Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zabaw

15.05.06, 13:20
Jestem osobą tolerancyjną, ale jak widzę kłęby dymu papierosowego, unoszące
wokół bawiących się dzieci na placach zabaw to mnie skręca. Siądzie taka jedna
z drugą na ławeczce obok piaskownicy i każe wszystkim wokół wdychac to
paskudztwo. Żeby tego było mało to peta rzuci na ziemię, widocznie w domu tez
tak robi - a mój maluch później zbiera to paskudztwo.Podobnie jest z
wysadzaniem dzieci - jeżeli ja moge wyjść za ogrodzenie, to inni również -
trochę kultury drodzy państwo.

Kajcia
    • nosmoking1 Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 15.05.06, 13:22
      Oj tak! Jak widze taka sytuacje to zawsze wrzeszcze na kobite (lub faceta) ze ma
      isc sobie jak najdalej od dzieci bo moje dzieci nie potrzebuja darmowych
      inchalacji!!
    • alpepe Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 15.05.06, 13:29
      co do sikania, to bardziej mi przeszkadzają odchody psów w piaskownicy i obok,
      co do palenia, to resztką woli powstrzymuję się przed złapaniem za szyję i
      podduszeniem takiego palacza, a przecież jest sposób: dzwonić na straż miejską,
      w końcu jest zakaz palenia w miejscach publicznych, a place zabaw do takich się
      zaliczają, tylko, że nikomu się nie chce.
      • anakama Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 15.05.06, 14:00
        Odchody psów to też problem, dla mnie jednak nie ma znaczenia czy na trawie po
        której biega moje dziecko znajdują sie odchody zwierząt czy ludzi, gonię jednych
        i drugich.Jeśli chodzi o straż miejską...cóż oni nie chca się zajmować takimi
        "pierdołami, pozatym musiałabym dzwonić co chwilę i wyszłoby na to, że zamiast
        opikować się synem, wisze na telefonie. Pozostaje mieć nadzieję, że nasze
        społeczeństwo stanie sie bardziej kulturalne - przynajmniej w miejscach, w
        których przebywają dzieci.

        Kaja
        • alpepe Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 15.05.06, 14:20
          to przestań się łudzić, ludzie z natury są niekulturalni i nic ich tak dobrze
          nie wychowuje jak właśnie interwencje policji/straży miejskiej i mandaty,
          grzywny oraz ostracyzm otoczenia. A u nas nikomu nic nie przeszkadza. Na kupy
          psie i inne w miejscach publicznych są przecież w polskim prawie paragrafy, na
          palenie i dewastacje również, tylko, że u nas nikomu się nie chce wprowadzać
          prawa w życie.
          Ja np. mieszkam w bloku 10-piętrowym, na każdym piętrze 6 mieszkań, ale jak są w
          nocy popijawy i awantury na klatce schodowej, to nikt nic nie słyszy i nikomu
          wrzaski i zabrudzona i zaśmiecona klatka schodowa nie przeszkadzają. Jak ja nie
          zadzwonię po policję, to nie robi tego nikt. Dodatkowo obok bloku mam monopolowy
          24h, więc non stop są kandydaci na imprezowiczów klatkowych, ale dzięki mojemu i
          męża samozaparciu, imprezek korytarzowych i wandalizmu jest coraz mniej. POlicja
          spisze raz i drugi i potem już tylko nowi się pojawiają.
          Zawsze dzwonimy anonimowo, dodam. Ale chce się tylko nam.
    • mama_kotula Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 15.05.06, 14:34
      anakama napisała:

      > Podobnie jest z
      > wysadzaniem dzieci - jeżeli ja moge wyjść za ogrodzenie, to inni również -
      > trochę kultury drodzy państwo.

      Mam rozumieć, że za ogrodzeniem placu może być nasrane i nasikane, bo tam twoje
      dziecko nie przebywa? A co, jeśli przebywają tam inne osoby, one mogą już deptać
      po kupach i zasikanej trawie? "Trochę kultury, proszę pani", parafrazując, i
      nieco więcej konsekwencji.
      Skoro chcesz być na tyle bez skazy, aby moralizować i prostować postępowanie
      innych, czemu nie chodzisz wysadzać dziecko do domu?
      • anakama Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 15.05.06, 14:48
        Nie napisałam że wysadzam dziecko na zewnątrz placu zabaw, moje załatwia swoje
        potrzeby w pampersa (nieczytelnie się wyraziłam), jednak jak już poruszyłś ten
        wątek, to szczególnie naganne jest robienie siusiu w miejscu p[rzeznaczonych do
        zabawy dzieci. Nikt nie pomyślał, żeby zrobić toalety koło placów zabaw, a nie
        zawsze dom z toaletą znajduje się blisko. Jak napisałam jestem osobą
        tolerancyjną, a nie bezwzględną,
        • madziulaw Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 15.05.06, 16:40
          Nie napisałam że wysadzam dziecko na zewnątrz placu zabaw, moje załatwia swoje
          > potrzeby w pampersa (nieczytelnie się wyraziłam),

          A co będzie, jak już tego pampersa nie będzie? Za każdym razem będziesz latała
          z dzieckiem na 4te piętro do domu? Kurde, bez przesady...
          Mnie tam nie rażą siusiające (!!!) dzieci (!!!) gdzieś w kąciku placu zabaw, po
          prostu nie widzę w tym nic zdrożnego. Nie śmierdzi mi to również. Nie wiem,
          moze mam coś przytępione..
          Pozdrawiam
        • mama_kotula Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 15.05.06, 21:13
          anakama napisała:

          > Nie napisałam że wysadzam dziecko na zewnątrz placu zabaw, moje załatwia swoje
          > potrzeby w pampersa (nieczytelnie się wyraziłam)
          Tak więc punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
          Poczekam, aż wyedukujesz dziecię w kwestii korzystania z nocnika i wtedy
          porozmawiamy. Bo nie sądzę, abyś tachała ze sobą na spacer nocnik (a jeśli
          nawet, to gdzie zamierzasz wypróżniać jego zawartość? do pojemnika na psie
          odchody?), a przecież "nie zawsze dom z toaletą znajdzie się blisko".

