Gość edziecko: wiesia
IP: *.*
12.10.02, 16:57
Od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem napisania tego postu ,ale dopiero ostatnia rozmowa z lekarzem sprawiła, że wreszcie piszę. Trochę będzie o zdrowiu, trochę o wychowaniu, trochę o postawie mam, ale generalnie o dzieciach, więc umieszczę na edziecku.A o co mi chodzi? A o te pojawiające co parę dni wątki autorstwa zmartwionych mam "ma pół roku i nie siedzi" , "ma rok i nie chodzi", "ma dwa lata i nie mówi" "ma dwa lata i używa pieluch", albo dumnych mam w stylu " moje roczne dziecko recytuje wierszyki

, rysuje i biegle posługuje się dwoma językami

".Ludzie, życie małego dziecka to nie "Wielka Pardowicka" i nie ma potrzeby aby, wbrew naturze, przyspieszać rozwój, zwłaszcza fizyczny!!! Nie ma żadnego powodu do niepokoju jeśli dziecko pół roczne nie siedzi a roczne nie chodzi! Wczoraj lekarz - rehabilitant, z którym rozmawiałam stwierdził, że on raczej by się martwił jeśli dziecko w tym okresie siedzi i chodzi niż był dumny. A to z tego prostego powodu , że kosteczki takiego malucha są jeszcze bardzo miękkie i łatwo o wykrzywienie kręgosłupa (przy wczesnym siadaniu) oraz wykoślawienie bioder , kolan i kostek ( przy wczesnym chodzeniu). W czym komukolwiek w życiu miałby przeszkadzać fakt, że zaczął siedzieć po ukończeniu 9 miesięcy, a chodzić po ukończeniu 15 miesięcy??? O co w tym wyścigu rodzicom -wyścigowcom chodzi? To sadzanie na siłę , wkładanie do chodzika, po co to???W czym to komu przeszkadza, że dwulatek używa pieluch???? Rozumiem, miesięczny wydatek 100zł dla wielu może być poważnym obciążeniem budżetu domowego, ale odnoszę wrażenie , że tę walkę z pieluchami prowadzą niekoniecznie rodzice najbiedniejsi. Niedawno był wątek w którym matki chwaliły się ,że sadzają na nocniki dzieciaczki poniżej roku . Ludzie, po co??? Przecież zwieracze i tak kształtują się około drugiego roku życia, więc trafienie w nocnik wcześniej jest na ogół przypadkowe. ( piszę "na ogół" bo dopuszczam wyjątki). A co w tym złego , że ten sam dwulatek mówi tylko kilka słów? Na ogół i tak potrafi komunikować, o co mu chodzi. Nauczy się nieco później. I nie będzie to miało związku z jego wykształceniem i zdobycie dobrej pracy w wieku dorosłym.Kiedy słyszę lub czytam te wątki to mam tylko jedno pytanie: siada-nie siada, sika- nie sika, mówi -nie mówi: I CO Z TEGO????Bo na "moje oko" nic z tego, wszyscy ,poza osobami z poważnymi chorobami, kiedyś nauczą się siedzieć i chodzić, korzystać z ubikacji i mówić. A przecież nie piszemy w tych wątkach z "przechwałkami i zmartwieniami" o stwardnieniu rozsianym, porażeniu mózgowym itp. Piszemy o drobnych różnicach w normalnym rozwoju dziecka. Dlaczego więc, mamy, dajecie się wpuszczać w taki kanał i zamartwiać czymś co powodem do zmartwienia wcale nie jest? Pamiętam pewną sytuację na spacerze w parku kiedy mój starszy synek miał 5 miesięcy . Usiadłam na ławce obok pani z wnuczkiem w tym samym wieku, co mój Jacuś. Babcia od razu wrzuciła temat "wyścigowy": "a pani synek to pokazuje światełko, bo mój tak!" No cóż, mój nie pokazywał jeszcze przez dobry rok. I czy coś z tego wynika? NIC. Tylko , że dla mnie postawa tej pani była śmieszna i nawet nie przyszłoby mi do głowy zastanawiać się nad faktem , że 5-miesięczne niemowlę nie pokazuje światełka. Nie dodałam , że życie pokazuje ,że niestety tzw."genialne" dzieci często kończą w zakładach psychiatrycznych... Znam pewną rodzinę , w której edukacja kończy się na zawodówce, ale wszyscy się chwalą , że chodzili już wieku 10 misięcy. No cóż. Można się i tym chwalić. A ja wolę aby moje dziecko chodziło, mówilo i używało nocnika wtedy kiedy będzie JEGO czas, a na edukacji skupiło się nieco później. A, jeszcze jedno, naukę angielskiego przeprowadziłam na sobie w trakcie studiów, w wieku 22 i 23 lat. Wtedy w ciągu półtora roku przygotowałam się i zdałam egzaminy First Certificate i Proficiency. Wcale nie była mi do tego potrzebna nauka języka w przedszkolu.