bunt dwulatka - co robicie?

02.04.07, 22:07
Co robicie jeśli wasze dziecko podczas powrotu ze spaceru kładzie się na chodniku drąc tak że całe osiedle słyszy i ani mśli iść dalej?
1. czekacie cierpliwie aż mu przejdzie i sam pójdzie dalej nie bacząc na ludzi którzy wzrokiem linczują,
2. bierzecie pod pachę i niesiecie drącego i rzucającego się na rękach dzieciaka,
3. krzyczycie, dajecie klapsy, ciągniecie za rękę do domu
4. inne opcje - jakie?
Ja stosuję metodę nr 1 ale tak mnie dziś stare babsko wkurzyło że jeszcze się trzęsę - stała i jadem tryskała że mój synek to "drań"itp ???? i że ona 3 dzieci wychowała ale na takie zachowania nie pozwoliłaby, oczywiście na pytanie co ona by zrobiła nie uzyskałam żadnej odowiedzi - tylko stała z tą wredną gębą i patrzyła jak moje dziecko się rzuca po chodniku i wydziera a ja stałam obok i cierpliwie czekałam aż mu minie histeria - cóż trwało to chyba ze 30 min jak nie dłużej no ale wrzeszcząc do domu po kilka kroczków ale doszedł.
Ale pytam co wy robicie w trakcie takiej donośnej akcji malucha?
    • gonia07 Re: bunt dwulatka - co robicie? 02.04.07, 22:25
      Witaj
      Najczęściej stosuje opcje nr 1. Chyba,że jestem potwornie zmęczona spacerem,
      albo mam mieć zaraz gości to wybieram opcję nr 2.

      Opcja nr 3 wogóle do mnie nie przemawia. Dla mnie to wzięło się z nikąd.
      Dziecko ma poniekąd do tego prawo i nie ma co się na nim wyrzywać, ze zachowuje
      się jak diabełek..

      Odnośnie gapiów, to ja mam zupełnie inne doświadczenia. Czesto napotykam
      sojuszników w walce z synka "bombami" smile Zazwyczaj mały przestaje w takich
      momentach dawać do wiwatu. Krytyka z ust obcego Małego zawstydza...,a może
      jedynie zaciekawia smile)))?? Nie wiem , ale najważniejsze , ze pozytywny skutek
      wywołuje smile
      Pozdrawiam i życzę mnóstwa cierpliwości smile

      • gonia07 Ucięło mi zdanie. Miało być tak.... 02.04.07, 22:28
        Witaj
        Najczęściej stosuje opcje nr 1. Chyba,że jestem potwornie zmęczona spacerem,
        albo mam mieć zaraz gości to wybieram opcję nr 2.

        Opcja nr 3 wogóle do mnie nie przemawia. Wg mnie określenie "bunt dwulatka" nie
        wzieło się z nikąd. Dziecko ma poniekąd do tego prawo i nie ma co się na nim
        wyrzywać, ze zachowuje się jak diabełek..

        Odnośnie gapiów, to ja mam zupełnie inne doświadczenia. Czesto napotykam
        sojuszników w walce z synka "bombami" smile Zazwyczaj mały przestaje w takich
        momentach dawać do wiwatu. Krytyka z ust obcego, Małego zawstydza...,a może
        jedynie zaciekawia smile)))?? Nie wiem , ale najważniejsze , ze pozytywny skutek
        wywołuje smile
        Pozdrawiam i życzę mnóstwa cierpliwości smile
    • peresia Re: bunt dwulatka - co robicie? 02.04.07, 22:37
      Moje dziecko wprawdzie jeszcze nigdy nie rzucilo się na ziemię, ale w momentach
      krytycznych stosuję opcję nr 1 z tym, że staram się nie nawiązywać z dzieckiem
      kontaktu wzrokowego, np. udaję że czytam gazetę, na zasadzie: "nie ma widowni -
      nie ma widowiska"
      Na baby, które wtrącają się w nie swoje sprawy odpowiadam: "nigdy pani nie
      uwierzę, że pani urodziła i wychowała troje dzieci, bo gdyby tak było, to by
      pani tak głupio nie gadała". Zawsze działa.
    • asia06 Re: bunt dwulatka - co robicie? 02.04.07, 23:50
      Stosuję opcję
      4a - nie doprowadzam do sytuacji, żeby moje dziecko musiało iść dalej, jak samo
      tego nie chce; często tkwi w jednym miejscui ani myśli ruszyć się dalej, bo pod
      domem jest tak ciekawie;
      4b - zagaduję, pokazując, że gdzie indziej jest coś bardzo ciekawego.

