martucha1
08.12.04, 13:51
Moja 11 misięczna córeczka właściwie od urodzenia nie znosi jeść

. Po
trzech tygodniach od urodzenia nie przybrała prawie wcale więc musieliśmy
przejść na karmienie ściąganym mlekiem, żeby kontrolować ile zjadła. Nie chce
mi się nawet wspominać ile było z tym roboty (karmienie 50 ml zajmowało
nieraz godzinę).
Generalnie cały czas jest niejadkiem choć nie jest już może tak tragicznie.
Rano zjada mała miseczkę kaszki, na obiad pół słoiczka zupki (pod warunkiem,
ze jest w dobrym nastroju), na kolację czasem 3/4 kaszki i to jest to, co nie
kończy się łzami. Wszytko poza tym ...tragedia! Co do obiadków próbowałam już
wszystkich smaków, gotowania samodzielnie, jajecznicy, chlebka, jogurtu itp. -
nie znosi. Na dodtaek nie chce też niczego pić ani soków, ani wody ani
herbatek. Oczywiśnie zastosowałam już wszystkie chwyty w postaci stałych pór
jedzenia, niegdy w nią nie wmuszam, żeby jej się jedzenie źle nie kojarzyło i
wszystko na nic. Do tej pory cały czas była na 25 centylu ale w czasie
oststniej wizyty okazało się, że już spadła (może nie drastycznie) ale do
jakiegoś 17 centyla. Wiem, ze to tylko statystyki ale mamy niejadków pewnie
wiedzą co przeżywam. Lekarz powiedział, że póki jest wesoła i ruchliwa (a
tego nie można jej odmówić) nie należy się przejmować widocznie ten typ tak
ma. Ale ten 15 centyl i tak jest okupiony męczeniem i siebie i dziecka. Po
prosty z jednej strony serce mi pęka jak widzę tę kaszkę rosnącą jej w buzi
ale z drugiej strony przeciez ona musi jeść.
Pocieszcie mnie i poradzcie mi coś
Marta