ilosc czy jakosc?

17.05.06, 10:44

natchnelo mnie p opzreczytaniu wywiadu z renia dancewicz w TS, z
grubsza mowi renia ze jest wyrodna -gra w karty, oddaje dziecko na 2 tyg do
swojej mamy i spedza mil ozycie tak zeby jak najmniej ucierpiec z tego powodu
ze sie ma dziecko. Moje pytanie jest takie czy da zjesc ciastko i miec
ciastko czyli spedzac z dzieckiem malo czasu, oddawac do babci itd
ijednoczesnie miec fajne, poukladane dziecko z kt sie ma dobry kontakt??
Bo ja sie cos boje ze wszystk oma swoje konsekwencje i im mniej dziecku czasu
poswiecamy tym mniej ono bedzie blizej nas i za la t10 czy 15 nie bedzie na
tyle zzyte z rodzicami zeby sie im zwierzac i meic tzw. dobry kontakt.
Co wy na to??
    • mieszkowamama Re: ilosc czy jakosc? 17.05.06, 11:08
      W gazecie "Rodzice" jest artykuł na temat "jakość czy ilość".
      Ja nie wiem... ale jedno mnie przeraża... że tak mało czasu spędzam ze swoim
      dzieckiem...
    • antonina_74 Re: ilosc czy jakosc? 17.05.06, 11:10
      Gdzieś pośrodku. Żeby i mieć swoje życie poza dzieckiem, wyjścia, znajomych,
      ale jednocześnie nie udawać że nic się nie zmieniło. Do babci tak ale na 2 dni
      nie 2 tygodnie, w karty jak najbardziej ale niekoniecznie codziennie i
      wlaściwie czemu nie można grać w karty przy dziecku smile I na dyskotekę można i
      upić się ze znajomymi, tylko w rozsądnych granicach, nie co drugi dzień a raz,
      dwa na miesiąc.
      Jakość na pewno jest ważna, ale nie da się wychować dziecka spędzając z nim
      20 "intensywnych" minut dziennie. A w ogóle jak ktoś decyduje się na dziecko to
      podejście "jak najmniej ucierpieć" jest takie... niedojrzałe. Po co komu
      dziecko jak kojarzy mu się tylko z cierpieniem, ograniczeniami - po to żeby się
      pochwalić w gazecie że się urodziło?
      • edytafg1 Re: ilosc czy jakosc? 17.05.06, 11:52
        no ale renia sama przyznaje ze wpadla idziecka nie chciala..
        • kaleta76 Re: ilosc czy jakosc? 17.05.06, 12:11
          ja mysle ze i ilosc i jakosc. przeciez nie da sie okazac uczuc w 20 minut
          dziennie.ja mimo ze pracuje, to poswiecam dziecku cały wolny czas. po prostu :
          spotykam sie ze znajomymi i dziecko jest ze mna, przeciez to nie jest cos
          zbednego, to nie jajko ktore mozna dac babci zawsze gdy bedziemy chcec. mysle
          ze dziecko tez czuje sie w tej sytuacji dobrze, wie ze zawsze moze na mnie
          liczyc, ze nie jest 5 kolem u woza, ja wtedy naprawde swietnie sie relaksuje-z
          jednej strony moge rpozmawiac z przyjac. ale tez mam swoja pocieche, ktora
          oczywiscie jest zajeta zabawa, ale jakby co moze liczyc na mame. kiedys tak
          sobie pomyslalam-oczywiscie nie potepiam mam ktore zostawiaja pociechy pod
          opieka babc-czy ja na pewno bedac osoba starsza bede miala ochote siedziec jak
          sie dziecio spodoba z wnukami- pewnie nie, ale nie wypada odmowic dziecku.
          dlatego teraz nie robie tego swoim rodzicom.oczywiscie odwiedzamy sie, maja
          kontakt z dzieckiem ale nie bylo jeszez sutuacji abym zostawila mala na caly
          dzien. czasami nawet jestem zła ze tak mało czasu poświecam malej- bo chodze
          do pracy-ale niestety takie czasy. mysle ze kiedys sie to na nas nie odbije.oby
          nie.
        • agastrusia Re: ilosc czy jakosc? 17.05.06, 13:25
          Ale to że się zaliczyło wpadkę to nie znaczy, że trzeba udawać iż nic się nie
