mmu
14.12.06, 09:56
Zapisałam w październiku córkę na angielski metodą Helen Doron. W zasadzie to
chciałam, żeby miała jakąś atrakcję, bo mieszkamy na odludziu, prawie nie ma
kontaktu z dziećmi ( w lato jeżdzimy do parku, ale teraz w parku dzieci brak)
i czasami się po prostu nudzi.W B-stoku nie znalazłam innych zajęć, poza
angielskim i jakimiś lekacjami w Akademii Muzycznej, tylko, że zapisay
skończyły się tam chyba w kwietniu.
Na początku było super, córka chętnie chodziła, bawiła się i choć w zasadzie
zna może z 5 słówek angielskich, byłyśmy zadowolone. Jednak od jakiegoś
miesiąca nie chce tam chodzić, na zajęciach w ogóle nie słucha pani, nie chce
uczestniczyć w zabawach a jak w domu wyjmuję plecaczek, to mówi "nie cem an
tu pri", czyli nie chcę one two three. Jak chcę puścić jej w tle płytę z
angielskim, to zaraz wrzeszczy i leci wyłączyć. Wydaje mi się że czas
zakończyć te zajęcia, widocznie córce nie odpowidają (jest bardzo ruchliwa a
tam jednak trzeba się podporządkować). Chyba nie ma sensu przeczekiwać? nie
chcę żeby się zraziła do angielskiego, wiadomo, że na naukę to ma jeszcze
czas, na razie to miała być tylko zabawa. Czy któraś z Was też rezygnowała z
tych zajęć, czy tylko nam się nie udało?
Do tego znalazłam zajęcia w Szkole Tańca, takie muzyczno - ruchowe dla 2-4
latków (córa ma 2,5 roku) i ta forma nam bardziej odpowwiada (byłyśmy co
prawda dopiero raz, ale tam się więcej dzieje no i jest po polsku).