Gość edziecko: ewa2002
IP: *.*
23.09.02, 15:30
Mam problem. Posłałam moją córkę, która ma 2 latka i 10 miesięcy do przedszkola. Od kiedy poszłam do pracy, tzn. od czasu kiedy skończyła rok i 10 miesięcy - pilnowała ją moja mama, z którą mieszkamy. Ale babcia zaczęła się w końcu buntować - mówiła, że nie może ciągle siedzieć z dzieckiem, bo nie może wyjść do lekarza czy pojechać do sanatorium i że coś należy zmienić. Uważaliśmy z mężem, że miała do tego pełne prawo. Żeby ją odciążyć, po długich rozmowach we trójkę, zapisaliśmy małą od września do przedszkola. Myślałam, że to rozwiąże problem. Dziecko dobrze znosi rozstania. Czasami ma rano nieszczęśliwą minkę, albo nie chce jej się wstawać o ósmej, nie ma jednak scen rozpaczy. Przedszkole jest naprawdę dobre, panie są miłe i dbają o dzieci. Problem jest natomiast z babcią. Po dwóch tygodniach stwierdziła, że nasza córka jest za mała, że marnujemy pieniądze, a tak w ogóle to na pewno nic jej tam nie dają do jedzenia. Mówi żle o przedszkolu w jej i w naszej obecności. Na rezultat nie trzeba było długo czekać. Córka zaczyna niechętnie reagować na przedszkole. Czuję, że jak tak dalej pójdzie moja mama zniechęci ją całkowicie. Na nic zdają się rozmowy, że przecież to była nasza wspólna decyzja, że córka dobrze sobie radzi. Babcia ciągle powtarza, że zmarnujemy dziecko, że obcy ludzie źle ją wychowają i że chce znowu ją pilnować. Nie chcę, żeby dziecko czuło się rozdarte. Chciałabym, żeby chodziła do przedszkola. Co mam robić - rozmowy nie przekonują babci.