Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o wsparci

03.02.05, 16:42
Witam,
po burzliwych dyskusjach na forum " Karmienie butelką" urodzilyśmy
następujący zbiorowy list, który zamierzamy wysłac do róznych dzieciowych i
niedzieciowych mediów.
Jeżeli chcecie sie podpisać pod listem imieniem i nazwiskiem napiszcie na
priv : paravion@poczta.onet.pl, jeżeli nickiem dajcie znak na forum w tym
wątku.
Z góry dzięki - mamy butelkowe smile


Szanowni Państwo,

W ostatnich latach w Polsce zdziałano bardzo dużo, by przywrócić rodzicom
radość i godność przeżywania pierwszych chwil z nowonarodzonym dzieckiem .
Wiele dokonała Fundacja Rodzić po Ludzku, dzięki której akcjom i rankingom
my, młodzi rodzice, mamy dostęp do usług położniczych na dobrym poziomie,
wiemy, jak dbać o siebie podczas wyjątkowych chwil - porodu, pierwszych
momentów spędzonych z naszymi dziećmi w szpitalu.
Ten piękny i sielankowy obraz burzy jednak fakt, że my istniejemy - my,
mamy butelkowe. Spotkałyśmy się na forum Gazety Wyborczej „Karmienie
butelką”. Tu udzielamy sobie wsparcia, porad, pomocy - bo niestety bardzo
często tylko tutaj mozemy na nią liczyć.
Wiele z nas, wbrew lansowanej tezie, jakoby "każda matka mogła wykarmic
własne dziecko" nie jest w stanie dać maluszkowi najlepszego, naturalnego
pokarmu.
Przyczyn jest wiele - nie mamy wystarczającej ilości pokarmu, chorujemy i
musimy przyjmować leki, które są zagrożeniem dla zdrowia naszych dzieci, bo
przechodziłyśmy operacje piersi, po których karmienie jest niemożliwe,
wreszcie czasem także dlatego, że jest nam ciężko się do tego przełamać.
Co matka - to inna przyczyna, historia, zmaganie z niemożliwym. Powody są
różne. My jesteśmy różne. Łączy nas jedno - jesteśmy matkami, kochamy nasz
dzieci i chcemy dla nich jak najlepiej.
I zasługujemy na taki sam szacunek, pomoc i wsparcie, jak matki karmiące
naturalnie.

Niestety, napotykamy na ogromne problemy, które nierzadko zatruwają nam
pierwsze chwile spędzane z naszymi dziećmi. Wtedy, gdy powinnyśmy być
spokojne , odprężone i skupione na dziecku, musimy toczyć walkę z
przeciwnościami losu. Co złego nas spotyka?

Po pierwsze : brak rzetelnych informacji na temat zalet, wad oraz sposobów
karmienia.
Matka, która wie już przed porodem, że nie będzie mogła karmić piersią, jest
praktycznie zdana na samą siebie, swoją intuicję, metodę prób i błędów.
Miota się w poszukiwaniu ważnych informacji - ile butelek , czy i jak
sterylizować, jakie dobrać smoczki? A przede wszystkim - jakim rodzajem mleka
karmić?
Przecież z godnie z ustawą z ustawa o niepromowaniu mlek poczatkowych wsrod
mlodych rodzicow nie mamy nawet prawa do pełnego dostępu do informacji na
temat mleka modyfikowanego dla najmłodszych niemowląt. Strony internetowe
producentów mlek informują o... mlekach od 5 miesiąca życia, gdyż producenci
muszą przestrzegać prawa.
Także ci, na których powinnyśmy liczyć, czyli pediartrzy, bardzo często
odmawiają nam pomocy okraszając wykład o wyższości mleka naturalnego kąśliwym
komentarzem i uwagą, ze robimy krzywde naszym dzieciom, podczas gdy my po
prostu karmimy maluszki w jedyny dostępny nam sposób.
Po drugie : ogromna społeczna presja na karmienie piersią.
Zaczyna sie to już w szpitalu położniczym, gdzie najczęściej stosują
straszliwą presję na karmienie naturalne za wszelką cenę - „straszliwą” bo
ktoś, kto karmić nie może przeżywa serię upokarzających prób zmuszania do
karmienia, komentarzy personelu medycznego, odmowy pomocy w sztucznym
dokarmianiu dziecka. Nagminne jest nieprzygotowanie szpitali do karmienia
sztucznego - brak smoczków i butelek, dokarmianie naszych dzieci przez sodę
przyłożoną do swoich palców, lub łyżeczką, nie bacząc na krztuszenie się
maluszków. Butelka i smoczek to często na oddziale położniczym tabu .
Dochodzi do sytuacji, że posiadanie własnego sprzętu jest niedozwolone.
Zdarza się i tak, że bez wiedzy i zgody matek podaje się dzieciom mleko innej
kobiety (!) zamiast mieszanki. Na porządku dziennym są często nieudane
próby "skłonienia" niemających mleka matek do karmienia poprzez pozbawianie
dziecka sztucznego pokarmu ( dziecko ma próbować ssać i w ten sposób pobudzic
laktację ).Zdarza się także, że dzieci które z różnych powodów nie powinny
być karmione piersią lub wskazane jest ich dokarmienie pozbawione sa mleka
modyfikowanego, co odbija się później na ich zdrowiu.
Kiedy matka i noworodek opuszczają szpital i podejmują w domu nieudaną próbę
karmienia, najczęściej matka doznaje głębokiego rozczarowania i depresji,
pogłębionej przez presje otoczenia.
Zamiast cieszyć się z niepowtarzalnych chwil spędzonych z maleństwem,
popadamy w rozpacz, spiralę obwiniania się, nabieramy przekonania, że
jesteśmy złymi matkami, płaczemy...Można powiedzieć, że to sprawa osobista i
same jesteśmy odpowiedzialne za te stany - ale tak naprawdę większość z nas
nie przezywałaby tych niepowodzeń tak dramatycznie, gdyby nie wszechobecny
nacisk na bezwzględne karmienie piersią. Obecnie panuje „moda” na mówienie o
depresji poporodowej i udzielanie wsparcia matkom - ale żadna z nas nie
otrzymała takiego wsparcia w temacie problemów z karmieniem.
Kolejny problem pojawia się, gdy idziemy z dzieckiem do lekarza. Bez względu
na to, czy jest to wizyta kontrolna, szczepienie, czy interwencja w przypadku
choroby malca - jesteśmy pytane o karmienie. To oczywiście jest uzasadnione,
w końcu rozmawiamy z lekarzami, którzy muszą dobrze poznać nasze dziecko.
Jednak kompletnie nieuzasadnione są raniące komentarze, przytyki, potępiające
tyrady , wścibskie dopytywanie. Lekarz powinien uszanować naszą intymność,
odnotować fakt, że dziecko jest karmione sztucznie i pomóc nam wybrać
najlepszą mieszankę, omówić sposób karmienia, reakcje przewodu pokarmowego
dziecka itp. Z gabinetu lekarskiego powinnyśmy wyjść zadowolone i spokojne o
dziecko. Niestety - najczęściej wychodzimy czerwone z upokorzenia,
zapłakane , pognębione.

