bomba001
22.04.07, 22:18
no mam pytanie, bo zaczynam sie chyba zastanawiac...
mam dwojke dzieci, synek 6 lat, corka 19 msc. spedzamy czas razem aktywnie:
rowery, wycieczki za miasto, zima narty, latem deska, gory... chodzimy do
muzeum, do teatru, basen, dzis jaskinie no i wleczemy ze soba wszedzie mala.
czasami jest to wbrew jej codziennym rytualom, spi w samochodzie, alebo nie
spi, je z nami w restauracji, lub na zielonej trawce. czesto jest wybita z
rytmu codziennego, przyznaje. generalnie sadze, ze jej sie krzywda nie
dzieje, jest bardzo zadowolona z tych zajec, nie ma problemow zdrowotnych.
ale coraz czesciej slysze: po co wy ta mala wleczecie? dajcie jej spokoj.
niech zostanie w domu, u babci z opiekunka...
no nie wiem. czas spedzamy aktywnie ze wzgledu na synka, raze najczesciej bo
w tygodniu duzo pracujemy i nie mamy czasu, zeby z soba byc. moglabym
siedziec w piaskownicy czy w domu, ale nie chce.
wlasnie sie szykujemy na wypad do pragi, zwidzanie etc. z mala oczywiscie

(
i nachodza mnie refleksje. a jak wy sie na to zapatrujecie? czy sa tu rodzice
dzeici, ktorzy podrozuja (mala byla juz na 3 kontynentach

), jezdza na narty
(troche bylo takich par na stoku jezdacych na zmiane)? czy tez moze my ja
faktycznie meczymy?