wolna_amerykanka
25.02.05, 16:05
Mój prawie 2,5 letni synek od pięciu dni chodzi do żłobka tak na 3 godzinki na
początek. I nic w tym dziwnego, ale dziś pani "ciocia" powiedziała, że nie
tylko nie chciał jeść obiadku, ale bił ją po rękach i odpychał. Ok pomyślałam
sobie, jak on nie chce jeść, nie da się go zmusić, bo staje się agresywny. Już
wczoraj mówiła, że nikogo się nie słucha, tylko robi co chce (czyt. rozkłada
wszystkie zabawki i nie sprząta po sobie).
Wiem, że tak było z żłobku i wiem też, że nie jest to łatwe dziecko- ani on
posłuszny, ani spokojniutki. I zapanować nad nim może być trudno, bo łatwo
wpada w złość, ale bez przesady, jakoś nie skacze nam po głowie i wydaje
dekretów z nakazami.
Ten chodzący wulkan energii, który teraz wypróbowuje nowe panie, czy uda mu
się je okręcić wokół malutkiego paluszka, tak jak babcię na przykład? Tak
przynajmniej wydaje mi się, żę ten mały sobie myśli hehe...
Ale trochę zmroziło mnie stwierdzenie "żłobianki" że dziecko tak się
zachowuje, bo w domu na pewno wszystko mu wolno... Było mi przykro i przez
chwilę i poczułam się jak nieudolna matka małego tyrana.