wicio2004
23.09.06, 11:37
Moja dwójka jest niezbyt grzeczna i bardzo hałaśliwa. Żona nie daje sobie z nimi rady, podobnie przedszkolanka. W zasadzie tylko ja mam posłuch, bo wiedzą że mogę dać klapa i to wcale nie lekko (żona daje czasami, ale tak lekko że to nie działa). Poza tym, nawet jak są niby grzeczni, to po prostu energia ich rozpiera; krzyczą, ganiają, rzucają rzeczami a to bywa po prostu niebezpieczne. Prym wiedzie starszy - czterolatek w rozrabianiu a w krzyczeniu i płakaniu młodszy dwulatek. Można ich prosić 5 razy i nic. Dopiero jak krzyknę to dociera. Nie zawsze, ale zwykle tak właśnie jest. Dziś młodszy wstał o 6 rano (wiadomo, sobota, można pospać to on akurat na odwrot) a starszy którego trudno dobudzić przed 8 zazwyczaj rozdarł się już koło 7. Mniej więcej do 9.30 słyszałem krzyki całej trójki (trzecia to żona która co chwila na nich krzyczy - twierdzi że taki ma głos(?)). Generalnie dramat. Co ciekawe dzieci tylko przy żonie się tak zachowują. No i starszy w przedszkolu też trochę dokazuje. A jak żony nie ma w pobliżu i ja jestem z nimi albo dziadkowie to dzieciaki są o wiele grzeczniejsze.
W związku z tym, że żony nie mogę cały czas izolować od dzieci

, zastanawiam się nad stłumieniem w nich choć trochę ich krzykliwości i ndpobudliwości. Rozmawiałem z dwiema pediatrami i powiedziały że można stosować herbatki z melisy. Nie działa to podobno od razu i jednorazowo, ale regularne podawanie powoduje lekkie uspokojenie. Sprobowałem tego na wakacjach (2 tygodnie piekła) i jakby po tygodniu było ciut lepiej. Dawaliśmy im w sumie mniej niż polecał producent na opakowaniu. Moja żona jest jednak zdecydowanie przeciwna temu sposobowi, bo "nie chce truc dzieci srodkami uspokajającymi". Przez to niestety w domu jest nieustanny niemal ryk. Ja nie mogę tego znieść i się wyłączam, a więc wszytko spada na żonę, która jest tym zmęczona a w rezultacie ma mniej siły dla dzieci, reaguje krzykiem, dzieci na to swoim i spirala się nakręca. Niestety za nic w świecie nie chce się zgodzić na test herbatki uspokajającej przez tydzień czy dwa. Czy ta herbatka jest szkodliwa? Wiecie coś na ten temat? Czy uzależnia? Czy można ją stosować przez dłuższy okres?
Ja oferuję żonie pomoc przy dzieciach nawet jak wydzierają się wniebogłosy bo chcą np. czerwonego soku a nie żółtego, ale pod warunkiem wprowadzenia malisy - jak nie pomoże to moja strata, zacisnę zęby i będę\robił, ale nie chcę się zgodzić na bycie terroryzowanym przez dwa rozdarte jamochłony! Zresztą uważam, że mniej szkody wyrządzi dzieciom melisa niż dawanie klapów, nieustane kary itp.
Żeby nie było że ja w ogóle nie pomagam przy dzieciach to powiem tylko, ze zazwyczaj odprowadzam i przyprowadzam małego z przedszkola, robię większość zakupów, przynajmniej połowę gotowania, chodzę na 1/5 wizyt lekarskich, kapie starszego codziennie i daje mu kolację. To nie jest tak, że nic nie robię. Poza tym oboja mamy pracę, ale takimi rzeczami jak rachunki, samochów, naprawy to oczywiście ja się zajmuję.
Żona twierdzi, że jeśli nadal będę robił jak robię (czyli rzekomo nic, a faktycznie nic ale tylko wtedy gdy jest żona i dzieci się drą - np dziś od rana się darły i żona powiedziała że nie pójdą do zoo, po czym je do zoo zabrała, ale ja dmówiłem udzialu w wycieczce bo hcę być konsekwentny, zresztę weekendy są najgorsze) to się ze mną rozwiedzie i "wypieprzy mnie z mieszkania". Poza tym żona często przeklina, nawet w obecności dzieci.
Czy łyżeczka melisy dziennie byłaby naprawdę gorsza od tego wszystkiego co opisałem??