krzyk i krytyka

27.07.06, 16:20
Jeszcze raz ja, bo sie zdenerwowalam i musze napisac, bo komu powiem jak nie
Wam?
Nie wiem, czy są ludzie idealni, czy są wzorem w swoim postępowaniu, ale
najlepiej jest krytykowac kogos. Do rzeczy - przyklad z mojego zycia (srzed
pol godziny).
Zajmuje sie córką sama, mąż pracuje i widzi małą max. 3-4 godzinki na dobę.
Mam jeszcze mamę i siostrę, które przychodzą do mnie od czasu do czasu i
potrafia tylko krytykowac.
A chodzi o to,że moja córka jest bardzo aktywna, broi na całej linii. Jest
już świadoma i wie co do znaczy nie i nie wolno. Znoszę to wszystko bardzo
dzielnie. Ale gdy po raz setny mówie "nie", a ona patrzy mi sie prosto w oczy
i wypluwa papke marchewkową na podloge (dywan), albo gdy po raz setny
mówie: "nie wolno" gdy ściąga ubrania z suszarki i o mały wlos nie zwali
calego ciężaru na siebie, a ona patrzy mi sie w oczy i z usmieszkiem na
twarzy sciaga te ubrania, albo gdy przechyla butelke z piciem do gory nogami
i zalewa wszystko (tapczan, meble, panele...) i albo sie poslizgnie na mokrym
i rypnie glowa o podloge, albo przychodzi do mnie i robi nunu bo wie ze zle
zrobila, a ja wczesniej tysiac razy powtarzalam ze nie wolno rozlewac, to po
setnym "nie" w koncu wybucham i krzykne na nia konkretnie, bo po prostu nie
wytrzymuje. A ze okna latem mam potwierane i dom z pustaków to krzyk sie
niesie. A wtedy moja mama wpada, czemu krzycze na mala i moja siostra
przychodzi i mowi zebym nie krzyczala tak bo ludzie mowia ze sie wyzywam na
dziecku. Nie dre sie przeciez caly czas, od czasu do czasu krzykne i co,
jestem taka zla? Inne matki nie krzycza na swoje dzieci? Moze tylko ja jestem
taka wyrodna, ktora nie bije dziecka tylko krzyczy (po dluuuugim spokojnym
tlumaczeniu ze nie wolno)? Powiedzcie mi, bo moze powinnam sie zastanowic nad
swoim postepowaniem? Bo moze tylko ja na tym calym swiecie krzycze na swoje
dziecko?
Przepraszam za bledy i byc moze bezsensowny watek, ale jestem zdenerwowana i
pisze szybko i juz bym chciala byc pocieszonacrying
    • gosiula81 Re: krzyk i krytyka 27.07.06, 16:24
      jeszcze tylko dodam, ze nikt nie zauwaza jak kocham corke, jak z nia rozmawiam,
      jak do niej mowie, jak sie z nia bawie, jak mowie ze ja kocham, kazdy tylko
      widzi to zlo, ktore jest naprawde sporadyczne. Taki jakis smutek mnie naszedl.
      • vatum Re: krzyk i krytyka 05.08.06, 08:53
        Tobie przykro... A jak by ci było gdyby twoja matka wszystkim ludziom opowiadała, że katujesz dziecko? Że dziecko całe dni płacze a ty się nim nie zajmujesz tylko siedzisz w internecie...
        Jakby to było gdybyś była non-stop z dzieckiem i nikt by ci nie pomagał a dziecko jest przewlekle chore i jest wiecznie rozdrażnione i dlatego płacze.
        Jakby to było gdybyś otwierając rano oczy była już strzępkiem nerwów i zamiast kawy brałabyś validol i parzyła melisę?
        Jakby to było gdybyś codziennie płakała z braku sił... ze zmęczenia... z bezradności...
        Krzyczysz na córkę... bo nie chcesz jej bić. Ja też czasem krzyczę ale nie biję. Przyjaciółka mojej córeczki cały czas dostaje klapsy w tyłek. W domu, na spacerze, na placu zabaw. I nikt o jej matce nie powie, że katuje dziecko, czy że źle wychowuje.
        Czasem jak usiądę już całkiem załamana a mała się drze jak to ona, tak jakby ktoś ją ze skóry obdzierał, to myślę czy by samej nie wezwać policji i nie powiedzieć im: zabierzcie mi dziecko bo jestem złą matką, bo nie daję sobie rady i nie mam już sił....
    • bri Re: krzyk i krytyka 27.07.06, 16:44
      Pewnie, że czasem się krzyknie choćby po to, żeby dziecko odciągnąć od czegoś
      zanim się zdąży do niego dobiec ale to raczej wychowawczo nic nie daje; może
      tylko daje mamusi upuścić trochę pary.

      Trzeba się tak zorganizować, żeby dziecko miało jak najmniej możliwości
      brojenia: suszarka poza zasięgiem, pić dawać na siedząco w kuchni i jak się
      napije zabierać butelkę, jeść dawać też na siedząco, przy stole, w śliniaczku z
      kieszonką. Wypluje raz zapowiedzieć, że jeśli zrobi to jeszcze raz to posiłek
      się skończy i zrobić tak w razie czego, itp. I powtarzac w kółko cierpliwie
      jakie są zasady. W końcu zrozumie ale na absolutne posłuszeństwo i tak nie ma
      co liczyć.