Tak szeroki nacisk i propaganda na temat karmienia naturalnego nie pozostaje
bez wpływu na osoby z otoczeni , z którymi się stykamy.
Ile razy można odpowiadać na pytania krewnych, znajomych, sąsiadów czy
wreszcie nawet obcych osób - czy karmimy piersią?
Ile razy musimy bronić swojego prawa do prywatności i nie dać wciągnąć się w
tłumaczenia - dlaczego nie?
Ile razy zdarzyło się, że nasze wyjaśnienia komentowano z lekceważeniem i
dalej wtrącano się w nasze intymne sprawy?
Nie tylko młode matki słyszą słowa potępienia - ojcowie też spotykają się z
przykrymi komentarzami- np. w miejscu pracy itp. Komentarzami kompletnie
obcych osób, które nagle czują się kompetentne i chętne do dyskusji o naszych
piersiach, brodawkach i kanalikach mlekowych.

Nasze forum, w przeciwieństwie do forum „Karmienie piersią” nie ma
przydzielonego eksperta. Jesteśmy zdane na swoją pomoc, kierujemy się
intuicją, opieramy na radach bardziej doświadczonych koleżanek.

Prosimy o zainteresowanie się nami, naszą sytuacją, Pomóżcie nam walczyć o
zlikwidowanie tych nierówności. Mamy nadzieję, że adresatami akcji „Rodzić po
ludzku” nie są tylko matki, które mogą karmić piersią. Pomóżcie nam walczyć
o:
prawo do pełnej informacji na temat karmienia mlekiem modyfikowanym
uszanowanie nas i naszych dzieci w szpitalu położniczym i traktowanie na
równi z kobietami karmiącymi piersią
godne traktowanie nas przez pediatrów
zdjęcie z nas brzemienia matek wyrodnych, nieudanych, egoistycznych
Każda z nas mogłaby napisać wielostronicowy list z opisem swojej smutnej
historii. Postanowiłyśmy wystąpić jednym głosem, w imieniu nas wszystkich.

Dobre matki butelkowe:

Podpisy i adresy mailowe

PS) W naszym liście zasygnalizowałyśmy tylko pewne zjawiska. Jeżeli są
Państwo zainteresowani konkretnymi przykładami, to zapraszamy na nasze forum:
www.gazeta.pl ---> Forum ----> edziecko ----> Karmienie butelką.
Tam możn
    • perissa Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 03.02.05, 17:17
      Jestem bardzo poruszona listem i tematem.
      Rodziłam niecałe 3 tygonie temu i na oddziale położniczym spotkałam się prawie
      ze wszystkim tym, co zostało w LIŚCIE opisane. Byłam zbulwersowana. Widziałam
      matki nie zachęcane do karmienia piersią, lesz wręcz zastraszane!! Żenujące i
      wołające o pomstę do nieba. Przerażone pierworódki (wszystko dla nich jest
      przecież po porodzie nowe i trudne a tu dodatkowo taka straszna, nie mająca
      wytłumaczenia! presja) i głodujące (tak!! głodujące!) dzieci - tracące wagę
      dłużej niż powinny, płaczące i słabe. I to wszystko w szpitalu starającym się o
      certyfikata "szpitala przyjaznego dziecku"...
      Na końcu napiszę, że jestem mamą już drugiego dziecka i... drugie już karmię
      piersią. Karmię, bo mam to szczęście, że nie mam z tym żadnych problemów. Ale
      jest wiele kobiet, które te problemy mają i obiema rękami podpisuję się w walce
      o godne traktowanie tych kobiet! Są tak samo matkami, jak te, które karmią
      piersią. Dokładnie takimi samymi matkami. Należy uszanować ich problemy, ich
      decyzje. A zachęcać do karmienia piersią poprzez uświadamianie, a nie
      zmuszanie! Popieram!
      Pozdrawiam,
      Perissa.
    • jagienkaa Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 03.02.05, 21:45
      podpisuje sie, na priva tez dopisze.
      Nie rozumiem dlaczego jest taka nagonka na matki nie karmiace piersia.
    • kmianka Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 03.02.05, 21:53
      Podpisuję się jak najbardziej! Jako matka po raz pierwszy bylam przerażona tym,
      jak mnie traktowano kiedy nie udawalo mi sie karmic piersią (w szpitalu). Masz
      rację, matki są zastraszane.
      Przy drugim dziecku juz nie dalam sobie w kasze dmuchac, ale to temat osobny.
    • formelka1 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 03.02.05, 22:59
      Witam i poprostu POPIERAM REKOMA I NOGAMI a przede wszystkim CALYM SERCEM.