          > jednak jak już poruszyłś ten
          > wątek, to szczególnie naganne jest robienie siusiu w miejscu p[rzeznaczonych
          > do zabawy dzieci.
          To znaczy gdzie? Pod ślizgawką, czy przy drabinkach? Ale w takim miejscu nikt
          nie wysadza dzieci, wszyscy idą w miejsce oddalone (tzw. krzaczki).
          O wiele bardziej rażą mnie psie kupy na trawnikach, niż sikające pod krzaczek
          dzieci.

          > Nikt nie pomyślał, żeby zrobić toalety koło placów zabaw, a nie
          > zawsze dom z toaletą znajduje się blisko.
          Hm... wysadziłabyś dziecko w toalecie publicznej? Bo ja bym chyba wolała pod
          krzakiem...
          • anakama Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 17.05.06, 23:23
            Mama_kotula,tam gdzie mieszkam właściwie wszystkie place zabaw są ogrodzone,to
            wałaśnie miałam na myśli pisząc o miejscach przeznaczonych na zabawę dla
            dzieci,jeśli dziecko chce siusiu to może zrobić w krzaczki poza ogrodzeniem
            (placyki są małe i mają kilka wejść więc zajmuje to sekundę). Wiem co mówię bo
            mój syn nie jest moim pierwszym dzieckiem i "wyedukowałam już 2 dzieci w kwestii
            korzystania z nocnika" nie zasikując kącików na placach zabaw.
            Rozumiem, że jak Twoje dziecko krzyczy siku w sklepie, to wysadzasz je w kąciku
            za pólkami z zabawkami bo tam nikt nie chodzi, a toaleta nie dość że daleko, to
            jeszcze publiczna....
            • mama_kotula Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 17.05.06, 23:41
              anakama napisała:

              > Rozumiem, że jak Twoje dziecko krzyczy siku w sklepie, to wysadzasz je w
              kąciku za pólkami z zabawkami bo tam nikt nie chodzi, a toaleta nie dość że
              daleko, to jeszcze publiczna....

              Bardzo cię proszę, nie odwracaj kota ogonem i nie przeinaczaj moich wypowiedzi,
              robiąc ze mnie idiotkę.
              W sklepie nie przebywam z dzieckiem 3-4 godzin. Jeśli załatwi się przed wejściem
              do sklepu, nie woła "siku" podczas zakupów.
              Na placu zabaw zwykle jestem ok. 3 godzin, w tym czasie dziecko często pije.
              Jak nie widzisz różnicy między tymi sytuacjami, to hm, sorry.
    • stokrotkap Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 15.05.06, 19:42
      My siusiamy (tzn. maja mała) W krzaczki poza placem zabaw. Inne maluchy też. Tam
      dzieciaki nie biegają, tam są wyprowadzane pieski. Nie wyobrażam sobie biegania
      do oddalonego od placu zabaw mieszkania. No chyba,że jest poważniejszy problem-
      wtedy, wio, do domu smile
      Pozdrawiam

      PS Palacze są, kopcą, nie ma na nich rady (to są też mamy, które pilnują swoich
      dzieci- dla mnie- absurd!)
      • blekitny.zamek Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 15.05.06, 21:51
        Zapewniam Cię,że jak będziesz juz na etapie oduczania dziecka od pampersa,to
        zmieni ci się punkt widzenia.
        Małe dzieci informuja,że chcą siusiu najczęściej dwie sekundy przed
        zrobieniem.(takie uczące się) I co wtedy?
        Nawet jak mieszkasz obok placu zabaw,to nie zdążysz.
        Lepiej chyba wysadzić dziecko w krzakach,niż biegać przebierać zsikanego małolata.
        Co do papierosów,to masz moje 100% poparcie.
        pozdrawiam
        • zuzia_i_werka Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 15.05.06, 22:52
          Ale nie można z placu zabaw latryny robic jak rany! W sobotę byłam z małą w
          Powsinie w parku. Tam jest taki fajny plac zabaw z piaskownicą pośrodku.W
          pewnym mmomencie jeden z tatusiów beztrosko wysadził na oko dwulatka na trawkę
          obok piaskownicy jakieś 20cm.Dziecko elegancko waliło kupę a tatus gadał sobie
          przez komórkę. daliśmy mu zrobić w spokoju jak juz zaczął(my-znaczy inni
          rodzice) i czekaliśmy na rozwój wydarzeń. Na szczęście tatus chyba zachował
          resztki instynktu samozachowawczego i kupę sprzątnął przytłoczony morderczymi
          spojrzeniami bo nie wiem czy ktoś by mu jej do torby nie wrzucił. Ręce opadają-
          dla mnie to stuprocentowe buractwosad( Dodam,że jakieś 50m od placu jest
          czyściutka toaleta a jedyny jej mankament to taki,że kosztuje złotówkę. Na
          pewno zdążyli by dojść-tylko po co?
          • mama_kotula Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 16.05.06, 00:39
            zuzia_i_werka napisała:

            > Dodam,że jakieś 50m od placu jest
            > czyściutka toaleta a jedyny jej mankament to taki,że kosztuje złotówkę. Na
            > pewno zdążyli by dojść-tylko po co?

            50 metrów? Zdążyliby? Żartujesz sobie, prawda?
            Z góry zaznaczam, że absolutnie NIE popieram wysadzania dziecka 20 cm od
            piaskownicy, ale z moich obserwacji wynika, że dziecko bawiące się na podwórku
            albo a) jest na etapie nauki kontroli zwieraczy i nie ma szans, aby przeszło 50
            m wstrzymując potrzebę, albo b) jeśli już ten etap zakończyło, czeka do
            ostatniej chwili, aby powiadomić rodzica o chęci załatwienia się.
            Poza tym hm, nie wiem, ale chyba wysadzanie dziecka "na kupę" to jest sprawa
            sporadyczna, żeby nie powiedzieć - niemalże jej nie ma?
            • zuzia_i_werka Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 16.05.06, 10:37
              Mamo_kotula pewnie masz rację-50 mogliby nie zdążyć.Trochę mnie pewnie poniosło
              ale myślałam,ze nic mnie już nie zdiwi i się pomyliłamsad Na szczęście masz
              rację,że to ekstremalne sytuacje i sie nie zdarzają zbyt często i pewnie
              dlatego tak mnie przytkało.
    • mynia_pynia Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 16.05.06, 10:43
      Wolę żeby dziecko nawt nalało do piaskownicy (nie mam dzieci) niż żebym moim
      oczą ukazywał się widok lejącego dzieciaka pod moim blokiem !!!
      • mama_kotula Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 16.05.06, 11:23
        mynia_pynia napisała:

        > Wolę żeby dziecko nawt nalało do piaskownicy (nie mam dzieci) niż żebym moim
        > oczą ukazywał się widok lejącego dzieciaka pod moim blokiem !!!

        Hm... moja córka bardzo często je garściami piasek z piaskownicy... ciekawa
        jestem, co powiesz, jak już będziesz miała te dzieci i również okażą się takimi
        piaskojadkami. Jak już pisałam, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
        Teraz nie jest dla ciebie ważne, czy w piaskownicy jest czysto, tylko - co
        zrozumiałe - czy pod twoim blokiem cuchnie, czy nie. Potem się to
        przewartościuje.
    • weronikarb Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 16.05.06, 10:53
      Mój jest na etapie nauki iskania. Wtedy licza sie setne sekundy wręcz. Będąc na
      dworze woła w ostatniej chwili, biore go wtedy pod pache i biegem na trawe.
      Przecież to od razu wsiąka. Nie rozumiem oburzenia. Psy, koty, ptaki i inne
      zwierzęt przebywają w parku i w trawie jest masa odchodów i jakoś to Cię nie
      obrzydza??? Dla mnie gorszy widok to psy łażące i srające w pobliżu placu
      zabaw sad

      Palace mamy siedzace w paiskownicy to faktycznie be, ale z boku na lawce - nie
      przesadzajcie
      • agamamaani Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 16.05.06, 17:11
        mi przeszkadzają mamy palące nawet poza ogrodzeniem placu zabaw ( a w jego
        pobliżu) dym i tak przechodz po za ogrodzenie.. na szczęście na naszym placu się
        nie pali a w pewnej odległości od niego ( jakas niepisana zasada ale wszyscy się
        jej trzymają)
        pozatym również moja Ania należy do tych dwulatków, które mówią sisi w momencie,
        w którym praktycznie już siusiają.. pod pachę ją biore ( mimo zaawansowanej
        ciąży) i wybiegam poza ogrodzenie - tam i tak na trawe sika mase psów..
        Ani jakoś nie zawsze robi różnice czy są krzaczki czy ich nie ma.. a i tak sika
        tam masa psów więc problemu nie widzę..
        dziecka sikającego w piaskownicy nie widziałam na szczęście.. chyba bym zgłupiała..
        • myelegans Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 17.05.06, 03:14
          za to ja wiele razy widzialam pieski, kotki zreszta tez, po godzinach
          urzedowania dzieciakow zalatwiajace sie w piaskownicach, dlatego w wielu krajach
          zrezygnowano z piaskownic w publicznych parkach i placach zabaw, ze wzgledow
          higienicznych.
          • lola211 Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 17.05.06, 15:04
            Wystarczy ogrodzic plac zabaw, psy nie wejda jesi beda zamontowane specjalne
            kratki.Kota to ja jeszcze w zyciu nie widzialam przy naszej piaskownicy, ale to
            nie znaczy ze ich tam nie ma.Ale odpukac zyjemy i mamy sie dobrze, czyli nie
            taki diabel straszny..
        • weronikarb Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 17.05.06, 12:02
          w piaskownicy nie sika pisalam że na najbliższą trawke.. Acha i to nie
          ogrodzony tylko w praku plac zabaw
      • lola211 Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 17.05.06, 15:06
        ale z boku na lawce - nie
        > przesadzajcie

        Nie ma znaczenia ze z boku- dym unosi sie z wiatrem - i niby dlaczego ja na
        sasiedniej ławce mam ten smrod wachac i sie tym truc?Przychodze do parku, nie
        do palarni.
    • iva2 ja jestem palaczem 17.05.06, 14:30
      i chce się wypowiedziec jako paląca osoba.
      palę obok placu zabaw pilnując własne dziecko.
      zanim zaczniecie na mnie krzyczeć (macie pewnie rację) to spójrzcie na to z
      mojego punktu widzenia. na placu zabaw siedzimy w okresie letnim około 4,5
      godzin, dla nałogowego palacza to zbyt długi okres.
      niemniej jak palę odchodze do smietnika, ustawiam się do wiartu jeśli jest,
      pety wyrzucam do wspomnianego smietnika.
      pewnie macie rację, że Wasze dzieci nie muszą wdychać dymu, ale z drugiej
      strony jesteście na powietrzu!! dym nie krąży wokól Waszych dzieci, ulatnia
      się. inaczej sprawa by sie miała w pomieszczeniach zamkniętych!
      niemniej rozumię Was, choć sama palę.
      • lola211 Re: ja jestem palaczem 17.05.06, 15:31
        Chodzi o dym, ktory mimo wszystko potrafi dotrzec do osób obok oraz o pety
        rzucane na ziemie.Tak robi znaczna ilosc palaczy, nie wszyscy, ale wszystkim za
        to sie obrywa.Ja za swoim psem sprzatam, a i tak bede postrzegana przez pryzmat
        tych, ktorzy tego nie robia- odpowiedzialnosc zbiorowa po prostu.
    • madzia1708 Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 17.05.06, 20:32
      nie jesteś osobą tolerancyjną - to na pewno!
      moje dziecko sika, tam gdzie akurat Mu się zechce, nie ważne czy to jest obok
      klatki schodowej, czy obok przystanku, czy przy hustawce
      A ja palę również gdzie mam na to ochotę, choć staram się nie palić, gdy jestem
      z Małym na spacerze, czy na podwórku osiedlowym
      • anakama Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 17.05.06, 23:37
        madzia1708 napisała:
        "moje dziecko sika, tam gdzie akurat Mu się zechce, nie ważne czy to jest obok
        klatki schodowej, czy obok przystanku, czy przy hustawce"

        ...czy na klatce schodowej,czy w autobusie, a może i na huśtawce...zwyczajnie
        ściąga majteczki i leje,- nic dodać nic ująć.
        • madzia1708 Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 18.05.06, 09:44
          nie popadaj w skrajności
      • kurrappa Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 19.05.06, 19:24
        a gdzie mieszkasz? chętnie przyjdę ci się załatwić pod drzwiami mieszkania
    • agastrusia Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 17.05.06, 23:52
      Mnie przeraż wogóle wysadzanie dzieci na dworzu - potem widuje się sie to samo
      zachowanie u dorosłych, że bez żadnego zażenowania siusiają gdzie popadnie.
      • mama_kotula Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 18.05.06, 00:08
        agastrusia napisała:

        > Mnie przeraż wogóle wysadzanie dzieci na dworzu - potem widuje się sie to samo
        > zachowanie u dorosłych, że bez żadnego zażenowania siusiają gdzie popadnie.

        Jeśli chodzi o dorosłych, to osoby, które "siusiają gdzie popadnie", jak to
        ładnie określiłaś, należą do kręgów tzw. patologii.
        Byłam wysadzana na dworzE, jakoś na ulicy czy plaży nie sikam. No, przepraszam,
        zdarzyło mi się parokrotnie podczas ogniska w lesie.
        Nie widzę związku.
        • 100ania Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 18.05.06, 08:55
          Domyślam się, że większość tych przerażonych pań albo jeszcze nie ma dzieci, albo ich dzieci są na etapie pampersa. Ewentualnie już zapomniały, jak to było, bo ich dzieci wyrosły z etapu wołania siku na ostatnią chwilę.
          Na naszym placu zabaw posadzone są krzaczki, które nie nadają się do niczego innego, jak tylko do sikania pod nie (bo nawet nie wyglądają na rośliny ozdobne). Posadził je jakiś kretyn zabierając tym samym miejsce do zabawy dla dzieci. Ale teraz chwała mu za to. Sikają pod te krzaczki bardzo chętnie wszyscy chłopcy na placu zabaw. Dziewczynki jakoś wolą otwartą przestrzeń na równej trawce. Jakoś na placu nie cuchnie. Jakoś nikt (nawet dozorcy) nie oburzają się na ten proceder. Nigdy nie było konfliktu na tle sikania na placu. A gdyby przydarzyła się grubsza sprawa, co u małych dzieci nie może zostać z góry wykluczone, to jestem pewna, że każdy z rodziców i opiekunów sprzątnąłby po dzieciaku i nawet złego słowa by nie usłyszał.
          • sylka22 Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 18.05.06, 09:34
            ja nie widze nic złwgo w wysadzaniu dziecka "pod krzaczkiem" na siku, jeśli
            chodzi o poważniejsze potrzeby fizjologiczne to myslę że rzadko się zdarzają i
            każda dobrze wychowana mama sprzątnie po swoim dziecku - ja przynajmniej gdyby
            się zdarzyło sprzątnę...
            nie wiem co was tak oburza, bo jest to proceder wieloletni, nasze babki tak
            robiły, nasze matki i jakoś nigdy nikomu nie przeszkadzało...

            co do osób którym przeszkadza zarówno sikanie dzieci i psów jednakowo to pragnę
            przypomnieć że obowiązku sprzątania sików psa nie ma - zresztą chyba mało
            realne jest takie posprzątanie po psie..co do kupy już wyraziłam swoją opinię i
            uważam że nalezy posprzątać i po psie i po dziecku...

            a jeśli chodzi o plalaczy..hmm..pewnie macie rację..ale ja sama paląca gdy
            siedzę kilka godzin z dzieckiem na dworzu tez pale..a niestety mamy tak
            świetnie przygotowane osiedle że nie ma wszędzie poszy na śmieci więc "peta"
            też nie ma gdzie wyrzucić...zresztą chyba bardziej obruszają mnie pijący i
            bluźniący na ławce przy placu zabaw panowie z piwskiem, tudzież banda żuli pod
            sklepem niż mama/tata palący papierosa...

            noo cóż...może ja mało uspołeczniona jestem...
          • kurrappa Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 19.05.06, 19:27
            ej, to właściwie za co płaca podatki właściciele psów? myslałam że za to, że
            zwierzęta się załatwiają na dworze i zanieczyszczają przestrzeń. a za
            zanieczyszczanie ternu przez dzieci nikt nie płaci ani grosza
        • agastrusia Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 19.05.06, 10:54
          Może i popełniłam tu pewną generalizacje ale wydaje mi się, że wysadzając
          dziecie na dworzu można to zrobi w miare dyskretny sposób, np. krzaczki.
          Niestety wielokrotnie zdażało mi sie widzieć jak mamusie wysadzały swoje
          pociech niemal wprost na chodnik. Zresztą całkiem niedawno idąc deptakiem
          widziałam scene, gdzie to już całkiem spore dziecie(6-7 lat) za namową mamy
          odwróciło się do drzewa i załatwiło swoją potrzebe. Nie ważne, że odwracając
          się od osób spacerujących wypiął się do rowerzystów. Mimo iż jest to całkiem
          normalna sprawa i jak najbardziej naturalna to jednak nie musi być wszem i
          wobec prezentowana nawet przez małe dzieci.
    • jagoda_k Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 18.05.06, 16:38
      Zastanawia mnie jedna rzecz. Czy dzieci w takim na przyklad USA sa inne? Czy
      moga dluzej czekac, jesli zechce im sie siusiu? Bo mieszkajac w tym kraju ani
      razu nie wysadzilam zadnego ze swoich dzieci na trawce, a z pieluch juz dawno
      wyrosly. Co wiecej, dziecko wysadzane w ten sposob widzialam tylko jeden jedyny
      raz. Byl to chlopczyk pod opieka polskiej babci (polskiej w tym sensie, ze
      mieszkajacej w Polsce na stale, a bedacej z wizyta w Stanach, nie w sensie
      narodowosci). A w parkach i na placach zabaw jestem czesto. Rodzice chodza z
      dziecmi do toalet publicznych, albo po prostu ida na siusiu do domu. To
      rzeczywiscie jest utrudnienie i pewnie czasem zdarzaja sie wypadki, ze jakies
      dziecko nie zdazy i trzeba je przebrac, ale jakos sie da i nikt sie nie oburza,
      ze dziecko nie moze zrobic siusiu tam gdzie stoi. Zreszta chyba nikomu nie
      przyszloby takie rozwiazanie do glowy.
      • mama_kotula Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 18.05.06, 18:40
        W jakiej odległości od placów zabaw w USA umieszczone są toalety publiczne?
        • jagoda_k Re: Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 18.05.06, 19:27
          To zalezy. Czasem rzeczywiscie sa blisko, ale czesto zdecydowanie dalej niz
          wspomniane w tym watku 50 metrow. Przy moim osiedlowym placu zabaw nie ma w
          ogole, a placyk ten jest na koncu osiedla, wiec niektorzy ludzie musza przejsc
          spory kawalek, zeby wrocic do domu na siusiu. A jednak to robia.
          Tak mi sie przy okazji przypomniala sytuacja z zeszlorocznych wakacji. Bylismy
          akurat na plazy, za korzystanie z ktorej sie placilo, ale tylko do godziny 17.
          I tylko do 17 otwarte byly przebieralnie, prysznice i ubikacja na miejscu.
          Potem mozna bylo nadal sie kapac, ale zeby skorzystac z ubikacji trzeba bylo
          wyjsc z plazy i przejsc przez sasiadujacy z nia park, a potem jeszcze stac w
          kolejce. I ja tak wlasnie z dziecmi robilam i z moich obserwacji wynikalo, ze
          inni ludzie postepowali tak samo.
          No i jak to jest? Niby mozna to argumentowac inna mentalnoscia, brakiem
          spolecznego przywolenia na publiczne obnazanie dzieci, czy nawet checia
          unikniecia ewentualnego mandatu, ale chodzi mi glownie o fizyczny aspekt
          sprawy. Wnioskujac z wielu postow, dziecko nie jest w stanie wytrzymac tak
          dlugo, to jest po prostu fizycznie niemozliwe. Wychodzi na to, ze amerykanskie,
          ba, nawet polskie, ale zamieszkale w Ameryce (np. moje) dzieci maja inna
          anatomie.
          • shady27 Re: Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 18.05.06, 19:57
            ano wlasnie ... w polsce toalet publicznych wlasciwie nie ma chyba ze jakies w stylu toitoi i osobiscie wolalabym zeby moje dziecko zarznelo w gatki niz wpuscic go do czegos takiego, tym niemniej nie podoba mi sie wysadzanie dzieci na trawnik, sama napewno tego nie bede robic
            • jagoda_k Re: Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 18.05.06, 20:19
              Potrafie zrozumiec, ze sa sytuacje, kiedy rzeczywiscie nie ma wyjscia. Ale moim
              zdaniem argumentacja, ze dziecko nie jest w stanie dojsc do toalety oddalonej o
              50, 200 czy nawet 500 metrow (tyle szlam z synem, gdy bylismy na pikniku w
              parku miejskim) jest akceptowana tylko i wylacznie dlatego, ze w Polsce jest
              swego rodzaju publiczne przyzwolenie na wysadzanie dzieci na trawie.
              Co do kibelkow typu toi toi to takie wlasnie sa dostepne w USA w trakcie
              roznego rodzaju imprez plenerowych i dzieci z nich korzystaja, mimo ze
              rzeczywiscie sa oblesne. Istnieja na szczescie nawilzane chusteczki i zele
              antybakteryjne. A dlaczego z nich korzystaja? Bo rodzicom nie przyjdzie do
              glowy wysadzenie ich na trawke. Ot i tyle.
              • shady27 Re: Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 18.05.06, 20:28
                otoz to ... zgadzam sie z Toba.....sama mam rodzine w USA i wiem jakie tam sa obyczaje, i ciekawa jestem dlaczego powiela sie ich zle wzorce zamiast brac do dobre smile
                • jagoda_k Re: Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 18.05.06, 20:47
                  shady27 napisała:

                  > otoz to ... zgadzam sie z Toba.....sama mam rodzine w USA i wiem jakie tam sa
                  obyczaje, i ciekawa jestem dlaczego powiela sie ich zle wzorce zamiast brac do
                  dobre smile

                  No co Ty? Nie wiesz? Bo z Ameryki bierze sie to co jest cool i jazzy big_grin A
                  siusianie jazzy nie jest wink

                  • shady27 Re: Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 18.05.06, 21:23
                    ehhhh no niestety
              • shady27 Re: Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 18.05.06, 20:29
                aaa wlasnie co mi sie podoba w USA....to ze tam mozna siedziec na trawniku, chopdzic po nim itd....nie wdepnie sie w psia kupe, a trawniki nie wygladaja na wydeptane...w naszym kraju pokutuje nadal powiedzenie "szanuj zielen" i "nie depcz trawnikow" tylko szkoda ze jest to respektowane wtedy gdy jest ludziom wygodnie
                • blekitny.zamek Re: Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 18.05.06, 22:06
                  Ach ta Hameryka wink
                  Tam,to nawet silniejsze zwieracze maja dzieci..
                  Po prostu niesamowite.
                  • mama_kotula Re: Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 18.05.06, 22:42
                    blekitny.zamek napisała:

                    > Ach ta Hameryka wink
                    > Tam to nawet silniejsze zwieracze maja dzieci..
                    > Po prostu niesamowite.

                    big_grinDDD
                    "Stany, Stany, hajowa jazda..." by M.Staszczyk
                  • jagoda_k Re: Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 18.05.06, 22:48
                    blekitny.zamek napisała:

                    > Ach ta Hameryka wink
                    > Tam,to nawet silniejsze zwieracze maja dzieci..
                    > Po prostu niesamowite.

                    Daleka jestem od idealizowania Ameryki. Wiele rzeczy mi sie tu nie podoba i
                    smieszy mnie podejscie "co amerykanskie, to lepsze". Identyfikuje sie z Polska,
                    a nie z USA, mimo ze od lat tu mieszkam. Nie identyfikuje sie natomiast z
                    typowym dla Polski (i pewnie jeszcze innych miejsc, ale mieszkalam tylko w tych
                    dwoch krajach) wysadzaniem dzieci gdzie popadnie. To tak celem wyjasnienia, ale
                    to w sumie nie na temat.

                    No i wlasnie chodzi o to, ze dzieci w USA maja zwieracze takie same, a jakos
                    nie widac ich sikajacych na trawnikach. Chodzilo mi o przekaz, ze jesli sie nie
                    zaklada automatycznie, ze dziecku wypada siusiac publicznie, to jednak da sie
                    tego uniknac, nawet jesli kosztem szybszego powrotu do domu, podwojnego
                    spacerku, czy czasem przesikanych spodni.
                    • mama_kotula Re: Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 18.05.06, 22:57
                      jagoda_k napisała:

                      > to jednak da sie
                      > tego uniknac, nawet jesli kosztem szybszego powrotu do domu, podwojnego
                      > spacerku, czy czasem przesikanych spodni.

                      Być może masz rację.
                      Zastanawia mnie jedna rzecz, kwestia techniczna. Gdy mój Młody rezygnował z
                      pieluch, zawsze informował o potrzebie w ostatniej chwili. Piszesz o
                      przesikanych spodniach, tak sobie pomyślałam, że musiałabym chyba na spacer z
                      7-8 par brać i tyleż majtek. Jak się w USA rozwiązuje takie problemy?
                      PS. My nie jeździmy samochodem na spacery.
                      • jagoda_k Re: Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 18.05.06, 23:10
                        Ja tez nie jezdze samochodem na spacery smile
                        Nie przesadzasz troche z ta iloscia gatek? To ten Twoj Mlody sikal czesciej niz
                        noworodek? Mojemu zdarzylo sie kilka razy nie zdazyc, raz nawet z grubsza
                        sprawa, ale zeby tyle razy w ciagu 2-3 godzin? Gdy mojemu sie zdarzyl wypadek,
                        to byl powrot do domu, przebieranie i ponowne wyjscie. Uciazliwe, to prawda,
                        ale dalo sie i naprawde nie przypominam sobie, zebysmy robili to wyjatkowo
                        czesto czy dlugo. Moze gdy dziecko wie, ze nie ma mozliwosci wysikania sie na
                        miejscu i gdy parokrotnie sie zsiusia, to szybciej sie nauczy, ze musi
                        informowac wczesniej? Nie wiem.
                        • mama_kotula Re: Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 18.05.06, 23:58
                          jagoda_k napisała:

                          > Ja tez nie jezdze samochodem na spacery smile
                          > Nie przesadzasz troche z ta iloscia gatek? To ten Twoj Mlody sikal czesciej
                          niz noworodek?
                          Owszem. Na początku tzw. edukacji nocnikowej, zachłyśnięty nową umiejętnością,
                          sikał średnio co 10-15 minut (akurat byliśmy wtedy na wakacjach, i - o zgrozo -
                          oblewał z dumą trawniki naszej gospodyni, rzecz jasna za jej zgodą. Dlatego się
                          zastanawiałam, co bym zrobiła na podwórku - i wskutek mojego niezdecydowania, na
                          podwórko zakładałam mu, mimo protestów, pampersa.

                          > Mojemu zdarzylo sie kilka razy nie zdazyc, raz nawet z grubsza
                          > sprawa, ale zeby tyle razy w ciagu 2-3 godzin? Gdy mojemu sie zdarzyl wypadek,
                          > to byl powrot do domu, przebieranie i ponowne wyjscie. Uciazliwe, to prawda,
                          > ale dalo sie i naprawde nie przypominam sobie, zebysmy robili to wyjatkowo
                          > czesto czy dlugo.

                          Tu się z jednym zgodzę: jest to uciążliwe.
                          Widzisz, ja się generalnie z Tobą zgadzam smile) odnośnie sikania dzieci gdzie
                          popadnie (ale dla mnie krzaki w kącie podwórka, gdzie dzieci się nie bawią, nie
                          podpadają pod kategorię "gdzie popadnie" smile)).
                          Problemem były dla mnie kwestie techniczne, czyli - w takim przypadku (chodzi mi
                          o powrót do domu) - kwestia wejścia na 4 piętro z podwójnym wózkiem i dwójką
                          dzieci, z których jedno nie chodzi, bo - jak głosił napis na ścianie w toalecie
                          - nietrudno dobiec, trudno donieść big_grin

                          > Moze gdy dziecko wie, ze nie ma mozliwosci wysikania sie na
                          > miejscu i gdy parokrotnie sie zsiusia, to szybciej sie nauczy, ze musi
                          > informowac wczesniej? Nie wiem.
                          Niekoniecznie. Niedawno nie miałam możliwości "odsikania" Młodego, trzymał
                          kilkanaście minut, ale i tak konkretnie popuścił w spodnie. Droga z placu zabaw
                          do mnie do domu zajmuje średnio 15 minut.

                          W ogóle, nieco mnie śmieszy ten wątek smile, a zwłaszcza niektóre teorie zeń wzięte smile
                          Pozdrawiam
                          M.
                          • jagoda_k Re: Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 19.05.06, 03:36
                            mama_kotula napisała:
                            > Owszem. Na początku tzw. edukacji nocnikowej, zachłyśnięty nową umiejętnością,
                            > sikał średnio co 10-15 minut (akurat byliśmy wtedy na wakacjach, i - o
                            zgrozo -
                            > oblewał z dumą trawniki naszej gospodyni, rzecz jasna za jej zgodą. Dlatego
                            się
                            > zastanawiałam, co bym zrobiła na podwórku - i wskutek mojego niezdecydowania,
                            n
                            > a
                            > podwórko zakładałam mu, mimo protestów, pampersa.

                            Czemu "o zgrozo"? Co innego prywatnosc wlasnego (no w waszym przypadku
                            goscinnego) podworka, a co innego miejsce publiczne smile Przyznam, ze ja w takim
                            przypadku przeczekalabym te pierwsze dni fascynacji w domu i na podworko w
                            ogole sie nie wybierala. Moze by mi dziecie z braku tlenu i ruchu nie umarlo ;-
                            ) Co do pampersow, to ja wkladalam dzieciom na wyjscia takie wciagane jak
                            majtki dopoki nie zakonczylismy ostatecznie nauki, tzn. do kiedy zdarzaly sie
                            wpadki (nie liczac tych naprawde sporadycznych) i do kiedy nie nauczyly sie z
                            grubsza panowac nad zwieraczami.

                            > Widzisz, ja się generalnie z Tobą zgadzam smile) odnośnie sikania dzieci gdzie
                            > popadnie (ale dla mnie krzaki w kącie podwórka, gdzie dzieci się nie bawią,
                            nie
                            > podpadają pod kategorię "gdzie popadnie" smile)).

                            Jesli w poblizu rzeczywiscie nie ma toalety, to dla mnie tez nie podpadaja. Ale
                            w ostatecznosci, a nie na zasadzie, ze dziecku wolno. Niemniej moje dzieci
                            nigdy w takich krzaczkach nie sikaly. Za to corka raz wysikala sie na trawnik i
                            to w publicznym parku wlasnie smile Po prostu sciagnela majtki i zaczela sikac
                            tam, gdzie stala, zanim zdazylam ja powstrzymac. No ale zrobila to bez mojej
                            zgody i poinstruowalam ja na przyszlosc, wiec czuje sie usprawiedliwiona wink
                            A tak w ogole, to wedlug niektorych mamus wypowiadajacych sie w tym watku
                            dziecko "nie doniesie" nawet do tych krzaczkow, wiec moze sikac obok
                            piaskownicy, "bo i tak zaraz wsiaknie".

                            > Problemem były dla mnie kwestie techniczne, czyli - w takim przypadku (chodzi
                            m
                            > i
                            > o powrót do domu) - kwestia wejścia na 4 piętro z podwójnym wózkiem i dwójką
                            > dzieci, z których jedno nie chodzi, bo - jak głosił napis na ścianie w
                            toalecie
                            > - nietrudno dobiec, trudno donieść big_grin

                            Zgoda, latwo mi sie madrzyc, bo mam dzieci z czteroletnia roznica wieku. W
                            takiej sytuacji pewnie zostawilabym po prostu wozek na dole. No chyba, ze
                            mieszkasz w takiej dzielnicy, ze nawet kilka minut groziloby jego utrata.

                            > > Moze gdy dziecko wie, ze nie ma mozliwosci wysikania sie na
                            > > miejscu i gdy parokrotnie sie zsiusia, to szybciej sie nauczy, ze musi
                            > > informowac wczesniej? Nie wiem.
                            > Niekoniecznie. Niedawno nie miałam możliwości "odsikania" Młodego, trzymał
                            > kilkanaście minut, ale i tak konkretnie popuścił w spodnie. Droga z placu
                            zabaw
                            > do mnie do domu zajmuje średnio 15 minut.

                            No tak ale to byla jednorazowa sytuacja. Moze gdyby powtorzyla sie kilkakrotnie
                            Mlody zaczalby wolac wczesniej?

                            > W ogóle, nieco mnie śmieszy ten wątek smile, a zwłaszcza niektóre teorie zeń
                            wzięte smile

                            Mowisz o tej teorii, ze z siusiania na podworku sie nie wyrasta? smile Mnie tez
                            sie zdarzalo sikac na dworze dziecieciem bedac, a zobacz jakim przeciwnikiem
                            tego procederu teraz jestem big_grin Nawet raz podobno razem z siostra wykapalysmy
                            sie nago(!) w kaluzy w piaskownicy za blokiem, a teraz jakos sklonnosci
                            ekshibicjonistycznych nie mam, chyba ze liczy sie glebszy dekolt od swieta wink

                            > Pozdrawiam
                            > M.
                            >
                            Pozdrawiam rowniez.
                            • blekitny.zamek Re: Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 19.05.06, 08:55
                              Dyskusja do upadłegosmile
                              Ja tez się z Tobą Jagoda_k generalnie zgadzam,jeżeli chodzi o sikanie gdzie
                              popadniesmile
                              Tyle,że moje dzieci nigdy nie siusiały gdzie popadnie,ale w krzaczkach,w sporej
                              odległości od innych.To jest chyba różnica.
                              Co innego też np.4-latek (który juz potrafi wytrzymać)a co innego uczący się
                              maluch.Ja wole,zeby on zrobił w tych krzaczkach niz przebierać kilka razy
                              dziennie zsikane dziecko.
                              W wakacje wybieramy sie często na bardzo odległe od domu place zabaw i siedzimy
                              tam czasami wiele godzin.To co,mam w takim przypadku zabierać ze soba szafę rzeczy??
                              Może rozwiązaniem będzie apel do władz,żeby zakupiło toalety i postawiło na
                              każdym placu zabaw.Nie będzie wtedy,o co się kłócićsmile
                              pozdrawiam
                              • mama_kotula Re: Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 19.05.06, 09:41
                                blekitny.zamek napisała:


                                > Może rozwiązaniem będzie apel do władz,żeby zakupiło toalety i postawiło na
                                > każdym placu zabaw.Nie będzie wtedy,o co się kłócićsmile

                                Musiałyby być otoczone ogrodzeniem z drutu kolczastego, pod napięciem.
                                Wieczorami na podwórkach i nieogrodzonych placach zabaw zbiera się hm, niezbyt
                                ciekawe towarzystwo, co jest w stanie nawet huśtawkę z betonu wyrwać big_grinDD
                              • jagoda_k Re: Jagoda_k, pytanie z ciekawości :) 19.05.06, 15:34
                                blekitny.zamek napisała:

                                > Dyskusja do upadłegosmile
                                > Ja tez się z Tobą Jagoda_k generalnie zgadzam,jeżeli chodzi o sikanie gdzie
                                > popadniesmile
                                > Tyle,że moje dzieci nigdy nie siusiały gdzie popadnie,ale w krzaczkach,w
                                sporej
                                > odległości od innych.To jest chyba różnica.

                                Jest roznica, to prawda. I jak juz napisalam wyzej w odpowiedzi do mamy_kotuli,
                                potrafie zrozumiec przymus wysadzenia dziecka w krzaczkach. Chodzi mi o to,
                                zeby traktowac te krzaczki jako ostatecznosc, gdy juz NAPRAWDE nie ma innego
                                rozwiazania. A "zbulwersowalam" wink sie tym watkiem glownie dlatego, ze wynika z
                                niego, iz mentalnosc wielu polskich mamus jest taka, ze DOSLOWNIE wysadzaja
                                dzieci tam gdzie stoja, albo nie skorzystaja z toalety pod nosem, bo "jest
                                obrzydliwa". No jest, ale gdy mamusie przycisnie, to do niej pojdzie i dziecka
                                tez powinna tego uczyc.

                                > Co innego też np.4-latek (który juz potrafi wytrzymać)a co innego uczący się
                                > maluch.Ja wole,zeby on zrobił w tych krzaczkach niz przebierać kilka razy
                                > dziennie zsikane dziecko.

                                Wiesz, mysle, ze to moze byc jeden z powodow, dla ktorych amerykanskie dzieci
                                wytrzymuja dluzej big_grin Po prostu przecietny amerykanski maluch uczy sie korzystac
                                z ubikacji nieco pozniej i chyba wiekszosc ludzi na etapie uczenia korzysta z
                                pieluch wkladanych jak majtki, ktore nazywaja sie tu nawet training pants. Po
                                prostu inne przyzwyczajenia, wynikajace prawdopodobnie miedzy innymi z braku
                                mozliwosci wysadzenia dziecka pod krzaczkiem i duzej ilosci czasu spedzanego w
                                samochodzie.

                                > Może rozwiązaniem będzie apel do władz,żeby zakupiło toalety i postawiło na
                                > każdym placu zabaw.Nie będzie wtedy,o co się kłócićsmile

                                Przeciez my sie nie klocimy wink

                                > pozdrawiam

                                Ja rowniez pozdrawiam.
                • geve a ja tak z ciekawości zapytam 19.05.06, 22:13
                  po których znanych Tobie trawnikach w Nowym Jorku można chodzić i wylegiwać się?
                  • jagoda_k Re: a ja tak z ciekawości zapytam 20.05.06, 16:08
                    geve napisała:

                    > po których znanych Tobie trawnikach w Nowym Jorku można chodzić i wylegiwać
                    się
                    > ?

                    Pytanie chyba nie do mnie (?), bo nie ja o tym pisalam, ale wydaje mi sie, ze
                    shady27 chodzilo o to, ze trawniki sa po prostu zadbane. Bo niby napisala, ze
                    mozna po nich chodzic bez obaw wdepniecia w psia kupe, ale jednoczesnie
                    zaznaczyla, ze nie sa wydeptane.
                    Co do mnie, to ja w Nowym Jorku nie mieszkam smile A tu gdzie mieszkam
                    rzeczywiscie ludzie psie kupy sprzataja. Gorzej z gesmi. Tych jakos nikt
                    kultury nie nauczyl i wala gdzie popadnie ;-D
    • annap6 Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 19.05.06, 19:55
      A jak spróbujesz zwrócić uwagę takiej mamie(!) to dopiero ci się dostanie.
      Palacze powinnie palić tylko u siebie w domu, chcą się truć to niech się trują.
      • monika.momi Re: Kłęby dymu i siusianie dzieci na placach zaba 21.05.06, 22:58
        annap6:
        moim zdaniem przesadzasz, spaliny samochodowe, czy też fabryki
        zanieczyszczające środowisko, a teraz to już nawet żywność, bardziej cię truje,
        niż ten papieros wypalony przez jakiegoś rodzica na placu zabaw (co innego
        gdyby to było zamknięte pomieszczenie!)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja