Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o wsparci

    • klimerowie Nie oszukujcie samych siebie 07.02.05, 11:02
      Biedne mamy butelkowe żądają wsparcia, czemu się same oszukujecie, widze po
      wszystkich znajmoych matkach, że nikt po prostu nie chce karmić piersią a nie
      nie może,zganiają to na 1100 róznych przyczyn, ale to tylko ich wygoda, wiadomo
      karmiąca matka musi byc przy dziecku 24 godziny na dobę, a tu świat wzywa, nie
      znam ani jednej matki, która by rzeczywiście nie mogła karmic piersią, na forum
      z 2-3 osoby przyznały się że nie karmią bo nie chcą , a nie nie mogą.
      Przynajmniej były szczere. Dziwię się tym wszystkim butelkowym mamom czemu tak
      chcą poparcia, chyba jednak sumienie gryzie? co?
      • mama_radka Re: Nie oszukujcie samych siebie 07.02.05, 11:24
        Min. do Klimerowie.

        Nie wiem, to ja chyba jestem jakaś chora, bo nie mialam pokarmu mimo usilnych
        starań. Nie będę opisywać wszystkich starań, bo zanudziałabym wszystkich. Tak
        jestem chora. I naprawdę mnie to denerwuje, jeśli ktoś nie był w takiej
        sytuacji a wypowiada się. Od początku ciąży modliłam się tylo o to, aby móc
        karmić piersią i tylko ma modlitwach i usilnych próbach sie skończyło. A co do
        wygody, to mogę tylko powiedzieć, ze karmienie butelkowe wcale wygodne nie
        jest, zapewniam, wręcz uważam, ze karmienie piersią jest o wiele wygodniejsze.
        Mozna to sobie wyobrazić na przykładzie. Dziecko budzi sie w nocy - głodne,
        płacze, a ja zamiast od razu dać mu jeść musze iść do kuchni wstawić wodę,
        czekać aż się zagrzeje, zrobić mieszankę, a wszytsko to przy płaczącym dziecku.
        Nie wspomnę o tym, ile jest roboty z myciem, wyparzaniem butelek. Kwestia
        cenowa, też nie jest najlepsza, mleko modyfikowane jest strasznie drogie i na
        malo wystarcza jedno opakowanie. wiec jeśli kobieta mogłaby karmić piersią to
        by karmiła. Łatwo wypowiadać się kobietom karmiacym piersia, które nie były w
        takiej sytuacji jak ja. Alepuję o zrozumienie.

      • sakada Re: Nie oszukujcie samych siebie 07.02.05, 13:35
        No tak - z wygody zamieniłam pierś na nocne wstawanie i podgrzewanie,
        schładzanie, odmierzanie i karmienie butlą. Z wygody wydawałam 20 zł co 3 dni
        na mleko zwykłe dodatkowo grubą kasę na mleko z kleikiem, dwie butle małe, dwie
        duże, smoczek do mleka 0-3 miesięce, smoczek 3-6 miesięcy, smoczek do kaszki,
        sterylizator, pogrzewacz i.t.d, i.t.p... O tak! Było znacznie wygodniej!
        Wygodnie jasna cholera.
      • black-cat Re: Nie oszukujcie samych siebie 07.02.05, 13:41
        Czyżbyś im zazdrościła tej jak powiadasz "wygody"? Ja przyznaję - nie karmię bo
        nie chcę i przyznaję również, że tak mi wygodniej a co więcej nie mam z tego
        powodu wyrzutów sumienia. Ale dla niektórych wygodne nie jest (sterylizacja
        butelek, podgrzewanie mleka, noszenie wszędzie ze sobą butelek itd). Znam wiele
        kobiet, które karmić nie mogą (brak pokarmu czy przyjmowanie leków) a bardzo by
        chciały. Im znacznie trudniej poradzić sobie z krytyką. Ja nie spotkałam się co
        prawda z terrorem laktacyjnym, w szpitalu doradzono mi jakiej mieszanki używać
        i nikt nie wnikał dlaczego nie mam ochoty karmić piersią. Żaden pediatra nigdy
        nie skrytykował mojego wyboru ani nie próbował wpędzić mnie w poczucie winy (i
        tak by mu się to nie udało). Szkoda, że jak czytam nie szanuje się prawa kobiet
        do wyboru w jaki chcą (albo muszą) karmić swoje dzieci. Jedne chcą karmić tylko
        butelką, inne muszą karmić butelką a jeszcze inne karmią po kilka lat piersią.
        I każdy sposób jest dobry, przecież najważniejsza i tak jest miłość do dziecka.
      • ledzeppelin3 Re: Nie oszukujcie samych siebie 07.02.05, 17:55
        Przejrzałaś nas. A ja tak się starałam... Bardzo się wstydzę, oj! jak bardzo.
    • andzia1976 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 07.02.05, 11:51
      JA karmilam moje dziecko tylko piersia moze z dwa tygodnie i przeszlam bez zalu
      na butelke....maly sie nienajadal i ciagle wisial przy cycku , a ja bylam tak
      psychicznie zmeczona tym stanem rzeczy ze nikt mi nie wmowi jakie to piekne
      uczucie....przyznaje sie otwarcie ze nie lubilam karmienia piersia...to dla
      mnie wcale nie takie naturalne a poglad ze dziecko choruje mniej to chyba
      trzeba wsadzic miedzy bajki....syn ma 18 miesiecy i jeszcze nie chorowal za to
      dzieci moich znajomych karmione wylacznie piersia lapia co chwile jakies
      infekcje ,zapalenia pluc i inne rzeczy....nie wiem czemu ludzie narzucaja swoje
      zdanie w tej kwestii i innnych jako jedynie sluszna droge do szczescia naszych
      (mojego)dziecka....podpisuje sie pod tym listem bo zeby moje dziecko bylo
      szczesliwe to ja musze akceptowac siebie jako matke a nie byc niewolnikiem
      panujacej mody...pozdrawiam mama Maciusia
    • justyna_28 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 07.02.05, 12:59
      Wiesz co -klimierowie- nie zasługujesz na karmienie piersią. Nie wiem czy
      wogóle zasługujesz na dzieci. I wspólczuje twojemu dziecku takiej matki, która
      nie znając problemu oskarża inne kobiety. Jeśli nie zauważyłaś ten post nie był
      skierowany do ciebie, więc po co tu piszesz.
      • kama90 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 07.02.05, 14:00
        justyna_28 napisała:

        > Wiesz co -klimierowie- nie zasługujesz na karmienie piersią. Nie wiem czy
        > wogóle zasługujesz na dzieci. I wspólczuje twojemu dziecku takiej matki,
        która
        > nie znając problemu oskarża inne kobiety. Jeśli nie zauważyłaś ten post nie
        był
        >
        > skierowany do ciebie, więc po co tu piszesz.

        Jejku, jejku.Jak to czytam to włos na głowie mi się jeży.To,że dziewczyna ma
        swoje zdanie na ten temat to od razu nie zasługuje na dzieci????
        A pisze tu pewnie dlatego,że jak kazdy ma prawo sie wypowiedziec jesli uzna,ze
        chce to zrobić.
        Śledzę Wasze wpisy od początku.Nie miałam zamiaru się wypowiadać,bo rzecz nie
        dotyczy mnie. Przepraszam,ze zaśmiecam wątek.Ale wypowiedź justyny_28
        wprowadziła mnie z równowagi.
        Podzielam zdanie klimierowie.Justyno czy ja tez nie zasługuje na dzieci?
        Nigdy nie spotkałam się ze zmuszaniem do karmienia piersią( a leżałam w czasie
        ciąży w 3 różnych szpitalach i zdążąyłam wiele zaobserwować).CZy zachecanie do
        karmienia piresia to terror?
        Ja również nie znam ani jednej matki,która by rzeczywiście nie mogła karmic
        piersią. Za to znam kilka, które tłumaczyły sie brakiem pokarmu itp. Zadna nie
        przyzna sie ,ze nie karmi bo nie chce.Dlaczego?
        Wiem co to brak pokarmu, wiem co to nawal,( zmagaam sie najpierw z jednym a
        potem z drugim)wiem co to brak odruchu ssania u dziecka.Ale karmie 15
        miesiecy.Karmie bo chcialam.Nie poddalam sie przy pierszym niepowodzeniu.
        Nie mozna generalizowac, nie wiem jak bylo u Was. Ja spotkalam wiele
        dziewczyn,ktore zabolala piers i juz nie chcialy karmic a potem mowily " nie
        mialam pokarmu".Strasznie glupie usprawiedliwienie. Zreszta dlaczego tak
        potrzebyujecie usprawiedliwien? Czy od sposobu karienia zalezy to czy sie jest
        dobra matka? Tak chyba mysla tylko mamy karmiace butelka.Moja mam karmila mnie
        buteklka a byla najwspanialsza mama jaka moza sobie wyobrazic.Ja karmie piersia
        ale wcale nie uwazam sie za lepsza mame od kolezanki ,ktora podaje butle.
        Pozdrawiam

    • toska212 Im więcej fanatyzmu tym bardziej was popieram. 07.02.05, 13:22
      Ot trochę się zaśmiecił wątek.
      Skoro już rozpoczęła się dyskusja w stylu
      „Każda kobieta potrafi wykarmić swoje dziecko piersią, że wystarczy chcieć i że
      mleko rodzi się w mózgu”
      to zadam jedno mamom które tak uważają:
      „Czy uważają również, że każda kobieta może zajść w ciążę i że owulacja również
      rodzi się w mózgu czy też może dopuszczają myśl, że jest to sprawa hormonów?”
      A co do instynktów i biologii, czy nie zatraciliśmy wielu z nich, więc czemu
      nie miałoby się to tyczyć i karmienia piersią?
      Pozdrowienia

      PS
      Przepraszam ryza_malpa1 za odbiegnięcie od tematu.
    • odalie tak i nie tak 07.02.05, 14:03
      Tak jak Twinmama, z której zacytowanym zdaniem zgadzam się całkowicie:

      Nie sadzę więc, że problemem jest zbytnie promowanie karmienia naturalnego,
      lecz brak dostateczmej edukacji i pomocy dla młodych matek.
      Tyle czasu poświęca sie na nauke właściwego oddychania i innych zachowań
      podczas porodu, a trwa on przeciez tylko kilkanaście godzin. POtem pozostawia
      sie dziecko i matke samym sobie.
      Uważam, że własnie większy nacisk powinno sie kłaśc na promocje karmienia
      piersią, ale mądrą promocję. Taką, która pomogałaby matka, która chca karmic
      piersią, a jednoczesnie nie piętnowała matek, które dokonały innego wyboru.

      .........

      Zgodziłabym się z postem założycielskim, gdyby nie naginał i nie wyolbrzymiał
      faktów. Niby karmienie niemowlecia łyzeczką albo rurką przypiętą do sutka to
      taki horror? No, to ja w takim razie znącałam się nad dzieckiem... Nie
      przesadzajcie. _Zwłaszcza_ w słusznej sprawie warto nie naginac faktów.
    • gosiat Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 07.02.05, 14:46
      Mam dwoje dzieci. Starszą córę karmiłam butelką, bo nie udało mi sie karmić
      piersią. Przeszłam z tego powodu przez okropną nagonkę. Zdarzało mi się, że
      wychodziłam od dziecięcego lekarza zaryczana, bo się nasłuchałam na ten temat.
      Gdy rodziłam synka, to miałam o wiele większe doświadczenie. Chciałam go karmić
      piersią, ale gdyby się nie udało to bym tego chyba tak mocno nie przeżywała. Ale
      się udało i karmię praktycznie wyłącznie piersią już ponad 8 m-cy (nie chce nic
      innego jeść ani pić).
      Chciałam się wypowiedzieć, że dla mnie wygodniejsze było karmienie butelką, bo:
      - córa jadła co 3-4 godziny, a syn je co 1-2 godz.;
      - córa szybko przesypała całe noce, a synek nadal je w nocy co 1-2 godz.;
      - córa jadła w każdych warunkach (przy gościach, tv itp), a syn jedynie w ciszy
      i skupieniu;
      - jestem uwiązana i nie mogę wyjść z domu na dłużej niż na 2 godziny.
      Ale karmię piersią, bo zdrowiej dla dziecka i taniej.
      Jakkolwiek podpisuję się pod listem.
    • justyna_28 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 07.02.05, 16:26
      Oczywiście, że można mieć swoje zdanie, ale przeczytałaś tą wypowiedź, to jest
      kolejna napaść na mamy butelkowe, że jesteśmy wygodne, a to jest jakaś totalna
      brednia. Nie piszcie już na ten temat, jeśli nie znacie tego problemu. Każda z
      nas chce dać swojemu dziecku to co najlepsze, nigdy mi nie przyszło do głowy,
      że jakiekolwiek karmienie może być męczące, to kolejny etap w zyciu, który
      trzeba przejść. Nigdy nie narzekałam na bolące brodawki, bo jeśli się ma
      wklęsłe brodawki to nawet nie ma co boleć bo dziecko nie ma co wziąść do buzi.
      Pisały tu różne mamy, że w takich przypadkach ściagały pokarm i karmiły dzieci
      butelką, nawet przez kilka miesięcy, no jeśli jesteście takie mądre to
      napiszcie dlaczego przy ściaganiu pokarmu laktatorem po 2 tygodniach już nie
      było co ściągać, a najwięcej ile udało mi się ściągnąć to było 20 mm. Czy coś
      źle robiłam, może źle laktator przystawiałam?????????? Jeszcze raz proszę nie
      wypowiadajcie się jeśli was ten problem niedotyczy.

      Spodobał mi się wątek o problemach z zajściem w ciąże. Dobry przykład, co
      byście odpowiedziały czy to kobiety coś źle robią czy natura czasem zawodzi.
      • ledzeppelin3 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 07.02.05, 18:08
        Dlaczego, przecież to tak miło się słucha, że pokarm rodzi się w mózgu, i że
        skoro się "usprawiedliwiamy", to na pewno mamy coś na sumieniu. Przecież każdy
        może się wypowiedziedziec, nieprawdaż?. A ocenianie innych bywa takim
        przyjemnym zajęciem. Przecież, butelkowe mamy, jesteśmy te "gorsze". I nie
        zawadzi nam o tym przypomnieć. I jeszcze listu nam się zachciało...
        • melba76 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 07.02.05, 19:56
          Pisząc ten list uważałam na to, żeby nie kierowały mną emocje. Poza tym
          odnosiłam się do doświadczenia mam z forum butelkowego a nie tylko swojego.
          jeśli dla mnie karmienie rurką było horrorem, bo moje dziecko się zachłystywało
          i krztuciło, a dla innej matki karmienie łyżeczką było straszne z tych samych
          powodów, to nie wiem, gdzie tu jest przesada.
          • melmire Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 07.02.05, 20:16
            Aaaa tam, wszystkie jestescie wyrodne matki i w dodatku klamczuchy, gdybyscie
            tak naprawde chcialy to by wam sie udalo ,a tak to nie chce wam sie mozgu
            natezac coby pokarm produkowac! Wstyd, Sodoma i Gomora.
            • odalie ale na powaznie, to dlaczego nie wprost? 07.02.05, 20:51
              Ale tak serio, to czemu nie powiedzieć:

              "karmię butelką, bo tak mi odpowida"?

              ...........

              Naprawdę większość matek _może_ karmić naturalnie, pod dwoma warunkami, z
              których każdy jest równie istotny:
              1. musi chcieć
              2. musi mieć oparcie w _kompetentnym_ doradcy laktacyjnym.

              Jesli nie chcecie, to ok, Wasza sprawa. Mnie to akurat mało rusza smile))) Ale po
              co dorabiacie do tego ideologię i zaprzeczacie faktom?

              Po co wyśmiewacie np. stwierdzenie, że można 99% matek wyuczyć technik
              karmienia? To jest fakt, można - pod warunkiem, że się wie jak (trzeba mieć o
              wiele więcej wiedzy i praktyki niż krzykliwe pielęgniarki, na które
              natrafiłyście) i że matka chce (a ja w pełni rozumiem, że przy niekompetentnych
              pielęgniarkach może się odechcieć).

              A propos wklęsłych brodawek - bierze się w palce brodawkę, formuje z
              niej "smoczek" i wsuwa dziecku do buzi - i dziecko ssie. Że nikt o tym nie
              powiedział - nie znaczy, że nie jest to możliwe.

              Dziecko może jeść z łyżeczki i się nie krztusić - jesli się to robi prawidłowo.
              Podnoszenie karmienia łyżeczką do poziomu znęcania się - a fe, jaka niesmaczna
              propaganda. A nie lepiej po prostu powiedzieć: "mój wybór, tak chciałam, nie
              chciałam łyżeczek i piersi, chciałam butlę"? i nie szuać winnych?

              Zgadzam się, że to bardzo źle, że nikt nie powiedział, a wymagał. A Wy
              szukałyście odpowiedzi?

              Nie musiałyście - powtarzam wolny wybór. Ale szukałyście?

              Wiele razy zdarzało mi poruszać problem: położne pełne zapału i frazesów, ale
              nizdolne do prawdziwej pomocy. Tak, rozumiem że to może doprowadzić do szału.
              Pozwolę sobie mieć jednak własne zdanie na temat - zapał jest mniej więcej ok,
              tylko tej wiedzy medycznej trzeba położnym więcej.

              Rzeczywiście, naganne jest załatwianie problemów z laktacją nakrzykiwaniem na
              matkę. To mi się nie podoba.

              Ale nie odwracajcie kota ogonem dziewczyny (albo odwracajcie, ale ja mam o tym
              swoje zdanie smile ) - naprawdę karmienie zaczyna się w głowie i naprawdę, jesli
              się chce współpracować (nieraz ciężko) z doradcą laktacyjnym, można się tego
              nauczyć.

              Inna sprawa, czy warto? Aaa, to już osobisty wybór. I jak dla mnie jest 100%
              ok, jesli ktoś powie: "nie karmię piersią, bo nie". Indywidualny wybór. Po co
              dorabiać wyjasnienia?

              A, i kończąc posta dodam - ten fragment z postu założycielskiego o matkach po
              chorobach piersi albo na lekach - no dajcie mi przykład z konkretnego szpitala,
              zmusznia matki np. na chemioterapii albo po usuniętych guzach do karmienia.
              Przesadzacie.

              Mniej owijania w bawełnę. Róbcie swoje, ale nie na zasadzie: "a psze pani, a bo
              ona to... i ja dlatego" - bo to się kupy nie trzyma.
              • monikacg Re: ale na powaznie, to dlaczego nie wprost? 07.02.05, 21:10
                Miałam napisać o sobie, ale stwierdziłam, że nie warto. Niektórzy i tak zawsze
                będą wiedzieć swoje...
                Żeby oceniać trzeba znać problem, a przynajmniej spróbować go poznać - nawet
                tylko czytając uważnie to, co napisali inni.
                • odalie Re: ale na powaznie, to dlaczego nie wprost? 07.02.05, 21:22
                  Oczywiście, każdy ma swoje zdanie. Zróbcie coś _konstruktywnego_ abym je
                  zmieniła.

                  Dla mnie, prywatnie, moim zdaniem, osobiście i tak dalej, jak najzupełniej do
                  przyjęcia, totalnie ok, całkowicie akceptowalne są stwierdzenia:
                  - nie karmię, bo nie chcę
                  - nie karmię, bo nie lubię
                  - nie karmię, bo się bym brzydziła
                  - nie karmię, bo w szpitalu niefachowy personel nie potrafił mi pomóc, zraziłam
                  się i zrezygnowałam

                  Inaczej brzmią dla mnie stwierdzenia typu:
                  - nie karmię, po pokarm mi się spalił
                  - nie karmię, bo moje piersi się nie nadawały
                  - nie karmię, bo co to za idiotyzm ćwiczyć laktację za pomocą rureczek
                  doklejonych do brodawek - to wprost znęcanie się

                  To tyle moich dywagacji. Polecam uważną lekturę, _jeśli_ ktoś ma zamiar mi
                  dokopać. Nie kopcie tak a priori, bo w ten sposób trafia się w próźnię smile))
                  • monikacg Re: ale na powaznie, to dlaczego nie wprost? 07.02.05, 21:36
                    Nie karmię, bo moje dziecko wpadało w histerię przystawiane do piersi. Jadło
                    tylko przez sen, albo dopiero co z niego wybudzone. Przez resztę dnia płakała z
                    głodu. Może być?

                    Kopać nie będę, bo z wieku dziecięcego dawno wyrosłam i przyjemności mi to nie
                    sprawia. Czego nie można powiedzieć o innych osobach, których wypowiedzi można
                    tu przeczytać.
                  • monikacg Re: ale na powaznie, to dlaczego nie wprost? 07.02.05, 21:38
                    odalie napisała:
                    > - nie karmię, bo co to za idiotyzm ćwiczyć laktację za pomocą rureczek
                    > doklejonych do brodawek
                    A co to za wynalazek??
                  • ledzeppelin3 Re: ale na powaznie, to dlaczego nie wprost? 07.02.05, 21:39
                    Po prostu nie podpisuj się pod listem. Przypominam, że tytuł wątku
                    brzmi : "mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o wsparcie"- polecam uważną
                    lekturę. Jeśli chodzi o kopanie, to nie my jesteśmy w tym specjalistkami.
                  • melba76 Re: ale na powaznie, to dlaczego nie wprost? 07.02.05, 21:41
                    "no dajcie mi przykład z konkretnego szpitala,
                    zmusznia matki np. na chemioterapii albo po usuniętych guzach do karmienia.
                    Przesadzacie.
                    "

                    To ja. Ja przesadzam. W roku 2000 operacja piersi. Przecięte kanaliki mlekowe.
                    2004 ciąża. Konsultacje z ginką, moim chirurgiem, poradnią laktacyjną. Mam
                    podjąć próbę karmienia, chirurg mówi, że jeśli dojdzie do zastoju natychmiast
                    mam przestać i wziąć leki na zahamowanie. Mam to wpisane w szpitalnej karcie.
                    Listopad 2004 rodzę na Żelaznej - najlepszy szpital w Warszawie. Przez 40
                    godzin po porodzie moje dziecko wyje z głodu, z piersi nic nie leci, tylko
                    kropla, kilkanaście osób - położne, pielęgniarki, lekarze wyciskają te krople i
                    wmawiają mi, że będzie pokarm. Wszyscy wiedzą, że jestem po operacji. Nikogo
                    nie interesuje KTÓRĘDY pokarm wypłynie. Dziecko płakało prawie non stop 40
                    godzin. Zasypiało max. na 30 minut. Ja te 40 godzin po pordzie nie spałam. W
                    3ciej dobie w szpitalu wymogłam mieszankę. Podawaną rurką, z zachłystywaniem
                    dziecka. Jedyna ludzka położna UKRADKIEM wpychała mojemu mężowi strzykawki z
                    pokarmem pod koszulę, żeby mi zaniósł.

                    Jedna z forumowiczek napisała mi, że jestem niezaradna życiowo. Tuż po porodzie
                    z krwotokiem nie pokonałam kilkunastu terrorystów laktacyjnych.

