Co Wy na to?

IP: *.* 12.07.02, 11:44
Kupilam dzis moje ukochane "Zwierciadlo", zaczelam przegladac i oto, na co wpadlam:"Przez pierwszy rok zycia dziecka nie ma mowy o wymaganiu jakiejkolwiek dyscypliny ani przystosowywaniu dziecka do regul zycia spolecznego. Niemowle nie jest istota, od ktorej mozna czegokolwiek wymagac. Trzeba natomiast jak najszybciej zaspokajac jego wszystkie potrzeby. Wtedy powstanie czlowiek wyposazony w zdrowy rdzen, zdolny do rozwoju, z silnym poczuciem bezpieczenstwa, wlasnej wartosci i autonomii"Bardzo mi sie spodobal ten tekst :). OD dluzszego czasu "walcze" z moim mezem wlasnie o to: ja uwazam, ze Nadia jest za mala (ma niecaly roczek), zeby wymagac od niej posluszenstwa, jakiejs dyscypliny, zawsze jak chce ja przytulam i dalabym jej przyslowiowa gwiazdke z nieba :love:. Uwazam, ze na "wychowywanie" przyjdzie czas pozniej. Oczywiscie - nie pozwalam jej na wszystko, wie czego jej nie wolno, ale w granicach..Moj maz uwaza z kolei, ze ja rozpieszczam i ze od najmlodszych lat dziecko nalezy wychowywac, bo pozniej jest to juz do nienadrobienia.A co Wy o tym sadzicie? Jak to wyglada u Was? PS: aha, tekst autorstwa W. Eichelbergera.
    • Gość edziecko: guest Re: Co Wy na to? IP: *.* 12.07.02, 12:07
      A ja się z tym zgadzam w zupełności. Przez pierwszy rok pozwalałam się dziecku "terroryzować" na maksa. Nie nadaje się do wysłuchiwania płaczącego dziecka, wręcz robiłam wszystko, zeby nie musiał płakac. A po ukonczeniu 12 miesięcy zaczęlismy stopniowo, bardzo powoli małego wychowywać. Zaczęło sie od zakazu wkładania wtyczki do kontatków do buzi. A potem poszło dalej stosownie do wieku, mam nadzieję, bo jak na razie nie mogę narzekać. To czego chcę go nauczyć, tzn. że tak wolno a tak nie przynosi rezultaty. Zawsze staram się pamietać historię z "Małego Księcia" o królu, który swoje rokazy dostosowywał do mozliwości tych, którym je wydawał i dlatego zawsze były spełniane.ATA
    • Gość edziecko: Ptaszyna Re: Co Wy na to? IP: *.* 12.07.02, 12:17
      Mój synek ma 14 miesięcy. Od kiedy zauważyłam, że rozumie, kojarzy, i można się z nim porozumieć, staram się tłumaczyć że pewnych rzeczy nie wolno mu robić. W pierwszym roku życia dziecka, moim zdaniem, bez sensu jest wprowadzać dyscyplinę. Dziecko nie rozumie jeszcze czego się od niego wymaga, czy oczekuje. Dopiero trochę później, kiedy coraz więcej poznaje, odkrywa świat, przedmioty, uczestniczy w jakiś wydarzeniach, a przede wszystkim kojarzy i pamięta, ma to sens. Teraz, tłumaczę mu, że nie wolno włączać sprzętu, łapać żaluzji, czy dotykać kurki w piecyku. Wiem, że on rozumie, ale widzę że mały cwaniaczek chce mnie sprawdzić, czeka, chce zobaczyć co się stanie gdy zrobi coś czego mu zakazuję. Staram się być konsekwentna (chociaż czasami trudno mi nie śmiać się do łeż) i nadal odciągam go od zakazanych rzeczy. On próbuje znowu i tak w kółko. Przeczytałam, że czasami trzeba dziecku i ze 200 razy powiedzieć, że czegoś nie wolno, dopiero wtedy nauczy się na pewno. Myślę, że nie możemy być pobłażliwi i jasno wyznaczać granice. Konsekwencja jest również wskazana (nawet konieczna). Nie zapominajmy jednak, że to są maluszki, które dopiero poznają świat i nie może być tak, że poznają go tylko teoretycznie. Można o tym pisać jeszcze pewnie długo, ale myślę że trochę swoich przemyśleń przekazałam. Pozdrawiam
