czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow

19.12.05, 11:21
Moj synek ma 2,5 roku i rozwija sie w miare dobrze. Przebywa z dziadkami wiec
nie za wiele moga go nauczyc. Nie przesadzamy i nie uczymy go nie wiadomo
czego, na pewno poslemy go do przedszkola zeby roznice nie byly drastyczne.
Kolezanka opowiadala mi o swojej wnuczce i o jej uzdolnieniach. Dziewczynka
ma 2,9 m-ca i jest niezwykle uzdolniona, az mi sie nie chce wierzyc, czasem
wrecz jest to dla mnie maloprawdopodobne. Spiewa proste piosenki, recytuje
krotkie wierszyki, rysuje, koloruje malowanki, nawet nie wyjezdzajac za
linie. Ladnie mowi, rozpoznaje litery, kolory, cztery litery nawet pisze,
myje ladnie zabki, potrafi sie sama ubrac, zalozyc buty (o sznurowaniu nie
wiem). Jak miala ponad rok potrafila powiedziec juz slowo klakulator. Smiac
mi sie chce czasami, bo moj synek rysuje trzymajac kredke w garsci, o kolory
dopiero sie dopytuje, nie ubiera sie sam, butow tez nie ubiera. Literami sie
za bardzo nie interesuje, no chyba tylko ich kolorem. Jak na razie nie
przejmuje sie tym i mysle ze nie powinnam. Niech sie rozwija w swoim tempie,
bo czasami mam wrazenie ze to jakies zawody czyje dziecko ile juz potrafi.
Nawet tu na forum sa tematy ile potrafia Wasze 2-latki, 1,5 - roczniaki itp.
Moze to wpedzic tylko w kompleksy rodzicow dzieci ktore potrafia mniej. Nie
bagatelizuje problemu jedynie chce zeby nie przesadzac.
    • lola211 Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 19.12.05, 11:27
      JA jak ten niewierny Tomasz- dopóki nie zobacze to nie uwierze.Słysze tu i
      ówdzie o takich geniuszach, ale jak do tej pory nie dane mi bylo takiego
      spotkac.
    • zebra12 Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 19.12.05, 11:35
      A dlaczego dziadkowie nie za wiele mogą dziecko nauczyć? Moi rodzice bardzo
      wielu rzeczy uczą moje dzieci. Zresztą u nich nawet córka odrabia lekcje. To
      moja mama ćwiczyła z nimi rozpoznawanie kolorów jak były małe i śpiewała
      piosenki. To mój tata uczył je liczyć i do znudzenia uczył intonacji przy
      czytaniu...
      Co zaś do uzdolnień dzieci to jak najbardziej w to wierzę! Już nie pamiętam co
      moje córki umiały na 2,5 roku, ale starsza chodziła do żłobka i sama się
      ubierała, bo ja byłam w ciąży i miałam trudności ze schylaniem smile
      Tam śpiewali też piosenki i mówlili wierszyki. Więc jest to możliwe! W wieku 18
      miesięcy ostatni raz miała ubranego pampersa. Młodsza zreszta podobnie się
      rozwijała. A wszystko zależy nie tylko ile i co się z dzieckiem ćwiczy, ale też
      od cech indywidualnych dziecka. Moja obecnie pięciolatka uwielbia czytać.
      Zabronił logopeda, bo ma wadę wymowy, zabronił okulista, bo ma wadę wzroku, a
      ona i tak sięga po książki nawet po kryjomu i czyta je z rozkoszą. Nie mam
      wprost sumienia jej zabraniać, a wada wymowy jakoś powoli ustępuje.
      Co zaś do 2,5 latków, to może odpowie ktoś, kto ma obecnie dziecko w tym wieku!
      Pozdro.
    • nchyb Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 19.12.05, 11:47
      > wiem). Jak miala ponad rok potrafiła powiedziec juz slowo klakulator
      Mówiła klakulator? smile


      > ma 2,9 m-ca i jest niezwykle uzdolniona, az mi sie nie chce wierzyc, czasem
      > wrecz jest to dla mnie maloprawdopodobne
      O Boże, uzdolniony Mozart się trafia tylko raz na ileś pokoleń, ale się trafia
      czasami. Może i ta dziewczynka będzie utalentowana. Naprawdę trafiają się
      dzieci wcześnie wykazujące pewne uzdolnienia. Co nie znaczy, że ma to świadczyć
      o ich wybitnej inteligencji itp. Bo to co piszesz o tej dziewczynce to o super
      geniuszu i talencie nie świadczy, ot rozwijają się u niej dość szybko pewne
      określone zdolności. Jak u sporej ilości dziewczynek w jej wieku.

      Tak kojarzę z czasów przedszkola mojego starszego synka, wiele dziewczynek
      faktycznie szybko i ładnie rysowało, nie wyjeżdżając za linię, śpiewały
      piosenki, rozpoznawały kolory. Potrafiły wiążać sznurówki itp (mój syn nauczył
      się tej sztuki tak gdzieś ok. 2 klasy podstawówki). Inaczej się rozwijały.
      Teraz w szkole już nie są pierwsze, a tak świetnie się zapowiadały... smile

      > Nawet tu na forum sa tematy ile potrafia Wasze 2-latki, 1,5 - roczniaki itp.
      > Moze to wpedzic tylko w kompleksy rodzicow dzieci ktore potrafia mniej.
      Bo rodzice się chcą pochwalić poszczegolnymi osiągnięciami swoich dzieci. I
      bardzo dobrze, niech się chwalą. Wbrew pozorom, jak sami tego nie zrobią, to
      inni cudzych dzieci chwalić za częśto nie będą smile
      I jak inni rodzice biorą sobie te przechwałki do serca tak bardzo, że aż
      popadają w kompleksy, to coś z nimi jest nie tak i powinni bardziej nad sobą
      pracować...

      > mi sie chce czasami, bo moj synek rysuje trzymajac kredke w garsci, o kolory
      > dopiero sie dopytuje, nie ubiera sie sam, butow tez nie ubiera.
      Mój młodszy syn, 5-latek to antytalent rysunkowy. Rysować nie lubi, kwadratu
      stworzyć nie potrafi, jak linia prosta ma tylko 15 załamań i zawirowań to
      sukces smile
      Literki go nie interesują, czytać nie potrafi, za to uwielbia mieć czytane. I
      świetnie liczy, dodaje, odejmuje. Rozwija się niemal jak jego starszy brat. Dla
      pociechy dodam, że jego brat jest teraz jednym z najlepszych uczniów w klasie,
      szczególnie uzdolnionym w przedmiotach ścisłych...
      A pisze w dalszym ciągu tak brzydko, że do rozszyfrowywania egiptolog by się
      przydał smile
      Ale ja się tym nie przejmuję, bo w jego wieku pisałam jeszcze bardziej
      paskudnie big_grin
      Reniadt, po prostu nie przejmuj się tym, co inni mówią o swoich dzieciach,
      często coś podkoloryzują i tyle. A Ty się nie załamuj, tylko pochwal swoją
      pociechę, że tak ładnie zjadła kanapkę z talerzyka, albo że butki, które ty
      djęłaś, sam równiutko w szafce ułożył smile
      Pozdrawiam serdecznie, mama dwóch antytalentów rysowniczych, potrafiących
      lepiej liczyć ode mnie smile
      • reniadt Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 19.12.05, 13:56
        Sorki literowki - mowila kalkulator, a to jest trudne slowo nawet dla
        doroslych. A co do dziadkow to dziadkowie mojego synka maja 70 i 75 lat. Ledwo
        chodza, schorowani, staraja sie jak moga. Babcia czyta jakies opowiadania które
        zostaly jej po doroslych juz wnukach. Ja tylko sie boje o ich zdrowie, zeby moj
        zywiolowy synek nie dawal im za bardzo popalic. Wiadomo spacery, uganianie sie
        za rowerkiem wymagaja troche sil. Jedno odpoczywa kiedy drugie sie nim zajmuje.
        Nie chce od nich wiele wymagac zeby przyczynic sie do ich szybkiego zejscia.
        Dziadek juz raz wyladowal na m-c w szpitalu, zalamal sie bal sie ze juz stamtad
        nie wyjdzie. Syn bardzo to przezyl. Niech juz przedszkole nadrobi to czego
        teraz nie mozna nauczyc. My z mezem wracamy wieczorem z pracy wiec tylko w
        weekendy jestesmy cale dni razem i poswiecamy je na rozmowy i zabawy z
        dzieckiem.
        • nchyb Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 20.12.05, 08:19
          reniu, moje dzieci kalkulatora nie uwazały za trudny wyraz. Jakoś im tam szybko
          wychodził...

          Co do dziadków, faktycznie starsi, schorowani ludzie nie są najlepszą opieką
          dla żywiołowego 2 i pół latka. Może warto pomyśleć o innej formie opieki dla
          niego? Mój synek trafił do przedszkola, gdy nie iał jeszcze dwóch lat, a
          starszy już w tym wieku chodził do żłobka i wkrótce potem trafił też do
          przedszkola.

          Tak sobie myślę, że po prostu nie przejmuj się słowami dotyczącymi cudownych
          innych dzieci, w swoim znajdziesz też na pewno jakieś uzdolnienia. Bo każde
          dziecko wjakimś kierunku je ma. Pozdrawiam serdecznie
      • matea4 Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 20.12.05, 14:25
        Moj 6 letni syn do czytania pisania i rysowania ostatni ale w liczeniu
        rewelacja. A jak świetnie gra w szachy?

        Jak miał 2 lat mówił pełnymi zdaniami, potrafił skupić uwagę gdy mu czytałam na
        wet na 30 minut.(czytaliśmy wtedy książki z rozdziałami, bo bajki typu
        lokomotywa i inne już były jak mał rok)Ale dzieci rozwijają się różnie. Mam
        bratanka który mówi może 10 słów.
    • driadea Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 19.12.05, 12:00
      Wiesz, każde dziecko jest inne. Moja, na ten przykład, córka (26 m-cy) też
      potrafi ubrać buty (nie zasznuruje, ale klamerkę zapnie, suwak też), też śpiewa
      proste piosenki i mówi wierszyki, wcześnie zaczęła mówić i łączyć w zdania, od
      kilku miesięcy mówi zupełnie wszystko, rozpoznaje kolory i trzy literki smile,
      zęby myje, ale to akurat żaden wyczyn, przecież zęby trzebna myć od początku -
      i tak po jej myciu ja myję jeszcze raz, bo do 5 r.ż. dziecko nie jest w stanie
      umyć zębów porządnie. Moje dziecko miało rok, jak jadło już samodzielnie
      (pewnie, że nie było przy tym czyściutkie, ale teraz je jak dorosła. Nie byłoby
      to możliwe, gdyby wcześnie nie dostała łyżki do ręki, prawda?). Za to nie
      korzysta z nocnika (choć postępy są znaczne), nie ogląda bajek, nie koloruje
      ani nie rysuje nic konkretnego(bohomazy różnokolorowe - owszem, ale żeby coś
      konkretnego...). Jest po prostu normalną dwulatką, której matka ma głęboko
      gdzieś to, jak rozwijają się rówieśnicy córki, bo to przecież nie wyścig
      szczurów, prawda?
      Gratuluję postawy, naprawdę. A jeśli masz czasem jakieś wątpliwości, to wypisz
      sobie, ile rzeczy potrafi Twój syn, zobaczysz, że i tak jest w "czołówce" wink
      Pozdarwiam.
    • jakw Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 19.12.05, 12:07
      A dlaczego dziadkowie nie mogą wiele nauczyć? Nie znają piosenek, nie czytają
      wierszyków, kolorów, pór roku? Nie chodzą z wnuczkiem na spacery? Nie rozmawiają
      z nim?
      Może mama dziewczynki trochę przesadza (np. dziewczynka potrzebuje przy
      ubieraniu drobnej pomocy), ale to, że Twój synek czegoś nie potrafi to nie
      powód, żeby wątpić w umiejętności innych dzieci. Acha, moja siostrzenica
      zawiązywała sznurówki w kokardkę jak miała 2 lata, nie mówiąc o zapinaniu
      guzików. Po prostu zdolna manualnie - ale i tak pewnie nie uwierzysz...Moja
      starsza nauczyła się wiązać buty jak miała 6 lat. No i nic z tego nie wynika. A
      rodzice lubią się chwalić.
    • antonina_74 Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 19.12.05, 12:10
      Mój syn jak miał 2 lata i 9 miesięcy to płynnie czytał, rozpoznawał wszystkie
      kolory łącznie z turkusowym łososiowym i wiśniowym, figury geometryczne typu
      ośmiokąt. A 4 miesiące wcześniej mówił mama i tata i to było wszystko. Nic na
      to nie poradzę i nie zamierzam przestać o tym mówić żeby innym nie było
      przykro. Przykro to jest mamom zdolnych dzieci które wszyscy dookoła traktują
      jak dziwadła i wyśmiewają bo "mamusia na pewno przesadza".
      A wybacz, to że prawie trzylatek myje zęby, śpiewa piosenki i powtarza krótkie
      wierszyki to raczej norma niż przyspieszony rozwój.
      • matkatrojgadzieci Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 19.12.05, 12:19
        A ile synek ma lat - jeśli wolno spytać?
        Norma jest nieco inna dla każdego dziecka. Czy to, że niespełna 3 latek płynnie
        czyta albo wie jak wygląda ośmiokąt oznacza, że będzie miało większą szansę na
        sukces w późniejszych latach edukacji? Nie sądzę.
        Moje bliźniaki zaczęły czytać w zerówce, i dziś ( koniec gimnazjum) pochłaniają
        książki. Jeden potrafił rozróżnić kilkanaście dinozaurów- i wymówić trudne
        nazwy, gdy chodzili do przedszkola - a dziś dinozaur jest dinozaurem - nie
        pamięta wyuczonych na pamięć nazw. Za to pasjonuje się chemią ( przeszedł do 2
        etapu olimpiady).
        Drugi nie potrafił dodawać i odejmować w zakresie 10 nim nie poszedł do
        zerówki, a dziś ma identyczne jak brat sukcesy - tyle, że w matematyce.
        Ostrzegałabym przed nadmiernym zachwytem nad "zdolnościami" maluchów i
        popadaniem w kompleksy, gdy dziecię "pozostaje w tyle".
        • antonina_74 Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 19.12.05, 12:26
          Teraz ma 6, jest w zerówce.
          Jest w miarę normalny smile poza tym że potrafi obsługiwać komputer - pakiet
          Office - na poziomie starej biurowej wyjadaczki smile i że nauczył się pisać
          pisanymi literami w 5 dni w szpitalu bo się nudził smile
          Jasne że pewnie w gimnazjum i te dzieci co czytały mając 2 lata i te co czytały
          mając 7 będą czytać tak samo - tylko wkurza mnie do białości podejście "z
          gruntu nie wierzę" i traktowanie dzieci szybszych jak cyrkowych małpek. Ile mi
          się już dostało za "uczenie dwulatka czytać" a ja go nawet nie uczyłam, sam
          wykombinował.
          • matkatrojgadzieci Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 19.12.05, 14:24
            Nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy, że dziecko dwuletnie zaczyna czytać samo
            z siebie, bo sobie wykombinowało. Musiałaś mu pokazać literki, i to nie jeden
            raz. Nie widzę w tym niczego złego. Jedno dziecko chwyta szybciej raz pokazane
            literki, drugie słówka w obcym języku ( też musi je usłyszeć, bo nie
            wykombinuje sobie, że dog to pies), jeszcze inne cyferki itp.
            I wcale to nie oznacza, że dzieci wcześniej czytające są genialne, albo skazane
            na sukces w życiu. Zbyt wiele innych czynników o tym decyduje.
            Mnie uderzyło w Twoim poście sformułowanie "szybszych dzieci". Sądzę, że tym,
            że dziecko zaczęło w takim a nie innym wieku czytać , chwalisz się na prawo i
            lewo usiłując dezawuować inne maluchy ( w domyśle są "wolniejsze",a więc gorzej
            rozwinięte). To może złościc innych rodziców i stąd takie a nie inne reakcje.
            Wracając jednak do "szybkich dzieci" - Twoja pociecha zaczęła szybciej czytać,
            a być może , i jest to bardzo prawdopodobne, wolniej rozwija się w innych
            dziedzinach. Może nie potrafi pływać, jeździć na rowerze, rysować, nie ma
            absolutnego słuchu itp.
            W zasadzie nie zdarzają się wszechstronni geniusze.
            Jestem za tym, aby dzieci rozwijały się w miarę harmonijnie, aby uczyć je
            literek nie zapominając o lepieniu z plasteliny , niech poznają cyferki i uczą
            się pływać.
            Prześciganie się w chwaleniu się dziećmi moje już w wieku 9 miesięcy samo
            stało, a twoje ma rok i robi to niepewnie jest po prostu śmieszne. Czemu ma
            służyć "wyścig szczurków w pieluszkach"? Chyba tylko dobremu samopoczuciu mam i
            babć.
            Nie oznacza to, że nie mamy się chwalić osiągnięciami naszych dzieci, ale nie
            róbmy z tego wyczynów na miarę Everestu.
            • antonina_74 Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 19.12.05, 14:47
              > Nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy, że dziecko dwuletnie zaczyna czytać
              samo
              > z siebie, bo sobie wykombinowało.

              O, no, no, dokładnie o to mi chodziło wink))
              Już nawet nie "ja nie wierzę bo moje nie umie" ale "nikt o zdrowych zmysłach".
              Nie zamierzam się tłumaczyć ale chwalić się zamierzam. Na prawo i lewo. Jest
              szybsze, w czytaniu jest szybsze i tyle, zastrzelcie mnie. Politycznie
              niepoprawne określenie bo sugeruje że inne są wolniejsze? To i "wyższe" nie
              może być bo, co, inne "niższe"?
              A czytanie w odróżnieniu od lepienia plasteliny przydaje się w dorosłym życiu.
              Ja czytałam w wieku 3 lat i do matury nie musiałam zawracać sobie głowy
              lekturami szkolnymi - przeczytałam je w podstawówce a potem zabrałam się za
              ciekawsze książki.
              Owszem, wolniej się rozwija w niektórych innych dziedzinach no i co z tego?
              Przecież chwalimy się tym w czym dzieci są lepsze. To niech autorka wątku się
              pochwali tym co jej dziecko umie lepiej.
              Jak ja lubię na każdą próbę pochwalenia się te zawistne teksty "nie róbmy
              wyścigu szczurów! Przecież nie to jest ważne!"
              • matkatrojgadzieci Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 19.12.05, 15:18
                Wierzę, że czytałaś w dzieciństwie lektury szkolne, ale chyba nie czytałaś
                wierszyków dla dzieci. A szkoda. Jest taki wierszyk Jana Brzechwy "Samochwała".
                Radzę do niego zajrzeć.
                A jeśli myślisz, że lepienie z plasteliny nie przydaje się w późniejszych
                latach to jesteś w błędzie. Lepiąc z plasteliny gimnastykuje się mięśnie ręki,
                a to bardzo przydaje się przy pisaniu. Wielu rodziców nie chce przyjąć tego do
                wiadomości. I jest to ze stratą dla dziecka.
                I jeszcze drobna uwaga - jestem za tym, żeby chwalić dziecko, za to, że się
                stara, za osiągnięcia te w skali mikro i makro, ale byłabym ostrożna w
                chwaleniu na prawo i lewo jakież to ono jest genialne. Dziecko bardzo szybko
                wpada w samozachwyt, a stąd już tylko mały kroczek do pogardzania innymi. Ja
                umiem, a ty nie eeeeeeee.I tu małego "geniusza" i samochwałę może spotkać spora
                przykrość ze strony innych dzieci. Tylko zapatrzone mamy zdają się tego nie
                dostrzegać.
                Jestem na zupełnie innym poziomie edukacji moich dzieci, i bardzo mi daleko
                dopisania zawistnych tekstów. O wyścigu szczurów i szczurków mam swoje zdanie.
                Języki obce - jak najszybciej, jak najwcześniej, aby dziecko OSŁUCHAŁO się z
                nim. Pozostała "edukacja" - wswoim czasie.
                Przeczytanie licealnych lektur w podstawówce, jest , moim zdaniem, średnio
                mądre. Zazwyczaj zna się treść i tyle, ze zrozumieniem epoki, intencji autora,
                tekstu pisanego między wierszami bywa gorzej.
                Powieść Sienkiewicza W pustyni i w puszczy czytalam w dzieciństwie, czytałam
                także jako osoba dorosła i były to dwie różne książki.
                Można oczywiście dać ogłoszenie do prasy informujące o tym, że moje dziecko
                wcześniej niż jakiekolwiek inne zaczęło czytać, pisać i liczyć i.....narazić
                się na śmieszność.
                Przypomniała mi się także pena prawidłowość- skąd na świecie jest tylu
                dorosłych ludzi co najwyżej przeciętnych, skoro w dzieciństwie aż roiło się od
                geniuszy???????
                • antonina_74 Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 19.12.05, 21:26
                  Wiesz, to nie moja wina że w tym kraju panuje chory stosunek do chwalenia się.
                  Mile widziane jest wyłącznie przechwalanie się kłopotami ze zdrowiem i z kasą i
                  licytacja kto ma grubsze i bardziej krzywe nogi. I durne krygowanie się w
                  stylu "mądre? nie... niech lepiej będzie głupie ale szczęśliwe... "
                  Wolę model amerykański gdzie wolno otwarcie chwalić się osiągnięciami bez
                  narażania się na natychmiastowy zarzut kłamstwa/krzywdzenia
                  dziecka/samochwalstwa. W USA moje dziecko zostałoby natychmiast zapisane do
                  szkoły/klasy dla "bardziej zaawansowanych" a w Polsce już się wszyscy
                  zatroszczą żeby nas zdeptać do poziomu miernot żebyśmy się za dobrze nie
                  poczuli a sąsiadka powie że i tak nam nie wierzy bo przecież "nikt przy
                  zdrowych zmysłach..."
                  • matkatrojgadzieci Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 20.12.05, 08:20
                    A bylaś w Stanach? Mieszkałaś tam chociaż przez chwilę? Znasz z autopsji ( nie
                    z opowiadań) system szkolnictwa amerykańskiego?
                    Myślę, że nie do końca, bo nie wypisywałabyś podobnych nonsensów.
                    Myślę, że w bardzo krzywym zwierciadle widzisz "przechwalanie się" Polaków.
                    Są środowiska ( ale chyba nie o takich mówimy), w których dobrze jest pochwalić
                    się kto ile może wypić wódki lub innych wynalazków.
                    Jednak żaden rozsądny człowiek nie będzie licytował się na grube czy krzywe
                    nogi ( na marginesie - wcale nie dyskwalifikują one ludzi).
                    Podobnie jak nikt nie będzie uważał, że dziecko ma zadatki na geniusza, bo w
                    wieku 2 lat poznało literki ( w domyśle jest lepsze od tego, które nauczyło się
                    czytać w zerówce).
                    Znam szkoły publiczne i niepubliczne, podstawowe, gimnazja, licea. Znam dobrze
                    3 państwowe wyższe uczelnie. Nie są mi obce mankamenty polskiej edukacji i
                    polskiej szkoły. Dla jasności - jestem zwolenniczką równania w górę, nie w dół.
                    Natomiast czy Twoje dziecko jest wybitne, przeciętne czy , tak pogardzaną przez
                    Ciebie miernotą" za wcześnie mówić. Życzę Ci, abyś się nie rozczarowała i ,
                    jeśli dziecko rzeczywiście - według opinii fachowców - jest wybitnie zdolne
                    znalazło miejsce w stosownej szkole, choćby takiej jak ta w Warszawie na ulicy
                    Staffa.
                • nchyb Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 20.12.05, 08:39
                  > Przypomniała mi się także pena prawidłowość- skąd na świecie jest tylu
                  > dorosłych ludzi co najwyżej przeciętnych, skoro w dzieciństwie aż roiło się
                  od
                  > geniuszy???????
                  Przede wszystkim dlatego, że nasze szkolnictwo nie jest przystosowane do
                  kształcenia dzieci zdolnych, utalentowanych. Szkoły i zdecydowana większość
                  nauczycieli dobrze się czują przy dzieciach przeciętnych. Te zdolne spychane sa
                  na margines, uważane są za trudne, leniwe, wbrew pozorom wielu nauczycieli ich
                  (tych dzieci)znudzenie lekcjami, tematami które dziecko zna często lepiej niż
                  nauczyciel (u dzieci naprawdę zdolnych to się zdarza)uważa te dzieci za
                  opóźnione, nieprzystosowane, leniwe, trudne, sprawiające kłopoty itd itp. I
                  często podstawową zasadą w szkole jest NIE WYCHYLAJ SIĘ, nie bądź lepszy od
                  innych, bo cię niestety zgnoją...
                  I stąd m.in. wysyp przeciętniaków po szkołach...

                  Polecam lekturę artykułu: "Inteligentne dziecko - kłopot czy szansa"
                  media.wp.pl/kat,41274,wid,7984288,wiadomosc.html
                  a także lekturę postów w wątku pod znamiennym tytułem: Uczeń zdolny - trudny
                  uczeń:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14486&w=29054967&a=29054967
                  Trzeba naprawdę wiele wiary dziecka w siebie i rodziców w swoje dziecko, by
                  przekonać innych, że talent jest, istnieje, nie jest zwykłym wymysłem.

                  Inna rzecz, że faktycznie bardzo wielu rodziców najzwyklejsze przejawy trochę
                  wcześniejszego dorastania do pewnych etapów rozwojowych bierze za objaw super
                  uzdolnień. Ale rodzice mają do tego prawo. Bo jak już napisałam gdzieś
                  wcześniej - chwalmy swoje dzieci, bo inni za nas tego robić nie będą smile


                  > Wierzę, że czytałaś w dzieciństwie lektury szkolne, ale chyba nie czytałaś
                  > wierszyków dla dzieci. A szkoda. Jest taki wierszyk Jana
                  Brzechwy "Samochwała".

                  I jest jeszcze coś, co u wielu osób mi się nigdy nie podobało. Przekonanie, że
                  jeżeli oni czegoś nie doświadczają, to już nie może być to udziałem innych osób.
                  Odnoszę wrażenie, że matka trojga dzieci, które niewątpliwie sa miłe, zdolne
                  itp, ale po prostu typowe, by nie napisać przeciętne, stara się przekonać
                  antoninę74, że jej dziecko nie miało szans nauczyć się samo czytać bo jej
                  dzieci nie potrafiły...
                  Smutne. A przecież rzadko, ale trafiają się dzieci naprawdę w jakimś kierunku
                  uzdolnione. Porównajmy wspomnianego już przeze mnie Mozarta. Mało kto komponuje
                  niemal w pieluchach, czy to oznacza,, że jest to niemożliwe? Nie, nie jest
                  niemożliwe, nie jest samochwalstwem, po prostu zdarza się bardzo rzadko. Ale
                  zdarza...

                  > Przeczytanie licealnych lektur w podstawówce, jest , moim zdaniem, średnio
                  > mądre. Zazwyczaj zna się treść i tyle, ze zrozumieniem epoki, intencji
                  autora,
                  > tekstu pisanego między wierszami bywa gorzej.
                  He, he he. Trylogię przeczytałam w wieku 9 lat. Nikt mi nie kazał, nikt nie
                  zabraniał. Z nudów na zimowisku przeczytałam. Za niemądrą się nie uważam i
                  faktu przeczytania nie żałuję. Inne dzieciaki znudziły juz pierwsze strony, a
                  ja z wypiekami na twarzy i przerażeniem czytałam o przypalaniu Kmicica, ale i
                  jego brawurze przy unieszkodliwianiu kolubryny. Nigdy już w dorosłym życiu
                  lektura trylogii nie dostarczyła mi takich emocji, jak właśnie wtedy...

                  Matko trojga dzieci. Naprawdę trafiają się dzieci w jakiś dziedzinach
                  uzdolnione i okazujące to uzdolnienie bardzo szybko. To, że Twoje nie są takie,
                  nie znaczy, że ich nie ma...
                  Pozdrawiam
                  • matkatrojgadzieci Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 20.12.05, 12:19
                    Cała zabawa polega na tym, że moja opinia o dzieciach zdolnych, bardzo zdolnych
                    czy przeciętnych nie bierze się z obserwacji tylko i wyłącznie mojej trójki.
                    Tzw. materiał porównawczy mam całkiem spory, i to dzieci pochodzących z różnych
                    środowisk, rodziców o zróżnicowanym poziomie finansowym i w bardzo różnym wieku.
                    Co więcej dane mi jest obserwować karierę dzieci od żłobka do zakończenia
                    edukacji ( na różnym poziomie). I wnioski nie są jednoznaczne.
                    Jeden w uczniów mojej koleżanki miał problemy z mówieniem. Do 4 roku życia
                    mówił pojedyncze słowa, żadnych zdań. O znajomości liter, czytaniu nie było
                    mowy. Uzdolniony czy miernota? Założę się, że okrzyknięto by go jako co
                    najmniej upośledzonego w stopniu umiarkowanym.
                    A jego historia jest całkiem ciekawa. Do końca nauczania początkowego nadrobił
                    zaległości. Potem okazało się, że jest wspaniałym matematykiem ( lepszym niż
                    mój syn też odnoszący sukcesy na tym polu). Dziś jest uczniem liceum im,
                    Staszica w Warszawie.
                    Inna uczennica, rodzice zapatrzeni, przeświadczeni, że córka jest naj, naj.
                    Wcześnie zaczęła czytać, liczyć. Miała ładny głos, więc żadna akademia nie
                    mogła się odbyć bez jej udziału. W gimnazjum z 5 i 6 spadła na 4. Przerosło ją
                    abstrakcyjne myślenie.
                    Dziś jest uczennicą liceum. Solidną, pracowitą, średnio zdolną, chorą z ambicji.
                    Prawdopodobnie dostanie się na jakiś mniej oblegany kierunek studiów lub
                    ukończy prywatną szkołę wyższą. Będzie solidnym pracownikiem, ale okna można
                    mieć otwarte- nie wyfrunie.
                    Oczywiście są talenty objawiające się bardzo wcześnie, ale nie jest ich wiele.
                    Nie jest moją intencją przystępowanie do licytacji typu, które dziecko jest
                    lepsze, ale uświadomienie, że to w którym miesiącu czy roku życia dziecko
                    zrobiło to czy tamto nie ma większego wpływu na dalsze szkolne sukcesy.
                    Zaś ambicja rodziców, ich wyobrażenie o genialności potomka może zrobić wiele
                    złego. Znacie rodziców awanturujących sie o oceny? Bo ja znam.
                    W e s o ł y c h Ś w i ą t smile smile smile
                    • carlafehr Re: do matki trojga dzieci i do Antoniny 21.12.05, 19:47
                      > Nie jest moją intencją przystępowanie do licytacji typu, które dziecko jest
                      > lepsze,

                      I w tym jest właśnie problem, że wielu rodziców na wieść o tymm, że czyjeś
                      dziecko umie to czy tamto chce przystąpić do licytacji! A po jaką cho;erę
                      licytacja? Dlaczego nie potrafisz cieszyć się razem z kimś, że jego dziecko jest
                      w czymś dobre, albo że czyjś mąż ma dobrą pracę, albo że sąsiadka awansowała?
                      Zamiast życzliwości jest od razu oskarżanie o kłamstwo/licytację/nieczyste
                      intencje, jest deprecjonowanie czyichś sukcesów itp., czyli zwykła brzydka zawiść.
                      Nie widzę problemu w tym, że rodzice chwalą się swoimi dziećmi. Widzę natomiast
                      problem w przypadku rodziców, którzy nie potrafią dostrzec mocnych stron
                      WŁASNEGO dziecka. Jak takie dziecko ma rozwinąć skrzydła, skoro własna matka
                      zamiast doceniać sukcesy własnego dziecka wyszukuje sukcesy innych dzieci i bez
                      przerwy z zawiścią swoje do nich porównuje? Antonina ma dziecko, które w wieku
                      niespełna 3 lat czytało płynnie ale za to powiedzmy nie jeździło na rowerku.
                      Więc na czym Twoim zdaniem Antonina ma się koncentrować: na cieszeniu się z
                      sukcesów dziecka w czytaniu czy na zawistnym popatrywaniu na dziecko sąsiadki,
                      które z zapałem pedałuje odkąd skończyło 18 miesięcy? I co z tego, że ani
                      wczesny rowerek ani wczesne czytanie nie gwarantuje patentu na sukces i
                      szczęście przez całe życie? Tu i teraz jest to dla nas ważne i tu i teraz
                      powinniśmy być dumni z naszych dzieci i fajnie by było, gdybyśmy mogli żyć w
                      świecie, gdzie inni nam tego nie zazdroszczą a niektórzy nawet cieszą się z nami.
                      Antonina, Ty się chwal, ile wlezie i bądź dumna ze swoich dzieci. A tym
                      wszystkim, co to zazdroszczą, odpuść - to ich problem i ich woreczki żółciowesmile))
                    • carlafehr Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 21.12.05, 19:52
                      matkatrojgadzieci napisała:

                      >
                      >
                      > Zaś ambicja rodziców, ich wyobrażenie o genialności potomka może zrobić wiele
                      > złego. Znacie rodziców awanturujących sie o oceny? Bo ja znam.
                      > W e s o ł y c h Ś w i ą t smile smile smile

                      Chora ambicja rodziców jest oczywiście niewskazana i w dodatku ze szkodą dla
                      dziecka. Ale nie wrzucaj wszystkich rodziców, którzy cieszą się z sukcesów
                      swojego dziecka do jednego wora: od dumy z potomka z powodu zdolności/dobrych
                      stopni/posiadania wielkiego serca/świetnych wyników sportowych itp. itd. wcale
                      nie jest prosta droga do bycia takim nadambitnym rodzicem. Nadambitnymi
                      rodzicami są zresztą często rodzice z kompleksami, którzy swoje niezrealizowane
                      ambicje przerzucają na dziecko. Tymczasem bycie dumnym z jakichkolwiek osiągnięć
                      dziecka to powinna być norma, a nie krytykowany przez wszystkich wyjątek - bo
                      właśnie w ten sposów dziecku łatwiej dostrzec własne mocne strony.
                • yonkaa Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 20.12.05, 12:31
                  > I jeszcze drobna uwaga - jestem za tym, żeby chwalić dziecko, za to, że się
                  > stara, za osiągnięcia te w skali mikro i makro, ale byłabym ostrożna w
                  > chwaleniu na prawo i lewo jakież to ono jest genialne. Dziecko bardzo szybko
                  > wpada w samozachwyt, a stąd już tylko mały kroczek do pogardzania innymi.

                  Święta prawda! Mam przykład w rodzinie. Dziecko bardzo się wywyższa i doszło do tego że gardzi
                  wszystkimi, łącznie z babcią i innymi osobami w rodzinie. Jest bardzo zarozumiałe, uważa się za
                  geniusza i nie umie przegrywać.
                  • matkatrojgadzieci Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 21.12.05, 08:27
                    Ja jeszcze słówko, tak na koniec, a propos przegrywania. Życie ( przedszkolne,
                    szkolne- na różnych etapach, i późniejsze) to wieczna rywalizacja. Od wygranej
                    w Chińczyka do wygranej w wyborach prezydenckich. Nie zawsze wygrywa ten
                    najlepszy ( nie jest to żadna polityczna aluzja).
                    Trzeba umieć przegrywać, pogodzić się z tym, że tu i teraz rywal okazał się
                    skuteczniejszy, miał więcej szczęścia czy był lepiej przygotowany.
                    Trzeba umieć przyznać się do błędu, przeprosić, uznać zwycięstwo rywala.
                    Tej umiejętności uczymy się bardzo wcześnie - zwykle już na etapie
                    przedszkolnym albo wręcz żłobkowym.
                    I wiecie co? Dzieci wiecznie chwalone, wychwalane, którym, i o których, stale
                    mówi się, że są genialne, że przewyższają kolegów w tym samym wieku nie umieją
                    przegrywać. Dla nich nawet drobna porażka jest tragedią. Jest płacz z powodu 4
                    ( koleżanka dostała piątkę albo szóstkę), niszczenie prac rywala, odłączanie
                    się od gry, gdy nie ma pewności na pierwsze miejsce, tupanie i złość.
                    W latach późniejszych nie jest to już lanie łez, ale perfidne gry i gierki
                    wobec tych, którzy mogą zagrozić np. pozycji lidera.
                    I jeszcze pogardzanie innymi. Wyśmiewane się z koleżanki, która nie nauczyła
                    się wierszyka, z drugiej, która jest "gapowata", bo stale przegrywa w bierki, z
                    kolegi, bo jeszcze nie jeździ na rowerku albo niezdarnie biega. A ileż radości
                    sprawiają wychwalanym "artystom" nieporadne rysunki mniej sprawnych manualnie
                    kolegów.
                    Jestem daleka od tego, żeby równać w dół, jestem daleka od tego, żeby nie
                    chwalić dzieci, jestem równie daleka od tego, żeby popadać w zachwyt nad
                    potomkiem, który wcześnie poznał literki i doszukiwania się w nim geniusza. Bo
                    można wpaść w jeszcze jedną pułapkę. Jak się poczuje "geniusz", gdy życie go
                    zweryfikuje? Gdy się okaże, że kolega z klasy, który poznał literki 2 lata
                    później jest jednak zdolniejszy. Jak "geniusz" zniesie gorycz porażki?
                    • mieszko02 Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 21.12.05, 08:42
                      znakomita konkluzja do tematu, na który z lekka zboczyłyściesmile Bo chwalenie
                      dzieci a chwalenie się dziećmi to jednak odrębne sprawy, jak i zwyczajna radość
                      z postępów dziecka a poniżanie innych za brak postępów. Myślę też, że z
                      kolejnym dzieckiem rodzi się większa mądrość w "tych" tematach (chyba znów któś
                      zaatakujesmile
                    • carlafehr Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 21.12.05, 20:15
                      matkatrojgadzieci napisała:

                      > Ja jeszcze słówko, tak na koniec, a propos przegrywania. Życie ( przedszkolne,
                      > szkolne- na różnych etapach, i późniejsze) to wieczna rywalizacja. Od wygranej
                      > w Chińczyka do wygranej w wyborach prezydenckich. Nie zawsze wygrywa ten
                      > najlepszy ( nie jest to żadna polityczna aluzja).
                      > Trzeba umieć przegrywać, pogodzić się z tym, że tu i teraz rywal okazał się
                      > skuteczniejszy, miał więcej szczęścia czy był lepiej przygotowany.
                      > Trzeba umieć przyznać się do błędu, przeprosić, uznać zwycięstwo rywala.


                      Zgadzam się z powyższym, przy czym trzeba jeszcze dodać, że oprócz
                      rywalizowania, wygrywania i przegrywania dziecko należy jeszcze uczyć
                      współpracy, wspólnego dążenia do wspólnego celu. A także wielu innych rzeczy jak
                      empatia, życzliwość, chęć niesienia pomocy.

                      > I jeszcze pogardzanie innymi. Wyśmiewane się z koleżanki, która nie nauczyła
                      > się wierszyka, z drugiej, która jest "gapowata", bo stale przegrywa w bierki, z
                      >
                      > kolegi, bo jeszcze nie jeździ na rowerku albo niezdarnie biega. A ileż radości
                      > sprawiają wychwalanym "artystom" nieporadne rysunki mniej sprawnych manualnie
                      > kolegów.

                      Postawienie znaku równości pomiędzy np. uzdolnionym dzieckiem, które jest za to
                      chwalone a szyderczą wywyższającą się postawą tego dziecka wobec innych jest
                      błędne. To czy dziecko będzie się wywyższało nie zależy od jego zdolności w tej
                      czy innej dziedzinie lecz od wielu czynników, takich jak np model wyniesiony z
                      domu, wychowanie, predyspozycje osobnicze, KOMPLEKSY itp. Dziecko znające
                      naprawdę własną wartość NIE MUSI się wywyższać i tyle.
                      Tak więc wyszydzanie inncych to często domena tych właśnie mniej zdolnych a nie
                      tych bardziej przez naturę obdarowanych: kujon np to określenie na a) dziecko
                      zdolne lub b) dziecko pilne i sumienne. Jedno i drugie jest właśnie godne
                      pochwały, tymczasem inne dzieci wyzywaja od kujonów. Skąd się to bierze? Ano
                      głównie z domu. Jeśli rodzice sukcesy innych ludzi deprecjonują, to ich dziecko
                      też to będzie robić.
                      Pomijając już fakt, że dzieci wywyższaja się różnymi dziedzinami: wyglądem
                      (grubasy i okularnicy be), finansami (brak firmówk? - dyskwalifikacja
                      towarzyska),posiadanie bądź nieposiadanie uzdolnień, sprawność fizyczna (oferma
                      i gapa) itp itd. I nie można na szczęście uogólnić, że wszyscy
                      bogacze/sportowcy/geniusze wywyższają się.

                      > I wiecie co? Dzieci wiecznie chwalone, wychwalane, którym, i o których, stale
                      > mówi się, że są genialne, że przewyższają kolegów w tym samym wieku nie umieją
                      > przegrywać. Dla nich nawet drobna porażka jest tragedią. Jest płacz z powodu 4
                      > ( koleżanka dostała piątkę albo szóstkę), niszczenie prac rywala, odłączanie
                      > się od gry, gdy nie ma pewności na pierwsze miejsce, tupanie i złość.
                      > W latach późniejszych nie jest to już lanie łez, ale perfidne gry i gierki
                      > wobec tych, którzy mogą zagrozić np. pozycji lidera.

                      A to już są właśnie dzieci nadambitnych rodziców.



                      > Jestem daleka od tego, żeby równać w dół, jestem daleka od tego, żeby nie
                      > chwalić dzieci, jestem równie daleka od tego, żeby popadać w zachwyt nad
                      > potomkiem, który wcześnie poznał literki i doszukiwania się w nim geniusza. Bo
                      > można wpaść w jeszcze jedną pułapkę. Jak się poczuje "geniusz", gdy życie go
                      > zweryfikuje? Gdy się okaże, że kolega z klasy, który poznał literki 2 lata
                      > później jest jednak zdolniejszy. Jak "geniusz" zniesie gorycz porażki?

                      Już Ty się nie martw o "geniuszy" - gorycz porażki zniosą tak samo dobrze lub
                      tak samo źle, jak ten kolega z klasy 2 lata wcześniej, gdy sie okazało, że wtedy
                      gorzej czytał/liczył czy biegał od "geniusza". Niech taka niby-troska nie
                      usprawiedliwia zwykłej zawiści.
                      • sunflower Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 22.12.05, 03:50
                        W efekcie koncowym, i tak liczy się przede wszystkim pracowitosc i sumiennosc.

                        Newton pytany o swoje szczegolne uzdolnienia, odpowiedzial: "5% to talent, 95
                        ciężka praca".
                        Skoro dzieciaczki mają talent, pozostaje więc im TYLKO te 95% do realizacji...

                        Nie rozumiem zacietrzewienia na tym wątku. Wszystko jeszcze przed Wami, dla
                        kazdego przecież wystarczy miejsca.

                        A odpowiadajac na pytanie autorki wątku, ktore gdzies umknęło po drodze: jasne,
                        wierzyc, popierac, wspierac - w koncu po to są rodzice, no nie ? smile
            • mamaly Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 21.12.05, 13:09
              Muszę przyznać rację Antoninie74, takie dziecko może sobie samo wykombinować,
              oczywiście, że z pomocą rodziców. Mój chrześniak czytał w wieku 3 lat i również
              sam się nauczył. Przychodził do mamy i pytał jaka to literka, do reszty doszedł
              sam. Czy na jego pytanie o literki Mama miała mu odpowiedzieć " Nie powiem Ci
              jaka to literka , bo jesteś za mały?"

              A.
              • agawamala Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 22.12.05, 08:14
                A mój chrześniak bardzo słabo mówił w wieku 3 lat. Dziś ma 20, IB ( maturę
                międzynarodową) zdaną na tyle dobrze, że studiuje na jedym z lepszych
                angielskich uniwersytetów.
                Licytowanie się jest głupie, czy, to, że np. dziecko urodziło się z niską wagą
                oznacza, że zawsze będzie miało niedowagę? Nie, to zależy od wielu czynników.
    • matkatrojgadzieci Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 19.12.05, 12:10
      Patrz na to przez palce! Każde dziecko rozwija się inaczej i każde dziecko jest
      trochę inne.Moja najstarsza córka w wieku 2 , 5 roku znała sporo literek, a
      bliźniaki pierwsze poznały dopiero w zerówce. I co? I nic. Czytać wszyscy
      potrafią tak samo.
      Jeden z bliźniaków bazgrał jak kura pazurem, drugi zupełnie ładnie kolorował
      itp. Błagam nie porównuj dzieci, bo nie prowadzi to do niczego dobrego!
    • 76kitka Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 19.12.05, 13:04
      Nie róbmy wyścigu szczurów, w końcu każdy dzieciak je samodzielnie, podciera się i mówi kalkulator smile
    • corokia Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 19.12.05, 16:50
      Moje dziecko ma 2latka 10 mies
      Śpiewa piosenki,mówi wierszyki np .Okulary, Tuwima)
      rysuje ładnie i mówi pełnymi zdaniami bez pieszczotliwych zdrobnień
      Potrafi sie ubrać -rozebrać załozyc buty,układa puzle 60 elementów
      bo 24 elementy to dla niej za mało....
      ogólnie strasznie bystra,a zachowanie ma 4 letniej dziewczynki.
      Więc sa różnice i widze je, bo mam kolezanke, która ma dziecko w wieku mojej
      Oliwki(dokładnie z tego samego dnia są smile) )
      jest duz przepaść między nimi,nawet kolezanka mówi ,ze ta moja jest jakaś
      inna smile)
    • kontaminacja Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 19.12.05, 20:58
      Dzieci sa rozne (coz za odkryciesmile). Z perspektywy mojego duzo mlodszego dziecka uwazam, ze wymienione przez Ciebie umiejetnosci wcale nie musza byc przesadzone.
      • mamaly Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 20.12.05, 14:44
        Hej,

        To ja jako mama dziewczynki 2 latka i 3 miesiące też się dopiszę.

        Dzieci rozwijają się różnie, a to o czym piszesz jest możliwe, ale może ta
        dziewczynka nie umie innych rzeczy które potrafi Twoje dziecko, bo na ogół jest
        tak, że dzieci po prostu w różnym czasie rozwijają różne umijętności.

        Moja córka np. potrafi narysować postać (głowa, ręce, brzuszek, oczy, nos,
        buzia, włosy), nogi tymczasem gdzueś umykają. Oprócz tego rysuje kwiaty i
        samochody. Chętnie maluje, ale jeszcze za linię wyjeżdża. Kredkę trzymała w
        ręku po dorosłemu jak miała niewiele ponad rok. Zna kilka literek , narysować z
        nich potrafi dwie (O i U). Założy i zdejmie sama buty na rzepy, ale sama się
        jeszcze nie ubiera. Zaczyna mówić wierszyki, od dawna nie nosi pieluchy i sama
        je.

        Nie piszę tego po to, żeby się przechwalać, to są umiejętności które moja córa
        rozwija, za to w innych od rówieśników odstaje. Np. nie jest rozwinięta ruchowo
        tak jak rówieśnicy, wolniej biega, nie skacze tak sprawnie jak rówieśnicy,
        nie "śmiga" jak rówieśnicy po placu zabaw. Nie zawsze chce chodzić na spacerach
        na nogach itp.

        Generalnie moje dziecię jest bardzie rozwinięte manualnie i mniej fizycznie.
        Może tak jest również w przypadku Twojego dziecka i tej dziewczynki.

        Nie ma się co martwić. Wszystko przyjdzie z czasem.

        A.
    • mieszko02 Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 20.12.05, 22:09
      pytasz czy to możliwe, aby ponaddwuletnie dziecko śpiewało piosenki, recytowało
      wierszyki, myło ząbki, zakładało samodzielnie buty? czy wkurza
      Cię "przechwalanie się" rodziców? Otóż pierwsze możliwe. Mam dwoje dzieci -
      synka 3,5-letniego i 2-letnią córkę i powiem Ci, że różnice w "tych
      umiejętnościach" w analogicznym momencie są ogromne. Synek zaczął wypowiadać
      słowa inne niż mama i tata w wieku ok. 2,5 lat, za to w wieku 3 lat z małym
      haczykiem umiał jeździć na rowerze bez bocznych kół, córka pełnymi zdaniami
      mówi już od....nie pamiętam kiedy, ma ogromny zasób słów, zna wierszyki Tuwima
      i Brzechwy, śpiewa, w dodatku ma niesamowitą pamięć - w najmniej oczekiwanym
      momencie wtrąca całe frazy z dawno odłożonej książeczki lub filmu. Za to rower
      służy wyłącznie do pchania. każde dziecko rozwija się we własnym tempie (do
      znudzenia przypominane tu słowa)- wiem to na pewno - różnica wieku między moimi
      dziećmi to 20 m-cy mam więc świeżo w pamięci mojego starszaka z okresu życia, w
      którym własnie jest moja córka.
      W klatce obok mieszka rówieśnik mojego synka, właściwie prawie dwa miesiące
      młodszy, który w wieku 1,5 roku mówił pełnymi zdaniami, nie mogłam nie
      porównywać do niego mojego maluszka, też chciałam, aby choć trochę "werbalnie"
      dogonił Kamila, było mi przykro, że mój tak "odstaje". Gdybym nie widziała na
      własne oczy gadającego 1,5 roczniaka, też nie wierzyłabym, że takie maluchy to
      potrafią - miałam przecież w domu milczka. Nie traktowałam tego jednak jako
      porażki.
      Nie rozumiem natomiast dlaczego rodzice nie mieliby cieszyć się z umiejętności
      swoich dzieci, dlaczego mówienie o tym (ze szczęcia przecież) ma być
      przechwalaniem się, dlaczego tylko przeciętność w tym kraju nie wzbudza
      pejoratywnych odczuć u innych. Daleka jestem od segregowania na "lepszych" bo w
      wieku X potrafiły to, to i to lub "gorszych", bo daleko im do któregoś tam
      rówieśnika, ale róznice w umiejętnościach równolatków, zwłaszcza jeszcze tak
      malutkich mogą być ogromne, w miarę upływu czasu wyrównują się głównie na plus.
      Popieram atakowaną tu antoninę74, a w związku ze zbliżającymi się Swiętami
      życzę duuuużo spokoju
      pozdrawiam
      • cubus1 Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 20.12.05, 23:09
        Zgadzam sie w zupelnosci z Mama trojga dzieci.
        Skup sie na swoim dziecku, nie porownuj, znajdz pasje swojego dziecka i
        rozwijaj ja.
        • mieszko02 Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 21.12.05, 07:17
          a czy jeśli dziecko robi postępy w rozwijaniu pasji to jest to dla Ciebie powód
          do zmartwień? A jeśli ktoś (przecież nawet w kolejce do kasy) zwróci uwagę, że
          Twój maluszek, który prawie nie odrósł od ziemi, ślicznie już mówi, to powiesz,
          że tylko mu tak wyszło, a w rzeczywistości to tylko baba i be?
          O porównywaniu też napisałam, że tego nie uniknęłam. Cóz, mój synek odstawał od
          swoich rówieśników, był w końcu wcześniakiem, niby to wiedziałam, ale wskaż mi
          mamę, która nie zmartwi się przez chwilę, że jej dziecko jeszcze czegoś tam nie
          potrafi? Nie pisałam o rwaniu włosów z głowy z tego powodu i nieprzespanych
          nocach, ale o tym, że ROŻNICE NA TYM ETAPIE ROZWOJU WYSTĘPUJĄ! A może nie
          zrozumiałam problemu reni i nie na temat się rozpisuję?
          A jakie pasje rozwijać u 1-2 latka? Bo o takim wieku przecież piszemy.
          • mieszko02 Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 21.12.05, 07:50
            a, doczytałam tytuł i post Reni. Więc jeśli lepiej rozwinięta mowa to
            uzdolnienie - to wierzyć, bo się zdarza.
            I jeszcze słówko o "przechwalających się" (tych z wyścigów szczurów) rodzicach.
            Otóż współczuję tym, którzy obracają się wśród takich ludzi, bo wyolbrzymianie
            uprawiają z pewnością nie tylko na tym polusad
            Wesołych Świąt
    • all1501 Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 20.12.05, 23:33
      Mój ma 2 lata i jeszce nie mówi no moze na kalkulator co najwyzej baba
      powiedziec jak mu sie bedzie chcialo... liczyc tez nie umie, pisać tylko kredką
      po ścianie, kolorów nie zna, ale ja jakos sie tym nie przejmuje, jest mądry na
      swój sposób i tyle. buty wie gdzie mają byc ale nie umie zalożyć, ubierac sie
      sam nie ubiera ale tak jak mi sie wydaje jest normalnym przeciętnym chłopakiem.
    • 197575a Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 21.12.05, 15:07
      Nie czytałam wszystkich wypowiedzi, ale się dopiszę
      Moja córka ma teraz 2,3 miesiące- zaczęła ładnie mówić jak miała ok. 18,19
      miesięcy. Mówi pełnymi zdaniami, zna wiele trudnych słów, zna na pamięć nie
      tylko wierszyki, ale także całe długie teksty z książek niewierszowanych, zna
      kolory, umie liczyć do 10, rozpoznaje niektóre literki i próbuje czytać - ale
      sama mówi: oj, coś kiepsko z tym czytaniem,rysuje głowonogi, itp.itd.
      Poza tym jest bardzo sprawna fizycznie.
      Nie porównuję jej z innymi równolatkami - po prostu stwierdzam fakt.
      Są dzieci, które nie interesują się tym, co na zewnątrz, zmianami wokół, tym,
      co w radiu, telewizji, a ona zapamiętuje informacje: np. ,że "nasz" Papież
      nazywał się Jan Paweł II i już nie zyje, a teraz jest Papież Benedykt (ja jej
      tego naprawdę nie mówię w ramach rozrywki), albo że premierem w Polsce jest
      Kazimierz Marcinkiewicz. Mnie to bawi i tak pozytywnie śmieszy, że młoda ma
      takie podejście do życia smile
      Dla mnie jest całkiem zwyczajną, rozbrykaną dwulatką - czasem aniołem, czasem
      złośnicą.
      Oczywiście sama je, sama się ubiera, sama korzysta z ubikacji. I ja bym chętnie
      coś za nią zrobiła - ale ona chce sama, sama, sama...
      Moja córka tworzy collage informacji multimedialnych.
      Takich dzieci jest wiele. I naprawdę nie uważam, że dziecko ( to 2,9) umie coś
      nadzwyczajnego.Tak samo , jak nie uważam, że Twój syn jest gorszy, bo czegoś
      tam nie potrafi.
      Acha, nie było tortur przy uczeniu kolorów, liczb - dużo czytamy i to pewnie
      dlatego pamięta to wszystko. Ją to po prostu bardzo interesuje.

      • mamaewy Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 22.12.05, 09:42
        Witam

        No cóż może z tym kalkulatorem to rzeczywiście trochę przesada, ale co do
        reszty to nie. Moja Ewunia ma 2,8 lata od dawna mówi zdaniami, także potrafi
        sama się ubrać i rozebrać, zna kilka piosenek i krótkich wierszyków. Nie
        potrzebuję jej karmić, bo sama to doskonale robi a od ponad pół roku nie
        korzystamy zupełnie z pieluch. Kilka podstawowych kolorów zna i potrafi je
        nazwać. a poza tym to każde dziecko rozwija się w swoim tempie więc nie ma się
        co aż tak porównywać.

        Pozdrawiam

        mamaewy
        • casper_ Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 22.12.05, 15:34
          A ja nie o dziecku swoim tylko o sobie smile
          Byłam takim "geniuszem", gdzieś tam nawet urodził się pomysł żebym robiła dwie
          klasy w rok, ale rodzice nie widzieli takiej potrzeby. Podstawówka była jednym
          pasmem sukcesów...Średnia szkoła - oblegana klasa, wielu kandydatów na 1 miejsce
          - dostałam się z druą lokatą. A potem nie było już tak różowo - okazało się, że
          z nie których przedmiotów mam - o zgrozo! - zaległości. Co do innych po prostu
          zabrakło talentu - taką np. elektronikę trzeba było zrozumieć i polubić.
          Udało się dzięki pracy, byłam dobrą uczennicą ale już nie najlepszą. I nie
          powiem - to bolało. Dużo czasu zajęło mi pozwolenie samej sobie na posiadanie
          jakichś ułomności. A rodzice nigdy mnie nie ganili za te "braki" ale mimo
          wszystko byłam zawiedziona sama na sobie.
          Niestety musimy pogodzić się z faktem że większość ludzi to (pozornie)
          przeciętniacy. I też mają prawo do zycia i szczęścia. A czytając biografie
          sławnych geniuszy można dowiedziec się, że wybitne umiejętności nie są
          gwarancją spełnionego życia.


    • steffa Re: czy wierzyc w uzdolnienia rownolatkow 27.12.05, 17:33
      Hmmm... też nie lubię licytacji, ale prawda jest taka, że zdarzają się dzieci,
      które to wszystko potrafią, a czasem niektóre z tych rzeczy. I to że nasze
      dziecko tego nie potrafi, nie znaczy, że to niemożliwe. Już się do tego
      przyzwyczaiłam. Pierwsze słowo, jakie wypowiedział mój syn to "kapcie". Też
      nie najłatwiejsze. Ale nie mówił 'mama'. Rysować zaczął dopiero, gdy skończył
      3 lata. To znaczy dokładnie NIC.
      • gaika Re: matkatrojgadzieci 27.12.05, 22:15

        >Nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy, że dziecko dwuletnie zaczyna czytać samo
        >z siebie, bo sobie wykombinowało.

        Uściślijmy : Ty nie spotkałaś takich dzieci. A jeśli zaczęło chodzić i mówić w
        wieku siedmiu , ośmiu miesięcy, to znaczy, ze rodzice je do tego zmusili?

        >I wcale to nie oznacza, że dzieci wcześniej czytające są genialne, albo
        skazane
        >na sukces w życiu. Zbyt wiele innych czynników o tym decyduje.

        Jednym z podstawowych wskaźników wybitności jest wczesna umiejętność mówienia i
        czytania. Oczywiście, nie znaczy to, ze dziecko, które nauczyło się czytać
        później nie może być wybitne.
        I to racja, ze większość dzieci nie osiąga spektakularnego sukcesu w życiu,
        właśnie miedzy innymi przez brak zrozumienia problemu i stereotypowemu
        podejściu do sprawy.

        >Twoja pociecha zaczęła szybciej czytać,
        >a być może , i jest to bardzo prawdopodobne, wolniej rozwija się w innych
        >dziedzinach.

        Tylko czego to ma dowodzić?

        >W zasadzie nie zdarzają się wszechstronni geniusze.

        Zdarzają się, choć rzadziej niż ukierunkowani.

        >Jestem za tym, aby dzieci rozwijały się w miarę harmonijnie, aby uczyć je
        >literek nie zapominając o lepieniu z plasteliny , niech poznają cyferki i uczą
        >się pływać.

        Jedno nie wyklucza drugiego. A często o harmonijnym rozwoju wybitnych można
        zapomnieć, bo właśnie typowy jest rozwój asynchroniczny.

        >Prześciganie się w chwaleniu się dziećmi moje już w wieku 9 miesięcy samo
        >stało, a twoje ma rok i robi to niepewnie jest po prostu śmieszne. Czemu ma
        >służyć "wyścig szczurków w pieluszkach"? Chyba tylko dobremu samopoczuciu mam
        i
        >babć.

        To stereotypowe podejście do dzieci wybitnie zdolnych wyrządza im wielka
        krzywdę. Szerzenie takich opinii jest wręcz szkodliwe. Dzielenie się prawdziwą
        wiedzą, mogłoby pomoc wielu rodzicom po pierwsze w tym, jak nie przegapić
        wybitności dziecka i wspierać w sposób profesjonalny w nietypowym rozwoju, a po
        drugie : jak sobie radzić z tą "odmiennością" i gdzie, w razie potrzeby, szukać
        pomocy.

        >Nie oznacza to, że nie mamy się chwalić osiągnięciami naszych dzieci, ale nie
        >róbmy z tego wyczynów na miarę Everestu.

        To znaczy czym się można chwalić, a czym już nie?

        >Wierzę, że czytałaś w dzieciństwie lektury szkolne, ale chyba nie czytałaś
        >wierszyków dla dzieci. A szkoda. Jest taki wierszyk Jana
        Brzechwy "Samochwała".
        >Radzę do niego zajrzeć.

        Dzieci wybitne nie zaczynają od trudnej lektury, ale od wierszyków Brzechwy
        właśnie, tyle ze przechodzą na wyższe poziomy dużo, dużo szybciej.

        Najważniejsze zdaje sie to "równać do średniej", bo wybijać się nie uchodzicrying

        >Dziecko bardzo szybko
        >wpada w samozachwyt, a stąd już tylko mały kroczek do pogardzania innymi. Ja
        >umiem, a ty nie eeeeeeee.I tu małego "geniusza" i samochwałę może spotkać
        spora
        >przykrość ze strony innych dzieci. Tylko zapatrzone mamy zdają się tego nie
        >dostrzegać.

        Dlatego bardziej pomocne byłoby przedstawienie prawidłowości rozwojowych takich
        dzieci, żeby pokazać rodzicom jakich błędów należy się szczególnie wystrzegać.
        Na pewno nie jest dobrą metodą ukrywanie tego faktu.

        > Przeczytanie licealnych lektur w podstawówce, jest , moim zdaniem, średnio
        >mądre.

        Jeśli dotyczy to osoby, której rozwój to umożliwia, to o czym tu dyskutować? Na
        czym miałby polegać ten brak mądrości. Mądrzejszym byłoby zabraniać?

        >Zazwyczaj zna się treść i tyle, ze zrozumieniem epoki, intencji autora,
        >tekstu pisanego między wierszami bywa gorzej.

        Nie piszesz tu o dzieciach wybitnie zdolnych, bo one są właśnie w stanie
        odbierać takie treści.

        >Można oczywiście dać ogłoszenie do prasy informujące o tym, że moje dziecko
        >wcześniej niż jakiekolwiek inne zaczęło czytać, pisać i liczyć i.....narazić
        >się na śmieszność.

        Lepiej zamknąć je do komórki, odciąć od jakiejkolwiek stymulacji i po paru
        latach się naprostującrying

        >Przypomniała mi się także pena prawidłowość- skąd na świecie jest tylu
        >dorosłych ludzi co najwyżej przeciętnych, skoro w dzieciństwie aż roiło się od
        >geniuszy???????

        A stąd, ze istnieje problem z prawidłową diagnozą i albo się widzi geniuszy
        wszędzie albo nigdzie.
        Około 5% populacji to osoby w mniejszym lub większym stopniu wybitne. Trudno
        oczekiwać "rojenia się" na jakimkolwiek etapie.
        • gaika Re: matkatrojgadzieci 27.12.05, 22:44
          >A bylaś w Stanach? Mieszkałaś tam chociaż przez chwilę? Znasz z autopsji ( nie
          >z opowiadań) system szkolnictwa amerykańskiego?

          Prawie wszystkie stany w USA (z wyjątkiem pięciu) mają lepsze lub gorsze
          programy dla dzieci zdolnych i metody wspierania ich rozwoju. Niektóre uznają
          to za jeden z priorytetów, inne nie (widać to w przeznaczanych na ten cel
          rocznych budżetach), ale generalnie prawie zawsze można znaleźć jakieś
          rozwiązanie.
          W Anglii bywa, ze dzieci uczą się w jednej klasie na trzech różnych poziomach,
          w USA w liceum można sobie również wybrać ścieżki nauczania o zróżnicowanym
          stopniu trudności i zaawansowania.

          >Myślę, że nie do końca, bo nie wypisywałabyś podobnych nonsensów.

          A na jakiej podstawie twierdzisz, ze to nonsensy?

          >Podobnie jak nikt nie będzie uważał, że dziecko ma zadatki na geniusza, bo w
          >wieku 2 lat poznało literki ( w domyśle jest lepsze od tego, które nauczyło
          się
          >czytać w zerówce).

          W jednym i drugim przypadku jest to możliwe, ale jeśli dziecko czyta w wieku
          dwóch lat, to na pewno jest to sygnał dla rodziców, ze mogą mieć dziecko
          wybitnie zdolne i należy się bacznie przyglądać jego rozwojowi.

          > Dla jasności - jestem zwolenniczką równania w górę, nie w dół.

          Tylko w jaki sposób?

          >Natomiast czy Twoje dziecko jest wybitne, przeciętne czy , tak pogardzaną
          przez
          >Ciebie miernotą" za wcześnie mówić.

          Nie odczytałam nigdzie pogardy, ale może czegoś nie zauważyłam.

          >Życzę Ci, abyś się nie rozczarowała i ,
          >jeśli dziecko rzeczywiście - według opinii fachowców - jest wybitnie zdolne
          >znalazło miejsce w stosownej szkole, choćby takiej jak ta w Warszawie na ulicy
          >Staffa.

          Każda szkoła powinna odpowiednio zająć się dziećmi wybitnymi, bo zobowiązuje je
          do tego ustawa. Do tego potrzebna jest w pierwszym rzędzie umiejętność
          identyfikacji takich dzieci i zrozumienie jak bardzo potrzebna jest im pomoc.

          >Tzw. materiał porównawczy mam całkiem spory, i to dzieci pochodzących z
          różnych
          >środowisk, rodziców o zróżnicowanym poziomie finansowym i w bardzo różnym
          wieku.
          >Co więcej dane mi jest obserwować karierę dzieci od żłobka do zakończenia
          >edukacji ( na różnym poziomie). I wnioski nie są jednoznaczne.

          Robiłaś badania?

          >Oczywiście są talenty objawiające się bardzo wcześnie, ale nie jest ich wiele.

          Wielkich talentów jest niewiele w przyrodzie, ale raczej objawiają się
          wcześniej niż później.

          Nie wiem czego mają dowodzić Twoje przykłady chłopca, który późno zaczął mówić
          i dziewczynki, która zachwycali się rodzice. Nic nie wiemy o ich wybitności.
          Zdolne, inteligentne, odnoszące sukcesy dzieci nie muszą być wybitne. A z kolei
          takie, którym się nie wiedzie –być mogą.

          >Nie jest moją intencją przystępowanie do licytacji typu, które dziecko jest
          >lepsze, ale uświadomienie, że to w którym miesiącu czy roku życia dziecko
          >zrobiło to czy tamto nie ma większego wpływu na dalsze szkolne sukcesy.

          Zależy co zrobiło i jak potoczy się jego dalszy rozwój.
          Nie będzie miało wpływu na szkolne sukcesy tak długo, jak długo szkoła nie
          będzie umiała odpowiedzieć na ich potrzeby.

Pełna wersja