                    Czy żeby mi uwierzyć potrzebujesz dokumentacji szpitalnej? Usg piersi? Zeznań
                    pod przysięgą? A może i tak nie uwierzysz, bo wiesz lepiej?
                    • ledzeppelin3 Re: ale na powaznie, to dlaczego nie wprost? 07.02.05, 21:57
                      Melba, nie tłumacz się. Po co...Nikomu nie musimy się tłumaczyć.
                      • melba76 Re: ale na powaznie, to dlaczego nie wprost? 07.02.05, 21:59
                        Nie tłumaczę się wink dziewczyna prosiła o konkretny przykład - podałam smile
                        • odalie więc dziękuję 08.02.05, 13:43
                          Przykład - ok. Czy to reguła? Nie wiem.
              • sakada Re: ale na powaznie, to dlaczego nie wprost? 07.02.05, 22:35
                Nie wiem czy czytałaś mój post o matce, która dopiero usiłując wyjść w
                szlafroku i klapkach na ulicę po mleko dla dziecka + awanturą wymusiała na
                personelu podanie mieszanki? Pewnie nie zadałaś sobie trudu. Chcesz konkretów?
                Szpital Miejski im. J. Brudzińskiego w Gdyni. Może adresik podać???
                • hanna26 Re: ale na powaznie, to dlaczego nie wprost? 08.02.05, 01:14
                  Bardzo się cieszę, że że tak wielki nacisk sie kładzie na karmienie piersią.
                  Dzięki temu właśnie nie poddałam się i walcząc ze sobą i z własnym organizmem,
                  w końcu dopiełam swego i zaczęłam karmić piersią. Karmiłam moja małą przez całe
                  półtora roku.
                  Ale, jak któras z dziewczyn słusznie zauważyła, ten nacisk to za mało. Bo to
                  jest tylko propaganda. A gdzi nauka? Rodziłam w w szpitalu na Karowej. Panie
                  laktatorki potrafiły tylko krzyczeć, nie potrafiły tak naprawdę sensownie
                  pomóc. Sama, z wielkim bólem, musiałam dochodzić do wszystkiego. Nie było
                  nikogo, kto mógłby mi pomóc. Nie tylko zresztą ja. Także dziewczyny, które ze
                  mna leżały w pokoju. Każda z nich walczyła sama. Pamiętam, jak panie
                  laktatorki, błagane o pomoc, burczały niechętnie: "Znowu któraś nie potrafi..."
                  Tak, był terror, ale to był tylko terror, znikąd pomocy. ja przeczytałam wiele
                  na temat karmienia piersia, zależało mi, żeby podać dziecku wszystko, co
                  najlepsze. Dopiełam swego. Ale nie powinno tak być, powinno byc więcej
                  edukcaji, no i - zwykłej kultury, szacunku dla człowieka, ludzkich uczuć. Tylko
                  gdzie tego szukać w naszej służbie zdrowia?
                  I o to bym raczej apelowała, a nie o zmienijszenie nacisku na karmienie
                  piersią.
                  • ledzeppelin3 Re: ale na powaznie, to dlaczego nie wprost? 08.02.05, 09:22
                    Mam wrażenie, że nie do końca się rozumiemy. Większośc mam butelkowych nie
                    poddawało się, walcząc z sobą i z własnym organizmem, aby dopiąc swego, a
                    dopięły zazwyczaj tego, że osiągnęły depresję poporodową, lub co najmniej
                    nastroje depresyjne. Ja, choc od 6 miesięcy "walczę", chocbym wcisnęła się w
                    wyciskarkę, nie wycisnę więcej, niż 500 ml/dobę. Także apelujemy o przestanie
                    wmawiania kobietom BZDUR, że "KAŻDA kobieta może wykarmi własne dziecko, jeśli
                    tylko CHCE". I jeszcze o to, żeby nie trzeba się było na każdym kroku
                    tłumaczyc, tak jak nas do tego zmuszono chocby w tym wątku.
                    • mamaskarba Re: ale na powaznie, to dlaczego nie wprost? 08.02.05, 09:29
                      Widzę, że najwięcej do powiedzenia maję te, które same tego nie doświadczyły.
                      Co one mogą o naszych problemach wiedzieć? I jeszcze śmią nas oceniać...
                    • bejoy Moje trzy grosze 08.02.05, 09:55
                      No dobra, wtrącę swoje trzy grosze smile
                      Po cc pokarm był już po trzech godzinach, mała ślicznie ssała, położna ją
                      trzymała, było ok. Następnego dnia mąż nie przyjechał (nie mógł), a dziecko...
                      mąż przywiózł mi na porodówkę dopiero wieczorem z ZAKAZEM karmienia, bo za
                      godzinę dostanie mleko.
                      Jak tylko zdjęli mi cewnik, poszłam sama po małą (nikomu nie przyszło do głowy
                      jej przywieźć - bo po co? kłopot tylko) i usłyszałam "oooo, mamusi się wreszcie
                      przypomniało, że ma dziecko?"
                      I zaczęła się jazda - mała miała już wcześniej smoka, dostawała mleko z butelki
                      i karmienie piersią to był lekki horror.
                      Ale dzielna mama nie chciała się poddać. Skoro jej mleczko najlepsze, a mała nie
                      chce ssać - ściągamy laktatorem. I co? Obraza majestatu pań pielęgniarek - jak
                      tak można! Przecież laktator się zużywa! A poza tym nikt w nocy nie będzie
                      wyjmował z lodówki mleka matki, skoro na półce obok stoi sztuczne i też mażna je
                      podać dziecku, co za różnica.
                      A jak zabrać własne mleko, żeby siarę dać maluchowi? NIE WOLNO. Puste słoiczki
                      na mleko wyrzucane hurtowo ze szpitala są jego własnościa i mowy nie ma, żeby
                      mama wyniosła w nich własne mleko przy wypisie z oddziału. Jak dziecko nie
                      wypije całej siary to i tak mu nic nie będzie.

                      Pomijam taki drobiazg jak sprawdzanie czy jest mleko w piersiach - efekt?
                      POMIŻDŻONE KANALIKI MLECZNE - stwierdzone przez chirurga w momencie przygotowań
                      do operacyjnego usuwania zastojów, bo na pewno nie spłyną !!!

                      W domu nadal próby karmienia piersią, położna, sąsiedzi, rodzinka - karmisz
                      piersią? a masz mleko? a jak mala ssie?
                      Dziecko nadal płacze, nie chce piersi, woli głodować. Zdesperowany mąż w nocy
                      biegnie do apteki i kupuje mieszanki żeby dokarmić maleństwo. Mała przestaje
                      płakać. Można iść spać na dłużej niż 20 minut.
                      Ściągamy dalej. Przez 4 miesiące co 3 godziny laktator. Karmienie butelką,
                      sterylizacje, mycia, zabawa z dzieckiem (jakimś cudem nie sypia w dzień), cała
                      reszta domu na głowie.
                      Po 4 miesiącach dziecko po podaniu mleka mamy zaczyna wymiotować. Trzy podejścia
                      - ten sam efekt. Znika mleko w piersiach. Dziecko tylko na mieszance. Święty
                      spokój, brak nerwowego biegania po domu, spokojny sen mój i dziecka (o tatusiu
                      nie wspominając).

                      PODPISUJĘ SIĘ POD TYM LISTEM CAŁYM SERCEM smile))

                      PS. Koleżanka, która przy drugim dziecku nie chciała karmić go piersią (jej
                      wybór) była wg położnych "niewdzięczną ćpunką"...
              • megryan25 Re: ale na powaznie, to dlaczego nie wprost? 08.02.05, 18:39
                Witajcie!
                Wydaje mi się, że sprawa jest na tyle poważna, że nie można jej zbagatelizować.
                Na "niemowlakach" już coś wspominałam o swoich problemach. Chcę jedynie dodać,
                że jak się ma okres raz na rok a stężenie niektórych hormonów przekracza 20
                krotnie górne granice tolerancji a lekarze przez miesiąc męczyli moją
                nowonarodzoną córeczkę. U mojego specjalisty ginekologa - endokrynologa, gdy
                już udało mi się zajść w ciążę, to wiele razy rozmawiałam z innymi dziewczynami
                w ciąży w poczekalni i też miały różne problemy np. hormonalne. Przejście na
                butelkę przeżyłam straszną depresją. Dopiero mój ginekolog mnie pocieszył, że
                mała już skończyła 3 m-ce i może dam sobie spokój i zabiorę się za swoje
                leczenie. Tyłam w zastraszającym tempie. Do 3 m-cy (pierwszy m-c szpital)
                ściagałam po 3 godziny również w nocy z przerwami na 2-3 godziny pokarm aby go
                dodać do mieszanki. Wydałam masę pieniędzy na laktatory Avent, Medela, i
                butelki do karmienia z zamrożonego pokarmu, łyżeczkę Medeli aby dziecko nie
                zatraciło odruchu ssania itp... i udawało mi się przez 3 godziny odciągnąć np.
                30- 40 ml które dodawałam do kolejnej butelki. Ale brak snu. stres i depresja
                sprawiły, że w 3 m-cu Julki życia mojego pokarmu było jak na lekarstwo. I
                proszę wszystkie dziewczyny, aby nie wypowiadały się na temat, na który nie
                mają zielonego pojęcia. Ja do dziś z zazdrością patrzę jak kobieta w poradni
                dzieci zdrowych, albo w hipermarkecie karmi swoje maleństwo. DO dziś sobie
                zarzucam, że moja ukochana i długo wyczekiwana córka ciągnie butlę. Ale
                rekompensuję to sobie przytulaniem małej jak ciągnie butlę. Wydłużyłam sobie
                wychowawczy i całe dnie się przytulamy, bawimy, wygłupiamy i ściskamy. Mam
                nadzieję, że czuje moją wielką miłość i nigdy nie będzie miała mi za złe, że
                jej nie karmiłam więc jestem złą matką. Muszę kończyć, bo się znów poryczałam
                przez ignorancję tych z was, które tego nawet nie starają się zrozumieć. Jestem
                widać w tych 2 % szwedek wyrodnych ale nie można mi zarzucić, że nie chciałam.
                Marzyłam o macierzyństwie i karmieniu naturalnym. Córka wisiała mi przy piersi
                przez 1 miesiąc w szpitalu i wymęczyli ją badaniami bo nie pozwolili mi przejść
                choć na 1 dzień na butelkę a ja w tym czasie bym ściągała pokarm. Więc błagam i
                apeluję niech nikt nie waży się mówić, że jestem wygodną butelkową mamą!!!!
    • maggs1 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 08.02.05, 11:25
      Podpisuje sie pod listem, pomimo, ze sama karmilam piersia przez 9 miesiecy.
      Ja mialam taka mozliwosc, mialam pokarm i zyczliwe polozne w szpitalu. Ale z
      calego serca jestem z Wami mamy butelkowe, trzymajcie sie, mam nadzieje, ze
      problem zostanie dostrzezony i cos sie wreszcie zmieni.
    • mama_debiutantka "chcieć to móc" - srutu tutu... 08.02.05, 12:02
      no więc tak: karmię już siódmy miesiąc, młoda nie próbowała w życiu mleka
      sztucznego i głoszącym prawdę typu "chcieć to móc" mówię: g.. prawda
      kochane, schowajcie sobie w buty heroiczne opowieści o tym, jak to po dwóch
      miesiącach walki karmiłyście do matury i z palcem w nosie. ja karmię tak długo
      (sic! długo!), bo okupuję to _codzienną_ walką. odciągam pokarm i podaję przez
      butlę, _tylko_ wtedy on nie zanika. wg doradców laktacyjnych, położnych i
      lekarzy młoda ssie prawidłowo ("cudownie", "znakomicie", "doskonale") a pokarm
      nie pobudzany laktatorem zanika...
      raz w miesiącu nie kamię małej przez dwa dni, a pokarm mogę odciągać rzadziej,
      bo mam szkolę. skutek? przez następny tydzień walczę jak głupia o każdą kroplę,
      a mała dojada mrożonkami. potem sytuacja wraca do normy, czyli "na styk" +
      odrobina do zamrażarki. i od nowa... na ziółka mlekopędne patrzeć nie mogę,
      masuję, odciągam - no zaparłam się. czyli pewnie chcę. i jeśli to
      oznacza "chcieć to móc", to panie przemądrzałe nie mają prawa wymagać tego od
      innych kobiet. to, że ja tak robię, to moja sprawa i mój wybór. ale nie
      nazwałabym tego heroizmem, ani nie zmuszała innych. ale ja to pewnie dziwna
      jestem...
    • odalie do zbulwersowanych 08.02.05, 14:05
      Chyba (a raczej na pewno) źle mnie rozumiecie.

      Ja naprawdę nie chcę, aby ktokolwiek się tłumaczył.

      Ani nikogo nie oceniam.

      Dziwi mnie, dlaczego zamiast wprost i konkretnie powiedzieć: "nie karmię
      piersią, bo nie" wynajdujecie wady naturalnego karmienia. "Nie karmię bo to
      karmienie jest takie złe i w ogóle niemożliwe dla całych rzesz kobiet".

      Nie przepadam za owijaniem w bawełnę i zakłamaniem. Znikomy procent kobiet nie
      może karmić z przyczyn nie do ominięcia (fizologia, leki, stany po operacjach)
      i tak mówi medycyna. Tymczasem nagle co trzecia mama "nie może". Ależ
      mogłybyście - teoretycznie - lecz ponieważ macie wolny wybór, nie karmicie - i
      powtarzam, to jest odpowiedź jak najbardziej do przyjęcia. Wszystko można -
      byle szczerze.

      Jesli zaczniecie szerzyć propagandę, że tylko nieliczne matki mogą karmić, a
      reszta nawet nie powinna próbować, bo to poniżające postarać się o laktację -
      to ja protestuję. I tyle.

      Może odniosłam mylne wrażenie (możliwe - jak siadam do eDziecka, to zwykle aby
      odspanąć po męczącym dniu), ale takie właśnie wrażenie odniosłam.

      Nie chodzi mi o powody, które Odalinda ma lub nie ma akceptować. Chodzi mi to -
      nie dyskredytujcie karmienia naturalnego, nie przedstawiajcie karmienia jako
      horror szołu. Może dla Was tak było, ale to nie reguła. Może dla Was próby
      nauki przystawiania/wywołania laktacji były upokarzające - bo może trafiłyscie
      na niekompetentne położne albo z marszu nie akceptowałyście takiej dawki
      trudności (nikt nie musi) - ale czy to znaczy, że od teraz każda mama, która
      nie wie jak przystawić niemowlaka, ma dostać butelkę od ręki?

      Nie chcecie - nie róbcie.

      Proste?

      Zgadzam się z Wami, że personel medyczny jest niedokształcony i nie zna się na
      karmieniu naturalnym, że często nie potrafi pomóc. Ale różnimy się w tym, że Wy
      jako receptę podajecie karmienie mieszankami z butelki, a ja - wyegzekwowanie
      odpowiedniej opieki/wiedzy od położnych.

      A do dyskusji, która jest jak widać gorąca i emocje wzbudza, sprowokowało mnie
      to świetne zdanie o okrucieństwie karmienia łyżeczką tudzież innych okrutnych
      metodach. Co może i nie sprawdziło sie w Waszym przypadku, jest jednak w
      większosci przypadków jak najbardziej działające i dobre - no tak, ale skoro
      Wam przeszkadza, to może całkiem zakazać?

      Pozdrawiam, zycząc więcej luzu i mniej spychologii stosowanej.
      • black-cat Re: do zbulwersowanych 08.02.05, 14:45
        Ten znikomy procent kobiet też ma prawo do rzetelnej informacji i godnego
        traktowania. Jak pisałam wcześniej nie spotkałam się osobiście z jakąkolwiek
        krytyką mojego wyboru. Przyznaję ci również rację w kwestii uświadomienia
        położnych, pediatrów i doradców laktacyjnych tak aby mogli pomóc. Ja mówię
        otwarcie - nie chcę karmić piersią i nie starałam się o to jakoś specjalnie
        (chociaż pewnie znalazłabym wymówkę bo wszyscy lekarze którzy robili mi USG
        piersi twierdzili, że ze względu na budowę kanalików karmić to ja raczej nie
        będę) ale nie tłumaczę się w ten sposób bo przyczyna karmienia butelką jest
        inna. Ale wierzę, że są kobiety, które karmić nie mogą i nie można im wmawiać,
        że chcieć to móc. Dla mojej przyjaciółki konieczność karmienia butelką była
        prawdziwym dramatem, zawsze chciała karmić piersią ale nawet praca z doradcą
        laktacyjnym, który (a raczej która bo to była kobieta) przychodziła do niej
        prywatnie do domu nie pomogła. Pokarm się nie pojawił i gdyby ktoś powiedział
        jej, że pokarm rodzi się w mózgu miałaby jeszcze większe poczucie winy. I nie
        jest tak, że co trzecia mama nie może. Tych karmiących butelką jest znacznie
        mniej ale to nie znaczy, że należy udawać, że ich nie ma albo wmawiać, że nie
        chcą. Jedne chcą inne nie ale wszystkim należy się szacunek i prawo do
        informacji. Kiedy dowiedziałam się, że jedna z moich znajomych w tajemnicy
        przed położnymi karmiła swoje dziecko butelką (w Św. Zofii to się działo)byłam
        autentycznie wkurzona. Nie chciała karmić piersią a ich obowiązkiem było
        zaakceptować taki stan rzeczy i nie utrudniać jej tego. Nie jest poniżające
        staranie się o laktację - poniżający jest sposób w jaki w niektórych szpitalach
        sie do tego zmusza i traktuje kobiety taśmowo zapominając, że każda z nas jest
        inna. Niedouczone położne, brak indywidualnego podejścia do pacjenta i brak
        zrozumienia dla jego wyborów - to jest mam wrażenie główny problem takiego
        stanu rzeczy.
      • mama_debiutantka masz rację - najnormalniej w świecie nie chcę 08.02.05, 16:35
        i dlatego tak się bujam od pół roku... jasne
        ps: a bujam się tak tylko dlatego, że siedzę na wychowawczym i mam na to czas.
        ale to pewnie też dlatego, że nie chcę
      • melba76 do Odalie 08.02.05, 16:40
        Szkoda, że nie odpowiedziałaś na mojego posta i pytania w nim zawarte.
        Rozumiem, że "nie zauważyłaś"....
        • melba76 Re: do Odalie - ps. 08.02.05, 16:58
          Może raz jeszzce napiszę innymi słowami - czy to, co nas spotyka, o czym te sto
          kilkadziesiąt osób tu i na innych forach napisało przekonuje Cię, że jest
          jednak z tym karmieniem i naciskiem jakiś problem, czy dalej twierdzisz, że
          wszystko rodzi się w naszych mózgach. Moją historię tłumaczysz, że
          to "przykład", Sakadzie nie odpowiadasz, do innych dziewczyn nie
          ustosunkowujesz się. Rozumiem że karmisz piersią i brawo. Dlaczego jednak
          zaprzeczasz naszym odczuciom?
      • virtual_moth Re: do zbulwersowanych 08.02.05, 17:40
        odalie napisała:

        > Dziwi mnie, dlaczego zamiast wprost i konkretnie powiedzieć: "nie karmię
        > piersią, bo nie" wynajdujecie wady naturalnego karmienia.

        Chyba żartujesz. Nie chodzi o wady naturalnego karmienia, tylko TERROR
        laktacyjny przy jednoczesnym niedouczeniu personelu medycznego (proszę karmić,
        ale jak to już pani sprawa, a jak pani sobie nie radzi to pewnie pani jest złą
        matka). O TO wszystkie mamy pretensje oraz o to, ze NIE SZANUJE się naszych
        wyborów (świadoma rezygnacja z karmienia piersia) oraz ZARZUCA lenistwo tym,
        które karmić nie mogą z przyczyn niezależnych od nich (ostracyzm w
        przychodniach pediatrycznych).

        > Znikomy procent kobiet nie
        > może karmić z przyczyn nie do ominięcia (fizologia, leki, stany po
        operacjach)
        > i tak mówi medycyna. Tymczasem nagle co trzecia mama "nie może".

        Jednym ze skutków "propagandy laktacyjnej" jest totalna dezinformacja. Także i
        to, że tym matkom, którym karmić się nie udaje (mimo szczerych chęci) nie
        starcza sił, aby mówić o swoich problemach. Stąd właśnie powszechność
        opinii "że tylko znikomy procent nie może karmić z przyczyn niezależnych".

        Ależ
        > mogłybyście - teoretycznie - lecz ponieważ macie wolny wybór, nie karmicie -
        i
        > powtarzam, to jest odpowiedź jak najbardziej do przyjęcia. Wszystko można -
        > byle szczerze.

        Zrozum, że w większości (zdecydowanej) przypadków niekarmienie piersią to nie
        jest ŚWIADOMY wybór kobiety.
        Zresztą, nawet gdyby było tka jak mówisz - że tylko "udajemy", że nie możemy
        karmić piersią - to czyż nie mamy prawa do tego, aby szanowano nasz wybór?

        > Jesli zaczniecie szerzyć propagandę, że tylko nieliczne matki mogą karmić, a
        > reszta nawet nie powinna próbować, bo to poniżające postarać się o laktację -
        > to ja protestuję. I tyle.

        Znowu chyb ażartujesz. Kto tu mówi, że tylko nieliczne matki mogą karmić
        piersia? Poniżające starać się o laktację??? Większość z nas JAK NIKT INNY
        starała się o laktację. Tym boleśniejsze jest to, że wielu z nas się nie udało.
        A tu przychodzi taka Odalie i mówi umęczonej kilkumiesięcznym wyciskaniem mleka
        kobiecie: "co ty wiesz o laktacji". Buahahahahahahsmile

        > nie dyskredytujcie karmienia naturalnego, nie przedstawiajcie karmienia jako
        > horror szołu.

        Teraz spokojnie przeczytaj, najlepiej 10 razy:
        Nie chodzi nam o dyskredytację karmienia naturalnego. Chodzi nam o to, aby
        zaprzestać dyskredytacji karmienia butelką!


        Może dla Was tak było, ale to nie reguła. Może dla Was próby
        > nauki przystawiania/wywołania laktacji były upokarzające - bo może
        trafiłyscie
        > na niekompetentne położne albo z marszu nie akceptowałyście takiej dawki
        > trudności (nikt nie musi) - ale czy to znaczy, że od teraz każda mama, która
        > nie wie jak przystawić niemowlaka, ma dostać butelkę od ręki?

        Jeśli choć jedna z nas była poniżana w szpitalu wyciskaniem na siłę mleka z
        pustych piersi, MA PRAWO wysłać protest-list wszędzie tam gdzie sobie zamarzy.
        Walczymy o to, aby w szpitalach nie poprzestano tylko na kultywowaniu karmienia
        piersią polegającemu na braku dostępu do mieszanki. Walczymy o to, aby położne
        miały konieczną wiedzę i aby NIE NAMAWIAŁY do karmienia piersią za wszelką
        cenę. A tak się dzieje w szpitalach coraz częściej.

        > Zgadzam się z Wami, że personel medyczny jest niedokształcony i nie zna się
        na
        > karmieniu naturalnym, że często nie potrafi pomóc. Ale różnimy się w tym, że
        Wy
        >
        > jako receptę podajecie karmienie mieszankami z butelki, a ja - wyegzekwowanie
        > odpowiedniej opieki/wiedzy od położnych.

        Ważny jest zarówno dostęp do mieszanki jak i wykfalifikowany personel.

        > Pozdrawiam, zycząc więcej luzu i mniej spychologii stosowanej.

        Jesteś bezczelna pisząc te słowa osobom będącym czesto w depresji i tym, które
        tę depresję pamiętają do dziś. Nie życze ci spotkać na drodze potworzycy w
        białym kitlu, która patrząc na twoje pokryte ranami i strupami brodawki mówi :
        PRZYSTAWIAĆ! Tak, czym tu się przejmować?

        Gdybym teraz urodziła, to z satysfakcją wyciagnęłabym na oczach takiej położnej
        butelkę z mieszanką i PRZYSTAWIŁA noworodka do smoczka. Hihihihi, chyba cały
        personel padłby na zawałwink
        No, ale niestety wtedy, kiedy rodziłam, nie miałam dostępu do
        forum "butelkowego", bo go po prostu jeszcze nie było. Mądry Polak po szkodzie.
        A prawda jest taka, że żadne listy nie pomogą, jeśli SAME nie będziemy
        sprzeciwiać się terrorystkom w białych kitlach. Do czego namawiamsmile

        Pozdrawiam
        >
      • maja45 Re: do Odalie 09.02.05, 09:21
        Brawo!Mysle dokładnie tak samo.
        Pozdrawiam cieplutko.
        Marta
    • elasz4 Podpisuję się obiema rękami 08.02.05, 15:21
      Chętnie się podpiszę pod tym listem, bo jeszcze świeżo w pamięci mam to
      wszystko przez co ja przechodziłam kiedy mój synek niestety nie chciał ssać
      piersi i musiłą być karmiony butelką.
      Chciałabym żeby ten list odniósł skutek.
      Pozdrawiam Ela z Pawełkiem
      • verdana Re: Podpisuję się obiema rękami 08.02.05, 17:44
        Ja też się podpisuję.
        Karmiłam pierwsze dziecko piersią, jak Pan Bóg przykazał. Jedno zapalenie
        piersi (40 stopni), drugie (39). Karmiłam nadal. Z przerażeniem patrzyłam na
        zegarek, gdy zblizała się pora karmienia - kazde karmienie bolało, nawet gdy
        nie miałam już zapalenia piersi, jak jasna cholera. Zamiast cieszyć się
        niemowleciem, zylam od godziny karmienia do godziny karmienia w oczekiwaniu -
        jak na bolesny zabieg.
        Wreszcie lekarka zwazyła małego i kazała dokarmiać. Na kazde karmienie i pierś
        i butelka. Mleko wtedy jeszcze trzeba było gotować, roboty strasznie dużo, a do
        tego to karmienie. Wreszcie gdy poszlam do ginekologa z trzecim zapaleniem
        piersi kazał przestać karmić.
        Nareszcie odetchnęłam. Ale tak mocno zostałam zindoktrynowana, ze przez wiele
        lat miałam pretensję, ze głupia lekarka kazała dokarmiać i przez to
        uniemożliwiła całkowicie naturalne karmienie. Dopiero z dwa lata temu znalazłam
        książeczkę zdrowia najstarszego syna. Kidy zobaczyłam ile wazył w wieku 3
        miesiecy zrozumiałam, jaka bylam głupia! To dziecko było po prostu niedozywione!
        Dwoje młodszych wykarmiłam bez problemu. Oboje mają zły zgryz i lekka alergię.
        Najstarszy idealny zgryz i zero alergii.
      • kaskasa1 Re: Podpisuję się obiema rękami 08.02.05, 18:19
        ja również, najpierw po mimo próśb nikt mi nie pomógł w przystawieniu, potem od
        pediatry dowiedziałam się że jestem wyrodną matką,
    • mama_debiutantka o szwedkach karmiących piersią 08.02.05, 18:17
      jak to mówią jest prawda, g.. prawda i półprawda. i ta ostatnia dotyczy
      szwedek. wklejam poniższy cytat, żeby Panie, którym zrobiło się przykro, że nie
      są tak super, jak walkirie, mogły trochę odsapnąć wink oraz dlatego że nie lubię
      wciskania ciemnoty.
      cytat po angielsku, więc wyjaśniam, że "partially" znaczy "częściowo"...

