grazynka32
11.06.07, 10:58
Coraz bardziej jestem załamana poziomem naszych lekarzy. Mam trzy córeczki,
Agnieszkę- 7 lat i Malwinę 3 lata i Paulinkę 1 rok. Agnieszka i Malwina
maltretowały nas, żeby im kupić psa. Mąż już był skłonny sie zgodzić, lecz ja
stanowczo powiedziałam NIE, bo wiedziałam kto tym psem musiałby się zajmować,
a przy trójce dziewczynek... i tak mam dużo pracy. Żeby wilk był syty i owca
cała pojechaliśmy do sklepu i kupiliśmy świnkę morską. Dziewczynki szczęśliwe,
ja też, bo to mniejszy kłopot a jednak przyjemnie jak jest zwierzątko w domu.
Po tygodniu od zakupy świnki Agnieszka zaczęła strasznie kaszleć. Nie
skojarzyłam tego z pojawieniem się zwierzątka, bo kaszel był tak silny, że
świnka wydawała mi się zbyt błahym powodem. Poszłyśmy do lekarza, który nam
powiedział, że to wirus. Nie było gorączki tylko ten potworny kaszel, dostała
antybiotyk. Brała przez tydzień, nie przeszło. Poszłyśmy znowu do lekarza, a
że nasz był na urlopie to w przychodni przyjęła nas inna lekarka. Ta z kolei
powiedziała, że trzeba zrobić prześwietlenie płuc. Zrobiliśmy prześwietlenie-
zmiany w płucach! Nie wiadomo było co to jest. Aż słuchajcie przyszła do nas
sąsiadka, pediatra na emeryturze. Słyszała jak Agnieszka potwornie kaszle i
jak się dowiedziała, że mamy świnkę to kazała natychmiast ją komuś oddać. Dla
próby wyniosłam klatkę ze świnką na poddasze. Nie uwierzycie-kaszel minął w
przeciągu dwóch dni! A poprzedni lekarze faszerowali mi córę antybiotykiem! Żenada