Dodaj do ulubionych

do Wenus i innych mam okołoroczniaków

08.11.05, 21:14
Dziewczyny czy rozpoczełyście już naukę savoir-vivre'u "przystołowego"?

Srajdzinka podjada wszystko pięknie palcami, rozsmarowując jadło równą warstwą
po swoim stoliku. Nie będę opisywać ile okruchów różnej maści zbieram potem z
podłogi, bo można to sobie wyobrazić. Wystarczy wspomnieć, że zjada w porywach
pół kanapki, drugie pół z gracją utylizującwink

Kanapki, owoce, chrupki, ciasteczka, ziemniaczki i inne pierdoły pozwalam jej
"badać" ile dusza zapragnie (a raczej ręka...). Z zupkami i kaszkami sobie na
razie daruję, choć niekiedy nieopatrznie zaskakuje mnie i wkłada łapsko w
ciepłą breję i ujmująco wkłada ją sobie we włosy (o ubraniu nie wspomnę).
No i tu zaczyna sie dylemat, moje panie.
Wyrywa mi dziewczę łyżeczkę, co ponoć oznacza, że gotowa jest do podjęcia prób
samodzielnego posługiwania sie tym narzędziem. Tak przynajmniej głoszą mądre
książki, których naczytałam się do obrzydzenia w czasie ciąży...(o naiwności!)

Czy dać Srajdzince szansę te próby podjąć? Już nadszedł czas masakry
jedzeniowo-praniowej?
Boję sie, że kaszkę samodzielnie będzie usiłowała jeść z dwie doby, a uda jej
sie może z raz trafic do dzioba...i tyle z tego jedzenia będzie. Czy może
poczekac aż lepiej skoordynuje swoje ruchy?
Podzielcie sie doświadczeniem, proszę.


A! Wenus, kochana. Wysłałam dziś wreszcie tomik (przepraszam, że tak długo to
trwało, ale mam ostatnio kłopoty z mobilizacją, hm... ciekawe dlaczegowink.
Mam nadzieje, że przesyłka dojdzie. Napisz czy dostałaś.
Obserwuj wątek
    • wenus.z.willendorfu Re: do Wenus i innych mam okołoroczniaków 09.11.05, 08:07
      U nas nauka sama się rozpoczęła jakiś czas temu wink
      Pewnego pięknego dnia przy jedzeniu Frutka wyrwała mi łyżeczkę i włożyła ją do
      buzi. Czytałysmy zapewne te same mądre książki Duramgamo, bo też uznałam, że to
      czas najwyższy na przyswojenie sobie zasad dobrych manier przy stole (a
      właściwie przy krzesełku z blatem wink Może nie będę się wdawać w szczegóły, ale
      w naszym życiu rozpoczął się okres, który plastycznie można porównać jedynie do
      stajni Augiasza. Posiłek wyglądał następująco: Frutka ma jedną łyżeczkę, mama
      drugą i rodzicielka musi nakładać córeczce swoją łyżeczką na jej, aby mała
      dziewczynka mogła skonsumować co nieco. Bardzo rzadko się zgadzała, że ktoś ją
      będzie karmić, więc przygotowywałam jej większe porcje jedzenia, bo i tak około
      połowy lądowało:
      - na blacie
      - na ubraniu Frutki
      - na ubraniu nieszczęsnego karmiącego
      - we włosach
      - na dywanie (wiecie, jak trudno wytrzeć np. ziemniaki wtarte w dywan?)
      - i jeszcze w kilku miejscach (w zależności od siły odrzutu)

      Na szczęście całkiem ostatnio sytuacja zaczęła się poprawiać, bo zaskoczył
      jakiś trybik w mózgu Frutki odpowiedzialny za umiejętność samodzielnego
      nakładania potrawy na łyżeczkę. Oczywiście wychodzi to raczej z bardziej
      gęstymi potrawami- rzadką "dorosłą" zupę wylewa jeszcze na terenie miseczki,
      ale postęp już jest olbrzymi. Od kilku dni przeszła od fazy: wylewam połowę do
      fazy: wylewam najwyżej jedną trzecią wink Ilość ta jeszcze się zmniejszyła po
      zakupie specjalnej "krzywej" łyżeczki do nauki samodzielnego jedzenia. Wczoraj
      poszła jeszcze krok dalej: sama zjadła jajecznicę widelcem (też tym
      specjalnym "krzywym")- ja tylko siedziałam obok i patrzyłam i byłam z niej
      bardzo bardzo dumna! Fakt, kilka ostatnich kęsów chyba już ją zniecierpliwiło,
      bo zabrała się do nich łapką, ale całą resztę zjadła widelcem! A jeżeli już tak
      chwalę Laurę, to dodam, że od kilku dni próbuje sama pić z kubka (po tej
      historii z kawą stwierdziliśmy, że chyba już umie, skoro pije smile- oczywiście
      tak może gasić pragnienie wyłącznie na krzesełku, a gdy biega po domu, dalej
      pije z niekapka.