      The frequency of breast-feeding is high in Sweden in an international
      perspective. More than 98% of the children born in 2002 were breast-fed at the
      age of one week. Almost 92% were still exclusively or partially breast-fed at
      the age of two months. The frequency of breast-feeding differed widely between
      municipalities. In Vadstena, for example, the proportion of breast-fed children
      decreased from 100% at the age of one week to 78% at the age of two months,
      whereas in Boxholm there were as many breast-fed children at the age of two
      months as at the age of one week (97.8%). The breast-feeding frequency was
      highest in Gotland and in Jämtland: 98.7% were exclusively or partially
      breastfed at the age of one week. Almost 73% of children in Sweden were breast-
      fed at the age of six months. The proportion was much lower, however, in some
      municipalities. The proportion in Töreboda, for example, was 87%, and it was as
      low as 33% in Norberg.

      źródło: www.socialstyrelsen.se/Publicerat/2004/8569/Summary.htm
    • megryan25 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 08.02.05, 18:57
      Witajcie!
      Wydaje mi się, że sprawa jest na tyle poważna, że nie można jej zbagatelizować.
      Na "niemowlakach" już coś wspominałam o swoich problemach. Chcę jedynie dodać,
      że jak się ma okres raz na rok a stężenie niektórych hormonów przekracza 20
      krotnie górne granice tolerancji a lekarze przez miesiąc męczyli moją
      nowonarodzoną córeczkę. U mojego specjalisty ginekologa - endokrynologa, gdy
      już udało mi się zajść w ciążę, to wiele razy rozmawiałam z innymi dziewczynami
      w ciąży w poczekalni i też miały różne problemy np. hormonalne. Przejście na
      butelkę przeżyłam straszną depresją. Dopiero mój ginekolog mnie pocieszył, że
      mała już skończyła 3 m-ce i może dam sobie spokój i zabiorę się za swoje
      leczenie. Tyłam w zastraszającym tempie. Do 3 m-cy (pierwszy m-c szpital)
      ściagałam po 3 godziny również w nocy z przerwami na 2-3 godziny pokarm aby go
      dodać do mieszanki. Wydałam masę pieniędzy na laktatory Avent, Medela, i
      butelki do karmienia z zamrożonego pokarmu, łyżeczkę Medeli aby dziecko nie
      zatraciło odruchu ssania itp... i udawało mi się przez 3 godziny odciągnąć np.
      30- 40 ml które dodawałam do kolejnej butelki. Ale brak snu. stres i depresja
      sprawiły, że w 3 m-cu Julki życia mojego pokarmu było jak na lekarstwo. I
      proszę wszystkie dziewczyny, aby nie wypowiadały się na temat, na który nie
      mają zielonego pojęcia. Ja do dziś z zazdrością patrzę jak kobieta w poradni
      dzieci zdrowych, albo w hipermarkecie karmi swoje maleństwo. DO dziś sobie
      zarzucam, że moja ukochana i długo wyczekiwana córka ciągnie butlę. Ale
      rekompensuję to sobie przytulaniem małej jak ciągnie butlę. Wydłużyłam sobie
      wychowawczy i całe dnie się przytulamy, bawimy, wygłupiamy i ściskamy. Mam
      nadzieję, że czuje moją wielką miłość i nigdy nie będzie miała mi za złe, że
      jej nie karmiłam więc jestem złą matką. Muszę kończyć, bo się znów poryczałam
      przez ignorancję tych z was, które tego nawet nie starają się zrozumieć. Jestem
      widać w tych 2 % szwedek wyrodnych ale nie można mi zarzucić, że nie chciałam.
      Marzyłam o macierzyństwie i karmieniu naturalnym. Córka wisiała mi przy piersi
      przez 1 miesiąc w szpitalu i wymęczyli ją badaniami bo nie pozwolili mi przejść
      choć na 1 dzień na butelkę a ja w tym czasie bym ściągała pokarm. Więc błagam i
      apeluję niech nikt nie waży się mówić, że jestem wygodną butelkową mamą!!!!
      • edytek1 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 08.02.05, 22:29
        Wspomniałam wczesniej, że karmiłam swoja królewne 2l i to co widzę u moich
        niekarmiacych koleżanek mnie przeraża: Karmienie dziecka ( razy 5 na dobę)
        1.umyć i wyparzyc butelki
        2.przygotować wodę( filtrowanie, gotowanie)
        3. przygotowanie butli
        4 podanie
        5. wylanie resztek( lub wszystko od punktu 1 w akompaniamencie wycia głodnego
        dziecka)
        6. mycie butelek
        Odpięcie guzika od koszuli i podanie bufetu jest 100 razy wygodniejsze i
        szybsze. ja się do karmienia butelka nie nadaję,albo woda byłaby za gorąca,
        albo butelki bym nie domyła.... Nie znam mamy która zrezygnowała z karmienia
        piersia dla wygody... Bo to jest cięzka praca.A w nocy? milion razy wygodniej
        dostawić ssaka na półśpiaco niz wstać i mieszać mleko. A podróż?, Trzeba
        mysleć gdzie podgrzać, przechować.
        Nie widzę powodu do linczu mam butelkowych ( nawet w tym watku się pojawił).
        Nikt zdrowo myslący nie chce wydać 100 zł na mleko w puszce jak z biustu może
        za darmo( problem w tym, że nie zawsze leci) Czasem nie leci, bo mama sie
        denerwuje, czasem jest po chorobie, a czasem musi zostawić malusie dziecko by
        wrócić do pracy, na studia..
        Osobny problem to kobiety dla których karmienie jest zabójcze( problemy z
        hormonami, z dużą anemią...)one nie powinny karmić, bo bardziej niz kilku ml
        maminego mleka dziecko potrzebuje matki zdrowej!

        Tyle mam do powiedzenia w tej kwestii...

        Karolinka ma już 2,5 roku.
    • mamawiktorki Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 08.02.05, 22:32
      Podpisuje sie pod tym obiema rękami.Ja rodziłam w listopadzie 2004 r. Zaraz po
      porodzie podeszla do mnie pielęgniarka i tak zcisla mi piers ze przez dwa
      miesiące mialam na niej sinca.Córka nie umiała sie przyssac i nikt w szpitalu
      nie pomógł mi żebyśmy sie obie tego nauczyły.Mała od złego przystawiania tak mi
      "pogryzła "piers ze leciała mi z niej krew a lekarka i pielgniarki nie pozwoliły
      mi zakładac na brodawkę osłonek z silikonu które przyniósł mi mąż.Sonczyło się
      to tak że dziecko jadło moją krew i potem nią wymiotowała.Ja popadłam juz chyba
      w początek depresji bo dziecko się darło z głodu a ja płakałam z
      bezradności.Jeszcze w szpitalu po kryjomu przywieziono mi na sale butle z
      mlekiem ( bebilon) i dałam ja małej jadla jak oszalała i zaczeła dopiero
      przybierac na wadze.Tak jak napisałam zrobiłam to po kryjomu przed lekarzem bo
      jak powiedziałam ze nie chce jej karmic piersią to cały oddzial był na nogach a
      krzykom i darciu sie na mnie nie bylo końca.Po powrocie do domu karmilam małą
      sztucznie i dzięki Bogu rośnie pięknie , nie choruje jest pogodna i uśmiechnięta
      a ja moge sie cieszyc pełną gębą z faktu że jestem mamuśką i to butelkową.
    • lulka77 Kochani......... 08.02.05, 22:53
      Witajcie,
      ja równiez miałam problemy z mlekiem. Ale rzeczywiście chcieć to móc !!!!!!!
      Po prostu nie miałam po cesarce pokarmu, czekalismy na krople mleka 3 dni i
      nic. Więc wziełam sie w garść i stałam godzinami na szpitalnym korytarzu (co by
      dzieciaczków nie pobudzić) i "zajeżdzałam się" elektryczną medelą.
      LECIAŁA KREW Z MLEKIEM na przemian. Jak miałam przystawić synka do oberwanej
      brodawki to mnie ciary przechodziły jak nigdy w zyciu, brrrrrrrr.
      Wytrwałam.....
      Było lato mogłam nakarmić na spacerze, u cioci na imieninach, wszedzie.
      Wspaniale było wytrwać, i trud i łzy sie opłaciły.
      Nie zapomne nigdy tych chwil, jak przysypiał na cycusiu, jak się wtulał, jak
      obejmował maluskimi raczkami. Cuuuuuuudowne uczycie.

      Żal mi matek , które nigdy tego uczucia nie doznały. Nie mi oceniać dlaczego,
      ale jak bedziecie miały kolejne dzieci, spróbujcie.
      Rozumiem - brak pokarmu, chociaż mozna go wywołać- zmeczenie bierze górę.
      Nie rozumiem matek, które pokarm maja, a chcąc sie wyswobodzić z matczynego
      ubezwłasnowolnienia- wybierają wolność i możliwość oddania kilkudniowego
      malucha babci czy niani. Tzn. że generalnie mają w dupie....
      Pytanie tylko- to po co było robić?? Bo inni mają???

      Kochane mamy, te butelkowe i te cycate- pozdrawiam Was serdecznie. Mamom
      naturalnym, życzę wytrwałości, a kochanym butelkowym żeby sie nie przejmowały-
      bo najwazniejsza jest miłość i spokój (aha i żeby spróbowały podoić sie troche
      przy drugim dziecku- naprwade uczucie karte krwi)

      L.


      • e_madziq Re: Kochani......... 09.02.05, 08:05
        Podpisałam sie na listę, ale z braku czasu nie czytałam wszystkich późniejszych
        wypowiedzi i..................chwała Bogu!! Dziś postanowiłam zajrzeć po prostu
        na ostatni post i jak widze stwierdzenia "chcieć to móc" to mnie jasny szlag
        trafia!!! Każdy nasz przypadek niekarmienia piersią jest inny i nikt, powtarzam
        NIKT nie ma prawa oceniać czy naszego wyboru, czy sytuacji w jakiej się
        znalazłyśmy. Jak sobie pomyślę, że w tych 90 kilku wypowiedziach pojawiło się
        jeszcze kilka takich stwierdzen to cieszę się, że tam nie zaglądałam. Teraz do
        tematu podchodzę spokojniej, ale w momencie gdy mialam problem z karmieniem,
        gdy pól nocy i niemal całe dnie spedzałam na odciąganiu mleka i
        usłyszałabym "chcieć to móc" to nie ręczę za siebie!

        lulka77 napisała "Nie mi oceniać dlaczego..." wiec nie oceniaj, bo np o moim
        przypadku nie masz zielonego pojęcia i stwierzdenie "chcąc sie wyswobodzić z
        matczynego ubezwłasnowolnienia- wybierają wolność i możliwość oddania
        kilkudniowego malucha babci czy niani. Tzn. że generalnie mają w dupie...."
        jest kompletnie nie na miejscu.


        Pozdrawiam, Magda
        • gabriela1111 Re: Kochani......... 09.02.05, 20:55
          no tak, jednak nikt nas nie zrozumie. Żygam tym chciec to móc. Te ktore tak
          mowią naprawdę im jedank chyba natura pomogła, i wydaje im sie, ze wygrały
          własna walką i determinacją. A to gó.. prawda, porostu miały sczescie! juz tu
          nie zaglądam do tych postów, bo szkoda nerwów, i nie moge słuchac tych
          cwaniar!!!!!!!!!!!!!!
      • ledzeppelin3 Re: Kochani......... 09.02.05, 09:20
        lulka 77 napisała: >Nie zapomne nigdy tych chwil, jak przysypiał na cycusiu,
        jak się wtulał, jak
        > obejmował maluskimi raczkami. Cuuuuuuudowne uczycie.<
        Wspaniale czyta się mamom butelkowym, które przegrały walkę o pokarm, takie
        posty. Tak się im robi przyjemnie, radośnie...
        > Nie rozumiem matek, które pokarm maja, a chcąc sie wyswobodzić z matczynego
        > ubezwłasnowolnienia- wybierają wolność i możliwość oddania kilkudniowego
        > malucha babci czy niani. Tzn. że generalnie mają w dupie....
        Nie widzę sensu dalszej "dyskusji". Nasuwa się porównanie z sektą, której
        członkowie, poddani "praniu mózgu", są głusi na racjonalne argumenty, nie są w
        stanie nawet wysłuchac drugiej strony, tylko jak mantrę powtarzają swoje, w tym
        wypadku: "chcieć to móc". Pozdrawiam. Kochana mama butelkowo- cycata.
        • lulka77 Re: Kochani......... 09.02.05, 13:08
          Raz jeszcze....
          Rozumiem mamy, które nie mogły karmić naturalnie(powodów jest tysiace).
          Chciałam jedynie powiedzieć, że nie rozumiem mam które maja pokarm i im nie
          zależy, że wolą oddać dziecko opiekunce i cześć- problem z głowy. Bo kariera,
          bo 1000 spraw wazniejszych.......
          Rozumiem zdeterminowane matki, którym nie wyszło, które chciały.
          Pozdrawiam
          • ligia76 Re: Kochani....... oszaleć można :-( 09.02.05, 17:41
            To po co z takim fanatyzmem opisujesz karmienie piersią w swoim poprzednim poście ?
            Chcesz się poznęcać, bo Ty możesz a inni nie ?
            Popisz sobie o swoich mega-odczuciach na forum "Karmienie piersią" a nie w takim wątku.
            Czy w wątku o bardzo chorych dzieciach tez napiszesz, że Twoje jest (są) takie zdrowe ?
            Przepraszam, ale zastanawia mnie taka durnota, wpisać się do wątku tylko po to żeby dopiec innym i trochę się wywyższyć.

            Pozdrowienia
            Ligia
            • ligia76 Re: Kochani....... oszaleć można :-( 09.02.05, 22:10
              Proponuję też wejść na forum "Niepłodność" i również napisać "chcieć to móc".
              Przecież to takie naturalne, że kobieta zachodzi w ciążę, oczywiście naturalnie i rodzi dziecko.

              Pozdrowienia
              Ligia
            • lulka77 Re: Kochani....... oszaleć można :-( 10.02.05, 15:14
              Chyba źle mnie zrozumiałaś. Ja mówie o mamach, którym nie zależy-tych nie
              rozumiem, które w imię ideologii posiadania dzieci , bo inni je mają, lub tak
              trzeba, produkują kilka bobasów i mają je gdzieś. A potem gadają, jak to one
              wychowały trójke dzieci, wychodząc z nimi 2 razy na spacer w ciągu 3 lat i nie
              wiedząc do której klasy chodzą.
              Wiem że z karmieniem są problemy, bo smam je miałam, jakos mi sie udało.
              Mój opis karmienia miał raczej uderzyć do mam, którym sie nie chciało, a nie do
              mam, które zrobiły wszystko, ale nie wyszło.

              Bardzo mi przykro, że nie wszystkie mamy moga karmić i współczuje
              (naprawde!!!!).
              Mamy, które uczyniły co tylko sie da, zeby karmić, a nie wyszło nie powinny sie
              martwić.(wiem, ze to tak łatwo sie pisze)

              Znam dziewczynę, która rodziła jedno po drugim. Ale od razu jak rodziła dziecko
              było oddawane niani, a ta fruuuu do Galerii jednej, drugiej, na fitness, do
              pracy na manicure.Oczywiście miała mozliwość karmienia, ale powiedział ze to
              bardzo ją bedzie ograniczać, a ona nie ma na to czasu, nie chciało sie w nocy
              wstawać.....itd-tego nie rozumiem, tego pojąć nie mogę.

              A matki, które chciały, walczyły , brały leki, miały operacje bardzo podziwiam
              i w żadnym wypadku nie chciałm ich uraźić.

              Pozdrawiam
              L.
              • ligia76 Re: Kochani....... oszaleć można :-( 10.02.05, 21:42
                A widzisz, ten post brzmi zupełnie inaczej smile
                Aż miło go czytać smile

                Pozdrowienia
                Ligia
          • ryza_malpa1 Re: Kochani......... 09.02.05, 19:56
            lulka77 napisała:

            > Raz jeszcze....
            > Rozumiem mamy, które nie mogły karmić naturalnie(powodów jest tysiace).
            > Chciałam jedynie powiedzieć, że nie rozumiem mam które maja pokarm i im nie
            > zależy, że wolą oddać dziecko opiekunce i cześć- problem z głowy. Bo kariera,
            > bo 1000 spraw wazniejszych.......
            > Rozumiem zdeterminowane matki, którym nie wyszło, które chciały.
            > Pozdrawiam


            Masz prawo nie rozumieć ale nie oceniaj.
            Każdy jest inny.
      • mama_debiutantka Re: Kochani......... 09.02.05, 10:11
        wyczuwam pewną zazdrość wink zupełnie niepotrzebnie, bo dziecko piersiowe też
        można zostawić z babcią - wystarczy odciągnąć zapasik. uwierz mi, wiem co
        mówię smile
      • sakada Re: Kochani......... 09.02.05, 10:19
        No tak! No i po jaką cholerę się dziewczyny produkujemy pisząc po kilkadziesiąt
        postów? I tak, jak widać wszystko trafia w próżnię...
      • elasz4 Szkoda 09.02.05, 10:54
        Jestem w szoku czytając posty mam, które karmiły naturalnie i teraz
        wszystkie "mamy butelkowe" wrzucają do jednego worka i właściwie to czytając te
        posty mam wrażenie, że ja nie karmiłam piersią nie dlatego bo zaniedbania ze
        strony personelu szpitalnego do tego doprowadziły tylko jestem WYRODNĄ MATKĄ,
        • elasz4 Wysłałm za wcześnie więc kończę swoją myśl 09.02.05, 11:19
          Jestem w szoku czytając posty mam, które karmiły naturalnie i teraz
          wszystkie "mamy butelkowe" wrzucają do jednego worka i właściwie to czytając te
          posty mam wrażenie, że ja nie karmiłam piersią nie dlatego bo zaniedbania ze
          strony personelu szpitalnego do tego doprowadziły tylko jestem WYRODNĄ MATKĄ,
          która po prostu poszła na łatwiznę. Tylko jak sobie przypomnę te dni kiedy
          odciągałam pokarm i rzeczywiście karmiłam butelką, ale swoim pokarmem, więc
          mamy karmiące piersią mogły np. poświęcić godzinę na nakarmienie dziecka, a
          potem do następnego karmienia, miały czas na zajęcie się innymi rzeczami, ja
          niestety takiego komfortu nie miałam, bo rzeczywiście karmienie maluszka
          butelką trwało mniej więcej tyle samo co piersią, ale potem kiedy synek spał ja
          musiłam odciagnąć pokarm laktatorem aby mieć co mu dać jak już się obudzi i
          niestety nie zajmowało to 5 minut tylko czas snu dziecka.
          I chciałam jeszcze powiedzieć, że mamy karmiące naturalnie przytaczają jakieś
          statystyki o tym, że mam, które nie mogą karmić naturalnie jest mało większość
          niekarmiących to te którym się po prostu nie chce.
          No niestety nie mogę się z tym zgodzić, bo ja na własnym przykładzie i niestety
          na podstawie mojego pobytu w szpitalu w którym trochę spędziłam po urodzeniu
          dziecka mogę powiedzieć, ze problemy z karmieniem naturalnym miały te mamy,
          które urodziły poprzez cesarskie cięcie i problemy nie były z powodu braku
          pokarmu (ja miałam go bardzo dużo) tylko zaniedbań ze stronu personelu
          szpitalnego, który tak naprawdę całą tą sprawę miał w dupie a kobiety były
          zostawiane same sobie i miały jakoś sobie poradzić a nikogo nie interesowało w
          jaki sposób.
          Dlatego prosiłabym aby mamy, które karmiły naturalnie nie obrażały nas "mam
          butelkowych", bo jednak z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, ze mam które
          nie chciały karmić, bo nie było niewiele, właściwie to nie znam żadnej takiej
          mamy.

          Pozdrawiam
          Ela z Pawełekiem
    • mamaskarba Drogie E-mamy! 09.02.05, 10:37
      Chyba zapomniałyśmy o czym jest ten wątek... I znowu się licytujemy. A przecież
      nie chodzi nam, mamom butelkowym, żebyście nas przekonywały o wyższości
      karmienia piersią nad mieszanką, o tym, że chcieć to móc itd. Przeczytajcie
      nasze historie ZE ZROZUMIENIEM. Przecież nie wymyśliłyśmy ich sobie, żeby się z
      czegokolwiek tłumaczyć. Nie ważne, z jakich powodów karmimy butelką - taki był
      nasz wybór i mamy do niego prawo.
      • mamaskarba Re: Drogie E-mamy! 09.02.05, 11:00
        I chciałam dodać, że to forum jest jedynym miejscem, gdzie doświadczyłam
        terroru laktacyjnego. Nikt, naprawdę nikt mnie nie krytykował za to, że
        zaczęłam karmić synka mieszanką, ani pediatra (sama pomogła wybrać mleczko) ani
        ginekolog (na pierwszej wizycie po porodzie spytał, czy starcza mi pokarmu, gdy
        zaprzeczyłam, powiedział tylko, że tak teraz często, niestety), ani nikt inny.
        Szkoda, bo wszystkie jesteśmy mamami i nie możemy się dogadać.
    • jajko54 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 09.02.05, 14:42
      podpisuję się choć sama karmiłam piersią (zmuszona przez terrorystów
      laktacyjnych). tylko jedna uwaga: nie ma ustawy o niepromowaniu mlek
      poczatkowych. pisałam o tym zresztą na forum "karmienie butelką". reklama
      takiego mleka jest dozwolona tylko nie może być w niej wizerunku niemowlaka. i
      nie jest to ustawa tylko rozporządzenie.
    • miss_mag Troche liczb 09.02.05, 18:22
      Pdaje kilka linkow do artykulow (po angielsku):
      www.ijppediatricsindia.org/article.asp?issn=0019-
      5456;year=2004;volume=71;issue=12;spage=1059;epage=1062;aulast=Yaseen
      To badanie stwierdzilo, ze na 1000 zywych urodzonych dzieci, powyzej 2 kg wagi,
      1.6 ciepialo na odwodnienie z powodu niskiej laktacji i wyladowalo w szpitalu z
      powiklaniami. Nie pisza, ile matek po prostu podalo butelke, aby uniknac
      hospitalizacji. Ja tez to zrobilam, pomimo, ze mialam duzo mleka (w butelce
      bylo moje mleko); moje dzieci (blizniaki) nie umialy ssac. I nigdy sie nie
      nauczyly. Jeden z nich najprawdopodobniej z tego powodu:
      www.breastfeedingtaskforla.org/resources/AAP082704newsletter.pdf
      Medyczna nazwa to ankyloglossia. Jest to genetyczne. Ocenia sie, ze okolo 4%
      noworodkow ma ten problem (te 4% to najbardziej oczywiste przypadki, ale inne
      publikacje twierdza, ze procent moze byc wyzszy, tylko nikt tego nie bada). Od
      lat 50-tych, czyli wprowadzenia sztucznych oddzywek, szkoly medyczne przestaly
      ksztalcic lekarzy na ten temat. Pamietam, ze gdy pojechalam do poradni
      laktacyjnej, to lekarka mi powiedziala: "Ten twoj synek jakos dziwnie jezyk
      trzyma", ale nie wpadla na to, ze on moze miec lzejszy przypadek tej choroby.
      Ja tez tego nie wiedzialam - nie jestem medykiem. Moi synowie maja juz prawie
      10 lat, ale ciagle zaluje, ze pomimo olbrzymiej ilosci mleka (125 -260 ml przy
      jednym sciagnieciu, 8 razy dziennie). Ten syn, ktory "dziwnie trzymal jezyk",
      do tej pory nie umie zrobic "ryjka" jezykiem, tak samo zreszta jak ja,
      wychowana na butelce, bo jak moja mama twierdzila, zamiast ssac, wypychalam ze
      zloscia jej sutka. P.S. Mamom, ktorych dzieci nie umialy sie zassac, proponuje
      zrobic test na "ryjka" - jesli dzieci nie zwina jezyka w tutke, to macie
      swietne wytlumaczenia, wraz z medyczna nazwa powyzej smile A mamy, ktore zdolaly
      wykarmic swoje dzieci - poczytajcie sobie rowniez to, zwlaszcza ostatnie zdanie:
      pediatrics.aappublications.org/cgi/content/abstract/76/5/823
      • miss_mag Re: Troche liczb 09.02.05, 18:25
        Ten pierwszy link nie dziala, bo nie zmiescil mi sie w jednej linii. Artykul
        raportuje, ze przebadano ponad 17 tys dzieci, urodzonych w szpitalu polozniczym
        w jednym z emiratow arabskich, w latach 2000-2003. Te liczby 1.6 na 1000 biora
        sie ze statystyk.
      • dentystka2 Re: Troche liczb 09.02.05, 22:10
        Ankyloglossia to nie powod uniemozliwiajacy karmienie piersia. Po polsku
        okresla sie te ceche jako "przyrosniety jezyk", a w praktyce oznacza to po
        prostu krotkie wedzidelko jezyka. Leczenie jest bardzo proste, przecina sie
        takie wedzidelko, czesto wykonuje sie ten zabieg wlasnie w pierwszej-drugiej
        dobie po urodzeniu i problem przestaje istniec. Dwojka moich dzieci przez to
        przeszla, a byly karmione piersia dlugo (do 2 lat).
        • miss_mag Re: Troche liczb 09.02.05, 22:24
          dentystka2 napisał:

          > Ankyloglossia to nie powod uniemozliwiajacy karmienie piersia. Po polsku
          > okresla sie te ceche jako "przyrosniety jezyk", a w praktyce oznacza to po
          > prostu krotkie wedzidelko jezyka. Leczenie jest bardzo proste, przecina sie
          > takie wedzidelko, czesto wykonuje sie ten zabieg wlasnie w pierwszej-drugiej
          > dobie po urodzeniu i problem przestaje istniec. Dwojka moich dzieci przez to
          > przeszla, a byly karmione piersia dlugo (do 2 lat).
          Dzieki. W USA (tu mieszkam) wyglada na to, ze nie jest to standardowe, ani
          sprawdzenie czy zjawisko wystepuje, ani procedura. Przynajmniej tak wynika z
          tego artykulu i innych.
          • dentystka2 Re: Troche liczb 09.02.05, 22:34
            Moze dlatego, ze taki zabieg ( w sumie banalny,prosty, calosc trwa moze 2
            minuty) wykonuje sie na wniosek rodzica (matki)? Przynajmniej w Polsce, to
            matka musi zauwazyc problem (trudnosci w wysuwaniu jezyka, lub rozdwajanie sie
            koniuszka jezyka w trakcie wysuwania) i zglosic pediatrze (neonatologowi).
            • miss_mag Re: Troche liczb 09.02.05, 23:12
              dentystka2 napisał:

              > Moze dlatego, ze taki zabieg ( w sumie banalny,prosty, calosc trwa moze 2
              > minuty) wykonuje sie na wniosek rodzica (matki)? Przynajmniej w Polsce, to
              > matka musi zauwazyc problem (trudnosci w wysuwaniu jezyka, lub rozdwajanie
              sie
              > koniuszka jezyka w trakcie wysuwania) i zglosic pediatrze (neonatologowi).
              Gdy problem jest tak oczywisty, jak na zdjeciach tam, i matka jest swiadoma i
              zauwazy, ze cos jest nie tak, to mozna to skorygowac. Ale przy pierwszym
              dziecku, gdy nigdy nie widzialo sie niemowlaka, matka moze to przeoczyc. W tym
              papierze postuluja, aby polozenie jezyka dziecka bylo sprawdzane przy pierwszej
              probie karmienia.
    • elasz4 Różne są przyczyny dlaczego dziecko nie chce ssać. 10.02.05, 08:27
      Ja opowiem wam moją historię i historię paru mam, które tak jak i ja urodziły w
      wyniku cesarskiego cięcia i miały problem nie z ilością pokarmu, ale z
      nakarmieniem swojego własnego dziecka.
      Ja urodziłam Pawełka w szpitalu w mieście wojewódzkim, na oddziale gdzie jak
      się wchodzi czuje się nowy świat. Wszędzie czyściutko, wszystko odnowione, sale
      dwu lub trzy osobowe, łazienka nowiutka na dwie sale, specjalne miejsca do
      przewijania dzieciaczków na każdej sali wyposażone w specjalne lampy, które się
      włącza po to żeby ogrzać dziecko podczas przewijania. A na porodówce pojedyncze
      sale wyposażone w nowoczesne łóżka, w nowiuteńkie łazienki, tak, że nie trzeba
      lecieć na koniec korytarza jak trzeba skorzystać z toalety szczególnie po
      przyjemnej lewatywie.
      Powiem luksus i to w Państwowym szpitalu i co najważniejsze nie trzeba za to
      ekstra płacić. Po co taki długi wstęp, a po to żebyście wiedziały, ze można
      stworzyć fantastyczny oddział położniczy, że ściany można odnowić, można kupić
      nowe łóżka, można dawać dla dzieci pieluszki jednorazowe, ale dopóki nie zmieni
      się mentalności personelu szpitalnego to ten cały luksus jest nic nie warty.
      I chciałabym zwrócić uwagę, że większość personelu położniczego to kobiety i
      już ktoś wcześniej zadał takie pytanie dlaczego kobieta kobiecie jest wilkiem,
      ja tego nie rozumiem. Mimo, ze przed urodzeniem synka chodziłam do
      przyszpitalnej szkoły rodzenia prowadzony przez położną pracującą na tymże
      oddziale i tam się dowiedziałam, że po porodzie dziecko w ciągu pierwszych
      godzin musi być przystawione do piersi aby nauczyło się ssać i oczywiście, aby
      pobudzić laktację i w sumie z takim przekonaniem szłam do szpitala, no cóż nic
      mylnego. Po cesarce i przy znieczuleniu zo nikt nie zainteresował się
      przystawieniem dziecka do piersi, a jeszcze nadmienię, ze nie było problemów z
      małym, bo kiedy dziecko trafia do inkubatora to jest to zrozumiałe, ze o żadnym
      przystawieniu nie może być mowy. No bo kobieta po zzo jest po prostu
      unieruchomiona w łóżku przez dłuższy czas dopóki nie odpuści znieczulenie i
      położna przynosząc dziecko musiałaby po prostu maluszka trzymać i spędzić przy
      takiej mamie godzinę a może dwie. Pawełek od samego początku był karmiony
      butelką z takim smoczkiem, że jak się obróciło ją do góry dnem to po prostu
      mleko leciało ciurkiem, a na moje późniejsze prośby żeby karmić dziecko butelką
      ale z moimi smoczkami (Avent, rozmiar 1) gdzie dziecko musi zacząć ssać, aby to
      mleczko po prostu leciało byłam olewana i słyszałam tylko "nie wolno, nie
      można" i żadna z tych pseudo pielęgniarek nie umiała mi powiedzeć dlaczego nie
      wolno. Więc w wyniku tego mój synek jak przystawiałam go do piersi to zamiast
      ją ssać po prostu otwierał buźkę i czekał aż mleczko poleci. Nie powiem na jaki
      stres narażona jest kobieta kiedy na porannym obchodzie podczas ważenia dziecka
      okazuje się, ze znowu spadło na wadze i zamiast pomocy ze strony personelu
      szpitalnego dostaje się tylko ochrzan, bo po co się wysilać.
      Ja będąc w szpitalu przeżyłam wiele upokorzeń związanych z karmieniem uczyła
      mnie przystawiać dziecko do piersi moja włąsna siostra, która urodziła swoje
      pierwsze dziecko 7 tygodni wcześniej, to ona mi masowała piersi kiedy miałam
      zastój pokarmu, a zamiast piersi dwie cegłówki. Więc wiem, że moje dziecko nie
      chciało ssać piersi w wyniku jakiejś wady w budowie języka, lub dlatego, że ja
      nie miałam pokarmu tylko dlatego, ze zamiast pomocy od personelu szpitalnego
      mogłam dostać co najwyżej kopa, bo jeśli nie potrafię to jest ze mną coś nie
      tak.

      Dlatego wiem, że trzeba zmienić mentalność ludzi, tych kobiet, które pracują na
      oddziale położniczym i które wielokrotnie przechodziły przez to co ja ale jakaś
      taka niechęć do pomocy, złość nie pozwalają im być po prostu ludźmi. I wtedy
      myślę, że może forum o mamach butelkowych nie byłoby takie liczne.
    • twinmama76 będę sie bronić 10.02.05, 09:26
      nie było mnie kilka dni na forum, wiec postaram sie tutaj pokrótce wyłuszczyc
      moje spostrzeżenia na temat tej dyskusji.
      1. zabrałam głos w tym wątku, bo po pierwsze - uważam sie za mamę butelkową, a
      po drugie, pod większościa tez zawartych w liście moge sie podpisać

      2.właśnie, pod większościa, bo nie zgadzam sie z tym, że głownym złem jest
      promocja karmienia piersią. Gdyby w naszym kraju była promocja karmienia
      piersią, to 99% mam piszących w tym wątku by ta piersia karmiła.
      Problemem nie jest promocja karmienia piersią, ale piętnowanie matek, które
      dokonały innego wyboru

      3.rozumiem, że słynne zdanie "chcieć to móc" działa jak płachta na byka, na
      większośc z was, ale znaczy ono dokładnie tyle, że _większość problemów z
      karmieniem piersią da sie pokonać, o ile ma się chęć i fachowac pomoc_

      4.nigdzie nie pisałam, że matka, która tej chęci nie ma (wogóle, lub po jakims
      czasie) jest wyrodna! Sama po dwóch tygodniach prób juz _nie chciałam_ karmić
      synka piersią

      5.w 99% wypadków brak pokarmu jest skutkiem, a nie przyczyną problemów z
      karmieniem

      6.podziwiam mamy radzące sobie z laktatorem, bo ja, choc pokarmu miałam tyle,
      że ciekło mi po nogach uncertain przez 3 miesiące, to nie mogłam udoic laktatorem
      więcej niż 30 ml na jednem raz (????) blokada psychiczna? brak umiejetności?
      nie wiem, ale fakt jest faktem. Gdybym musiała korzystać z laktatora, to pokarm
      zanikłby mi pewnie po tygodniu

      7.karmienie Szymonka butelka przypłaciłam ogromnymi wyrzutami sumienia, tym
      większymi, że rówoczesnie karmiłam Zuzię piersią, tym wiekszymi, że moje dzieci
      są zywymi dowodami na wyższość karmienia piersia (wieksza alergia i większa
      podatność na choroby u Szymonka). Ale juz się z tym uporałam i mogę spokojnie
      powiedzieć, że nie karmiłam piersią, bo w pewnym momencie _nie chciałam_
      • ledzeppelin3 Re: będę sie bronić 10.02.05, 09:50
        > 5.w 99% wypadków brak pokarmu jest skutkiem, a nie przyczyną problemów z
        > karmieniem
        Akurat 99%....Proszę o przytoczenie danych źródłowych, bo rzucanie niepopartych
        dowodami stwierdzeń nikogo nie przekona. Nie przekonuje mnie zdanie doradców
        laktacyjnych, położnych w szkole rodzenia, i tego, co napiszą w gazetkach
        typu "Dziecko". Kiedyś w to wierzyłam, ale po 6 miesiącach walki o więcej
        pokarmu, niż 500ml/d, po rozmowach z matkami i przeczytaniu szeregu postów na
        forum "karmienie butelką" trudno mi uwierzyć, że tak dużo kobiet mieści się w
        tym jednym procencie. Tego typu stwierdzenia o mały włos a wpędziłyby mnie w
        depresję. Ale podanie danych z wiarygodnych źródeł (Medline, PubMed, wiarygodne
        czasopisma medyczne, którymi posługują się lekarze i naukowcy, czyli czasopisma
        z Listy Filadelfijskiej, a więc posiadające tzw impact factor) mogłoby mnie
        przekonać. Pozdrawiam, mama również karmiąca "mieszanie".
        • twinmama76 Re: będę sie bronić 10.02.05, 10:07
          oczywiscie, że te dane sa wzięte z sufitu, ale tu nie o to chodzi.
          Chodzi o to, że baaardzo często brak pokarmu jest skutkiem złego przystawiania
          do piersi, złego ssania, nie podawania piersi wystarczająco często
          (wystarczajaco dla konkretnego dziecka), dopajania herbatkami, stresu matki
          związanego z presja otoczenia, koniecznościa uzywania laktatora, który nigdy
          nie sciągnie mleka z piersi tak dokładnie jak dziecko itd. itp. Problemy te
          można rozwiązać z większym lub mniejszym nakładem sił. LUb można ich nie
          rozwiązywać, jak się nie ma ochoty ani siły.

          Dlatego będę walczyć do upadłego z szerzącym sie stereotypem "braku pokarmu".
          Problem ten jest za bardzo skomplikowany, by go kwitowac takim stwiedzeniem.

          P.S.
          piszesz, że udało ci się utrzymac laktacje przez 6 (!) miesięcy. Naprawde cie
          podziwiam, bo ja nie mialabym tyle samozaparcia. Czyli chcieć, to móc (tylko
          nie bij wink
          • e_madziq Re: będę sie bronić 10.02.05, 10:36
            NIe wiem co mnie jeszcze podkusiło by do tego wątku zaglądac???
            Tak jak piosała Sakada, po cholerę smolimy tyle wątków, gdy dyskusja i tak
            przeczy założeniom tego listu.
    • mama_debiutantka moje drogie. tu nie ma próby statystycznej 10.02.05, 12:19
      i stąd te nieporozumienia, jak sądzę.
      mówię tu zwłaszcza do głosicielek "każda może - chcieć to móc" oraz "98% kobiet
      może karmić". zaryzykowałabym stwierdzenie, że mamy butelkowe tu zgromadzone
      należą jadenak w większości do tych 2%, a zagęszczenie jest takie, a nie inne,
      bo problem ich właśnie dotyczy. tak samo, jak większość pacjentów okulistów, to
      osoby _naprawdę_ mające jakiś problem z oczami, a przecież _większość_
      społeczeństwa ma wzrok normalny.
      piszę >większość< , bo niektóre z mam zadeklarowały, że nie karmią piersią bo
      nie chcą. jednak reszta ma za sobą historię długiej, ciężkiej i, co
      najważniejsze (niestety), _przegranej_ walki.
      więc może jednak trochę taktu?
    • edytkus Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 11.02.05, 07:21
      miss mag:
      > A mamy, ktore zdolaly
      >wykarmic swoje dzieci - poczytajcie sobie rowniez to, zwlaszcza ostatnie zdanie:
      >pediatrics.aappublications.org/cgi/content/abstract/76/5/823

      Ten artykul ma juz 20lat!!! wiec sie nie liczy wink

      > W USA (tu mieszkam) wyglada na to, ze nie jest to standardowe, ani
      >sprawdzenie czy zjawisko wystepuje, ani procedura. Przynajmniej tak wynika z
      >tego artykulu i innych

      Zjawisko moze i wystepuje ale w USA karmienie piersia nie jest az tak popularne. Przypuszczam ze
      jesli dziecko ma taki problem daje mu sie butle i po klopocie wink



      Dziewczyny to ze dziecko zaczelo chodzic w wieku 10 m-cy albo nie choruje w niemowlectwie nie ma
      nic wspolnego z karmieniem piersia/butelka. Przeciwciala zawarte w mleku matki zmniejszaja szanse
      na zachorowanie na raka itp czyli chodzi o choroby dotykajace ludzi w pozniejszym wieku. Ale wg
      roznych zrodel jakakolwiek ilosc mleka naturalnego wystarczy poniewaz zadaniem tychze przeciwcial
      jest pobudzenie organizmu dziecka do produkcji wlasnych. Jedynie wg badan dzieci karmione piersia
      maja rzadziej miec infekcje ucha, ale jak sie okazuje u dzieci matek ktore palily zanim zaszly w ciaze
      takie infekcje wystepuja czesciej. Ja nie palilam nigdy, karmilam butelka (na poczatku podawalam
      dziecku troche odciagnietego pokarmu) - mala jest zdrowa jak rydz, z lekow oprocz srodka
      przeciwbolowego i witamin dotad nic innego nie musialam jej podawac smile Co bedzie w przyszlosci
      zobaczymy, ale biorac pod uwage uwarunkowania genetyczne ciekawie nie bedzie sad i nie sadze zeby
      sposob karmienia mial na to wplyw.

      Tak naprawde chyba nikt nie jest w stanie stwierdzic na 100% na ile korzystne jest karmienie naturalne
      vs mieszanka skoro mieszanka to stosunkowo nowy "wynalazek" (ile pokolen wykarmionych mieszanka
      juz zmarlo? ile pokolen bylo wykarmionych nowoczesnymi mieszankami?).

      Kiedys LaLeche zrobilo badania z ktorych wyniklo ze dzieci karmione pok. nat. sa inteligentniejsze,
      zapomnaino tylko dodac ze w badaniach wziely udzial dzieci ksztalcone w prywatnych szkolach
      pochodzace z dobrze sytuowanych domow. To byly jedyne badania na ten temat az do chyba 2002 gdy
      Szwedzi badania powtorzyli na bardzo duzej grupie dzieci i nie znalezli absolutnie zadnych dowodow
      na poparcie wnioskow z badan LaLeche!!! No same przyznajcie, nie zdarzylo Wam sie nigdy spotkac
      idioty wykarmionego piersia (wystarczy poczytac gazetowe fora)? wink))

      Teorie sie zmienialy i beda sie zmieniac. Jeszcze do niedawna mowiono o wylacznym karmieniu piersia
      przez pierwszych 6 m-cy, a teraz sie okazuje ze dzieci ktore nie maja wprowadzanych pokarmow
      stalych w okresie 4-6 m-cy w przyszlosci choruja na cukrzyce surprised
      • edytkus Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 11.02.05, 07:25
        Acha, skad wiadomo ze Szwedki nie karmia piersia na sile, pod wplywem takeij samej nagonki o jakiej
        piszecie? A moze one maja warunki do karmienia piersia (np. specjalne przerwy i pokoje do dciagania
        pokarmu w pracy, albo pokoje do karmienia w sklepach itp.)?
        • maja45 Re: Edytkus 11.02.05, 08:41
          Widać , ze długo już nie mieszkasz w Polsce-matki karmiące naturalnie maja
          prawo do dwóch półgodzinnych przerw na karmienie piersia, moga również zsumować
          sobie te przerwy i wyjśc z pracy godzine wcześniej.Pokoje do karmienia piersią
          są w kazdym większym centrum handlowym.Polska to naprawdę nie taki dziki kraj
          jak myslisz.
          Pozdrawiam.
          Marta
          • ryza_malpa1 Re: Edytkus 11.02.05, 09:23
            sorry, moze w warszawie jest taka cywilizacja .
            bo ja mieszkam w mniejszym miescie ( co nie znaczy ze małym) a pokoju do
            karmienia w zyciu na oczy nie widziałam (nawet w przychodni).

            a nie, przepraszam, raz widziałam na lotnisku...ale to warszawa.

            podobnie z przerwami na karmienie - w budzetówce moze tego przestrzegaja ale w
            innych miejscach znajda sobie na miejsce jednej, niwydajnej karmiacej 100
            niekarmiacych ....
      • bejoy Do edytkus :))) 11.02.05, 09:28
        No same przyznajcie, nie zdarzylo Wam
        > sie nigdy spotkac
        > idioty wykarmionego piersia (wystarczy poczytac gazetowe fora)? wink))

        Hihihi, na to nie wpadłam, ale chyba masz rację smile)))))
        • ligia76 Re: Do edytkus :))) 11.02.05, 22:01
          Dobre smile))
          I prawdziwe smile

          Pozdrowienia
          Ligia
    • black_currant Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 11.02.05, 09:14
      Podpisałam się pod tym listem.

      Karmię mojego synka butelką. Jest to MÓJ WYBÓR. Przypuszczam, że gdybym chciała
      mogłabym karmić go piersią, szczególnie, że moja córka była karmiona w ten
      sposób przez pierwszy rok życia (z czego przez pierwsze 6 miesięcy nie dostawała
      nic innego).

      Grześ był dokramiany prawie od początku. Gdy skończył dwa i pół miesiąca
      przeszłam całkowicie na butelkę. Powodów było wiele, ale przede wszystkim
      doszłam do wniosku, że nie mam czasu na to, żeby przez pierwszy miesiąc życia
      mojego synka karmić go przez 20 godzin na dobę dopóki laktacja mi się nie
      unormuje. Wiem, że gdyby bardzo zależało mi na karmieniu nie patrzyłabym na
      smutną minę mojej starszej córki, tylko karmiła, karmiła, karmiła. Ale doszłam
      do wniosku, że nie jest to dla mnie aż tak ważne. Mimo tego, że znam wszystkie
      zalety karmienia piersią.

      Jest w tym również moja wygoda - Grześ od ukończenia dwóch miesięcy przesypia
      całe noce (wcześniej budził się dwukrotnie), mogę bez problemu wyjść z domu bez
      obawy, że synek będzie głodny. Wróciłam do pracy. Wiem, że nie będę miała
      takiego problemu jak w wypadku Emilki, gdy nagle okazało się, że 6-ścio
      miesięczna dziewczynka nie moze zostać w domu beze mnie na dłużej niż 3 godziny,
      bo nie umie i nie chce pić mleka z butelki...

      Ja mam to szczęście, że chodzę prywatnie do lekarki, która nie komentuje mojej
      decyzji. Rozumie, że miałam do niej prawo (rozmawiałyśmy na ten temat już w
      szpitalu) i wspiera mnie swoją wiedzą w tym co robię (czyli pomaga mi dobrać
      mleko itp.). Wiem, że nie każda mama ma to szczęście.

      Tak naprawdę to chudzi tu o prawo do własnego wyboru. Lekarz może powiedzieć o
      zaletach karmienia piersią, ale nie powinien wzbudzać poczucia winy w matce,
      która tego nie robi - i to niezależnie od tego czy nie może, czy nie chce. Tak
      samo szpital - jeśli kobieta prosi o pomoc w karmieniu - powinien jej udzielić,
      ale jeśli chce karmić butelką - niech karmi. Należy uszanować jej wybór.



      ---------------------------------------
      Ania - podwójna mama październikowa smile
      Emilka (1.10.2001)
      Grześ (18.10.2004)
    • kasiarokicka1 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 15.02.05, 13:38
      Witam serdecznie wszystkie mamy butelkowe.
      Wprawdzie obie swoje córki wykarmiłam piersia ( pierwszą rok, druga 8 m-cy).
      Mie mogę powiedzieć że to jest super sprawa. Przy oby przez pierwszy miesiąc
      miałam pogryzione i niezmiermie bolące piersi ( przy drugiej nawet nadgryziony
      sutek),to nie było przyjemne. Ponoć dzieci karmione piersią nie chorują, moje
      obie córki chorują jak wszystkie dzieci i nie sądzę aby gorzej chorowały gdyby
      nie były karmione piersią. Mówia też, że dzieci karmione naturalnie maja
      większą więź z matką - to stek bzdur, moja koleżanka karmi od pierwszego dnia
      butelką a jej dzieci są do nie niesamowicie przywiązane i mają super kontakt i
      więź ze sobą ( czasami nawet myślę że lepszy jak ja z moimi córkami). Kobieta
      karmiąca nie może przez pierwsze pół roku ruszyć się nigdzie bez maluszka to
      jest bardzo uciążliwe ( zwłaszcza dla studjujących mam). Dzieci na cycu
      częściej wstają w nocy. Od miesiąca karmię 9 miesięczną córeczkę butelka,
      przesypia całe noce lub tylko raz wstaje do jedzenia, moge już ją zostawić z
      kimś. W prawdzie karmienie cycem jest prostsze i wygodniejsze - wyciągasz cyca
      i juz ale karmienie butla ma też swoje dobre strony i wcale juz nie jest takie
      uciążliwe w przygotowaniu jak 10 lat temu ( przegotowana letnia woda, wsypać
      odpowiednią ilośc mleczka, potrząsnąć i już gotowe). Pozostaje kwestia dobrania
      odpoweidniego mleczka ale to tez nie jest problem. Na dzień dzisiejszy jest
      mnóstwo rodzajów mleka i wydaje mi się że są nieźle opisane na opakowaniach.
      Lepsza mam karmiąca butlą niż mama zmuszonama, niechętnie karmiąca z krzywa
      miną cycem. Niemniej jednak cyc jest tańszy. Wybór należy do każdej z nas.
      • mamaquby Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 15.02.05, 14:05
        podpisuje sie!!!
        sama karmilam 3 miesiace, pozniej butla. syn caly, zdrowy, nie chorowal.
        tak sie stalo i juz.
        nie moge juz zniesc tej medialnej nagonki na karmienie piersia!!!
        wszyscy nagle sa specjalistami od karmienia piersia.....
        kazdy ma swoje powody zeby karmic tak czy inaczej- wazne zeby dzieci byly zdrowe!!!!

        a dostep do informacji jak opiekowac sie swoim dzieckiem powinny miec wszystkie
        matki.
        • melba76 Re: Mamy butelkowe mają trochę dość i proszą o ws 16.02.05, 01:24
          List został wysłany z około 80 imiennymi podpisami, 9 stronami historii mam
          butelkowych do 29 adresatów.
          Będziemy informować na bieżąco, co dalej.
          Raz jeszcze dziękujemy za wsparcie.
    • melba76 Uwaga! 08.03.05, 17:02
      Wszystkie osoby, które podpisały się imieniem i nazwiskiem , oraz jedna osoba
      dodatkowo za szczególne zasługi wink dostały nasz apel - dokładnie tak, jak
      poszło to do instytucji, z listą 29 adresatów, na swoje skrzynki.
      Niebawem prześlemy nieliczne sad odpowiedzi , które otrzymałyśmy.

      Gdyby w wyniku naszej nieuwagi ktoś z Was nie otrzymał maila (a podpisywał się
      imieniem i nazwiskiem pod listem) - prosimy o kontakt na mamy_butelkowe@o2.pl
Pełna wersja