      justysia,Fil 21m-cy, Oti 3 m-ce
    • lideczka_27 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 04.02.05, 00:29
      Gdy urodziłam i miałam problem z nakarmieniem syna, usłyszałam od położnej,
      którą poprosiłam o pomoc (u nas położne na zmianę z pielęgniarkami mają
      dyżury), cytuję "dlaczego się pani nie przygotowała do macierzyństwa? Każda
      DOBRA matka już przed porodem wie, jak wykarmić swoje dziecko". Później
      chwyciła boleśnie nabrzmiałą pierś, ścisnęła dziecka buźkę w dziobek, wcisnęła
      mu sutka i poszła. Mały trochę podjadł, później bałam się znów prosić o pomoc,
      bo to było dla mnie strasznie upokarzające. Gdy mały płakał z głodu, zwlokłam
      się z łóżka (to było kilka godzin po porodzie) i wyszłam na korytarz, a tam na
      ścianie wisiał plakat z instrukcją karmienia piersią. Podobne broszurki leżały
      na stoliku, więc je wzięłam i z nich się uczyłam. Przed porodem dużo o tym
      czytałam, byłam entuzjastycznie nastawiona do karmienia piersią uważając je za
      najlepsze dla dziecka - to nieprawda, że się nie przygotowałam, ale pomiędzy
      teorią a praktyką jest spora przepaść... Gdy syn miał 3 tygodnie, z powodów
      życiowych (potężny stres) straciłam pokarm, byłam mamą butelkową - mój syn jest
      kochanym, zadbanym dzieckiem, nie ma choroby sierocej, jest pogodny i
      uśmiechnięty mimo, że go wychowywała taka "wybrakowana" matka.

      pozdrawiam
      lidka
    • antonina_74 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 04.02.05, 00:43
      Dobry i mądry pomysł!
      Jestem zszokowana tą ustawą o niepromowaniu mlek początkowych - hehe,
      postawiono je na równi z papierosami i alkoholem, zakaz reklamy!!! Wniosek -
      trujemy nasze dzieci???
      Podpisuję się
      antonina_74
      • edytek1 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 04.02.05, 09:25
        Dziewczyny a co to za róznica czy karmi się dziecko piersia czy ręką... Oby
        wasze dzieci zdrowe były. Jako mama karmiaca prawie 2 lata słyszałam bez
        przerwy ,że karmię za długo i nie tak. Dlatego cenie moja peditrę ktora nigdy
        ani do mnie ani do mojej niekarmiacej koleżanki nie pokusiła sie na zaden
        komentarz i przyjęła stan istniejacy ( u mnie karmienia wyłacznie piersią
        prawie 9m życia maąlej u koleżanki niekarmienia) ja dostawałam rady co
        wprowadzać i jak do swojej diety, aby dziecku nic nie zabrakło i jak przekonac
        małą do jedzenia czegokolwiek a moja koleżanka informacje o mieszankach ( nie
        dostała informacji i butelkach , bo to podobno zmienia się za szybko).
    • mada_br Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 04.02.05, 10:01
      Podpisuję się po tym obiema rękami.
      Gdy po czterech tygodniach walki o pokarm zaczęłam karmić butelką,
      od lekarki usłyszałam : "biedne dziecko, nie karmione piersią, rzucone na
      pastwę losu" oraz "będzie to państwa drogo kosztowało".
      Miałam okropne wyrzuty sumienia bo wszyscy mnie uświadamiali, że "pokarm
      zaczyna się w głowie" i gdybym bardzo chciała to karmiłabym.
      Guzik prawda. Przy następnym dziecku będę mądrzejsza, jeśli będę miała problemy
      z karmieniem dostanie butlę od razu, a nie po tygodniu ciągłego wiszenia przy
      cycu ciągle głodnego noworodka. A wszystkich "dobrze radzących" będę miała
      w "głębokim poważaniu".
    • e_madziq Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 04.02.05, 10:46
      Podpisuje sie i ja. Poblemów w karmieniu omal nie przypłaciłam depresją.
      Dzięki za ten list. Magda

      jeszcze nie wspomniałyście o tym (a może przeoczyłam), ze niemal w każdej
      gazecie "eksperci" piszą, ze dzieci karmione naturalnie lepiej się rozwijaja,
      sa mądrzejsze, inteligentniejsze, nie chorują.......i jak tu nie popasc w
      deprechę.............
      • dianka2 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 04.02.05, 11:06
        Ja rowniez popieram. Pierwszego syna karmilam piersia bez wiekszych problemow
        nie liczac stresy przy wychodzeniu na spacer bo nigdy nie wiedzialam czy jest
        najedzony. Po urodzeniu drugiego dziecka na "trzecia dobe" niestety nie pojawil
        sie nawal i nawet nie pomoglo obrzydliwe sciskanie brodawek w wykonaniu pani
        doktor ktora sama musiala sprawdzic ze pokarmu nie mam. Drugi syn byl karmiony
        butelka i mimo to dzielnie znosil kazda infekcje starszego brata sam nie
        chorując.
        Pozdrawiam
    • toska212 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 04.02.05, 13:38
      Podpisuję się toska212@gazeta.pl

      Pozdrowienia
    • twinmama76 jedno ale 04.02.05, 13:45
      Wiele z tego, co napisałyscie w liście jest prawdą, ale z jednym nie moge sie
      zgodzić. To nie prawda, że w szpitalach promuje sie karmienie piersią (także w
      tych "przyjaznych dziecku"). No chyba, że za promowanie uważa się pozostawienie
      matki samej sobie i czekanie czy jej sie powiedzie, czy nie.

      Urodziłam bliźniaki miesiąc przed terminem. Przez 3 dni moje dzieci były
      dokarmiane, bo ja nie miałam pokarmu (nie chodzi o to, że miałam go za mało,
      ale po prostu wcale go nie było). TYlko swojemu uporowi, łażeniu co trzy
      godziny na elektryczny laktator pomimo zdziwionych spojrzen i komentarzy
      pielęgniarek (takimi pustymi piersiami chce pani karmić?!)zawdzięczam to, że
      córcię karmię juz 17 miesiąc.

      Niestety mój synek miał problemy zdrowotne, a ja nie miałam juz a ni siły, ani
      pomysłu, jak nauczyc go radzić sobie z sutkiem. Na oddziale z dziką radoscia i
      nie skrywana ulgą wreczono mi butelkę i polecono kupić NAN1.
      Teraz wiem, że wystarczyło tylko troche zmienic sposób trzymania dziecka przy
      piersi, a udałoby się (mały miał problemy z napięciem mięśniowym).

      Drugi przykład: tydzien temu urodziła moja kuzynka. Pielęgniarki z oddziału
      noworodkowego na 3 (!!!) dzień po porodzie orzekły, że ma ona za mało pokarmu i
      dziecko trzeba dokarmiać. Oczywiście skończyło sie całkowitym przejsciem na
      butelkę.

      Nie sadzę więc, że problemem jest zbytnie promowanie karmienia naturalnego,
      lecz brak dostateczmej edukacji i pomocy dla młodych matek.
      Tyle czasu poświęca sie na nauke właściwego oddychania i innych zachowań
      podczas porodu, a trwa on przeciez tylko kilkanaście godzin. POtem pozostawia
      sie dziecko i matke samym sobie.
      Uważam, że własnie większy nacisk powinno sie kłaśc na promocje karmienia
      piersią, ale mądrą promocję. Taką, która pomogałaby matka, która chca karmic
      piersią, a jednoczesnie nie piętnowała matek, które dokonały innego wyboru.

      Mama karmiąca i piersią i butelką.

      P.S.
      naprawdę baaardzo rzadko zdarza się, że matka ma za mało pokarmu. Najczęsciej
      problemy wynikają po prostu z nieumiejętności karmienia (czemu trudno się
      dziwić). Nie powinno to być jednak powodem do zaprzestania karmienia piersią.
      Apeluję do mam butelkowych, aby nie szerzyły tego stereotypu. Czy może byc
      wieksze upokorzenie dla matki niz wmówienie jej, że ma za mało pokarmu dla
      swojego dziecka? Nie wierzcie w to!
      • melmire Re: jedno ale 04.02.05, 14:34
        "Czy może byc
        > wieksze upokorzenie dla matki niz wmówienie jej, że ma za mało pokarmu dla
        > swojego dziecka?"


        Moze byc wieksze. Mozna jej wmowic ze gdyby tylko chciala (czyli nie chce) to
        by mogla, no bo przeciez "mezczyzna sam na tratwie z noworodkiem dostal pokarmu
        i go wykarmil" (cytat autentyczny, tak powiedziala lekarka mojej mamie!)
        Wyroslam na butelce, zyje i dobrze sie miewam smile
        • twinmama76 Re: jedno ale 04.02.05, 15:19
          Czyzby z mojego postu nie wynikło jasno, że karmiłam synka butlą? Jeżeli nie,
          to powtarzam - karmiłam Szymonka butelką 12 miesięcy.
          Co nie zmienia faktu, że gdy matka CHCE, to uda jej sie dziecko wykarmić
          piersią (pomijam przypadki wystepujące z częstotliwościa rzędu promila).

          Moim zdaniem nie chodzi o to, żeby usprawiedliwiac matki karmiące butlą. Ich
          nie trzeba usprawiedliwiac, bo nic złego nie robią. Im trzeba dac prawo do
          NIECHCENIA karmienia piersią. Bez wyjaśnień i zbędnych tłumaczeń.

          P.S.
          gdyby teraz któraś z matek karmiących piersia chciała na mnie napaśc, to
          powtarzam sie raz jeszcze - karmiłam, równocześnie, Szymonka butlą (do 12
          miesiąca), a Zuzię piersią (i jeszcze ja karmie, więc moga tez na mnie napaść
          przeciwnicy długiego karmienia uncertain)
          • ledzeppelin3 Re: jedno ale 04.02.05, 16:39
            > "Co nie zmienia faktu, że gdy matka CHCE, to uda jej sie dziecko wykarmić
            > piersią (pomijam przypadki wystepujące z częstotliwościa rzędu promila)."
            Z tym zdaniem nie zgadzam się. Właśnie to wmawiają nam doradcy laktacyjni.
            Szkoda, że w tym wątku również się pojawiło.
          • melmire Re: jedno ale 04.02.05, 19:53
            Czyli wracamy do punktu wyjscia : jesliby chciala karmic to by mogla, a skoro
            nie karmi, to widac nie chce tak naprawde, wyrodna matka........
            To ze na kobiety ktore nie chca karmic nie nalezy napadac to ja sie w 100%
            zgadzam, ale mowienie ze kazdy moze jesli tylko chce (jak ten facet na tratwie)
            to gruba przesada.
            • mamalgosia Re: jedno ale 05.02.05, 12:33
              no dobrze, załóżmy, że nie może, a oskarża się ją o to, że nie chce - kzrywda
              dla matki, oczywiste. Ale jeśli nie chce? Czy nie ma do tego prawa?
              • melmire Re: jedno ale 05.02.05, 16:49
                Oczywiscie ze ma! Ale to inna bajka. Matka ktora nie chce karmic przezywa
                glupie uwagi o wiele lepiej niz matka ktora chce a nie moze. Jesli ja zdecyduje
                sie niekarmic piersia to glupi ludzie moga mi nafiukac, a z watkow widac ze
                potrafia oni wpedzic strajace sie karmic matki w trwala depresje...
                • mamalgosia Re: jedno ale 07.02.05, 14:36
                  no, niestety , mnie w takowa wpędzili. Szłam do sklepu na zakupy, a sąsiadka
                  zadała mi dwa pyatnia: "jak się maleństwo czuję?" "czy karmi pani piersią?"
                  Paranoja - obca osoba!!)
                  • melmire Re: jedno ale 08.02.05, 11:37
                    Ja bym chyba odpowiedziala ze karmie d... , chyba zeby sie zyczlwie pytala,
                    tylko niezrecznie smile
    • mama_radka Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 04.02.05, 13:54
      Jak najbardziej popieram. Mimo wielu prób nie udało mi się nakarmić synka moim
      mlekiem, bo go po prostu nie miałam, męczyliśmy się miesiąc. A nagonka była -
      cała rodzina - no jak ty nie karmisz piersią, widocznie źle to robiłaś, ze nie
      miałaś pokarmu. - Guzik prawda. Lekarze tak samo. A ja, a ja czułam się gorszą
      matką, tyle co się wtedy napłakałam... to moje. Ale teraz jestem już mądrzejasza
      i jęsli przy następnym dziecku będzie tak samo, dam sobie już od początku spokój
      z naturalnym karmieniem - niepotrzebny stres.
      Co do zdrowia maluszka, jak do tej pory, a synek ma 17 miesięcy praktycznie nie
      chorował, nie wiem co to kolka, i jest bardzo silny, podam przykład - zaczął
      chodzić samodzielnie jak miał 10 miesiecy i tydzień.
      U mnie z brakiem mleka to jest sprawa genetyczna, ma mama też nie miała go,
      karmiła wszystkich nas, czyli trójkę dzieci mlekiem modyfikowanym.