    • twarz2 Re: krzyk i krytyka 27.07.06, 17:32
      Ja tam pokrzykuje i wcale nie uważam, że to nic nie daje. W przypadku mojego
      dziecka daje - nie zawsze krzycze jak sie zdenerwuje potwornie. Czasem krzycze
      na spokojnie jak wiem, ze nic innego nie dociera. I nie czuje sie jakaś wyrodna.
      Z dzieckiem też większych problemów nie mam, jak niektóre "spokojne" mamusie.
    • edytkus Re: krzyk i krytyka 27.07.06, 17:44
      moja corka wypisz wymaluj jak Twoja, ja tez krzycze i tylko czekam az sasiedzi policje na mnie wezwa
      • gosiula81 Re: krzyk i krytyka 27.07.06, 18:02
        Dzięki za słowa otuchy. Sąsiedzi niech się zajmą swoimi sprawami a nie wtykają
        nosy w nie swoje oknasmile I jak którys mi coś powie to powiem, że to moja sprawa
        jak wychowuje swoje dziecko. Wkurza mnie to, ze kazdy udaje takiego swietoszka,
        a w domu pijanstwo, przeklenstwa, awantury.
        Pozdrawiam
    • a.lenard Re: krzyk i krytyka 27.07.06, 18:14
      hehe no jakbym czytała o sobie i córeczce, dokładnie tak samo robi, no oprócz
      plucia marchewką smile tez krzyczę jeśłi broi specjalnie, jeśli 100 razy mówię a
      ona z uśmiechem robi swoje i potem pokazuje palcem nunu. Nie przejmuj się ,
      minie jej i wtedy tobie minie.
    • zazazi Wypisz wymaluj 27.07.06, 21:39
      to moja rodzinka. Tysia jest niesforna, broi z uśmiechem na kazdym kroku. Może
      nie krzykiem ale dobitnym głosem zdarza mi się powiedzieć, że nie wolno. Mąż
      wraca do domku na 2 godzinki przed snem małej i czasami zdrza nam się pokłócić -
      to wszystko przy otwratych oknach, i co? W efekcie "panie z piaskownicy", która
      jest pod naszymi oknami, są na bieżąco z naszymi problemami.
      Wyluzujmy dziewczyny, bo chyba każdy przez to musi przejść wink
    • enhe Nie pocieszę Cię. Źle robisz. 27.07.06, 21:59
      Nie krzyczę, bo na mnie krzyczano crying i do dziś mam o to żal. Są inne metody,
      uwierz mi. A krzyk działa destrukcyjnie i na Ciebie i na dziecko. Tobie
      przejdzie - dziecko zapamięta. Ja pamiętam crying.
      • inez21 Re: Nie pocieszę Cię. Źle robisz. 28.07.06, 00:08
        Enhe-to wszystko zależy od tego jakie ma się dzieci i ile czasu spedza z nimismile
        Ja mam dwóch urwisków o takich temperamentach,że poprostu nie da się ich
        opanowac.Gdziekolwiek z nim się pojawiam wszyscy się dziwią jak ja wytrzymuję.w
        każdym miejscu i w każdej sytuaacji znajdą sposób aby coć zbroić.
        w domu mówienie i tłumaczenie że czegoś nie wolno jest zbędnym wysiłkiem.Jedynym
        sposobem jest chowanie wszystkiego do czego nie powinni mieć dostępu.Na podwórku
        ich ulubionym zajęciem jest wysypywanie piasku z piaskownicy na trawnik i
        odkręcanie kranów wokół domu.
        Zyczę ci choć jednego dziecka o takim temperamencie,a ciekawa jestem czy wtedy
        też będziesz wygłaszać takie teoriesmile
        Obok nas mieszka szwagier który ma trzyletnią córkę(moje mają 2 lata i 6
        lat)Jest to dziewczynka która raz skarcona za jakąś rzecz nigdy więcej tego nie
        zrobi,a wypuszczona na podwórko conajmniej pół godziny stoi w jednym miejscu i
        nie rusza się.
        Moje dizeci maja naprawdę ogniste temperamenty a ja spędzam z nimi dużo czasu i
        czasem krzyk jet reakcjąobronną która chroni mnie przed zwariowaniemsmile))

        Pozdrawiam
        • evitaa5 Re: Nie pocieszę Cię. Źle robisz. 28.07.06, 07:32
          U mnie jest tak samo. Jeżeli powtarzam dziecku kilkakrotnie, że czegoś mu nie
          wolno a on i tak to robi to krzyknę i to porządnie potrafię się wydrzeć. Staram
          się nie dawać klapsów ale i to się zdarzy. Mały ma 4 lata i dokładnie wie, co
          mu wolno a czego nie a i tak cały czas stara sie naginać zasady i próbować na
          ile może sobie pozwolić. U mnie z cierpliwością to też jest akurat kiepsko ,
          więc wydrzeć się na niego czasami mi się zdarzyć i też mam gdzieś sąsiadów.
          Czasami nawet zdarzy mi się przekląć jak już całkiem jestem wyprowadzona z
          równowagi i co, czy to znaczy że jestem złą matką? Nie wydaje mi się, bo
          właśnie tacy potępiający to tylko zło widzą, ale tego jak się przytula dziecko
          i się mówi że się je kocha, to tego już nie widzą.
        • enhe Re: Nie pocieszę Cię. Źle robisz. 28.07.06, 08:47
          Nie musisz się tłumaczyć wink
          Da sie inaczej, niż krzykiem, tylko to wymaga wielkiego wysiłku. Tyle.
          pzdr
          • enhe Re: Nie pocieszę Cię. Źle robisz. 28.07.06, 08:47
            Powyżej to było do Inez.
            pzdr
            • inez21 Do Enhe 28.07.06, 12:18
              ja włąsciwie to nawet się nie tłumaczę ,tez staram się jak najmniej krzyczec na
              moje dzieci i nie podnosić na nie ręki.najbardziej tylko meczy mnie to,że moje
              otoczenie uwaza że moje dzieci są takie jakie sa poniewaz ich nie bijesad
              chciałam tylko uswiadomić że sa naprawde rózne dzieci.jednym wystarczy kilka
              razy powtórzyć że czegoś nie wolno,a do innych poprostu nic nie dociera.Mój
              starszy synek,uwielbia odkrecanie kranów na podwórku robi to od kiedy skonczył
              rok,tak więc już 5 lat tłumaczymy mu,że "nie wolno" były rózne kary nic nie
              skutkuje.Rok temu byliśmy na weselu i mama moja go pilnowała,on odkrecił
              szlauch,polał woda moją mame ,siostry córeczke i ludzi którzy akurat
              przechodzili ulicąsmile
              jedyną metodą skuteczną jest zdjecie tego pokretła które słuzy do odkręcania
              wody i tak tez robimy.takie przykłady moge mnożyc na kazdym kroku.
              Jak widzę córeczkę szwagra która porusza sie w tempie 5 kroków na minute i
              cgodzi dwa dni w jednym ubranku( ja moich przebieram kilka razy dziennie) to
              poprostu im zazdroszczęsmile))

              Uwierz że są naprawde rózne dzieci nie zawsze łagodne słowo skutkujesmile

              Pozdrawiam!!!
              • enhe Re: Do Enhe 28.07.06, 12:32
                Zgadzam się - dzieci są różne. Ale krzyk tak czy siak jest zły. To żadna nowość.
                Krzyk pozwala na krótkotrwałe osiągnięcie etektu (przestaję robić coś, nie
                dlatego, że rozumiem, ale dlatego, że na mnie krzyczą), zastrasza, przyzwyczaja
                do agresji słownej.
                I nie mówimy o sporadycznym KRZYKNIĘCIU (trudno nie krzyknąć, gdy dziecko np.
                nagle biegnie w kierunku ulicy), mówimy o KRZYCZENIU na dzieci w domu, codziennie.
                Rodzice, którzy n.a.d.używają podniesionego głosu są po prostu toksyczni i
                destrukcyjni.

                pzdr
    • mika_p Re: krzyk i krytyka 28.07.06, 10:57
      A w jakim wieku jest ta świadoma dziewczynka? Bo z opisu (papka, nunu)
      wychodzi, ze więcej niż 2 lata nie ma, raczej bliżej roku bym ją sytuowała -
      jeśli jest w takim wieku, to jeszcze za wczesnie na rozumienie, że nie to nie i
      zawsze nie.
    • madziulaw Re: krzyk i krytyka 28.07.06, 15:46
      Mnie też się zdarza krzyknąć na synka, klapsy też się zdarzają.
      Ale ale ---rzeczywiście najlepszym sposobem na wyegzekwowanie poprawy jest
      system - kar i nagród - stosowany KONSEKWENTNIE np. jeszcze raz tak zrobisz nie
      dostaniesz lizaka, nie obejrzysz bajki itp.

      wiesz, każdemu moze się zdarzyć, ze siądą nerwy, ale warto poszukać innych
      metod, bo inaczej i ty będziesz nerwowa i dziecko, a po co?


      uściski
      • gosiula81 Re: krzyk i krytyka 28.07.06, 22:51
        Do mika_p: moja córka ma 14 miesięcy, ale naprawde wie co to znaczy "nie"
        i "nie wolno". Rozumie doskonale zakazy, tylko nieraz perfidnie je łamie. Wiele
        razy zdarzało sie ze posluchala, ale jesli chodzi o najbardziej zakazane
        rzeczy - wtedy opór na całego. Nie wymagam od niej, zeby raz na zawsze
        zapamietala ze ta rzecz jest zla, ale zeby w danej chwili posluchala. Przeciez
        ja jej zakazuje dla jej dobra.
        Do enhe: zgadzam sie w 100% ze krzyk jest zły. Codziennie rano gdy wstaje
        obiecuje sobie, ze nie krzykne. Ale do czasu. Nie krzycze na nia codziennie,
        ale jak juz krzykne to konkretnie, czego pozniej zaluje. Z checia dowiem sie
        jakie sa jeszcze (oprócz tłumaczenia, krzyku i bicia)sposoby na to, aby dziecko
        Cie posluchalo.
        • enhe Re: krzyk i krytyka 28.07.06, 23:08
          gosiula81 napisała:


          > Do enhe: zgadzam sie w 100% ze krzyk jest zły. Codziennie rano gdy wstaje
          > obiecuje sobie, ze nie krzykne. Ale do czasu. Nie krzycze na nia codziennie,
          > ale jak juz krzykne to konkretnie, czego pozniej zaluje. Z checia dowiem sie
          > jakie sa jeszcze (oprócz tłumaczenia, krzyku i bicia)sposoby na to, aby dziecko
          >
          > Cie posluchalo.

