji betoniarkę
      rozgniata połacie mięsa, tak by ciecz w środku została równomiernie
      rozprowadzona. Pan Bogdan obsługujący nastrzykiwarkę, jest jednym z
      najważniejszych pracowników w firmie. Od jego umiejętności zależy wydajność
      całej masarni.
      - Wydajność to dziś kluczowe słowo w przetwórstwie mięsnym - mówi mi Bogdan,
      nie odrywając wzroku od pracującej maszyny. - Dziś 90 procent wysokogatunkowych
      wędlin, które kupujemy w sklepach, to produkty wysoko wydajne. W skrócie
      oznacza to tyle, że kiedy szynka czy polędwica poleży parę dni w lodówce,
      zacznie się z niej wylewać woda. A dokładniej –ten szary płyn, który pod
      kożuchem syntetycznej piany pływa w kuble.
      - Do większości zakładów mięsnych w kraju te maszyny weszły w latach 90. -
      opowiada Zygmunt. - Używane nastrzykiwarki i masownice z Niemiec wędrowały do
      Polski stadami. To był taki najnowszy krzyk techniki, którym ze zrozumiałych
      względów nikt nie chciał się chwalić. Ja sam w 1993 roku pojechałem z trzema
      tysiącami marek w kieszeni po agregat prądotwórczy, ale kiedy zobaczyłem, jakie
      cuda taka maszyna potrafi zrobić z kawałem mięsa, za wszystkie pieniądze
      kupiłem na pniu wysłużony egzemplarz. Tydzień zajęła mi nauka właściwego
      kłucia - wędlinki od razu zyskały na wadze 20 procent, nie mówiąc już o
      apetycznej soczystości...Nawet nie wiedziałem, jak szybko i po cichu
      konkurencja zaopatrzyła się w jeszcze wydajniejsze maszyny. Sztuczne
      zwiększanie soczystości wędlin jeszcze niedawno było tylko wstydliwym
      procederem przyjętym po cichu przez większość producentów. Dostępne urządzenia
      oraz przyjęte w branży zwyczaje pozwalały na zwiększanie w ten sposób wagi
      najlepszych gatunków wędlin do 20 procent. Prawdziwy wyścig zaczął się pod
      koniec lat 90., kiedy znacznie złagodzono polskie normy regulujące skład
      produktów spożywczych, a
      ) ) ) ) jednocześnie na rynku pojawiły się nowoczesne niemieckie maszyny
      nastrzykujące kolejnej generacji. Pompowanie mięsa w polskich zakładach
      przyjęło formę wyścigu między producentami. Dziś na rynku panuje
      wolnoamerykanka - ilość wody w wędlinie ogranicza jedynie jakość sprzętu oraz
      wytrzymałość mięsa. Ostatnio krzykiem mody są maszyny, które
      dzięki elastycznym igłom omijającym kości potrafią "napompować" zwierzaka po
      uboju jeszcze przed rozebraniem go na kawałki. - Do czego lejecie najwięcej
      wody? - pytam Zygmunta, gdy przerwa w dostawie solanki wstrzymała niemal całą
      produkcję w zakładzie. Przede wszystkim do wędzonki, a także do baleronów,
      szynki, polędwicy - produktów o największej wartości handlowej. Kiedyś z
      dziesięciu kilogramów surowej szynki robiło się około 8 kg wędliny. Dziś z tych
      samych dziesięciu kilo najbardziej pazerni potrafią zrobić do 20 kg. Decyduje
      wyłącznie
      technologia. Ja jestem ograniczony kilkuletnią niemiecką maszyną, dzięki której
      mogę rozpędzić się do 50 procent - w 100 kg surowca mogę wstrzyknąć maksimum 50
      kg solanki.
      - Ludziom nie przestały smakować coraz bardziej rozrzedzane wędliny?
      - Przede wszystkim robili to wszyscy i stopniowo, więc udało się ludzi
      przyzwyczaić do nowej jakości. Poza tym, żeby za bardzo nie było czuć, że mięsa
      w mięsie jest coraz mniej, nauczyliśmy się dodawać więcej przypraw.
      Nikt nie wpadł na pomysł zdobycia rynku wędlinami robionymi według
      tradycyjnych receptur - tylko mięso i zioła? Znałem gościa, który chciał taką
      szansę wykorzystać. Oryginalne receptury, przemyślana dystrybucja, reklama w
      dużych miastach. Zbankrutował po sześciu miesiącach.
      Wykończyły go napompowane szyneczki i polędwice; nie był w stanie ch
Inne wątki na temat:
Pełna wersja