          stało. To w taki razie mogła wogóle oddać dzieck do adopcji i mieć święty
          spokój. Tak troche przesadnie ale tak mnie naszło wink
          • lola211 Re: ilosc czy jakosc? 17.05.06, 14:17
            Ale przeciez my nie wiemy jak ona sie swoim dzieckiem naprawde zajmuje, wiec
            nie jestesmy uwazam uprawnione do oceniania czy robi dobrze czy źle.Lubi sobie
            pograc w brydza i nie uwaza, by posiadanie dziecka bylo powodem, aby z tej
            przyjemnosci zrezygnowac- zas granie z dzieckiem przy boku to nieporozumienie
            IMO.Znam matki, ktore zostawiaja male dzieci na pare miesiecy , bo musza
            wyjezdzac za granice czy do innego miasta ze wzgledow zawodowych.
            Nie przepadam za Dancewicz, jakos drazni mnie ta kobieta, ale nie oceniam jej
            negatywnie jako matki, bo za malo na ten temat wiem.
            • agastrusia Re: ilosc czy jakosc? 17.05.06, 16:01
              Ano i owszem. Niemniej jednak dziwi mnie toszeczke fakt, że ludzie którzy ze
              względów ekonomicznych mogą sobie pozwolić na poświęcanie więcej czasu swoim
              dzieciom, nie robią tego tylko wysługują się babciami i niańkami do tego
              stopnia, że dziecko wkońcu nie wie kto jest mamą a kto nie.
              • ldzida12 Re: ilosc czy jakosc? 17.05.06, 23:32
                Cześć!
                Zgadzam się z agastrusia. Ja co prawda jestem teraz na zwolnieniu (jestem w 9
                miesiącu ciąży) i mój 4 -letni syn jest teraz cały czas ze mną. Nie chodzi
                nawet do przedszkola ponieważ chce aby miał ze mna częstszy kontakt niż jak
                pracowałąm po 10 godzin dziernnie. wcześniej bywało że szłam do pracy on do
                przedszkola a gdy wracałam to już spał. Może i dlatego zdecydowałam się na
                drugie by zwolnić życie a nie gonic za pieniądzem. Owszem nie jest nam teraz
                łatwo, ale mam satysfakcję że n iezaniedbuje mojego dziecka. Kocham go i moje
                drugie dziecko. Jeśliu chdzi o spotkania ze znajomymi. Owszem czasem spotykam
                się sama bez dziecka, ale w tedy siedzi mój mąż z synem, albo poprostu zabieram
                małego ze sobą. Też powinien chodzić z nami do znajomych. Posiadanie rodziny i
                dziecka to już nie zabawa to odpowiedzialność. Naprzykład moja bratowa i brat
                wysługują sie moją mamą. uważam że za bardzo, bo nawet podejmując decyzję o
                dodatkowej pracy (bratowa ma dwie prace) nie uzgodnili z moją mamą czy zgadza
                się siedzieć z dzieckiewm. Z góry zakładają że tak. Znów moja teściowa dorabia
                jako niańka u młodej dziewczyny , która pracuje w bibliotece szkolnej i jak
                szkoła ma wolne to i ona, ale moja teściowa musi nawet w te dni wolkne jeździć
                bo mamusia musi sobie paznokcie zrobić TV pooglądać, a synek jej przeszkadza. A
                nawet ostatnio jak teściowea się pochwaliłą że zostanie znowu babcią to
                powiedziała jej (oczywiście ta matka)( że ona może by zdecydowałą się na drugie
                ale teściowa musiałaby u niej być 24 h na dobę. I czy tacy powinni mieć dzieci.
                Zresztą to temat jak woda. Każdy ma swoje sumienie i wogóle. Pozdrawiam Lidia.
      • mruwa9 Re: ilosc czy jakosc? 17.05.06, 12:12
        antonina_74 napisała:

