neptunka
24.07.07, 14:31
Syn ma 17 m-cy. Od około m-ca zaczął namietnie uderzać swego tatę a to
rączką, a to zabawką. Robi to w celach rozrywkowych (w ogóle jest dzieckiem
bardzo zywym i pogodnym) - nie jest to bicie "w nerwach", tylko rozmyślnie
podchodzi i od razu bądź po chwili zabawy uderza. Tłumaczenie, proszenie, a
nastepnie krzyk NIC nie daje - udaje zaskoczenie i dalej za chwilę robi
swoje. Nasze reakcje w ogóle go nie stopują, a nawet podobają mu się - nawet
jeśli oznacza to krzyk na niego. Mąż odsuwał go od siebie, tłumaczył m.in, że
nie będzie się z nim bawił - zero efektu, wtedy zajmuje sie innymi sprawami.
To że boli, że nie wolno, że nie ładnie to możemy do ściany mówić. Zabieranie
zabawki, którą oderza też nie przynosi efektu. Po prostu NIC nie przynosi
efektu.
Jak do niego dotrzeć?