0golone_jajka
24.10.06, 11:12
Zacytuję fragment podręcznika dla gimnazjów:
(...)Jestem kobietą szczęśliwą. Rano wstaję razem z moim mężem i gdy on goli się w łazience,
przygotowuję mu pożywne kanapki do pracy. Potem, gdy całuje mnie w czoło i wychodzi, budzę
naszą piątkę dzieciaczków, jedno po drugim, robię im zdrowe śniadanie i głaszcząc po główkach
żegnam w progu, gdy idą do szkoły. Zaczynam sprzątanie. Odkurzam, podlewam kwiatki, nucąc
wesołe piosenki. Piorę skarpetki i gatki mojego męża w najlepszym proszku, na który stać nas dzięki
pracy Mojego męża, i rozwieszam je na sznurku na balkonie. W międzyczasie dzwoni często
mamusia mojego męża i pyta o zdrowie Swojego dziubdziusia. Teściowa jest kobietą pobożną i
katoliczką, znalazłyśmy wiec wspólny punkt widzenia. Po miłej rozmowie, jeśli już skończyłam
pranie i sprzątanie, które dają mi tyle radości i poczucie spełnienia się w obowiązkach, idę do kuchni
i przygotowuję smaczny obiad dla naszego pracującego męża i ojca, który jest podporą naszej
rodziny i dla naszych pięciu pociech. Kiedy już garnki wesoło pyrkoczą na gazie, a mieszkanie jest
czyste, pozwalam sobie na chwilę relaksu przy płycie z Ojcem Świętym i robię na drutach sweterki i
śpioszki dla naszej szóstej pociechy, która jest już w drodze, a którą Pan Bóg pobłogosławił nas
mimo przestrzeganego kalendarzyka, co jest jawnym znakiem Jego woli. Nie włączam telewizji,
ponieważ płynący z niej jad i bezeceństwo mogłyby zatruć wspaniałą atmosferę naszej katolickiej
rodziny. Czasami haftuję tak, jak nauczyłam się z kolorowego pisma dla katolickich pań domu,
albowiem kobieta nie umiejąca haftować nie może się w pełni spełnić życiowo. Kiedy moje dzieci
wracają ze szkoły radośnie świergocząc, wysłuchuję z uśmiechem, czego dziś nauczyły się w szkole.
Opowiadają mi o lekcjach przygotowania do życia w rodzinie, których udziela im bardzo miła pani z
przykościelnego kółka różańcowego.
Córeczki proszą, abym nauczyła je szyć, ponieważ chcą być prawdziwymi kobietami, nie zaś
wynaturzonymi grzesznicami z okładek magazynów, chłopcy natomiast szepczą na ucho, że na
pewno nigdy nie popełnią tego strasznego grzechu, który polega na dotykaniu samych siebie, ani nie
będą oglądać zdjęć podsuniętych przez samego Szatana. Karcę ich lekko za wspominanie o rzeczach
obrzydliwych, lecz jestem szczęśliwa, że wczesne ostrzeżenie uchroni moich dzielnych chłopców
przed zboczeniem i abominacją. Mój maż wraca z pracy po południu. Witamy go wszyscy w progu,
poczym myje on ręce i zasiada do posiłku, a ja podsuwam mu najlepsze kąski, aby zachował siłę do
pracy. Potem mój mąż włącza telewizor i zasiada przed nim w poszukiwaniu relaksu, a ja zmywam
talerze i garnki i zabieram jego skarpetki do cerowania, słuchając z uśmiechem odgłosów meczu
sportowego w telewizji. Wieczorem kąpię nasze pociechy i kładę je spać. Kiedy wykąpiemy się
wszyscy, mój mąż szybko spełnia swój obowiązek małżeński, ja zaś przeczekuję to w milczeniu, ze
spokojem i godnością prawdziwej katoliczki, modląc się w myśli o zbawienie tych nieszczęsnych
istot, które urodziły się kobietami, ale którym lubieżność Szatana rzuciła się na mózgi, które w
obowiązku szukają wstrętnych i grzesznych przyjemności. Zasypiam po długiej modlitwie i tak mija
kolejny szczęśliwy dzień mojego życia.(...)
To fragment z "Przygotowanie do życia w rodzinie" - autor Maria Ryś - podręcznik dla gimnazjum i
szkoły ponadgimnazjalnej o miłości, małżeństwie i rodzinie - zaaprobowany przez MEN i opłacony z
Twoich podatków.<http://www.edukacyjna.pl/ksiazka.php?id=4897>
Słyszymy o zaprzeczaniu teorii ewolucji, o kuriozalnym wykładzie "profesora" Giertycha o członkach
mamutów we wzwodzie, o stawianiu biblijnych bajek ponad rzetelną wiedzą o świecie... Dokąd zdąża
ten nieszczęsny kraj, który już raz się "samorozwiązał"? Czy mamy w milczeniu godzić się na
ogłupianie własnych dzieci w imię interesów kościoła katolickiego? O tempora...