      Pozdrawiam serdecznie
    • dororka Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 04.02.05, 13:59
      Popieram!
      pozdrowionka.
    • anek.anek chociaż karmiłam piersią POPIERAM 04.02.05, 14:22
      Mogę się podpisać pod tym listem choćby z 1000 razysmile życzę powodzenia.
    • maddeleine Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 04.02.05, 15:23
      Popieram Twój post w 100%.
      Moja Córeczka urodziła się dwa lata temu. Niestety nie karmiłam jej piersią ani
      jednego razu z bardzo prozaicznego powodu - mam baaaaardzo duży biust i wklęsłe
      brodawki (nie pomogły nawet silikonowe nakładki na brodawki). Lekarki i położne
      ze szpitala wpędziły mnie w straszne kompleksy z powodu bycia "butelkową mamą",
      że cały czas podczas pobytu w szpitalu ryczałam jak bóbr wyobrażając sobie
      katastrofalne następstwa niekarmienia Gabrysi piersią. Jednoczesnie nikt nie
      miał czasu przyjść i porozmawiać ze mną na ten temat, a był to szpital z rodzaju
      "rodzić po ludzku". Po powrocie do domu mimo moich usilnych prób (ściąganie
      laktatorem elektrycznym po ok. piętnastu minutach z jednej piersi dawało ok. 1
      cm mleka w pojemniczku) - myślę, że stan psychiczny spowodował zanik pokarmu.
      Dzisiaj Gabrysia - już dwuletnia pannica jest zdrowym, pogodnym dzieckiem -
      zaczęła chodzić w wieku 10 miesięcy, rozwija się bardzo dobrze, jest roześmiana,
      nie miewa złych humorków, cały dzień rozpiera ją energia (aż za bardzo), trudno
      za nią nadążyć.
      Żadnych złych następstw niekarmienia naturalnie, o których tyle się nasłuchałam
      w szpitalu nie zauważyłam.
      Butelkowe Mamy - nie dajmy się zwariować!!!!!!!!!!!!
      Najważniejsza jest miłość, którą dajemy naszym dzieciaczkom na co dzień.
      Pozdrawiam,
      • gabriela1111 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 04.02.05, 21:21
        Skladam swój podpis pod tym listem. OPOWIEM WAM MOJĄ HISTORIĘ. Ja takze należe
        do mam, ktore z bólem serca musiały podac dziecku butelke. W szpitalu nikt nie
        potrafił mi pomóc choćby wspierając psychicznie i pocieszając , ze mleczko w
        moich piersiach sie pojawi, żadnego "prosze sie nie martwic". Co raz tylko
        podrzucano mi kolejne gazetki i ulotki w ktorych nie pisano nic innego jak
        tylko o dobrodziejstwie karmienia piersią. Ze dzieci sa mądrzejsze, zdrowsze
        itd. A ja nie mialam a ni kropelki. Im bardziej tego mleka chcialam, im
        bardziej o nim marzyłam, tym skutek byl jakby odwrotny. I z minuty na minutę
        popadałam w coraz to gorszy stan psychiczny i NIKT tego nie zauwazył. NIKT mi
        nie pomógł. Ubzdurałam sobie, ze moje dziecko bedzie gorsze, będzie wiecznie
        chore i to wszystko PRZeZE MNIE. NIE mogłam powstrzymac sie od płaczu, nie
        potrafiłam sie ciszyc moim cudownym kochanym nowonarodzonym dzieckiem, tylko
        wciąz widzialam przed oczami te ulotki i gazety - "Dobre matki karmią
        piersią"! Musiałam isc do pielęgniarek co jakis czas po mleko w butelce i do
        końca zycia nie zapomnę upokorzenia jakim mnie za kazdym razem raczyły -
        patrząc na mnie tym swoim dziwnym wzrokiem.
        Pokarm sie wreszcie pojawil, na 5 dobę, a moje dziecko w ogole nie chcialo
        ssać. Na dodatek pokarmu było bardzo mało a moje brodawki wklęsłe. Przez 5
        mieisięcy to była prawdziwa walka o każdą kropelkę, laktatorem. Dziecko przede
        wszystkim jadło mleko sztuczne, ale ja staralam sie mu dac choc troszke mojego,
        choc troszke sie napic. W nocy np wstawalam robilam mleko w butelce, a potem
        gdy niunia juz usnęła, ściągalam mleko latatorem.
        Moja coreczka jest teraz (niecały roczek) pogodną, przesliczną i przede
        wszystkim zdrową dziewczynką, nie choruje i rozwija sie wspaniale. Ale ja
        niestety nadal przezywam to co mnie spotkało, podświadomie obwiniam sie, ze to
        co sie stało, czuje sie gorsza i choc wiem doskonale, ze to NIEPRAWDA, gdzies
        daleko we mnie w środku zakorzeniły sie te mysli. Nikt nie mowi i nikt nie
        pomaga "butelkowym mamom" a my przeciez przezywamy czasami prawdziwy DRAMAT!
    • pia_ Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 04.02.05, 16:02
      Podpisuję się pod tym listem, choć nie byłam mamą butelkową. Dodam tylko, że
      nie we wszystkich szpitalach jest tak źle. Rodziłam w 2003 roku w małym
      szpitalu pod Wrocławiem, ja karmiłam piersią (ucząc się pod bacznym okiem
      personelu, który instruował,masował i pocieszał), moja sąsiadka z pokoju nie
      zdecydowała na kamienie naturalne (miała 1 wklęsłą brodawkę), choć wg doradcy
      laktacyjnego byłaby w stanie karmić 1 piersią. Ale nikt nie wywierał na niej
      presji, bo była zdecydowana od początku na butelkę i już w szpitalu dobrano
      odpowiednią mieszankę i pokazano jak karmić butelką. W tym szpitalu
      obowiązywała zasada nic na siłę i była to mądra zasada. No ale ten szpital był
      laureatem akcji Rodzić po ludzku - i jak się okazuje było to zasłużone
      wyróżnienie.
    • pipistrelloblues Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 04.02.05, 19:12
      o ja sie podpisuję obiema rękami. Pozdrawiam, z konieczności butelkowa mama, guga74@gazeta.pl
    • mkonkol Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 04.02.05, 22:02
      Popieram! W szpitalu przeżyłam koszmar!!! Każda położna ciągała mnie za
      brodawki, które były popękane i bardzo bolące, ponieważ miałam przystawiać małą
      do piersi aby pobudzić laktację. Wyłam, ryczałam, prosiłam aby dały mi spokój.
      Niczego mi nie wytłumaczyły, w niczym nie pomogły. Wręcz zniechęciły do
      karmienia piersią. I po co to było??? Tylko po to by w pi...nych papierach
      zaznaczyć: karmienie piersią - tak!!! Dzisiaj karmię odciąganym mlekiem i
      czasami dokarmiam sztucznym. A niedawno... myślałam, że mnie rozsadzi! Prywatne
      centrum medyczne, siedzę sobie na krzesełku i karmię mojego potworka a tu
      podchodzi do mnie jakiś tłuścioch i mówi: oj a co to? nie ma mleczka??? No
      miałam ochotę wstać i przywalić tej babie!
      Ja jestem szczęśliwa i moja niunia też! Tylko to mnie interesuje!
    • virtual_moth Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 04.02.05, 22:14
      Podpisuję się.

      W szpitalu przeszłam horror. Krwawiące brodawki, ZERO pokarmu (ja tak akurat
      miałam - pojawił się dopiero w 4 dobie, już w domu), zagłodzone dziecko,
      żebranie o mleko modyfikowane, karcące spojrzenia dyżurnych położnych, których
      przez 3 dni przewinęło się z 6 i KAŻDEJ musiałam tłumaczyć, ze NIE MOGĘ karmić,
      bo to dla mnie ból nie do zniesienia i KAZDĄ musiałam błagać o mleko dla małej.
      Gdy jedną ubłagałam, przychodziła na zmienę następna i znowu - ściskanie
      brodawek, namawianie do przystawienia Małej (zgadzałam się, a potem odtsawiałam
      teatr na sali z bólu i bezsilnosci), odmawianie mleka modyfikowanego. Miałam
      nawet już pomysł, aby to mleko wykraść, bo wiedziałam już w której gablotce
      stoi, gdy na zmianę przychodziła kolejna położna.

      W domu pokarm się pojawił (siara) i krok po kroczku, leczac jednocześnie
      brodawki, uczyłam się sama karmić Małą. Karmiłam piersia 5 miesięcy.

      Pozdrawiam i niech w końcu coś z tym zrobią!
    • bebepep Ja tez sie podpisuje! 04.02.05, 23:23
      Post "Ryzej" bardzo mnie poruszyl. Mialam olbrzymie szczescie po obu porodach
      byc pod opieka serdecznych i madrych poloznych. Udalo mi sie oboje dzieci
      dlugo karmic piersia. Nikt mnie nie zmuszal, ale pokazano mi, jak dziecko
      przykladac, nie robiono stresu z braku pokarmu przez pierwsze trzy dni (to
      normalne), pocieszano z powodu bolacych brodawek, ktore szybko przestaly bolec
      no i udalo sie.

      To prawda, ze pokarm matki jest najlepszym pokarmem, ale i na butelce wyrastaja
      zdrowe, madre dzieci. Nowoczesne mieszanki sa swietne, jedyne czego im brakuje,
      to przeciwciala.

      Mnie jako niemowlaka karmiono "niebieskim" mlekiem w proszku, pewnie w latach
      60-tych nie bylo niczego innego. I tez wyroslam na czlowieka.

      Mamy karmiace butelka nie powinny miec wyrzutow sumienia. Szkoda, ze brak
      tolerancji, jesli chodzi o ten temat. Szczegolnie wsrod nas, kobiet.

      Nastawienie do karmienia piersia ma na pewno jakis wplyw na to, czy sie uda.
      Ale nie jedyny. Mam kolezanke, ktora dwoje dzieci karmila piersia, a trzeciego
      nie. Mimo pomocy poloznej, ktora przychodzila do niej do domu. Pokarm po prostu
      sie nie pojawil, tzn. ilosc byla minimalna. Skonczylo sie na butelce, mimo
      doswiadczenia, pomocy, checi.

      Mamy butelkowe, trzymam kciuki za Was i Wasze Malenstwa!
    • mamalgosia Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 05.02.05, 12:34
      Dopisuję się i wysyłam maila. Żeby chociaż gdzieś wydrukowano ten liścik!!
    • sudestra podpisuje sie!!!Wreszcie powstał taki list!!! 05.02.05, 15:07
      Zdecydowanie popieram tę akcje.Moze przestaniemy w koncu slyszec: COOOOOOOOOOO
      NIE KARMISZ PIERSIĄ? O BOZE!!!
      • melba76 Mam prośbę 05.02.05, 16:26
        Drogie mamy. Dziękujemy za tak wielkie poparcie smile Jeszcze przez kilka dni
        będziemy zbierały podpisy. Mam prośbę - czy możnaby zacytować niektóre Wasze
        wypowiedzi w liście dołączonym do protestu?
        • mawa73 Re: Mam prośbę 05.02.05, 23:24
          Można
    • mawa73 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 05.02.05, 23:23
      Mogę się podpisac obiema rękami. Kiedy urodziłam Julkę, w ogóle nie dopuszczalam
      mysli, że mogę nie karmić piersią (te hasła: każda matka ma wystarczająco duzo
      pokarmu, żeby wykarmić swoje dziecko" itd.). Miałam cc, pokarm pojawił się
      dopiero w piątej dobie i to po stymulacji - zastrzykach z oksytocyny. Pojawił
      sie w ilości minimalnej. Mała ładnie ssała, co z tego, skoro wyssała parę kropel
      - i koniec. To samo przy laktatorze elektrycznym - pokarm lecial przez kilka
      sekund. Przez pięć miesięcy żyłam w morderczej procedurze: najpierw karmienie
      dziecka piersią, dopóki starczyło, potem dziecku mieszanka, a ja do laktatora,
      żeby pobudzać laktację (ściągłam metodą 7-5-3, choć przez większość czasu na
      sucho). Spędzałam pod tym laktatorem chyba większość czasu... A kiedy w ostatnim
      miesiącu Julka już nie chiała piersi i tylko ściągałam, mogłam zobaczyć efekty:
      maksymalnie 100-150 ml dziennie (dziennie!!). Tyle udało mi się osiągnąć po
      czteromiesięcznej stymulacji, zarówno naturalnej, jak i sztucznej. Wiem że
      zrobiłam wszystko, co mogłam i NIKT mi nie powie, za KAZDA MATKA MA
      WYSTARCZCZAJĄCO DUZO POKARMU. O konsekwencjach psychicznych juz nie pisze, w
      kązdym razie do bialej gorączki doprowadzały mnie uwagi karmiących koleżanek, że
      gdybym tylko chciała, to wszystko byłoby ok, bo pokarm rodzi sie w mózgu...
      Przepraszam, że sie rozpisałam, ale ten żal ciągle gdzies we mnie tkwi.
      Zwłaszcza, że boję sie, że kiedy we wrześniu urodzę drugie dziecko, koszmar z
      karmieniem sie powtórzy. Chciałabym być na tyle silna, aby powiedzieć sobie:
      spróbuję, zrobię, co będę mogła, ale jeśli się nie uda, to moje drugie dziecko
      tez będzie piło z bultelki i będzie równie odporne, szczęsliwe i inteligentne
      jak pierwsze.

      Marzena i Julka (15.12.2002) i fasolka (? 09.2005):
      lilypie.com/cache2/0/22600001.png
      • zzz12 Mysle, ze mnie zagryziecie... 05.02.05, 23:55
        ... bo nie o takie posty Wam tu chodzi, ale IMHO KAZDA MATKA MA
        > WYSTARCZCZAJĄCO DUZO POKARMU. W Szwecji 98% kobiet karmi piersia po porodzie,
        w okresie noworodkowym, a 70% utrzymuje karmienie powyzej 6 miesiaca zycia
        dziecka.Do propagowania karmienia piersia przyklada sie olbrzymia wage, z
        przyczyn czysto finansowych (mniejsze koszty dla rodzicow, ale i dla opieki
        zdrowotnej, bo mniejsza liczba chorych i hospitalizowanych dzieci). A przeciez
        Szwedki nie pochodza z innej planety, niz Polki. W ogromnej mierze jest to
        kwestia rzetelnej i latwo dostepnej o kazdej porze pomocy ze strony zespolow
        (!) laktacyjnych pomocy i informacji, z umotywowaniem, dlaczego warto karmic i
        jaki jest mechanizm laktacji, jak radzic sobie z problemami, itp. W moim
        przypadku jedno z dzieci mialo tak olbrzymia potrzebe ssania, ze mialam
        odczucie, ze karmie po 20 godzin na dobe, wiec wysluchiwalam rad babc i ciotek
        i wyzszosci butelki z mieszanka, po ktorej dziecko przespi 4 godziny, zamiast
        20 minut. Kolejne moje dziecko- przeciwnie- z wada serca i po zamartwicy,
        bynajmniej nie mialo sily ssac, a ja nie mialam pokarmu, zeby moc je dokarmic w
        szpitalu. Dokarmiano je mieszanka w szpitalu, a ja w tym czasie walczylam o
        kazda kropelke siary, zeby choc 5 mililitrow podac dziecku strzykawka.. O
        rekordach typu 150 ml odciagnietego pokarmu na dobe moglam jedynie pomarzyc
        (rekord to 60ml i to po wielu miesiacach, gdy juz pracowalam), ale tu klania
        sie wlasnie znajomosc mechanizmow laktacji. Oczywiscie, kobieta ma prawo NIE
        CHCIEC karmic i podejmowac decyzje o karmieniu sztucznym swiadomie,z
        przekonania, ale ubolewam, ze czesto kobiety CHCA karmic, a nie karmia piersia
        z powodu utrzymujacych sie w spoleczenstwie zabobonow i braku rzetelnej i
        kompetentnej pomocy ze strony personelu medycznego.
        • mamaskarba Re: Mysle, ze mnie zagryziecie... 06.02.05, 09:35
          Pokarmu się nie ma od tak, trzeba go sobie wypracować to raz, a dwa zabobonem
          jest myślenie, że chcieć to móc.
          • maja45 Re: Mysle, ze mnie zagryziecie... 07.02.05, 08:44
            Mów za siebie-zdrowa , prawidłowo zbudowana kobieta ma pokarm" ot tak", bo tak
            nas wymyśliła natura.Gdyby było inaczej, kobiety pozbawione byłyby piersi ,
            jako niepotrzebnego balastu.
            Marta
            • mamaskarba Re: Mysle, ze mnie zagryziecie... 07.02.05, 10:37
              Tym razem nie dam Ci się sprowokować i nie odpowiem na Twój post. Lepiej
              przeczytaj sobie inne posty na ten temat.
            • ledzeppelin3 Re: Mysle, ze mnie zagryziecie... 07.02.05, 17:51
              Martusiu, naprawdę bardzo się cieszę, że jesteś taką normalną, prawidłowo
              zbudowaną kobietą, w przeciwieństwie do nas, nieudacznic. Gratuluję serdecznie
              zdrowia, jak również życzliwości i zrozumienia.
        • ledzeppelin3 Re: Mysle, ze mnie zagryziecie... 06.02.05, 09:52
          Nikt Cię nie zagryzie, jesteśmy przyzwyczajone do ciąglej indoktrynacji i
          wmawiania nam właśnie takich rzeczy. Ja i tak się dziwię, że tak późno odezwał
          się głos przypominający nam jedynie słuszną ideę. Pozwolisz, że nie wezmę go
          pod rozwagę. Pozdrawiam.
        • ryza_malpa1 Re: Mysle, ze mnie zagryziecie... 06.02.05, 10:35
          zzz12 napisała:

          Oczywiscie, kobieta ma prawo NIE
          > CHCIEC karmic i podejmowac decyzje o karmieniu sztucznym swiadomie,z
          > przekonania,

          I tylko o to nam chodzi.
        • mawa73 Re: Mysle, ze mnie zagryziecie... 07.02.05, 10:10
          do zzz12

          I uważasz, że te 60 czy 150 ml pokarmu na dobę to byłyby wystarczające porcje
          dla mojego czy Twojego dziecka?
          Ja nie oskarżam nikogo o zaniedbania, wiem, że pięlęgniarki i lekarze naprawdę
          próbowali mi pomóc. I pomogli - na tyle, że przynajmniej przez te parę miesięcy
          moje dziecko dostawało moj pokarm poza mieszanką.
          I nie potrafię zrozumieć jeszcze jednego. Akceptujemy różne wady i
          niedoskonałości naszych i cudzych organizmów. Akceptujemy, że ktoś gorzej widzi
          czy słyszy, ma cukrzycę czy celiakię bo źle funkcjonują jakieś narządy jego
          organizmu. Dlaczego tak trudne jest zaakceptowanie, że niektóre kobiety mają
          rzeczywiste problemy z laktacją albo w ogóle nie mogą jej podjąć? Że to jest po
          prostu jakiaś wada organizmu? Nawet jesli jest to tylko te 2% idealnych Szwedek.
          Myślę, że kiedyś naukowcy zidentyfikują gen/hormon/enzym (jestem laikiem, nie
          wiem, co to może być) odpowiedzialny za ten problem i może znajdą lekarstwo.
          Bo gdyby karmienie było rzeczywiście tak naturlne, jak się je przedstawia, to
          nie potrzebowałybyśmy sztabu wyspecjalizowanych "zespołów laktacyjnych"...
    • agacz2905 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 06.02.05, 10:52
      Popieram i podpisuję się pod tym postem. Ja nie chciałam karmić piersią - w
      praktyce okazało sie to dla mnie zbyt wielką barierą do pokonania: tego rodzaju
      bliskość z dzieckiem. Dzięki niekarmieniu mogłam paradoksalnie zadbać choć
      trochę o WŁASNE zdrowie - np. przyjmować leki antydepresyjne i poczuć się choć
      odrobinę LEPIEJ. Pozdrawiam
      Agnieszka
      • miss_blokers Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 06.02.05, 17:50
        Ja karmie piersia co prawda, ale Wasz list Drogie Panie bardzo mnie poruszył.
        To, ze nie karmicie piersia nic nie znaczy, jestescie wspanialymi matkami,
        kochajacymi swoje dzieci i tego sie trzymajcie. I nie dajcie sie
        stlamsic! .Pozdrawiam serdecznjie i trzymam za Was kciuki.
        • miss_blokers Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 06.02.05, 17:53
          A jesli chodzi o zdrowqie- moj synek ma 5 miesiecy, cztery razy chorowal na
          zapalenie pluc i jest zagrozony astma wczesnoniemowleca, wiec nie dajmy sie
          zwariowac. jeszcze raz pozdrawiam i zycze pogody ducha.
    • justyna_28 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 06.02.05, 22:41
      Ja równiez podpisuję się pod tym listem. W szpitalu zostałam pozostawiona sama
      sobie (na Madalińskiego) nikt mi nie pomógł i nikt również nie chciał dokarmiać
      maleństwa. A po naszym wyjściu ze szpitala w aptece moi rodzice dowiedzieli
      się, że nie ma takiego mleka dla noworodka. Nie chcę więcej wspominać tego
      koszmaru i mam nadzieję, że nigdy już nie usłyszę, że jak się chce to można, bo
      taką wypowiedź pod moim adresem tu na forum usłyszałam. Rodzę w kwietniu i już
      się rozgladam za sterylizatorami do butelek. No chyba, że się uda, ale na pewno
      nie będę juz płakać po nocach z tego powodu. Pozdrawiam gorąco butelkowe mamy.
      • lukaszekcz Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 07.02.05, 08:08
        Cześć,

        Bardzo gorąco podpisuję się pod tym mailem. To co przeszłam po porodzie było
        koszmarem. Urodziłam w niedzielę rano więc przez całą niedziełe nikt mi nie
        pomóhł w karmieniu. W poniedziałe pół dnia spędziła ze mną siostra od laktacji
        i nie dała sobie rady. We wtorek wyszliśmy do domu. hyaba mogę napisać książkę
        o próbach karmienia piersią (przećwiczyłam wszystko). Po kilku dniach synek
        ciągle spał nie mogłam go wybudzić i nakarmić. I co wróciła żółtaczka. Pediatra
        w szpitalu zamiast zająć się dzieckiem to nakrzyczała na mnie, że nie karmię
        piersią. Dopiero w drugim szpitalu na izbie przyjęć starasza sistra przemówiła
        mi do rozsądku. Zaczęłam ściągać pokarm i karmić synka butelką. I w brew temu
        co mówiły pediatra w Instytucie Matki i Dziecka karmiłam synka tylko moim
        mlekiem przez 7 m-cy (no w tym czasie zużyłam 1,5 butelki sztucznego mleka).
        Przy drugim będę już mądrzejsza i nie dam się zaszczuć. Przez trzy miesiące
        byłam w głębokiej depresjii mąż już nie wiedział co ma ze mną zrobić. Tak to
        pomagają nasze szpitale , byle urodzić i wypisać dziecko z matką do domu
        wręczjąc plik nic nie mówiących broszur. Fajnie o karmieniu piersią mówi się w
        teorii. Tak w ogóle to bardzo chciałąbym poznać jak to jest karmić dziecko
        piersią. Mam nadzieję, że przy drugim dziecku będzie to możliwe.

        Ewa
Pełna wersja