afryka11
29.09.06, 11:37
Kilka dni temu z więzienia wyszedł kuzyn mojego męża. Odsiadywał karę kilku
lat za okrutne znęcanie się nad ludźmi "dla zabawy". Teraz jest tuż obok nas.
Jestem socjologiem. Wiem jak ważny jest normalny kontakt takiego człowieka ze
społeczeństwem. Ale...ale cała ta mądra teoria jest niczym jeżeli pomyślę, żę
ma się on spotykać z moim 2-letnim synkiem i 8-mies. córeczką. A tego wymaga
teściowa. Nalega abym go zapraszała, bo mu ...smutnno samemu. Biję się sama
ze sobą. Przyznam Wam się, że nie znam człowieka. Nie byłam jeszcze z mężem,
kiedy kuzyna aresztowano. Wiem, że jesgo zachowanie w wielkiej mierze
wynikało z braku zainteresowania ze strony rodziców alkoholików. Wiem że
odsiedział karę. Ale wiem też że teraz ( teściowa jeździła na odwiedziny)
jest "napakowanym", wutatuowanym facetem po kilkuletniej odsiadce. A w
resocjalizację polskiego więziennictwa nie wierze. Zal mi go, bo właściwie
niewielkie ma teraz wsparcie. Mieszka u dziadków,w starych schorowanych
ludzi. W kawalerce, bez sanitariów i ciepłej wody. Pracy pewnie prędko nie
dostanie. Ale jakoś nie potrafię się przemóc. Czy to instynkt lwicy, czy
zwykła prostota i głupota. Tak mi wstyd przed samą sobą. Czy Wy
pozwoliłybyście mu przychodzić do siebie? Do Waszych dzieci?