szklanapulapka2
16.07.07, 14:08
Witam serdecznie! Bardzo martwię sie o mojego synka. Od zawsze był
przysłowiowym "niejadkiem", ale do tej pory udawało mi sie "wmusić" w niego 3
posiłki dziennie, czasem coś w międzyczasie. Teraz z jedzeniem jest tragedia.
Od kilku dni nie dziaął kompletnie nic - ani prośby ani groźby. Adaś zaczyna
cokolwiek jesć dopiero koło południa. Dziś np. było to 6 łyżek zupki mlecznej
(kluski na mleku) i pół serka Danonka. Potem zjada kilka łyżek zupy na obiad
i na dobrą sprawę to cały jego posiłek. Wczoraj np. był cały dzień o 10
łyżkach zupki mlecznej i 10 łyżkach pomidorowej. Nic więcej jesć nie chce.
Nie lubi pomidorów, ogórków, jajka nie weźmie do buzi pod żadną postacią. Nie
wiem, co sie dzieje. Do tego zachowuje sie dość dziwnie. Prosi o jedzenie,
mówi, zeby mu dać np. chlebka z masełkiem, a kiedy naszykuję, słyszę "juź nie
chem". I tak jest ze wszystkim. Ma milion pomysłów na jedzenie i z każdego
rezygnuje, gdy tylko zaczynam szykować.
Poza tym jest strasznym maminsynkiem. Dosłownie nie puszcza mnie za rękę.
Wszędzie chodzi za mną, najchetniej wisiałby mi na rękach cały dzień. Nawet
do ubikacji pcha sie ze mną. Najmniejsze podnioesienie głosu wywołuje u niego
salwy płaczu i zwykle po takiej histerii każe sie nosić i nie schodzi mi z
rąk przez klika godzin.
Wczoraj byłam nawet u lekarza, bo nie dawałąm rady po 3 dniach noszenia i
słuchania ciagłego płaczu i marudzenia. P. dr zbadała Adasia i stwierdziła,
ze nie ma żadnych objawów chorobowych.
Dodam, ze sytuacja pogorszyła sie od soboty. W piątek pojechałąm z synkiem na
wieś do moich rodziców i zostałąm z nim na noc. Dziecko calutka noc nie
zmrużyło oka. Usnął dopiero o 6 rano. Niby nie płakał, raczej śpiewał,
opowiadał, rozmawiał... a próby uspienia go na siłę doprowadzały dopiero do
płaczu. Nie chciał też nic jeść, mimo że myślałam, ze na wsi będzie miał
lepszy apetyt. Wróciliśmy do domu w sobotę i przenosiłam go cały wieczór, a
kiedy w nd. obudził sie znów z płaczem, to już poszliśmy do lekarza. Niewiele
to dąło. Dziś synek jest w miarę spokojny, ale apetyt nie wrócił. Czy to
pogoda, czy odreagowywania stresu zwiazanego z pobytem u dziadków (dodam, ze
Adaś jest ukochanym wnusiem dziadków i nie działą mu sie tam zadna krzywda,
nie umiem powiedzieć, czemu nie spał), czy jeszcze cos innego. Najbardziej
niepokoi mnie fakt, że Adaś niby woła jeść, a kiedy mu daję, to mu
się "odechciewa".Czy ktoś z Was miał /ma taki problem?