      Trochę się rozpisałam, ale teraz może kilka technicznych szczegółów:
      - na początku Frutce najtrudniej było zrozumieć, że łyżeczka może być tylko w
      jednej pozycji, żeby jedzenie z niej nie pospadało. Wtedy poprawiałam ją i
      znowu nakładałam jedzenie
      - czasem nudziło jej się "samodzielne" jedzenie, a łyżeczka służyła tylko do
      obgryzania- to był sygnał dla mnie, że w końcu ja mogę nakarmić dziewczynkę
      - Duramgamo, przygotuj się na syf, brud i chaos podczas nauki- przypuszczam, że
      jeszcze nie masz pojęcia, jak daleko może wylądować jedzenie....

      Kochana jesteś, Duramgamo! Już nie mogę się doczekać! Oczywiście dam znać, gdy
      tylko przyjdzie.
      • duramgama Re: do Wenus i innych mam okołoroczniaków 09.11.05, 12:32
        O dzieki Ci dobra kobieto za wszelkie instrukcje. Owszem, przygotowana jestem na
        latające pokarmy, choć skóra mi cierpnie...
        A cóż to za "krzywa" łyżeczka tudzież "krzywy" widelec do nauki samodzielnego
        machania sztućcem?
        Możesz mi jakoś przybliżyć wizerunek tych magicznych przedmiotów?
        Może zaopatrzę Srajdzinke w takie cudo...
        • wenus.z.willendorfu Duramgamo, "krzywe" sztućce 09.11.05, 13:49
          kupisz w każdym sklepie dziecięcym i w marketach pewnie też.
          Widziałam je tylko w kompletach, tj. łyżeczka i widelec- oczywiście małe i
          plastikowe. Są lekko wygięte do środka (zwłaszcza ta część, na której ma się
          znajdować jedzenie), coby nieporadne jeszcze łapki mogły trafić do otworu
          gębowego. Opcja ta jest przeznaczona dla praworęcznych- chyba, że są inne, ale
          nie spotkałam.
      • kangur4 Re: do Wenus i innych mam okołoroczniaków 09.11.05, 13:03
        Ha, ha, ha, uśmiałam sie setnie, czytając ten obrazowy opis (stajnia Augiasza,
        he, he).
        A potem... mina mi zrzedła, bo zorientowałam się, że czas samodzielnego
        jedzenia, odległy acz nieuchronny, przypadnie u nas akurat wtedy, kiedy
        przeprowadzimy się do nowego, odpicowanego mieszkania.
        Wenus, czy myslisz, że cztery metry folii budowlanej załatwią sprawę?

        Hmm, Mmala, z tego co sobie przypominam, też się jakoś niebawem
        przeprowadzacie? wink
          • mmala6 Re: Kangurku, cztery metry folii 09.11.05, 18:15
            Kangurku, racja, racja przy dobrych wiatrach do konca miesiaca juz bedziemy na
            swoim smile (z czym wiaze sie MIESIAC bez netu!!!!).Dywanow nie planujemy poki cowink))
            Jezeli chodzi o jedzenie, to moj cudny syn jest nieco przyspieszony pod tym
            wzgledem (w koncu jezeli jest opozniony w jednej dziedzinie, to musi byc szybszy
            w innej, bilans wychodzi na '0') i wlasnie zaczyna/zaczal nauke samodzielnego
            jedzenia i jedzenie wyglada u nas taka jak u Duramgamy i Srajdzinki.Nazwijmy
            to...walka o lyzeczkewinkProblem w tym, ze on sobie lyzeczke swoja wpakuje do
            paszczy i juz moja, z zupke, daniem, deserkiem, sie nie zmiesci.
            Jezeli nie ma lyzeczki, to potarfi trafic prawym sierpowym prosto do talerzyka,a
            jak mu zabieram, to wrzask....
            Dzisiaj w zupce bylo:
            - krzeselko
            - ubranko Matka
            - ubranko mamusi
            - podloga
            - rzesy Matka
            - troche na sliniaku
            - szyja Matka (jakims sposbem dostalo sie pod sliniakiem)
            • kangur4 Re: Kangurku, cztery metry folii 09.11.05, 18:35
              Eee, to fajnie macie - zanim się przeprowadzicie, Matek bedzie wcinał obiadki
              widelcem i nożem, czyli perspektywa perskich dywanów jest jak najbardziej
              realna. Ja chyba Matyldę na balkon, a w deszcz na klatkę będę wystawiać.

              A swoją drogą - miesiąc bez sieci? Mmala, ja to kiepsko widzę...

              I jeszcze coś, napisałaś "trochę na śliniaku" - też masz wrażenie, ze śliniak
              do nieczego nie służy i jak coś ma upaść, to akurat ostatnim miejscem będzie
              sliniak?
              • mmala6 Re: Kangurku, cztery metry folii 09.11.05, 20:08
                dokladnie! na sliniak kapnie jakas reszta, kropelka, w kazdym razie nie,
                nazwijmy to, odpadek glownysmile zanim Mateusz sie nauczy to duzo wody uplynie,
                wiec sie wstrzymam z persami na wszelki wypadek, hihiwink
                Poza tym bedziemy miec ogrodek, wiec jakby co, to dziecko w kombinezonie do
                krzeselka, lyzka i widelec w garsc i na trawke (na snieg)wink

                Miesiac bez sieci tez widze baaaaardzo kiepskosad na dodatek to wioska gdzie
                nawet kafejki nie ma! nie wiem jak to mozliwe w XXI wiekuwink
    • myszka785 u nas jest tak:... 09.11.05, 18:31
      Amelcia (11miesięcy) łyżeczkę z kaszką i jedzonkiem o podobnej konsystencji
      wkłada sama do buzi od jakiegoś tygodnia... trafia i nie rozrzuca pokarmu za
      bardzo!!! zaczerpuję z miseczki łyżeczką ja, Amelka jeszcze nie jest tym
      zainteresowana...
      boję się co będzie jak się zainteresuje?!...
      resztę jedzonka najchętniej rączkami do buzi pakuje...
      smile))
      • agulek11 Re: ojej... 10.11.05, 11:24
        a moja Saruśka też mi wyrywa łyżeczkę, tylko, że jej zabieram i daję jej drugą.
        Zamierzam kupić z 5 metrów folii (hi hi) i podkładać pod krzesełko kiedy
        przyjdzie pora karmienia, bo do tej pory nic nie podkładalam i mąż w
        poniedziałek zawiózł dywan do czyszczenia bo plamy bo marchewce są fatalne.
        No cóż widać, że dziecię dorosło do nauki samodzielnego jedzenia - tylko boję
        się jednej rzeczy....porcja kaszki albo zupki może byc jedzona i ze trzy
        godziny? Ale cóż nauka kosztuje....
    • xemm1 Re: do Wenus i innych mam okołoroczniaków 10.11.05, 11:31
      Tak tak ...pracujemy nad tym savoir-vivre'm "przystołowym", ale jak poczytałam
      Wasze posty to jakbym widziała swój dom.......gdzie spojrzysz dokoła
      dżunga....znaczy się marchewka, biszkopcik, chrupek....etc.... my karmimy w
      kuchni, z kafli lepiej schodzi...
      Malunio dostaje łyżeczkę do rączki, ale cóż kończy się na tym, że ją obgryza i
      to nie tą łyżeczkową część tylko przeciwną, a do konsumpcji używa rączek...
    • xemm1 Re: Duramgamo 10.11.05, 11:58
      tak sobie pomyślałam, że jak popracujesz nad savoir - vivre-m Srajdzinki, to na
      przyjęciu Urodzinowym Srajdzinka sama sobie ukroi torta, zje go pięknie małą
      łyżeczką tudzież widelczykiem i nie zostawi okruszka... goście będą
      zaszokowani smile
      Jak przygotowania do Waszego Święta?
      • duramgama Re: Duramgamo 10.11.05, 12:09
        A wiesz, że wcale się nie przygotowujemy...he he.
        Bo cóż? Sukienkę ma juz kupioną (czerwień, czerwień!). Baloniki kupi sie w
        ostatniej chwili. Ale z wystrojem bez przesady...
        Tort upiecze niezastąpiona Babcia (czyli PRAbabcia Srajdzinki). Ale będzie to
        tort dorosły (alkoholizowanywink więc sama upiekę torcik dziecięcy, w którego
        władujemy świeczke.
        No i własnie ta świeczka...
        To jedyna rzecz, do której nalezałoby sie solidnie przygotować. DMUCHANIE. Od
        dziś zaczynamy naukę, dobrze, że mi, kochana, przypomniałaśsmile
        Co wieczór u nas w domciu pali sie świeca (taki nasz domowy obyczaj...), że tez
        mi nie przyszło do głowy, żeby dziecię ją dmuchało, tylko "nu, nu" i "nu, nu"
        (już raz rączkę sobie osmaliła, ale jakos bezbolesnie, bo bez płaczu sie obyło...)
        A co powinnam jeszcze przygotować, droga Xemm? Może coś mądrego podpowiesz..?
        • wenus.z.willendorfu Re: Duramgamo 10.11.05, 13:07
          Frutka też miała czerwoną sukienkę na urodzinach smile
          Ale, Duramgamo, jak porządnie weźmiecie się za nauke dobrych manier, to
          Srajdzinka nie tylko pokroi tort i ładnie go zje widelczykiem, ale i ponakłada
          swoim gościom i z miłym usmiechem będzie proponować dokładkę smile
        • xemm1 Re: Duramgamo 10.11.05, 21:00
          będzie jubilatka w czerwonej sukience, jej najbliżsi, tort ze świeczką i balony
          i wg mnie wsio...
          Myślę, że na drugie urodziny, kiedy to Maluniowi nie wszystko będzie obojętne
          to pomyślimy nad czymś bardziej ambitnym wink))

          zabaw w stylu - kim będzie u nas nie było - będzie porządnym człowiekiem, a to
          najważniejsze smile)
          aha z balonami uważajcie, u nas parę napompowanych strzeliło co o mało nie
          przyprawiło nas o zawał, a Malunio trochę się wystraszył ...
          no i w sumie nic mądrego nie podpowiedziałam...wink

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka