Gość edziecko: kn
IP: *.*
27.11.02, 22:22
Mój trzyletni synek, człowiek impulsywny (po mamusi

) i obdarzony tzw. charakterkiem

często się wścieka, kiedy mu coś nie wychodzi (np. klocki do siebie nie pasują); oboje z mężem staramy się przeciwstawiać temu gejzerowi emocji "siłę spokoju" i cierpliwie wygłaszamy komunikat typu "po co tyle krzyku, wystarczy powiedzieć o co chodzi, spróbuję ci pomóc".Dziś wróciliśmy do domu i jak zawsze w pierwszej kolejności usiłowałam rozebrać dziecko z odzieży wierzchniej, co by sie nie zapociło; Krzyś - też jak zawsze - usiłował się oddalić w trzech kierunkach jednocześnie, różnymi wygibasami uniemożliwiając mi zdjęcie sweterka. Kilkakrotnie, najpierw łagodnie, a potem starannie akcentując sylaby, powtórzyłam, że ma przez chwilę stać spokojnie, następnie coś mi puściło, niestety (pewnie wiecie, jak to jest...) rozebrałam synusia kilkoma bardzo energicznymi ruchami, krzycząc przy tym, że mam serdecznie dosyć wiecznych awantur przy najprostszych czynnościach, itd.Krzyś zniósł to spokojnie, a kiedy przerwałam na chwilę dla nabrania oddechu, wzruszył lekko ramionami i powiedział:- I po co tak krzyczeć, wystarczy spokojnie powiedzieć, o co chodzi.Pozdrawiam wszystkie mamy, którym czasami puszcza

Kasia