        > > wlaściwie czemu nie można grać w karty przy dziecku smile

        Bo dziecko karty zabiera tongue_out

        Tez jestem wyrodna matka. Na co dzien nie mam w ogole czasu na wlasne
        przyjemnosci (poza krotkimi chwilami przy kompie),czas dziele miedzy dzieci,
        prace i dom, wiec z ulga sprzedaje mlode dziadkom na wakacje, w tym roku na
        ponad miesiac, dzieciom krzywda sie nie stanie, a my bedziemy mieli szanse na
        zregenerowanie wlasnych sil i malzenstwa.
    • driadea Re: ilosc czy jakosc? 17.05.06, 12:44
      Moim zdaniem liczy się i ilość i jakość. Przez pierwsze lata dziecko powinno
      być z matką (wiem, to trudne, gdy trzeba iść do pracy po 16 tygodniach). IMHO,
      rzecz jasna
    • 76kitka Re: ilosc czy jakosc? 17.05.06, 13:35

      Chyba im mniejsze dziecko tym bardziej potrzebuje kontaktu z rodzicami, a właściwie z jakąś najbliższą osobą, oddaną i kochającą. napewno dziecko nie cierpi z tego powodu, że takie osoby ma dwie, to znaczy babcię i mamę, ale obawiam się, że takie przerzucanie dziecka od mamy do babci może byc dla dziecka czasem przykre. Ja pamietam, że gdy moja siostrzenica miała roczek siostra trafiła do szpitala zakaźnego, w którym spędziła trzy tygodnie, w tym czasie mała była u nas, gdy siostra wróciła mała Jej nie poznała, nie chciała iśc do Niej, kilka dni siostra mieszkała z nami, aż mała sie do Niej przyzwyczaiła, bo jak tylko chciąła z Nią wyjść za drzwi był ryk i wołanie babci. Może niektóre dzieci mają taką zdolność adaptacji, że nie odczuwają dotkliwie zmiany babci na mamę i mamy na babcię co kilka, kilkanaście dni. Szczerzwe mówiąc nie jestem ani za tym by się dziecku poświęcać w całości, bo wtedy wiele kobiet ma poczucie, że się ofiarowało i ma jakieś roszczenia względem dziecka, ale takie wycofane macierzyństwo, w stylu "przyjdz kochanie do mamy wtedy gdy mama będzie miała ochotę byc mamą" napewno tez nikomu nie służy. Napewno macierzyństwo nie musi oznaczać zamknięcia w domu i usunięcia sie ze świata, rezygnacji z wszystkiego co się lubi i co sprawia przyjemność. Ale dziecko to nie rzecz, z Jego potrzebami i uczuciami trzeba się liczyć.
    • haganna Re: ilosc czy jakosc? 17.05.06, 22:46
      A ja się czasem zastanawiam po co te panie decydowały się na dziecko.
      Znam dziewczyny, które widują swoje maleńkie dzieci dwa razy w miesiącu (w
      weekend). Żadna z tych weekendowych mam nie miała trudnej sytuacji materialnej -
      wręcz przeciwnie. Nie było żadnych przeciwskazań, żeby dzieci były z nimi (pod
      opieką niani). Zamiast tego dziecko wychowują babcie. Dla mnie to chore.
      Moja teściowa wyjechała na wczasy do Bułgarii, gdy mąż miał 2,5 miesiąca. Potem
      też często wyjeżdżała - na tydzień, dwa. Mąż miał chorobę sierocą.
      Teraz, na starość, odwróciło się jej w drugą stronę. Zachowuje się histerycznie
      i czasem mam wrażenie, że się nie może od swojego syna odpępnić.

    • mruwa9 a mnie natchnelo 18.05.06, 08:23
      po przeczytaniu tych postow, ze dobra matka- Polka powinna w 100% wyrzec sie
      wlasnych przyjemnosci i zainteresowan i w pelni poswiecic sie dziecku/dzieciom,
      ewentualnie pracy. Wszelkie marnotrawienie czasu na czynnosci w stylu gra w
      karty, wyjscie do znajomych bez dziecka czy samotne polazenie po sklepach jest
      niemoralne.
      Pragne tylko zauwazyc, ze takie matki-cierpietnice wcale nie musza byc
      lepszymi mamami, umeczone macierzynstwem 24/dobe przez 365 dni w roku. A gdzie
      czas na regeneracje sil? Poza tym matki rezygnujace z wlasnych zainteresowan w
      imie dobra dzieci, bardziej cierpia na syndrom opuszczonego gniazda, gdy dzieci
      opuszczaja dom, bo wowczas caly swiat kobiety (dzieci) przestaje istniec. I byc
      moze te matki maja wiekszy problem z odpepnieniem sie od wlasnych dzieci, gdy
      calutka energia szla w wychowanie potomstwa, a to mialo czelnosc,
      niewdziecznicy, zostawic matke sama na starosc i zalozyc swoje rodziny.
      Nie czytalam wywiadu, nie wiem, w jakim wieku jest dziecko Renaty Dancewicz,
      ale juz 3-4-latkowi krzywda sie nie stanie, gdy 2 tygodnie w roku czy kilka
      godzin w tygodniu zostanie pod opieka kochajacych dziadkow, ewentualnie niani,
      a matka tworzy sobie wentyl bezpieczenstwa w imie wlasnej, dobrej kondycji
      psychofizycznej.
      • antonina_74 Re: a mnie natchnelo 18.05.06, 10:59
        Ale czy Ty w ogóle czytalaś co napisałyśmy? np. ja co napisałam?
        Nie podoba mi się idea matki cierpiętnicy. Nie podoba mi się też model matki
        podfruwajki - zajmę się tobą jak akurat będę mieć wolną chwilkę, teraz idź do
        babci bo ja gram w brydża.
        Mnie w tej wypowiedzi przeraża podejście "jak najmniej ucierpieć". jakby
        przebywanie z własnym dzieckiem było cierpieniem.
        To po co mieć dzieci, żeby się ubiczować?
        Nie odpowiada mi model macierzynstwa "24/7 z dzieckiem na rękach/u nogi/na
        kolanach" ale też i taki gdzie dziecko jest złem koniecznym i trzeba się go jak
        najszybciej pozbyć, zostawić komuś i mieć spokój.
        Moje dziecko jeździ do babci na weekend raz w miesiącu bo samo chce. Ale kiedy
        dziadkowie chcą go brać częściej do siebie zwykle odmawiamy bo i my chcemy z
        nim pobyć w weekend, porobić coś razem, pogadać, zjeść wspólnie obiad. Był raz
        na wakacjach z babcią, sam, kiedy ja byłam w szpitalu. Ale teraz nie ma takiej
        potrzeby, chcę na wakacjach pokazywać mu świat ja a nie babcia, niania czy kto
        inny.
        Dziecko to człowiek, taki sam członek rodziny jak mama czy tata. Nie można go
        wyłączyć jak się akurat znudzi. Jest męczące ale jest też świetnym
        towarzystwem.
        No i - kiedyś trzeba dorosnąć. Jak ktoś chce być sobie matką bez zobowiązań,
        wolną jak ptak niedojrzałą dziewczynką to niech sobie kupi rybki, bo kota
        byłoby szkoda dla takiej osoby. I jeszcze publiczne wyznania że nie chciało się
        dziecka. czy ona kiedykolwiek pomyślała że dziecko dowie się o takiej
        wypowiedzi którą mamusia puściła do gazety czy telewizji?
        Dziecko musi zmienić życie, tak czy owak. Nie da się mieć dziecka i udawać że
        go nie ma, trzeba choć trochę ograniczyć swoje pasje, zainteresowania, nie
        całkowicie ale dostosować do nowej sytuacji, do nowego człowieka.
      • alpepe Re: a mnie natchnelo 18.05.06, 11:46
        Jeśli to ten wywiad, który kiedyś czytałam, to Dancewicz jest piękną kobietą i
        tyle. W wywiadzie, który czytałam, ona dopiero co urodziła dziecko, ono miało
        może ze trzy miesiące, a ona pisała właśnie o wyjściach i wieczorach z kartami.
        Wniosek był jeden, musiała nie karmić piersią.Inaczej nie odrywałaby się z taką
        łatwością od maleństwa.
        Zresztą były w tamtym wywiadzie i inne rzeczy, które mnie do Dancewicz nastawiły
        negatywnie. Piękna kobieta, ale głupia, jak na mój gust. Nie chciałabym mieć
        takiej pustej kobiety za matkę/przyjaciółkę czy żonę.
      • agastrusia Re: Nieprawda! 18.05.06, 11:58
        Tylko nie powinna udawać, że dziecka nie ma. Ono jest i potrzebuje naszej
        opieki bo samo sie sobą nie zajmie. Można też sobie tak zorganizować czas żeby
        kożystać z uroków życia niepozbywając się dziecka na dwa tygodnie z domu. Nie
        popadajmy w skrajności.

        ale juz 3-4-latkowi krzywda sie nie stanie, gdy 2 tygodnie w roku czy kilka
        > godzin w tygodniu zostanie pod opieka kochajacych dziadkow, ewentualnie
        niani,
        > a matka tworzy sobie wentyl bezpieczenstwa w imie wlasnej, dobrej kondycji
        > psychofizycznej.

        Oczywiście, że nic sie nie stanie. Ale co jeśli są to dwa tygodnie w miesiącu?
    • mama_misi Re: ilosc czy jakosc? 18.05.06, 09:53
      Ja uważam, że czasami jakość zalezy od ilości.
      Poświecam się od prawie 3 lat wyłącznie córeczce. Wszystko kręci się wokół
      niej. Mała u babci zostaje najwyżej 2-3h i to może raz w miesiącu. Początkowo
      mi to odpowiadało - było dla mnie cudowne. Byłam dumna, ze moja córcia się tak
      świetnie rozwija - zna kolory, potrafi układac puzzle, potrafi godzine słuchać
      czytanych bajek itp. To wszystko była moja zasługa smile Jednak od ok pół roku
      jestem juz tym zmęczona. Mała coraz częściej wyprowadza mnie z równowagi, mimo,
      że jestem z nią cały dzien coraz częściej właczam bajki w tv. Ostatnio u nas
      ilość przekłada się na "marną" jakość. Mała na dodatek wymaga specjalnej opieki
      ze względu na swoja chorobę, ale ja myślę, aby pójść do pracy na pół etatu.
      Wierzę, ze w ten sposób odzyskam dawny zapał i czerpanie przyjemności z bycia z
      dzieckiem. Jestem przeciwniczką pozbywania się dzicka na 2 tygodnie w m-cu ale
      napewno dobrze zrobią wszystkim weekendowe rozstania, oczywiście od czasu do
      czasu. Musze nad tym popracować wink
    • tynia3 Jakość=ilość również (n/txt) 18.05.06, 12:03

      • edytafg1 Re: Jakość=ilość również (n/txt) 19.05.06, 14:58
        bardzo dziekuje wszystkich za wypowiedzismile)milo tak fajnie pogadac smile
Pełna wersja