      Obie metody działają. Nie wiem, co to tupanie, wrzeszczenie, nie wiem, co to
      bunt dwulatka.
    • ik_ecc Re: bunt dwulatka - co robicie? 02.04.07, 23:51
      A na jaki temat sie dziecko darlo?
      U mnie takie akcje sa pacyfikowane w zarodku i rzaaadko kiedy dochodzi do ich
      silnej intensyfikacji.

      Np. siedzimy na placu, dziecie bawi sie w najlepsze, ja rzucam haslo "idziemy
      do domu". Dziec "nieeee!". Wtedy ja schodze do poziomu dziecia i mowie ze
      wspolczuciem "chcialabys sie jeszcze bawic, tutaj w parku" na co dziec (z
      pretensja) "tak!". "Chcialabys jeszcze pozjezdzac ze
      zjezdzalni!" "Tak!" "Chcialabys sie pohustac!" "Tak!" "Chcialabys sie pobawic w
      piasku!" "Tak, tak, tak!" - itd. Cala konwersacja odbywa sie albo podczas
      wpinania ja w wozek, albo brania na rece i odchodzenia, albo po prostu
      odchodzenia. Odchodzimy sobie fantazjujac "Pozniej przyjdziemy i bedziemy
      zjezdzac i sie hustac i robic zamki z piasku, tak, przyniesiemy zolta lopate,
      tak!" "Tak! Zolta lopata!"

      Nie ignoruje jej, nie tlumacze dlaczego musimy isc, nie pokazuje, ze jestem
      wieksza i ja stamtad moge zabrac sila bo tak mi sie chce. Rozmawiam z nia o tym
      co ona chce - z reguly samo to ze akceptuje jej niechec powrotu i chcec
      pozostania w parku wystarcza do tego zeby nie dostala histerii.

      Histeria jest wylacznie wtedy kiedy ja nie mam ochoty tego robic z takich czy
      innych wzgledow i od razu przechodze do rekoczynow (zabierania pod pache) -
      wtedy jest rzucanie sie, wrzaski, kopanie, itd. W momencie jak z nia zaczynam
      rozmawiac o tym co ona chce, histeria blednie. Dziala mi to niemal w 100%
      sytacji. Nie zawsze jest cicho, pokojowo i z usmiechem, ale zawsze wrzaski sa
      przynajmniej mniejsze.
      • dominika0808 Re: bunt dwulatka - co robicie? 03.04.07, 04:56
        i tu sie z toba ik_ecc zupelnie zgodze...ja tez staram sie nie ignorowac
        dziecka i nie pokazywac ,ze mam wladze...stosuje metode jak narazie bardzo
        skuteczna...nigdy sila ani krzykiem nie musialam reagowac...jesli synek chce
        sie dalej bawic na placu zabaw a juz pora na pojscie do domu mowie niby sama do
        siebie " Kubus chce sie jeszcze bawic ale ciekawa jestem czy ta wiewiorka jest
        jeszcze tam kolo naszego domku ?" albo "ciekawa jestem czy babcia wrocila juz z
        pracy do domku, a ty jak myslisz, idziemy sprawdzic? , zrobimy jej
        niespodzianke stukajac w okno...' itp, itd...wymyslam cokolwiek na poczekaniu
        by zachecic dziecko do oposzczenia placu zabaw i jeszcze nigdy mi sie nie
        zdazylo by synek nie przystal chetnie na moja propozycje...poprostu staram sie
        by nie kojarzyl tego jako konca zabawy tylko by wiedzial ,ze teraz jest czas na
        cos interesujacego w drodze powrotnej... nigdy tez nie mialam (przynajmniej na
        razie) problemu z Kuba w sklepie...ale moze ten slawny bunt dwulatka jeszcze
        przede mna...

        najwazniejsze to duzo rozmawiac z dzieckiem i tlumaczyc a nie odrazu zloscic
        sie i krzyczec...dziecko obserwuje rodzica i bardzo czesto bierze z niego
        przyklad...
        • luna333 Re: bunt dwulatka - co robicie? 03.04.07, 07:11
          no właśnie - rzecz w tym że on sam wyszedł z placu zabaw niby znudzony, zamknął furtkę od ogrodzenia i grzecznie potuptał na górę w pewnym momencie doszedł do wniosku że wraca na plac zabaw i mi zwiał, przekonywany że pójdziemy do domku bo do nas babcia przyjedzie itp niestety nie dały porządanych skutków - usiadł na chodniku i w ryyyk...
          • ik_ecc Re: bunt dwulatka - co robicie? 03.04.07, 14:52
            Scenka z placem zabaw byla tylko przykladowa. Natomiast metode mozna stosowac
            bez wzgledu na sytuacje - powiedziec dziecku kilka razy pod rzad co chce robic -
            dopiero kiedy sie troche uspokoi mozna oferowac alternatywe w postaci
            ewentualnej babci. (Ja osobiscie NIGDY nie klamie dziecku i nie mowie ze "moze
            babcia przyjechala" jesli wiem ze nie przyjechala - oferuje wylacznie opcje
            ktore wiem ze moga sie spelnic. W ogole bardzo rzadko kiedy cos obiecuje duzego
            w zamian, raczej wole zabawic na biezaco, np biorac corke na rece i sie z nia
            krecac czy podskakujac - to nam tez dobrze dziala - o ile juz byla w miare
            spokojna, pelnej histeri to samo nie rozwiaze.)

            Czyli w Twojej sytuacji, w momencie kiedy, jak piszesz, "doszedl do wniosku ze
            chce wracac na plac zabaw" kucnelabym przy nim i powiedziala "chcesz wracac na
            plac zabaw, chcesz sie jeszcze bawic!" - powtarzalabym to az sie uspokoi -
            dopiero wtedy zaczelabym mu machac ta babcia przed nosem. Jesli by sie nie
            uspokoil, znaczyloby to, ze chce cos innego. Ja nie zawsze od razu trafiam z
            tym o co corka placze. Jak juz kompletnie nie mam pojecia o co chodzi, to mowie
            po prostu "smutno ci jest bardzo, smutno, smutno i chce ci sie bardzo plakac" -
            to tez dziala.
            • luna333 Re: bunt dwulatka - co robicie? 03.04.07, 15:05
              dzięki za radę - przeczytam z 10 razy jeszcze i może się uda smile z babcią nie kłamałam - miała przyjechać. Dziś próbowałam tej metody ale chyba coś źle zrobiłam - histerii nie dostał wprawdzie no ale była owa babcia i się cały czas wygłupiała - młody na szczęście tylko siadał na ziemi albo zwiewał spowrotem spod samej klatki. Cóż - serdeczne dzięki za radę - spróbuję wdrożyć smile
    • nan12 Re: bunt dwulatka - co robicie? 03.04.07, 15:22
      Ja dlatego zabieram wózek, mamy niedaleko, ale w wózku szybciej się uspokoi. A
      wredni gapowicze, no cóż zamknąć ich nie możesz.
    • magdulichaa Re: bunt dwulatka - co robicie? 03.04.07, 19:54
      Podobnej sytuacji nigdy nie miałam, ale jak widzę , że zbliża się krysys,
      zagaduję małą czyms co ją interesuje mówię np, "ciekawe czy domisia eryka
      przestała boleć nózka", cos tam wymyślam, ale czasem dochodzi do kryzysu,
      zaczyna się płacz, a raczej takie zawodzenie, i siorbanie nosem, wtedy nie
      reaguję mówię po prostu "skarbie idziemy do domu, tam czeka Szymuś z babcią i
      stesknili się z atobą", jeśli to nie pomaga i akcja z przytuleniem i
      uspokojeniem nie działa, po prostu biore ją za rączkę i idę.... na nią to jest
      ostateczny sposób ale bardzo skuteczny, potem jest jeszcze chwilka chliptania a
      jak słyszę , że sie uspokaja zagaduje ja "widziałaś tego malutkiego pieska" ,
      inne sposoby też mam , nie zdażyła mi się taka sytuacja, żeby kladła się na
      ziemi i tupala, ale doskonale rozumiem mamy , które maja dzieci i własnie tak
      się zachowują, pozdrawiam
Pełna wersja