a_pynia
07.12.04, 14:40
To tylko taka refleksja, ale w końcu muszę to uzewnętrznić...
Jestem bardzo "starą" uczestniczką forum, ale od bardzo długiego czasu tylko
czytam, bo każda dyskusja przeradza się w walkę na słowa: czyje poglądy są
jedynie słuszne, niektóre osoby aż czują się poszczute, bo śmiały mieć inny
pogląd. Tak się dzieje praktycznie wszędzie, w internecie i w realu.
Przez nagonki i "jedyne słuszne poglądy" popełniłam wiele błędów w wychowaniu
mojej córeczki.
Jeszcze przed urodzeniem słyszałam ze wszystkich stron: tylko karmienie
piersią, żadnych smoczków, dziecko ma spać w łóżeczku i.t.d. W szpitalu nie
uswiadczyło się butelki ani sztucznych pokarmów. W domu Teściowa oczywiście
komentowała, że mam za słaby pokarm, że Agatka za chuda i.t.d. W literaturze,
internecie, telewizji trwała nagonka na osoby karmiące sztucznie. Dziwiłam
się, że nie było pikiet przed firmami produkującymi mleko. Ja twardo karmiłam
piersią co 1,5 - 2 godziny, bo Agatka jadła mało, przysypiała i co chwile
była głodna. Nie pomagało szturchanie, smyranie itp, ona zasypiała przy cycu.
Do tego doszły ciągłe płacze od kiedy skończyła 3 tygodnie.Uspokajała się
tylko przy piersi i trzymana (tylko przeze mnie) na ramieniu. Po 2 tyg
okazało się, że ma zapalenie uszu(jak poszłam prywatnie, bo nasza Pani doktor
leczyła ją na kolkę ha ha!) Od początku postanowiłam się nie stresować i w
nocy brałam ją do łóżka i karmiła się sama

a ja miałam kilka godzin
spokojnego snu. Teraz byłabym już mądrzejsza i po ukończeniu przez Agatkę 1
miesiąca dokarmiałabym ją na noc butelką z treściwszym mlekiem, żeby też
dłużej spała. Łatwiej też by było ją odzwyczaić od piersi, choć i tak miałam
tylko tydzień horroru jak skończyła pół roku i musiałam iść do pracy.
CHCIAŁAM !!!!! iść do pracy. Choć gdybym miała wybór, to poczekałabym, aż
Agatka skończy rok. czasem niepracujące mamy mówią: przecież my w domu nie
siedzimy, sprzątamy gotujemy itd. My pracujące mamy też musimy WSZYSTKO
zrobić! Ale wolę pracować, bo wtedy mam kontakt z ludźmi, nie siedzę
zamknięta w czterech ścianach i nie "cofam się w rozwoju" a naprawdę miałam
takie uczucie pod koniec urlopu macierzyńskiego. Po prostu, jedne kobiety
dobrze się czują siedząc w domu, inne nie. I kropka. Oczywiście jak
postanowiłam oddać dziecko do żłobka, to otoczenie było oburzone! Jak tak
można! Teraz tylko opiekunka! Agatka kochała żłobek, a teraz kocha
przedszkole, na szczęście nie choruje. Dzięki unormowanemu trybowi życia i
wstawaniu o godz 6:30 usypia zaraz po dobranocce, a godzina 20:30 to dla niej
środek nocy. Zawsze bajka czytana na dobranoc, życzenia miłych snów, mamusia
utula i już słodko śpi w swoim pokoju, a w nocy i tak przytupta do rodziców.
I dobrze. Czy to moja zasługa, czy charakter Agatki? Jak czytam o bojach na
temat konieczności spania niemowląt we własnych łóżeczkach(nie starszych
dzieci!)to mnie śmiech ogarnia. Kolejny mit!
A już nawet boję się wspomnieć na temat kar cielesnych dla dzieci...Tu już
mnie rozszarpie święta ikwizycja... Czytałam tony na temat buntu 2 latka,
stosowałam metody psychologiczne i przeczekiwałam histerie, krzyki, tarzanie
się po podłodze i inne takie, potrafiła tak przez kilka godzin. Wreszcie mąż
nie wytrzymał, krzyknął żeby się uspokoiła, nie pomogło, więc ją podniósł i
dał jednego klapsa w pupę. Od tamtej pory histerie jej przeszły jak nożem
uciął. Teraz (3,5 roku) czasem miewa takie okresy marudzenia i płaczu, ale to
jest w momencie przyjścia z przedszkola do domu, jak jest zmęczona. Uważam,
że CZASEM klaps jest nieunikniony jako natychmiastowa kara.
Jeśli będę mieć drugie dziecko, bardzo się będę starać, żeby nie brać
przykładu z wychowywania Agatki, bo z pewnością metody dobre dla niej nie
będą dobre dla innego dziecka...
Niestety nikt jescze nie wymyślił dobrej recepty na wychowanie... Teraz do
wszystkiego podchodzę z dystansem, okazuje się, że wiedza naszych Mam i
Teściowych często jest bardzo przydatna, tylko trzeba ją trochę odkurzyć

,
do najnowszych "odkryć" też podchodzę ostrożnie. Najważniejsze, to słuchać
rozsądku i serca, z naciskiem na serce...