      • Gość edziecko: guest Re: Co Wy na to? IP: *.* 14.07.02, 08:34
        Chyba cie zgadzam,ale nie do konca. Mysle, ze zawsze mozna wymagac pewnych rzeczy jesli nawet dziecko nie jest w stanie pojac ich sensu (np. nie pozwolic dziecku masakrowc videa, bo czy stac was bedzie na nowe? nie pozwolic sie bic, czy mocno szaroac za wlosy etc.). Przeciez nigdy nie wiadomo kiedy dziecko juz rozumie: jedno rozumie jak ma rok, inne jak 14 m. A jak niumyslnie nauczysz dziecka niszczenia wszystkiego wokol?MI sie wydaje ze z dziecmi nie ma regul, ale nie wolno dac sobie wejsz na glowe, bo czy pozwlasz np. psu sikac, gdzie popadnie? (a on tez niewiele rozumie). Po prostu zdaj sie na instykt i zdrowy rozsadek i wsluchuj sie w swoje dziecko. Dziecko wszak trzeba wychowac (pomagac mu wzrastac)a nie sie nim bawic (czego nie zarzucam).Pozdrwiam. :)Iwona
    • Gość edziecko: agnes Re: Co Wy na to? IP: *.* 14.07.02, 10:08
      Cześć.Wiesz, ja się z tym nie zgadzam.Zgadzam się jedynie z tym, że należy jak najszybciej zaspokajać potrzeby niemowlęcia, ale ja bym dodała - także małego dziecka. A co do wymagań..... No cóż, myślę, że dyscyplina dostosowana do wieku dziecka jest jak najbardziej wskazana, dla jego własnego dobra. Podam Ci przykład. Gdy mój jedenastomiesięczny synek chciał dotknąć mojego gorącego kubka z kawą powiedziałam: "Nie wolno, to gorące" a później wzięłam jego paluszek w rękę i dotknęłam jego paluszkiem delikatnie i krótko mojego kubka i powtórzyłam "gorące". Za każdym razem, gdy chciał dotknąć czegoś gorącego postępowałam podobnie (oczywiście uważałam, żeby go nie poparzyć). Dziś, gdy ma 13 miesięcy, wystarczy, że powiem "gorące", a on na pewno tego nie dotknie.Tak samo dyscyplina jest niezbędna aby nauczyć niemowlę np. samodzielnego zasypiania. Gdyby robić to, co chce niemowlę, tzn. za każdym razem gdy ma spać a płacze brać go na ręce, nigdy by się ten niemowlak nie nauczył sam zasypiać. Wbrew pozorom takie maluchy też potrafią świetnie kimś manipulować i trzeba im pokazać, że nie zawsze wszystko osiągną płaczem.I jeszcze jedno. Nie można sobie założyć, że do roku pozwalamy dziecku na wszystko, a dopiero później zaczynamy wprowadzać dyscyplinę i wychowujemy, bo wtedy, gdy nasz maluch skończy roczek i nastąpią zmiany w sposobie traktowania go, poczuje się niepewnie i zagrożony. Wychowanie to proces ciągły i należy tylko dostosowywać zakazy, nakazy i nagrody do wieku dziecka. No i dyscyplina nie ma nic wspólnego z szorstkością, wg mnie to wyznaczanie granic i przestrzeganie, aby dziecko ich nie przekraczało. Dzieci lubią uporządkowany świat, w którym są wyraźnie zaznaczone granice co wolno a czego nie, czują się wtedy bezpieczne, wiedzą, że ktoś nad nimi czuwa.Pozdrawiam serdecznie.jaga
    • Gość edziecko: Marta_23 Re: Co Wy na to? IP: *.* 15.07.02, 11:13
      Trochę w tym prawdy jest, jednak chyba nie do końca. Mój synek ma 10 miesięcy i gdy próbuje poraz setny urwać listek z kwiatka zawsze mówię NIE. Czasem końcy się to ogołoceniem kwiatka, jednak coraz częściej zaczyna rozumieć co oznacza moje NIE. Podobnie jak jaga stosuję metodę "przykładania paluszka" do gorącego przedmiotu i również skutkuje.Co do videa i innych cennych sprzętów - po prostu pochowaliśmy je. Nie chcę zabraniać Mateuszkowi wszystkiego i ciągle tylko krzyczeć NIE, więc większość rzeczy, których nie powinien dotykać starałam się poukładać poza jego zasięgiem.
    • Gość edziecko: guest Re: Co Wy na to? IP: *.* 15.07.02, 11:43
      Są rożne dzieci, z różnymi charakterami. Uważam, że jeśli płacze, trzeba do niego podejść, przytulić. I taki Maluszek do roku rzeczywiście jest zbyt mały na zakazy-niewiele rozumie, natomiast potzrebuje mamy na każde zawołanie. Jednak już od roku trzeba dziecku tłumaczyć, że tego, czy tamtego nie można robić. Czasami jednak mam wrażenie, że te moje tłumaczenia, to jak grochem o ścianę...
      • Gość edziecko: guest Re: Co Wy na to? IP: *.* 15.07.02, 11:53
        My też pochowaliśmy różne bibeloty, kasety, płyty, filiżanki-poprzenosiliśmy to na wyższe półki. Po co Mały miał po to sięgać, a ja denerwować się. To normalne, że chciał zobaczyć, jak tłucze się filiżanka, prawda? Dziś ma już 2 lata i 5 miesięcy i na półkach stoją już rzeczy, które wcześniej nie mogły stać.A co do samodzielnego zasypiania.? Ja jestem kategorycznie przeciw. Mnie tak chcieli nauczyć...I co? Mam 24 lata i potworny lęk przed zasypianiem samej w łóżku. Kiedy nie ma męża, bardzo się boję, biorę dziecko do łóżka. Jako nastolatka spałam z babcią. A wszystko przez to, że kiedy byłam malutka, modny był zimny wychów i metoda "Dać się dziecku wypłakać, żeby usnęło".Mój Synek obecnie spi już od kilu miesięcy sam w swoim łóżeczku, jednak zawsze wie, że znajdzie się miejsce dla niego w naszym łóżku-w nocy, czy nad ranem, kiedy zmarznie albo mu się coś przyśni. Są takie noce, kiedy przychodzi do naszego łóżka. I ja nic złego w tym nie widzę. Do prawie 2 lat spał z nami w łóżku-tak było nam najwygodniej.Pozdrawiam.
        • Gość edziecko: agnes Re: Co Wy na to? IP: *.* 15.07.02, 19:16
          Cześć Janeczko.Może Cię zaskoczę, ale nauka samodzielnego zasypiania nie polega na pozostawieniu dziecka samemu sobie i czekaniu, aż się wypłacze. Owszem, dziecko na wszelkie sposoby próbuje (początkowo) wezwać mamę, m.in. płacze, ale jakoś udało mi się rozróżnić u moich dzieci płacz spowodowany przerażeniem od płaczu spowodowanego czymś innym. Jeśli któreś z moich dzieci jest przerażone, to biegnę do niego nie bacząc na nic po drodze, a jednak udało mi się nauczyć samodzielnego zasypiania i córkę, i synka, i to w wieku niemowlęcym. Oboje potrafią sami zasnąć w swoich łóżkach i jakoś nie widzę, żeby się bali lub żeby mieli problemy z zasypianiem.Oczywiście nie uważam, aby spanie dziecka we własnym łóżeczku było jedynie słuszne. Jeśli Tobie i Twojemu dziecku odpowiada spanie we wspólnym łóżku, to Wasza sprawa, też dobrze. Jednak wielu osobom (m.in. mnie) to nie odpowiada. Powtórzę jeszcze, o co mi chodziło w moim poprzednim poście. Nie można nagle, z dnia na dzień, zmienić swojego postępowania wobec dziecka i nieoczekiwanie dla niego zacząć czegoś wymagać. Wychowywanie zaczyna się w chwili narodzin i tylko zmieniają się (rozszerzają) wytyczone przez rodziców granice, m.in. dla bezpieczeństwa dziecka. Poza tym warto, żeby dziecko poznało co znaczy słowo "nie" jeszcze przed ukończeniem roczku, gdyż gdy miną pierwsze urodziny i dziecko usłyszy "nie" to może po prostu nie zrozumieć lub nie wziąć tego poważnie do siebie.Pozdrawiam.jaga
Pełna wersja