          To zastanów się nad sobą. Jak Ty reagujesz, gdy ktoś się na Ciebie wydrze. Co by
          było, gdyby np. mąż rozdarł się z tego powodu, że nie podzielasz jego zdania
          (przecież on chce dobrze, bo tak mu się wydaje).
          U nas działa cierpliwość i konsekwencja. Czasem staramy się być zapobiegliwi i
          nie dopuszczać do pewnych sytuacji. Różnie, kwestia wyczucia. Ale pracować
          trzeba przede wszystkim nad sobą, nie nad dzieckiem.
          Krzyk "rezerwuję" na sytuacje ekstremalne.
          P.S. Jeszcze raz powtórzę - jestem dorosła, dzieciństwo miałam dobre a krzyk i
          tak pamiętam... i nie są to miłe wspomnienia. Rób jak chcesz, ale ja się krytyce
          krzyku nie dziwię.
          pzdr
        • annanaska Re: krzyk i krytyka 29.07.06, 00:13
          > Do mika_p: moja córka ma 14 miesięcy,...

          Nie chcę Cięstraszyć, ale czeka Cię teraz zbuntowany dwulatek i uparty trzylatek...
          • jakw Re: krzyk i krytyka 04.08.06, 21:29
            annanaska napisała:

            > > Do mika_p: moja córka ma 14 miesięcy,...
            >
            > Nie chcę Cięstraszyć, ale czeka Cię teraz zbuntowany dwulatek i uparty
            trzylatek...

            A potem straszny 4-latek, upierdliwy 7-latek, zbuntowany nastolatek...Za jakieś
            20 lat powinno być już trochę lepiej ;-/
            • nicole369 Re: krzyk i krytyka 04.08.06, 22:05
              Jedyny post, który mnie nie załamał to post yeoniki. Reszta to typowe bla, bla
              gazetowe, które obrzydło mi się juz dawno. Od 2lat i 4 miesiecy czytam ciągle
              to samo. Wyrzeknij sie siebie, poswieć sie na 100%, nie jedz, nie śpij, nie
              pracuj, tylko wychowuj swoje dziecko, bo ono jest najwazniejsze. Co ma zrobić
              kobieta, która ma ich 3, 4 lub więcej? Brak mi słów na te wszystkie
              mądralińskie mamusie. Moja mama dała mi nie raz w pupę i w buzię ( jak byłam
              starsza )i jestem jej za to wdzięczna, bo byłam niepokorna, nieusłuchana i
              wredna, a wyrosłam na całkiem normalna osobę i mam wspaniałe relacje z mamą.
        • mika_p Re: krzyk i krytyka 31.07.06, 00:25
          Gosiu, 14-miesięczniak to jeszcze malutkie dziecko, nie ma w sobie perfidii,
          złośliwości ani zdolności rozróżnienia dobra od zła.
          Ma za to silne parcie na poznawanie świata i zdobywanie nowych umiejętności.
          Dlatego mimo bólu wspina się po raz kolejny na schodek i na konika. Gdyby
          upadek je zrażał, to nigdy nbie naucyzłoby sie chodzić, biegać, wchodzić po
          schodach - bo upadek byłby nauczką. Owszem, jest, ale w takim sensie, że
          dziecko uczy się jak go unikac wykonując czynność, a nie unikając czynności.

          Nie oczekuj posłuszeństwa.
          Nie za pierwszym, drugim, dziesiątym, pięćdziesiatym razem. Może za setnym.

          Eksepryment naukowy musi być powtórzony setki razy, aby uznano, że potwierdza
          teorię - dziecko bada swiat w ten sam sposób, wykonując setki razy
          doświadczenie. Po którymś razie uznaje, ze świat działa w określony sposób i
          zajmuje się czymś innym.
          Do tego jeszcze dzieci w takim wieku charakteryzują się niewiarygodną
          konsekwencją w dążeniu do celu i byle "nie" nie jest przeszkodą, gdy człowieka
          ciśnie potrzeba poznania, dokonania.

          Mam córkę w podobnym wieku, ma prawie 16 miesięcy. Nie oczekuję, że będzie mnie
          słuchać.
          Mówię "nie" i UNIEMOWŻLIWIAM kontynuację zakazanego czynu.
          Oblizuje buty (w wózku) - zdejmuję jej buty.
          Przewraca krzesełko - krzesełko zostało przywiązane sznurkiem do fotela.
          Wylewa sok - zabraniam, zabieram kubek (stawiam w innym miejscu). Ale na
          przykład wylewanie wody już odpuściłam, o ile wylewa na blat krzesełka, w
          innych miejscach zabraniam i zabieram.
          Włazi na fotel (i przymierza się do wlezienia po nim na stół) - kładę na fotelu
          kołdrę i chromolę estetykę wnętrza.
          Dobiera mi się do komputera - przestawiam ją w inne miejsce.

          Ja praktycznie nie krzyczę na dziecko (chyba, ze jestem zmęczona, sfrustrowana,
          a dziecko marudzi). Bo nie oczekuję, ze mnie posłucha.
          Zabraniam, ale jednoczesnie uniemozliwiam powtórkę i staram sie odwrócic uwagę.

          Mam to samo co ty - aktywne, ciekawskie, nieposłuszne dziecko. Tylko że mnie to
          nie frustruje smile
          Pytałaś, jakie są metody na to, by dziecko cię posluchalo? Konsekwentne
          egzekwowanie pożądanego zachowania. Działa szybciej niż hodowla angielskiego
          trawnika (już po 200 latach można po nim deptać).
    • enhe Gosiula - jeszcze raz po kolei ;) 28.07.06, 23:24
      gosiula81 napisała:


      > A chodzi o to,że moja córka jest bardzo aktywna, broi na całej linii. Jest
      > już świadoma i wie co do znaczy nie i nie wolno.

      Znaczy prawidłowo się rozwija smile. Mam to samo, tylko x2

      Znoszę to wszystko bardzo
      > dzielnie. Ale gdy po raz setny mówie "nie",

      To dzielnie czy nie dzielnie znosisz, bo "ale" wyklucza mi to pierwsze

      a ona patrzy mi sie prosto w oczy
      > i wypluwa papke marchewkową na podloge (dywan)

      dlaczego nie zabierzesz papki (wyplujesz-zabiorę, wypluwasz-zabieram) i nie
      posprzątacie "razem"?

      albo gdy po raz setny
      > mówie: "nie wolno" gdy ściąga ubrania z suszarki i o mały wlos nie zwali
      > calego ciężaru na siebie,

      Jak zwali to zapamięta. Jestem pewna, że taki "ciężar" zdrowiu nie zagraża

      albo gdy przechyla butelke z piciem do gory nogami
      > i zalewa wszystko (tapczan, meble, panele...) i albo sie poslizgnie na mokrym
      > i rypnie glowa o podloge

      No i co? I wtedy jeszcze dodatkowo krzyczysz??? Ja bym przytuliła i wytłumaczyła
      jeszcze raz. Nie wystarczy, że sama poznała konsekwencje nieposłuszeństwa?

      albo przychodzi do mnie i robi nunu bo wie ze zle
      > zrobila, a ja wczesniej tysiac razy powtarzalam ze nie wolno rozlewac, to po
      > setnym "nie" w koncu wybucham i krzykne na nia konkretnie, bo po prostu nie
      > wytrzymuje.

      Mam dwoje urwisów. Da się bez konkretnych krzyków.

      Powiedzcie mi, bo moze powinnam sie zastanowic nad
      > swoim postepowaniem?

      A masz wątpliwosci? Naprawdę?

      Bo moze tylko ja na tym calym swiecie krzycze na swoje
      > dziecko?

      Nie tylko Ty, ale to marne usprawiedliwienie crying.

      > Przepraszam za bledy i byc moze bezsensowny watek, ale jestem zdenerwowana i
      > pisze szybko i juz bym chciala byc pocieszonacrying

      Sama widzisz, jak bardzo jestes niecierpliwa.

      pzdr
      • dormilione Re: Gosiula - jeszcze raz po kolei ;) 29.07.06, 22:38
        enhe, to co piszesz jest mi bardzo bliskie. Jesteś po prostu autentyczną
        kobietąsmile Reszta tutaj wygląda typowo...

        Odkąd zostałem ojcem, moje zmysły uległy horrendalnemu wyostrzeniu. Reaguję na
        każde dziecko... Szokuje mnie zachowanie wielu matek. Odbierają swoim dzieciom
        radość z życia, albo i sens życia...

        Zaczyna się to bardzo wcześnie. Oto przykład, gwałt gumowym smoczkiem. Piękna
        pani prowadzi przed sobą piękny wózeczek. W wózeczku dziecko. W ustach dziecka
        gumowy smok na sznurku. W pewnym momencie dziecko wypluwa smoczek. Pani nie
        kryjąc zniecierpliwienia i złości, wpycha smoczek w usta własnego dziecka...
        krzycząc: "A niech Cię! Znowu?! Co ty sobie wyobrażasz?!".

        Moim zdaniem, gwałtem jest też przywiązywanie dziecka do wózka, gdy potrzebuje
        ono kontaktu z matką, albo kontaktu z ziemią... Ludzie Indii, Afryki, Ameryk
        poruszają się pięknie, bo nigdy nie jeździli w wózeczkachwink Polacy przy nich
        wydają się kalekami.

        Nagminny jest obraz rodziców pchających wózeczek z dzieckiem, często biednym,
        unieruchomionym wbrew sobie, wyraźnie walczącym gdzieś w głębi duszy, albo
        zrezygnowanym, spacyfikowanym. Każda próba dotknięcia własną stopą ziemi jest od
        razu karcona: "Siedź tu cicho!" Rodzice tymczasem zadowoleni, często z
        papierosem, piwem w ręku, piwem w bagażniku wózka. Tak, tak, jest lato, nad
        morzem trzeba się przecież zrelaksować. A papierosy? "Jak to? to ja palę! na
        powietrzu można!"

        Potem jest jeszcze gorzej. Oto przykład, gwałt pasiorem. Tuż nad morzem, z małej
        knajpki wybiega chłopiec, może 4-letni. Pełen życia, woła pieknym, czystym
        głosem tak, że uszy boląwink Kogo bolą, tego bolą. Za chwilę wybiega jego matka.
        Chwyta chłopca z irytacją i zimnym głosem powiada: "Jeszcze raz, a na pewno
        zostaniesz dziś ukarany! Pasiorem dostaniesz! Słyszysz? Do Ciebie mówię!"

        Jest mi smutno... Nie mogę tego znieść. I na mnie krzyczano, i mnie gwałcono
        smoczkiem, i mnie pasiorem traktowano. Nie krzyczę na moją 16-miesięczną
        córeczkę, która doskonale wie co robi, grzebiąc w śmieciach albo oblewając
        uparcie wodą swoje ubranie. Wydzieranie się na nią byłoby jak wydzieranie się na
        drzewa: "Przestańcie machać tak tymi gałęziami! Przestańcie tak hałasować!"
        Nie zamierzam krzyczeć na nią ani wchodzić jej w drogę, gdy wyrusza w światsmile

        Andrzej
        • gosiula81 Re: Gosiula - jeszcze raz po kolei ;) 29.07.06, 22:55
          To co napisałeś jest bardzo drastyczne. Nie katuję dziecka smoczkiem, nie
          zmuszam do picia i jedzenia, nie bije pasem (nawet klapsa nie daje), nie bije
          po rękach, gdy wyrywa mi się z wózka zakładam jej buciki i pozwalam pobiegać
          (zawsze jest czas na dojście do celu). Ja krzyknę na nią w ostateczności.
          Odbiegając od tematu i nawiązując do wcześniejszego wątku, suszarka z mokrym
          praniem wbrew pozorom jest bardzo ciężka. Już raz kiedyś spadła na córkę ale
          pusta. Miała guza na głowie. A co dopiero gdy jest 10kg cięższa? Dodam, że nie
          mam możliwości wyniesienia suszarki ani zamontowania podsufitowej (gdyż mam
          bardzo niski sufit). Tak więc gdy mówie córce żeby nie ruszała i tłumaczę do
          obrzydzenia czym to może grozić, a ona i tak robi swoje, to właśnie żeby nie
          wiązać córki smyczą do łózeczka, krzyknę i jest spokój.
          Jeszcze raz nawiążę do poprzedniego wątku. Enhe napisała, żeby zrzuciła na
          siebie suszarkę to będzie miała nauczkę. Otóż moje dziecko jest takie, że nie
          robi sobie z niczego nauczki. Przykład sprzed trzech dni: spadła ze schoda na
          beton na głowe, wypłakała mi się w ramie po czym znowu weszła na ten schodek.
          Kiedyś spadła z konika bujanego (tak że sobie rozcięła skórkę na psitce) i po
          chwili znowu wgramoliła się na tego konia. Spadła z łóżka, po chwili próbowała
          czy znowu spadnie. To co mam jej się pozwolić zabić żeby miała nauczkę? Nie
          sądzę. Myślę że dzieci są tak różne, że jednemu wystarczy wytłumaczyć, a
          drugiemu już nie.
          Mimo tego wszystkiego co napisałam wcześniej dziś nie krzyknęłam na córkę ani
          razusmile
          • dormilione Re: Gosiula - jeszcze raz po kolei ;) 30.07.06, 20:18
            Gosiulusmile Moje komentarze nie były zwrócone do Ciebie i nie nawiązałem nawet do
            Twojej wypowiedzi... Otworzyłaś jedynie swoją pierwszą opowieścią "puszkę
            Pandorry". A dalej bardzo podobała mi się argumentacja i poczynania Enhe.

            Ufff... jestem znowu potwornie zmęczony, moja mała Wiercipięta zasnęła przed
            chwilą na moich plecachwink Teraz śpi jak kamieńwink Nie miałbym nawet siły, żeby
            krzyczeć na tego malucha
        • mysza.i.miki Re: Gosiula - jeszcze raz po kolei ;) 29.07.06, 23:00
          Wydaje mi się, że te mamy, które się tu wypowiadały nie krzyczą po to, żeby
          uprawiać sztukę dla sztuki albo sie wyżywać, ale żeby pokazać swoim dzieciom
          granice. A te dziecko MUSI znać, dla swojego własnego dobra. Żeby się nie
          poparzyło żelazkiem, żeby nie wypadło z okna, żeby nie wyskoczyło pod samochód
          itd itp.
          • letica Re: Gosiula - jeszcze raz po kolei ;) 30.07.06, 23:35
            Hej,
            to normalne,czasem po prostu cierpliwość się kończy i człowiek mruknie coś
            niepotrzebnie,a potem żałuje..Czytałam dzisiaj pewnien artykuł, trochę skłonił
            mnei do refleksji.Przeczytaj
            kobieta.gazeta.pl/edziecko/1,71306,2485979.htmlPozdrawiam
            • letica Re: Gosiula - jeszcze raz po kolei ;) 31.07.06, 00:34
              źle się wkleił link,jeszcze raz

              kobieta.gazeta.pl/edziecko/1,71306,2485979.html
              • zuzanna56 Re: Gosiula - jeszcze raz po kolei ;) 31.07.06, 08:19
                O dziecku już ci dziewczyny napisały.

                To co mnie uderzyło to twoje relacje z mamą. Ona cie traktuje jak małą
                dziewczynkę.
              • gosiula81 Re: Gosiula - jeszcze raz po kolei ;) 31.07.06, 21:00
                Dziękuję za artykuł. Staram się robić to wszystko, co tam napisali. Ale za
                cholerę nie wiem ... Może od początku. Córka weszła dziś za szfkę rtv i bawiła
                się kablami. Podeszłam do niej, wyciągnęłam ją i powiedziałam, że tam nie
                wolno, bo może krzywda się stać i takie tam. Poszłam do kuchni, słyszę ciszęsmile
                Aha, coś broi. Wchodzę do pokoju, ona za szafką ciągnie kable. Zdecydowanym
                głosem powiedziałam, żeby przyszła do mnie i jeszcze raz jej wytłumaczyłam, że
                nie wolno. Zastawiłam wejście pufą (dosyć ciężką pełną gazet) i schowałam się
                za drzwi. A moja córka co? Próbowała przecisnąć się przez tą pufe, a gdy jej
                się nie udało, sięgała ręką po te kable i aż piszczała ze złości bo nie mogła
                sięgnąć. Powiedziałam: córcia, nie. A ona wgramoliła się na pufę i dawaj za
                szafkę. Podeszłam i zdzieliłam jej klapsa (pierwszy raz w życiu) i wtedy
                krzyknęłam, że nie wolno. Mała poryczała się i poszła się bawić do swoich
                zabawek. Szafki do wieczora nie ruszyła. Jeszcze później przyszła do mnie z
                książeczką i dała mi buzi. Ukochałam ją i wytłumaczyłam znowu za co jej dałam
                klapsa i że nie można tak robić. Zobaczymy na ile to poskutkowało.
                Co ja w takim wypadku miałam zrobić? Pozwolić żeby kopnął ją prąd?
          • jakw Re: Gosiula - jeszcze raz po kolei ;) 04.08.06, 21:26
            Ja tam wolę nie ufać na 100%, że dziecko 14-miesięczne będzie wiedziało, że
            przez okno należy nie wypadać, że nie należy na siebie ściągać żelazka. Wolę
            zabezpieczyć i okno, i żelazko, a przy ulicy trzymać za rękę itd
            • mysza.i.miki Re: Gosiula - jeszcze raz po kolei ;) 05.08.06, 00:01
              Oczywiście zgadzam się z Tobą. Ale pisałam swój post z mysla o sobie - mamie
              najcudowniejszej pod Słońcem dwójeczki. Co mam zrobić jak np. widzę, że mój 2,5-
              latek, oddalony ode mnie o kilka metrów wspina sie na swoje duże autko (które
              może mu umknać spod stóp w każdej chwili) usiłując dosięgnąć książkę z półki, a
              przy cycu wisi mi 4 miesięczna córuchna?
              a) mam rzucić w kąt córuchnę i po cichu pognać na złamanie karku do syna, a nuż
              zdażę...
              b) mam nie ruszając się z miejsca przemówić aksamitnym, cichutkim głosem do
              synka: Moje kochanie zejdź łaskawie, bo może Ci się stać krzywda..., a nuż
              posłucha...
              c) mam przywiązać synka do siebie, żeby mi sie za bardzo nie oddalał - przeciez
              to najlepszy sposób zabezpieczenia...
              d) mam nie kupować jakichś durnych autek, niech się do 18 roku życia bawi tylko
              bezpiecznymi pluszakami...
              e) mam wrzasnąć na niego ile pary w płucach: Misiek, złaź natychmiast bo
              nabijesz sobie guza!!!
              Jak do tej pory sprawdzałam tylko wariant e). Działa. I nie widzę jakichś
              specjalnych zahamowań ani szkód psychicznych u Miśka (fizycznych też na
              szczęście udaje się w ten sposób unikać).
              Ale może ja się nie znam i jestem z tych wyrodnych co to tylko wrzeszczeć
              potrafią.... kto wie...
    • weronikarb Re: krzyk i krytyka 31.07.06, 08:27
      Mój ma 2,9l i faktycznie w porownaniu do roczniaka czy dwulatka to jest dużo
      lepiej smile

      Sama krzycze i klapsa tez dostanie. Syn jest tak rozpieszczony ze az rece
      poprostu opadają. Nie cierpi ze mna byc woli z babcia - dlaczego? Bo babci ai
      dziadek na wszystko pozwalaja.

      Staram sie uczyc go co wolno a czego nie, cierpliwosc mam anielska (wszyscy to
      mowia), ale gyd widze ze pluje zabieram jedzenie i podstawiam reke aby reszte
      wyplul na rteke - nie musi prosto w twarz. Kara żadna nie pomaga, bo jest u
      niego wstepem do nastepnej zabawy lub brojenia. Albo ja niemam daru do
      wymyslania kar, albo dla niego niema. Zakaz słodyczy nie skutkuje - nie
      przepada za slodyczami. Zamkniecie w drugim pomieszczeniu - raj bo mama nie
      widzi co robi.
      Postawienie w kącie - świetna zabawa w obrywanie tapety
      itd. itd...........................
    • yeonika Re: krzyk i krytyka 04.08.06, 16:20
      ja też drę się na mojego 5 latka-który dobrze wie że nie wolno kreślonych
      rzeczy i czynności...e.t.c.kilka tygodni temu załapał klapsa i wtedy sąsiadka z
      naprzeciwka(mieszkam na wsi, a rzecz działa się na podwórku)stwierdziła, że jak
      można TAK bić takie małe dziecko!!!!oczywiście dodam, że jej wcale nie bite
      dziecko już 18 letnie nabiło szanownej mamusi 2 lima na ślicznym ryjku.za to
      został oczywiście wyrzuconey z domku ale mamusia go ofiarnie i z miłością
      przyjęła po tym jak pijany spowodował wypadek i zostawił rannego kolegę w
      aucie. mamusia musiała przyjąć bo mu się krwią ubrudziło jego ubranko bo
      rozciął sobie łuk brwiowy....rozpacz że taka tragedia synka spotkała...Więc ja
      nie mam zamiaru czekać aż moje dziecko znajdzie sobie samo granice
      przyzwoitości i bezpieczeństwa. zawsze wychodzę z punktu uzasadnionej prośby,
      ale to skutkuje na razie niewiele (choć coraz częściej) zdarzają się sytuacje
      kiedy on świadomie robi coś na przekór a czasami krzywdzi swojego młodszego
      braciszka(nie że przemoc)więc po 10 razie zwrócenia uwagi trafia mnie szlag.Raz
      na kilka tygodni(może miesięcy) dochodzi do incydentalnego klapsa, po którym
      synek wyraża szczerą chęć poprawy(i faktycznie jest lepiej) a ja popadam
      zgodnie z krytykanctwem klapsów w koszmarne wyrzuty sumienia.Nie jesteś sama.
      Rozumiem, że klapsy to przemoc i.t.d. rozumiem że krzyczeć nie wolno. ale nie
      jestem pewna że wychowanie bez okazywania moich emocji zwłaszcza negatywnych
      przyniesie idealne rozwiązanie. Kiedy krzyczę myślę że on rozumie że boję się o
      niego i że pewne rzeczy które w ten sposób akcentuję są niedozwolone, źle
      widziane, niebezpieczne i.t.d. już kilkanaście razy właśnie mój krzyk nagły
      uratował go od: mpoparzenia, prądu i.t.p.krzyk oznacza takż eprzerażenie więc
      zaraziłam go strachem przed rzeczami które mogą mu sprawić ból. mój krzyk to
      zniecierpliwienie i on wtedy wie, że nie można więcej przeginać. ale mój krzyk
      to także olbrzymia radość kiedy uda mu się zrobić "fikołka" na naszym łózku,
      albo wygra z tatem w chińczyka. rozumiem, piałaś o tym negatywnym krzyku -
      uwierz mi, nie jesteś sama. A ponad to staram się pamiętać, że ja też nie lubię
      gdy sie na mnie krzyczy...
      pozdro.
    • jakw Re: krzyk i krytyka 04.08.06, 21:22
      Gosiula, masz jeszcze całkiem małe dziecko. Może i wie, że "nie wolno", ale...
      zamiast się wściekać po, zapobiegaj przed. Rozważ co dałoby się zabezpieczyć
      przed małą: może zrobić 1 bezpieczny pokój, zainstalować bramkę w drzwiach, i
      jak jesteś np. w kuchni, mała się bawi w tym pokoju, nie zajadając kabli i nie
      ściągając nic sobie na głowę i nie "rypiąc" się na beton.
      Przy jedzeniu rozłóż na podłodze folię albo jakieś gazety. A jak zaczyna bawić
      się jedzeniem - należy przyjąć, że jest najedzona. Moja ma bidonik-niekapek -
      trzeba zassać żeby coś leciało więc odwracanie do góry nogami nie powoduje
      zalewania. Albo nie dawaj latać z piciem bez kontroli. Jak pije to pije, a jak
      nie pije to ty massz butelkę z piciem.
      Jak nie będzie rozlanego picia, marchewki na dywanie i możliwości ściągnięcia
      prania na siebie itd to i powodów do krzyku pewnie będzie mniej.
    • mathiola Re: krzyk i krytyka 04.08.06, 21:28
      Pewnie ze krzycze. Bez przesady, niedlugo nie bedzie mozna odezwac sie do
      dziecka bez wczesniejszego pisania podania o pozwolenie. Krzycze kiedy zrobi
      zle i mnie poniosa nerwy i jakos niemiewam z tego powodu wyrzutow sumienia. Bo
      oprocz tego mocno kocham i okazuje kiedy sie da.
    • perse1 Re: krzyk i krytyka 05.08.06, 09:05
      Ha, ha Ja czasami mam wrażenie,że drę sie od rana do wieczora. Po prostu krew
      mnie zalewa. W moim przypadku dziecko z temperamentem to zbyt delikatnie
      powiedziane.Moja Weroniczkama niecałe 14 mcy ale wszyscy wokół łącznie z
      lekarzami twiedzą, ze jej reakcje i zachowanie są pare dobrych mcy do przodu.
      To co wyprawia ostatnio przypomina bunt dwulatka(nie wiem co baędzie jak
      faktycznie ten wiek nadejdzie)Właściwie gdyby odkryła jak chodziłaby po
      suficie.Jak gdziekolwiek z nia pójdę jestem załamana.WSZYSKIE dzieci wkoło są
      spokojniejsze. Moja to prawdziwy zywioł i nie ma szans zeby ustapiła
      kiedykowiek. Jak coś chce musi mieć, w wózku wysiedzi jakies 20 minut.Za reke
      nie ma szans żeby szła,pędzi jak szatan i wszystko chce robic sama. Oczywiście
      rozumie słowo nie wolno.Notorycznie mówi z diabelskim usmieszkiem nu nu i zaraz
      natychmiast cos broi.Jak widze jej wyraz oczu to nie wiem czy mam się smiać czy
      płakac.Widac, ze cały czas kombinuje co tu nabroić.Mały diabełek. Babcia tez
      sie na mnie drze, ze ja krzycze na Weronikę. Ale ostatnio byłyśmy razem w
      sklepie i mała ciagle z niego chciała wybiegać a jak ja babcia łapała za rekę,
      kładła sie plackiem na podłodze i wreszczała. Babcia straciła cierpliwośc i
      nakrzyczał na ukochaną wnusię. Pózniej przyznała, że zwariowałaby z nia cały
      dzień. miałam niezły ubaw.Zupełnie nie wiem jak ja sobie z tym szatanem mam
      radzic. Ale tak w ogóle jest przesłodka.A co tam, jakos wytrzymam, ale
      wrzeszczeć pewnie będę.Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja