Gość edziecko: guest
IP: *.*
21.02.03, 13:49
Witam, może ktoś będzie w stanie poradzić. Problem dotyczy 9 miesięcznego chłopca,który to nie daje mi odejść na krok. Ale może po kolei. Michałkiem zajmuję się praktycznie sama. Mąż wraca z pracy popołudniami, moi rodzice mieszkają daleko a rodzice mężą nie angażują się zbytnio w pomoc przy małym (czyt. nie angażują się wcale - ale to inny problem). Tak też w życiu synka mama jest wszechobecna. Tylko mama karmi, mama przewija, mama usypia, mama jest po przebudzeniu. Spacery tylko z mamą itd. itp. W skrócie tylko mama od poniedziałku do piątku od rana do wieczora. No i tak zrodził sie problem. Kiedy tylko ginę małemu z pola widzenia zaraz jest straszna rozpacz i płacz ogromny. Od maleńkiego synek był bardzo mamusiowy, ale widzę że problem się pogłębia. W tej chwili nawet u tatusia na rękach nie jest fajnie, zaraz malutkie rączki wyciągają się w moją stronę. Nie mogę odejść na krok. A przyjdzie przecież taki dzień,że nie będę mogła być z nim 24 na dobę. A poza tym wydaje mi się że taka sytuacja jest nie zdrowa (zarówno dla małego jak i dla mnie) Wiem że cudu raczej nie będzie i ot tak samo synkowi nie przejdzie. I już od jakiegoś czasu codziennie mówię do męża "wiesz trzeba coś z tym zrobić, bo to nie jest normalne" no i mija kolejny dzień - i jakoś nie wiem z której strony się do tego zabrać. Miał ktoś może podobny problem z takim bardzo mamusiowym dzieckiem. Bardzo proszę o radę bo już widzę oczami wyobraźni jak za jakiś czas Miszka uwieszony nogawki ciąga się za mną nawet do ubikacji.Pozdrawiam serdecznie.Asia