Byłam na placu zabaw...

26.06.03, 18:39
I doznałam szoku.....Zwykle na naszym mikro-placyku zabaw bawią się maluchy,
ale tym razem przyszły akurat starsze dzieci, między 5 a 8 lat. Było ich
kilkoro. Jeden pięciolatek jeździł sobie na rowerku i jak kogoś mijał to
wykrzywiał się do niego i darł na całe gardło "łaaaaaaaa". Do dorosłych też
(oprócz mnie był jeszcze jeden tatuś). Bardzo go cieszyło, że moja Ania się
go boi. Dwóch chłopców i dziewczynka około 7-letnia wleźli do piaskownicy i
zabrali mojej córeczce wszystkie zabawki, przy czym dziewczynka wyrwała jej
z rączki łopatkę. Moja córka ma półtora roku, nie miała szans na
odzyskanie łopatki, więc powiedziałam dziewczynce, żeby ją oddała. Na co
dziewczynka, że nie, bo jej potrzebna. W końcu na bardziej stanowczą prośbę
rzuciła łopatką w moją Anię! 7 lat! I to z jaką agresją! Szczęka mi
opadła... Czy dzieci w tym wieku tak się zachowują? Chłopcy też byli nie
lepsi, ale już chyba nawet nie warto o tym pisać.
Zaczynam mieć wątpliwości, czy moje dziecko sobie poradzi w tej dżungli.
    • kassik Re: Byłam na placu zabaw... 26.06.03, 21:20
      tak, niestety nie jesteś jedyna. Ostatnio jechałam autobusem z moim synkiem (10
      miesięcy). Na jednym z przystanków dosiadło się małżeństwo z chłopcem w wózku
      (na oko miał może półtora roku). Wystarczyło spojrzeć na jego buzię sama
      wściekłość i agresja. Co zrobił ten mały? Zaczął wychylać się z wózka żeby
      pobić mojego synka. Mamusia po prosru trochę odsunęła wózek i to wszystko, a
      mały wciąż próbował.
      Innym razem wjeżdżałam do sklepu gdy wyszedł z niego 2,5 letni chłopczyk.
      Wycelował palcem w Kacperka rycząc jak wściekły kot "dzidzia"!!!!!Mamisia
      skwitowała to słowami "tak dzidzia". No i jaki będzie mój Kacperek skoro
      dookoła pełno jest takich dzikusów?
      • agata_edziecko Re: Byłam na placu zabaw... 26.06.03, 21:44
        Dziewczynki, moje kochane. Jestem mamą trzylatka i roczniaczki i zapewniam Was
        będziecie kiedyś mamami trzylatków i pięciolatków i siedmiolatków borykającymi
        się z takim właśnie zachowaniem Waszych dzieci i zamartwiających się, jak je
        zmienić, jak zapobiegać tej "agresji". Piszę w cudzysłowiu, gdyż jestem
        przekonana, że to, z czym się zetknęłyście, to nie była jeszcze agresja, a na
        pewno w przypadku półtoraroczniaka czy dwuipółlatka. Obserwuję bardzo dużo
        dzieci w moim otoczeniu i widzę, jak zmienia się ich zachowanie z wiekiem. Już
        półtoraroczniak próbuje swoich sił na młodszych dzieciach. Robią to dzieci
        wychowywane przez skrajnie łagodnych rodziców, więc na pewno nie uczą się tego
        w domu. Dwulatek zabiera innym dzieciom w piaskownicy zabawki i trwa ten okres
        w jego zachowaniu dość długo. I tak dalej, i tak dalej... Ja na Waszym miejscu
        nie martwiłabym się, jak Wasze delikatne dzieciaczki przetrwają w
        takim "nieprzyjaznym" środowisku, tylko zaczęłabym się godzić z myślą, że i
        Wasze dzieci dokonają nieraz tych strasznych czynów.
        Mój komentarz nie odnosi się do zachowania siedmiolatki w piaskownicy, gdyż
        taka osóbka juz powinna wiedzieć, co jej wolno, a czego nie. Niemniej jednak
        nie potępiałabym jej tak ostro i nie wykluczała, że w przyszłości i moim
        dzieciom coś takiego się zdarzy mimo moich usilnych starań wychowania ich na
        altruistów.
        • ewunia_uk Re: Byłam na placu zabaw... 26.06.03, 21:56
          agata_edziecko napisała:

          > Dziewczynki, moje kochane. Jestem mamą trzylatka i roczniaczki i zapewniam
          Was
          > będziecie kiedyś mamami trzylatków i pięciolatków i siedmiolatków
          borykającymi
          > się z takim właśnie zachowaniem Waszych dzieci i zamartwiających się, jak je
          > zmienić, jak zapobiegać tej "agresji".

          Agata, swiete slowa. A do mam jedno- i dwulatkow: jesli myslicie, ze Wasze
          dzieciaczki beda przez cale swoje dziecinstwo siedziec sobie cichutko jak
          aniolki i "nieagresywnie" odnosic sie do swiata, to sie baaaardzo mylicie.
          Ale coz, doswiadczenie Was nauczy.

          A co do nazywania dwu-i-pol latka dzikusem... Dziecko w tym wieku niewiele ma
          pojecia o dobrych manierach.
          • kassik Re: Byłam na placu zabaw... 26.06.03, 22:07
            Dobrze, rozumiem, że to mogą być normalne zachowanian dzieci w tym wieku, ale
            czy normalne są zachowania rodziców? Czy nie powinno sie jakoś zareagować?
            Jeśli moje dziecko chce bić immego malucha to odsuniecie wózka to trochę mało,
            prawda? Skąd to dziecko ma wiedzieć, że jego zachowanie jest nieporządane?
            • grzalka Re: Byłam na placu zabaw... 26.06.03, 22:28
              Czyli to norma? Nie wiem, dlaczego, ale wydawało mi się, że takie zachowania
              jak u tej dziewczynki są typowe dla 3-4 latków, a nie dla 7-latków. No, cóż,
              pewnie to mój brak doświadczenia.....
              Nie napisałam, że moje dziecko to spokojniutki aniołek, napisałam tylko, że w
              starciu z agresywnym 5-7 latkiem nie ma szans.
            • wiolontela Re: Byłam na placu zabaw... 26.06.03, 22:58
              Nie bardzo potrafie wyobrazic sobie półtoraroczniaka, ktory chce pobic inne
              dziecko. A co do zachowania jego rodziców, to co niby mieli zrobic? Wysiasc z
              autobusu? Odsuneli swoje dziecko i OK. Mieli mu tłumaczyc w tym autobusie,
              zbic moze, czy tez inne metody zastosowac? Normalne jest całkiem, ze czasem
              zejda sie takie maluchy i jeden drugiemu da po głowie czy wyrwie zabawke, taki
              to wiek i jego prawa. A czy Twoj 10miesieczniak nie hałasuje? Jak ów 2,5 letni
              chłopiec? Zawsze cichutki? A teraz sobie pomysl, ze pisze tu jakas emama:
              widziałam taka kobiete z 10 miesiecznym dzieckiem, ktore darło sie jak dziki
              kot. Nie mogła go jakos uciszyc? Moj ilustamlatek nigdy taki nie był.

              Troche zrozumienia dziewczyny. dzieci to dzieci. A 7 letniej dziewczynce mozna
              zwrocic uwage, nawet jesli rzuca zabawkami. 5 latek jezdzacy na rowerze i
              wrzeszczacy to tez norma, wasze inne nie beda, nawet w stosunku do starszych.

              Wiola, mama 5 latki i 2 latki
              • e.beata Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 12:15
                Wiola 5 latka rozumiem, bawił się w potwora i straszył, normalne chyba.
                Ale co do zwracania uwagi??
                Owszem ci rodzice powinni W AUTOBUSIE wytłumaczyć 1,5 rocznemu dziecku że
                innych się nie bije. Przy dzieciach trzeba reagować od razu.
            • kasia_mama_krzysia Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 10:33
              kassik napisała:

              > Dobrze, rozumiem, że to mogą być normalne zachowanian dzieci w tym wieku, ale
              > czy normalne są zachowania rodziców? Czy nie powinno sie jakoś zareagować?
              > Jeśli moje dziecko chce bić immego malucha to odsuniecie wózka to trochę
              mało,

              Kiedy Twoje dziecko będzie na tym etapie - a będzie, to pewne smile - na początku
              może będziesz spokojnie i cierpliwie tłumaczyła, a nawet wyjaśniała dlaczego
              nie wolno, ale po tysięcznym "nie wolno", które nie odniesie żadnego skutku, po
              prostu odsuniesz wózek, wyjmiesz nóż z ręki, albo zdejmiesz delikwenta z
              parapetu wink bez słowa.
              Bezsens tłumaczenia pewnych spraw dwulatkowi(ściśle biorąc - większości) jest
              bardzo ładnie wyjaśniony w "Dobrej miłości".

              Pozdrawiam
              Kasia_mama_Krzysia
            • wieczna-gosia Re: Byłam na placu zabaw... 01.07.03, 06:55
              kassik, no tez prawde mowiac odsunelabym wozek wink)

              A co wg ciebie zrobic? W tylek moze?
              jak probuje a nie dosiega to niech probuje na zdrowie. Pamitaj ze reakcja w
              stylu "be" u 3 latka juz moze wzbudzic nieopanowany wrzask i trzeba
              wysiadac wink)))) Lepiej wiec ingerowac w jego zachowanie minimalnie wink)
          • dflorjan Re: Byłam na placu zabaw... 01.07.03, 14:21
            Chodzę ze swoim synkiem (2,5 roku) prawie codziennie na plac zabaw. I co widzę
            i słyszę? Kiedy dziecko "rozrabia", to albo mu się w ogóle nie zwraca uwagi, bo
            za małe, albo mówi "nie wolno". Mało kto tłumaczy dziecku dlaczego nie wolno i
            jak ma się zachować w danej sytuacji, bo jest niby za małe i nie zrozumie.
            Zdaje mi się, że rodzice mają być przewodnikami dzieci na świecie. Nie chodzi
            przecież o naukę savoir vivre'u maluchów, ale elementarnych zasad współżycia
            społecznego. Stąd tyle "dzikusów". Tłumaczmy dzieciom świat, niech uczą się
            zwracać uwagę na potrzeby innych.
        • dziubelek2 Re: Byłam na placu zabaw... 26.06.03, 22:26
          podpisuję się pod twoim postem.nic dodać, nic ująć. tak samo jak mamy dużych
          dzieci często nie rozumieją, nie pamiętają zachowań niemowlaków i małych
          dzieci, tak samo mamy malców patrzą z przerażeniem na paroletnich "dzikusów."
          i wasze dzieci już niedługo będą wrzeszczeć, zabierać innym zabawki, nie będą
          chciały się podzielić i nieraz będą się rwać do rękoczynów.
          piszę z doswiadczenia i obserwacji dzieci własnych jak i sąsiadów. moje
          pokorne, ciche, grzeczne dzieciątko wyrosło na rozdartego pięciolatka, który
          ostatnio rzucił patykiem w motor.
          a juz przesadą wydaje mi się oburzenie na zachowanie dwuletniego dziecka,to
          niby jak miało się odezwać - szeptem? nie znam ani jednego dwulatka, który
          byłby cichy i nieśmiały.
          pozdr.mama pięciolatka, czterolatki i niemowlaka.
          • dziubelek2 Re: Byłam na placu zabaw... 26.06.03, 22:27
            tzn.pod postem agaty.
      • sojanka Re: Byłam na placu zabaw... 30.06.03, 15:27
        To juz chyba przesada. Co w tym złego, że dwulatek, któr umie mówić pokazuje na
        dziecko i woła dzidzia, a co ma wołać orangutan???
        Poza tym 1,5 roczne dziecko raczej nie bije żeby bić, robi to raczej mało
        swiadomie. No i co Twoim zdaniem miała zrobić jego mama? Urządzić mu wykład w
        tramwaju???

        Dziewczyny, bez przesady!
    • mirelcia Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 07:34
      Jak dobrze że mamy zdrowy rozsądek, bo juz się wystraszyłam. Niestety dzieci
      szybko rosną i ich zachowania też się zmieniają. Mója Olucha, to czasami mały
      aniołek, a czasami mały szatan. I na nic moje tłumaczenie. Co prawda nie jest
      agresywna, ale głosik ma i to całkiem niezły. A była taka cicha dzidzia.
      Potrzeba nam trochę tolerancji. Kiedy sie dzieje krzywda to reagować, ale z
      reguły maluchy daja same sobie radę.
    • adzia_a Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 08:36
      Słuchajcie, a ja jakoś nie potrafię zrozumieć, że siedmioletnie dziecko rzuca
      przedmiotami w młodsze. Czy takiego dziecka nie można zdyscyplinować?
      Dziewczyny, przecież to uczennica, ona musi wytrzymać 45 minut w ławce, nie
      mówcie mi, że nie potrafi się powstrzymać przed atakami złości!

      Nie wiem, czemu teraz wielu rodzicom się wydaje, że okazywanie WSZELKICH
      negatywnych uczuć w DOWOLNYCH okolicznościach jest dla dziecka korzystne i
      zdrowe. Ale ja wielu rzeczy ostatnio nie rozumiem...
      • majah76 Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 09:20
        I ja także się nie zgodzę (tzn zgodzę się z Adzią wink)), jak i nie zgadzam się
        ze sporadycznymi atakami mojego dziecka. Moja córka ma 27 mcy i zdarza się jej
        powalczyć o swoje. Np gdy ktoś zabiera jej łopatke, to mY rozmawiamy, a nie
        bijemy i wrzeszczymy "oddaj!".

        Może to normalne w tym wieku, ale od tego my jesteśmy, by dzieckiem pokierować
        odpowiednio, a nie patrzec, jak bije inne, czy zabiera zabawki. Moja Ola zawsze
        mówi przepraszam, pyta, czy może pożyczyć, rzadko zdarza się jej atak na inne
        dziecko i to "w obronie własnej". Wcale nie uważam ze mam tylko patrzeć, bo
        poradzi sobie. To nie o to chodzi. Moze i poradziłaby sobie, moze ugryzłaby,
        albo uderzyła. Jest niezwykle żywym, impulsywnym dzieckiem smile))

        No i mimo wszystko ze zrozumieniem i uśmiechem patrzę na takie zachowanie 1,5-2-
        3 latków, jeśli rodzice reagują. Bo to etap w ich życiu, przez który muszą
        przejść. Tak uczą się kontaktów z innymi ludźmi. A jeśli nikt nie reaguje, gdy
        inne dziecko wyrywa Oli łopatkę, popycha i wciska się przed nią na zjeżdżalnię,
        a często to starsze dziecko, to ja tłumaczę takiemu, z reguły z dobrymi
        efektami. Już kiedyś zastanawiałam się, czy mam prawo "wychowywać" inne dzieci
        na placu zabaw. Ale pomyślałam, że dla dobra mojej córki, jeśli tamci
        opiekunowie nie reagują, to jak najbardziej. W końcu Ola to obserwuje. I powoli
        sama zaczyna się uczyć. I radzi sobie całkiem nieźle.
        A był taki przypadek ostatnio właśnie, kilkulatek popchnął Olę, która już
        zaczęła wychodzić na schodki zjeżdżalni. Jego rodzice (była i mama,i tata)
        tylko patrzyli obojętnie. To powiedziałam chłopczykowi, siedzącemu już na
        górze, że tak nie można się zachowywać. Wtedy zareagowała oburzona mama: "Chodź
        Piotruś, na tę drugą zjeżdżalnię, jest pusta...". To do tego czasem ogranicza
        się wychowanie. Nic dziwnego, że potem 7latek zachowuje się dziwnie i jest
        pełen agresji... A gdzie i od kogo miał się nauczyć, jak żyć wśród innych...
        Bez dalszego komentarza.


        Anie rozumiem, dlaczego okrzyk dwulatka "o. dzidzia!!!", choćby najgłośniejszy
        był zły?????????? Oj, tu chyba przesada...

        Natomiast, owszem, zachowanie tej siedmiolatki, było złe. I w takiej sytuacji
        należy zareagować ostro. Przeważnie takie dziecko nie przychodzi już na plac
        zabaw z rodzicami. To kto, ma pomóc młodszemu dziecku? Ja w ogóle nie pojmuję
        reakcji dziewczynki. U nas z reguły 7latki są bardZo opiekuńcze w piaskownicy.
        Może to odosobniony przypadek? Nooo, na pewno nie jest typowy i normalny w tym
        wieku. Wszystko kwestia wychowania.

        I jeszcze coś. Na nasz plac zabaw przychodzą często dwie dziewczynki, 3-4
        klasa... Co drugie słowo "k... mać" itp. Zachowują się dość agresywnie w
        stosunku do ich rówieśniczek, szczególnie jedna. Ale raczej, nawet one trzymają
        się z daleka od maluchów. I gdy poproszę zawsze zejdą z huśtawki, jeśli Ola
        chce się pohuśtać... Hmm...

        Ja często jestem na placach zabaw, często różnych. I zachowanie siedmoletniego
        dziecka, opisane wyżej, nie jest wcale normalne.
        Ja nie spotykam.

        Majka.
        • inga17 Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 09:31
          Maja, całkowicie sie z Tobą zgadzam, nic dodać nic ująć.
          Bezstresowe wychowywanie dzieci nie przynosi nikomu pożytku ani rodzicom, ani
          otoczeniu, ani samemu dziecku.
          W tym wszystkim nie chodzi o to że dwu-trzylatek się źle zachowuje (jego
          prawo), ale o to że rodzice nie uczą go jak ma się zachowywać. Więc potem
          wyrasta na rozwydrzonego, bezczelnego, agresywnego kilkulatka, który nie radzi
          sobie z emocjami i zachowaniem. I niestety takich dzieci jest coraz wiecejsad((

          • dziubelek2 Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 10:18
            uwagę dziecku mona i należy zwrócić, jeśli zachowuje się nieodpowiednio.i to
            nie tylko wtedy, gdy jakieś dziecko krzywdzi nasze, ale w każdym takim
            przypadku.jednak nie oburzajmy się może na to, że dziecko krzyczy - w końcu
            chyba podwórko jest do tego miejscem najodpowiedniejszym.
            jeśli rodzice nie reagują na zachowanie swoich pociech - trzeba to zrobić za
            nich, nawet jeśli mają się "głupio"patrzeć.
            i jeszcze jedno - mam okazję obserwować zachowania dzieci w różnym wieku i
            wiem, że te same dzieci inaczej zachowują się w domu, inaczej w szkole, a
            jeszcze inaczej na podwórku.
            nie wyciagajmy więc pochopnych wniosków. przypuszczalnie ta sama siedmiolatka w
            obecności rodziców zachowałaby się inaczej.
            przypomniała mi się taka dyskusja nt.rozwydrzonego dwulatka - wiecie, ja gdy
            nie miałam jeszcze dzieci, to uważałam, że mój dwuletni chrześniak tez jest
            takim małym niewychowanym bachorem. dopiero wychowanie własnych maluszków
            uświadomiło mi, że to po prostu taki etap w życiu małego człowieka.a dzieci są
            rózne - i o ile nasze pierwsze dziecko moze być aniołkiem, to kolejne może się
            okazać diabełkiem. moje starszaki są zupełnie różne, jak ogień i woda, a
            wychowywani są tak samo.(to do mam, które cieszą się z posiadania grzecznego,
            zrównoważonego dziecka).
            pozdr.anka
          • majah76 Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 10:21
            Tak, tylko jeszcze jedno. Wiem, że bezstresowe/stersowe wychowanie znaczy
            różnie dla różnych ludzi. Dla mnie? No właśnie, nie wiem czy bez, czy
            stresowe wink

            Ja nie krzyczę (staram się bardzo wink)), nie daję klapsów, w żadnej postaci, nie
            szydzę absolutnie, nie ośmieszam i nie zawstydzam. Można tak, naprawdę. Po
            prostu tłumaczę, rozmawiam, mówię... Wierzcie mi, można. Ci rodzice na przykład
            powinni byli wytłumaczyć temu Piotrusiowi, dlaczego nie powinien tak się
            przepychać. Nie chodzi mi o to, by nakrzyczeli na niego (czy dali klapsa), co
            jest dość popularna metodą, nieskuteczną zupełnie. Bo gdy dziecko będzie
            starsze i przyjdzie na plac zabaw samo, to niestety, nie będzie juz nikt na
            niego krzyczał i poczuje, że moze juz wszystko. A gdyby mu spokojnie
            wytłumaczyć (tak zaczęłam wtedy), to może zapamięta... i zrozumie.


            A stres? Ja nie pozwalam na wszystko Oli. Więc jednak stres. Ale stres jakiś
            jest nam potrzebny. Jest nieodłaczną częscią nas samych. Jest nam niezbędny.
            Dzieki niemu reagujemy, uczymy się, przeżywamy życie po prostu. Dziecko nie
            żyje w jakiejś zamkniętej enklawie. I powtarzam, nie bicie, nie krzyki, nie
            znęcanie sie, nie o to chodzi. Tylko taki pozytywny wink stras, prawda, że brzmi
            rozsądnie?
            Ale o wychowaniu w stresie czy bez już było. I tylko uświadomiło mi, że ma
            wiele znaczeń. I każdy rozumie jak chce. Wiec wyjaśniam swoje stanowisko.

            Majka.
      • ewunia_uk Re: Byłam na placu zabaw... - do Adzi 27.06.03, 10:25
        Adzia, siedmiotaka potrafi (a raczej powinna potrafic) juz odrozniac
        dopuszczalne i niedopuszczalne zachowania. W pelni sie zgadzam, ze rzucanie
        lopatka w malucha jest niedopuszczalne i ta dziewczynka powinna byc skarcona.

        Ale podciaganie pod to "jednym tchem" dzieci w wieku, w krotym nie tylko o
        manierach, ale rowniez od dopuszczalnosci i niedopuszczalnosci ma sie dosc
        nikle pojecie... Mnie bardziej dziwia mamy, ktore sie bulwersuja "wrzeszczacym
        jak kot" dwulatkiem, niz zachowanie tegoz dwulatka.

        Oj doczekacie sie mamusie wlasnego "wrzeszczacego jak kot" dziecka, ktore po
        prostu w ten sposob wyraza swoje zafascynowanie swiatem. Czytam
        wlasnie "Chlopow" po raz kolejny i chcialoby sie powiedziec: "Ja wojt to wama
        mowie", a raczej "ja mama 9-latka to wama mowie" tongue_out smile))
        • adzia_a Re: Byłam na placu zabaw... - do Adzi 27.06.03, 10:34
          Masz rację - mówimy o dzieciach w różnym wieku, nigdy by mi do głowy nie
          przyszło bulwersować się zachowaniem dwu czy trzylatka. Choć często widzę, że
          rodzice wstydzą się, gdy ich pociecha - własnie w takim wieku - zachowuje się
          agresywnie, pomimo, że to przecież normalka (z drugiej strony są i rodzice,
          którzy wyglądają na zadowolonych, że ich dziecko daje sobie radę w życiu).
          • grzalka Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 10:47
            Nie mam żadnego doświadczenia z dziećmi w wieku powyżej 5 lat, pamiętam tylko
            siebie i innych z tego wieku i jakoś nie pamiętam żebyśmy wykrzywiali się i
            wrzeszczeli na całe gardło do napotkanych dorosłych i wyrywali małym dzieciom
            zabawki. Dlatego się troszkę zdziwiłam, zwłaszcza, że te dzieci mieszkają w
            naszym bloku, a ich rodzice są raczej przeciętni (normalni?, zwyczajni?).
            Ta dyskusja zeszła trochę na dwulatki i trzylatki, które, wiadomo, mają inne
            normy. A ja zupełnie nie mialam tej grupy wiekowej na myśli.
            • adzia_a Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 10:59
              Wiesz, Grzałka, mnie się wydaje, że to trochę skutek uboczny traktowania dzieci
              po partnersku.
              Okazuje się jednak, że i nad tym trzeba mieć kontrolę.
              My wciąż słyszeliśmy "nie pyskuj", "nie odzywaj się, jak starsi mówią", "bądź
              grzeczny" - generalnie otrzymywalismy przesłanie "panuj nad sobą i kontroluj
              swoje emocje".

              Daleko mi oczywiście od twierdzenia, że to było dobre i właściwe (na pewno nie
              w każym wydaniu), z drugiej strony uważam, że dziecko powinno uczyć sie panować
              nad sobą i wiedzieć, kiedy sobie może pozwolić na okreslone zachowanie.
              • majah76 Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 11:56
                adzia_a napisała:

                > Wiesz, Grzałka, mnie się wydaje, że to trochę skutek uboczny traktowania
                dzieci
                >
                > po partnersku.
                > Okazuje się jednak, że i nad tym trzeba mieć kontrolę.
                > My wciąż słyszeliśmy "nie pyskuj", "nie odzywaj się, jak starsi mówią", "bądź
                > grzeczny" - generalnie otrzymywalismy przesłanie "panuj nad sobą i kontroluj
                > swoje emocje".

                No właśnie, ja też to słyszałam. I nie wyszło mi to na dobre. W sumie niczego
                się nie nauczyłam. Byłam bardzo przez to zamkniętym dzieckiem, grzecznym i
                spokojnym. Tak bardzo kontrolowałam siebie, że płakałam tylko w nocy... Mama
                bardzo dziwiła się (i zawstydzała mnie niemiłosiernie), gdy byłam trochę
                starsza i nie odzywałam się wcale w towarzystwie starszych, rodziny i
                znajomych...


                A gdy byłam duzo starsza, wubuchłam. Żadna kontrola nad emocjami, żadne
                panowanie nad sobą... I wtedy to sie musiała wstydzić. W sumie to nawet żal mi
                jej, jak sobie przypomnę.



                > Daleko mi oczywiście od twierdzenia, że to było dobre i właściwe (na pewno
                nie
                > w każym wydaniu), z drugiej strony uważam, że dziecko powinno uczyć sie
                panować
                >
                > nad sobą i wiedzieć, kiedy sobie może pozwolić na okreslone zachowanie.



                No właśnie o tym wcześniej pisałam. Naprawdę można nauczyć dziecko dobrego,
                poprawnego zachowania, traktując je jednocześnie, jak człowieka. Jak dotąd
                robię wszystko inaczej, niz moja mama. I efekty są bardzo widoczne.

                A, i nie bronię krzyczeć mojej córeczce, gdy jesteśmy na placu zabaw, a gdzie
                ma to robić? Są miejsca, w których nie wolno, i ona to rozumie. I wcale nie
                jest aniołkiem. Ale w sumie to swietnie potrafi (czasem wink))) zapanować nad
                emocjami.

                Majka.
              • aha12 Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 11:57
                Cześć. Całkowicie masz rację. Dodam że właśnie rodzice są po to aby wytyczyć
                maluszkowi granice i nauczyć jak nie należy się zachowywać (konsekwentnie).
                Dzieci przechodzą w swoim burzliwym dzieciństwie wiele, można by powiedzieć
                postaci,i to my kształtujemy w nich charakter. Kocham dzieciaczki ale
                w "przyrodzie" musi panować równowaga. Trzeba je rozpuszczać i należy uczyć
                również dyscypliny. Nie ma czegoś takiego jak bezstresowe wychowanie. Właśnie
                takie doprowadza dzieciaki do obłędu ( bo nagle coś trzeba zrobić, kogoś bić
                nie wolno, i w dodatuku słuchać, nie rzucać jedzieniem ???? ) Pozdrowienia.
                Aga.
    • e.beata Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 12:33
      > nie wyciagajmy więc pochopnych wniosków. przypuszczalnie ta sama siedmiolatka
      w obecności rodziców zachowałaby się inaczej.

      No właśnie smile
      I to dopiero problem!!!!!
      Bo rodziców się boi. Bo rodzice zareagują i najprawdopodobniej krzykną, ukarzą.
      - nie zabieraj łopatki bo tak nie wolno - bo zaraz ciebie trzasnę - bo to
      łopatka dzidzi - masz swoją itp.itd.
      A gdzie miejsce na empatię??!!!
      Na główną przyczynę tego aby umiejętnie współżyc z ludzmi??!!!

      Mój synek też nie Aniołek wink, oj nie wink.
      Jak ma bunt smile to swoimi zabawkami np. się nie dzieli, ale nie do pomyślenia
      jest żeby komuś wyrwał nie swoją z ręki, żeby o obcą nie poprosił.
      Owszem, przepychanki, kłótnie. Ale bez powodu, np. wchodząc po schodach nikogo
      nie walnie w bok, piaskiem celowo nie posypie, nogi nie podstawi.
      A mamy takiego kolegę, który agresję właśnie w taki sposób wyładować musi.
      /coż reakcja rodziców jest prosta. Jak widzą gdy kogoś bije albo jakieś dziecko
      przyjdzie na skargę to mały słyszy - czekaj zobaczysz w domu, albo - zostaw bo
      jak ci przyłożę!!/ No to jak to dziecko ma sobie radzić?! Co będzie z nim
      dalej???



      • majah76 Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 12:40
        I o to mi właśnie chodziło.
        Pokazać dziecku, jak trzeba sie zachowac, a nie głupio i bezmyślnie skarcić. Bo
        fakt, że się krzyknie na rozrabiaka-agresora wink, niczgo nie gwarantuje na
        przyszłość.

        Majka.

        PS. Moja dwulatka zachowuje się podobnie, jak twój synek. I zawsze staram się
        jej pokazać (często innym dzieciom), że można inaczej... Zresztą ona już wie,
        że trzeba się zapytać właściciela. Mogę tylko patrzeć dumna (no tak, dumna
        jestem, a co?! smile))))))
    • szymanka Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 13:33
      ha, akurat mam 7 latka smile
      To nie jest normalne zabierać zabawki i nie chcieć oddać na polecenie dorosłego
      i to jeszcze obcego. I rzucać nimi w małe dziecko ? Ta 7 latka najwyraxniej
      była źle wychowana. Co do wrzasków, niestety normalne. Trudno jest czasem
      zapanować nad wydawaniem wszelakiej maści odłosów przez dziecko w tym wieku.
      Mój syn na przykład, nieustannie udaje ze jeździ jakimś warczącym motocyklem,
      hamuje z piskiem itd. Ale na szczęście na moje uciszanie (czasem przecież
      konieczne) reaguje, a juz na pewno zareagowałby na zwrócenie uwagi przez obca
      osobę. Dzieci zwykle czują przed obcymi większy respekt, i czasem sie
      zastanawiam: jeżeli takie dziecko nie reaguje na uwagi obcej osoby, to jak
      zachowuje się w domu?
    • odalie Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 14:46
      Dopisuję się na końcu, ale przeczytałam wszystko po drodze, więc:

      Majka - nam się zdarzały przejścia typu ośmio-dziesięciolatki zjeżdżające na
      rolkach po zjeżdżalni!!! tylko dlatego mojej młodej nic się nie stało, że
      chwyciłam ją dosłownie w ostatniej chwili, naprawdę. Trójeczka tych dzieciaków
      na rolkach zjeżdżała sobie dopóki im się nie znudziło, żadne uwagi nie pomogły,
      a jakże.

      W innym mieście raz na placu zabwa, na takim małpim gaju, gdy moja i inne
      maluchy dość spokojnie ustawiały się do zjeżdżania, jedna chyba siedmiolatka
      (...?) zabawiała się spychaniem dzieci - ot tak, poza krawędź podestu...
      Spróbowałam zwrócić uwagę i co usłyszałam? Hmm, jak zacytuję to mnie moderator
      obetnie smile

      Zabrałam stamtąd młodą, bo nie chciałam sparwdzać, co będzie, jak spadnie z
      wysokości półtora metra.

      Młódź w wieku giminazjalnych bardzo często oblepia małpie gaje (no, takie
      drewniane konstrukcje z mosteczkiem, zjeżdżalnią i te de) w naszej okolicy -
      zresztą nie takiej znowu najgorszej (głównie przedwojenne wille, trochę niskich
      bloków wspólnot miekszaniowych). I w nosie ma maluszki. Doszło do tego, że
      unikamy placów zabaw w ciągu wakacji, albo po południu (gdy młódź już nie w
      szkole). Bo sorriii, ale moje 4-letnie dziecko ma szanse na pertraktacje a w
      ostateczności, na walkę z rówieśnikami, no z trochę starszymi dziećmi - ale nie
      z dwa razy starszymi dzieciakami!

      Co do wychowania, to podpisuję się obiema rękoma pod Majką smile)) Trzeba
      tłumaczyć, tłumaczyć, dawać przykład, tłumaczyć. Spokojnie, żartobliwie, robiąc
      z tego dodatkowy element zabawy. Jak zanosi się na to, że jednak dzieciaki nie
      dadzą rady rozwiązać konfliktu pokojowo, należy interweniować - znowu
      tłumaczyć, a może jednak uda się dzieciakom porozmawiać, coś uzgodnić.

      A czasami trzeba, dla samego bezpieczeństwa dziecka, uspokoić zbyt agresywne
      dziecko - takie bezpośrednie zwrócenie uwagi czasami skutecznie studzi
      agresora. A niech się to jego/jej rodzicom/mamie/taci/opiekunce (spokojnie
      palącym papieroska/czytającym gazetę/plotkującym) nie podoba. Mnie się nie
      podoba mieć dziecko ze złamaną ręką czy piaskiem w oczkach.
      • mama_wiktora Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 16:06
        Ja też się dopiszę, choć doświadczenie mam niewielkie. Moj Wiktorek ma dopiero
        1,5 roku, ale lubi siedzieć w piasku. Dla mnie po obserwacjach
        zachowań "piaskowych" ciśnie się na usta pytanie: do jakiego wieku dziecko
        powinno poruszać się po podwórku bez opieki dorosłych?
        Jeśli chodzi o zachowania dzieci w piasku to są różne, ale dopóki następuje
        reakcja rodzica na zachowania niepożądane to jest ok. Dziecko ma przecież prawo
        odmówić pożyczenia swoich zabawek, oraz zażądać zwrotu tych pożyczonych.
        Niemniej zaobserwowałam wiele zachowań dzieci bez opieki rodziców, które mnie
        zdenerwowały. Dziecko mogło mieć z 5/6 lat, choć ciężko to określić. Chłopczyk
        zabrał Wiktorowi wszystkie zabawki, swoich mu nie chciał pożyczyć, ale nie
        pozwolił mu też dotykać jego własnych zabawek!!! Na nieśmiałe podchody mojego
        otwartego malca, który siadał przy nim i wskazując palcem próbował
        nawiązać "rozmowę" chłopiec odpowiadał: "no idz stąd bo się wkurzę i ci
        wleję"...
        Stanowczo zareagowałam...
        Moim zdaniem dziecko w tym wieku jednak jakąś opiekę na podwórku mieć musi.

        Gosia
      • wiolontela Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 20:16
        To ja jeszcze a`propos tych gimnazjalistów. Pamietasz odalie jak byłas w ich
        wieku? Pamietasz ten urok wakacyjnego przesiadywania na hustawkach czy przy
        piaskownicach? Ja pamietam. Co wiecej, pamietam, ze tez mielismy w nosie
        maluchy i ich mamusie ciagle zganiajace nas z hustawek, bo "one sa dla malych
        dzieci". A gdzie my mielismy sie podziac? Szczerze mowiac nie dziwie sie tym
        młodym ludziom, przeciez tak naprawde to jeszcze dzieciaki. Brakuje miejsc na
        osiedlach dla takich wyrosnietych dzieci. Ale i nie dziwie sie tobie, ba mnie
        sama tez wkurzaja notorycznie okupowane place zabaw, przez kazdego kto starszy
        niz ustawa przewidujesmile. Ot, niekonsekwentna jestem jak widze. Ale tak juz
        czuje. Z jednej strony zal mi tych dzieciaków ze starszych klas podstawowek i
        gimnazjów, z drugiej naszych małych, ktore nie maja gdzie sie pobawic. Ale tak
        sobie mysle, ze jak moje dziewczyny beda miały po 11 czy 12 lat, to tez pewnie
        wolała bede zeby siedziały na placu zabaw przed blokiem i okupowały te
        nieszczesne hustawki (ktorych widac cos za mało), niz łaziły Bóg wie gdzie.
        Kazda z nas bedzie wolała miec dziecko na oku.
        • odalie Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 21:20
          Pudło! smile))))))))))))))

          Oj, jakie pudło!!!

          No to wyjaśnię, czemu tak mi wesoło (bo mi wesoło smile))))))))))))))) )

          Niestety, ja pamiętam jedynie wyprawy do trzech bibliotek (z każdej brałam po
          10-15 książek, tak raz na tydzień tongue_out - jak ja to robiłam? dzisiaj tak szybko
          już nie czytam, oj nie... a szkoda, szkoda), wyjścia do Pałacu Młodzieży (koło
          matematyczne, koło chemiczne oraz wykłady na polonistyce tongue_out) oraz raz na jakiś
          czas wypady na "zwiedzanie wystaw" na mieście z kumpelką (zresztą z koła
          matematycznego smile ).

          To w siódmej i ósmej klasie. Aha, wcześniej i trochę w trakcie był jeszcze
          chór smile)))

          Jak byłam już w ogólniaczku, to jak już miałam czas na coś innego niż
          czytanie/twórczość własną, bo to ponad wszystko (a tak tongue_out...! właśnie twórczość
          własną - ileż ja mam tych brulionów zapisanych drobnym maczkiem...) albo
          odrabianie dwudziestu zadań z fizy i dziesięciu z matmy (zadawanych z dnia na
          dzień - nasza fizyca jest do dziś dnia czarną legendą mojego rodzinnego miasta -
          no a jeszcze polski i biologia, i inne)... to łaziłam do kumpeli i piłyśmy
          wermuty (jak to się wtedy ujmowało, Wermahty smile)) ) przy muzyce. Raz na jakiś
          czas była imprezka (z dużym udziałem i muzyki, i Wermahtów... aaa, była jeszcze
          Sangria...) - ale też nie na murkach, czy placach zabawa dla dzieci, tylko w
          zaciszu czyjegoś domu/działki.

          Wiem, dziwna jestem, byłam i pewnie będę smile))) - na murkach ani placach zabaw
          nigdy nie wysiadywałam - w okolicy mojego bloku nie miałam znajomych, raczej
          wytykano mnie palcami - jak się chciałam integrować, miałam do tego celu
          kilkoro znajomy z ogólniaczka/kursów.

          Rodzice wcale nie zmuszali mnie w jakiś specjalny (czy niespecjalny) sposób do
          takiego trybu życia - tak wyszło, tak chciałam. Czego wielu ludzi pojąć nie
          może.

          ........................................................................

          Aha - a propos młodzieży starszej - co innego korzystać z życia, a co innego
          deptać innym po głowach. Albo ma się to wpajane od dzieciństwa, albo się nie
          ma. I tyle.


          • odalie Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 21:37
            Aha, w ogólniaczku byłam na mat-fizie, dziś robię w humanistyce smile)) i żadnej
            całki czy granicy ciągu (dobrze mówię? jest coś takiego?) już nie policzę smile)))

            A etap "siódma klasa-ogólniaczek" uważam za niezmiernie udany. Znacznie
            bardziej niż np. pierwsze lata studiów. Jakoś nie odczuwałam i dziś, z
            perspektywy lat, nie odczuwam braku wysiadywania na murkach smile)))))

            Pozdrowionka!
    • dziubelek2 Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 17:50
      a mój pięciolatek ze trzy godziny temu oberwał kamieniem w czoło od rok
      młodszego dziecka.efekt? - plaster na czole i komentarz mamy małego
      rozrabiaki "no to nie będzie sie już z wami bawił, jak taki z niego
      łobuz".wprawdzie nie oczekiwałam, że zostanie jakoś ostro skarcony, ale ja
      swojemu dziecku kazałabym przynajmniej przeprosić. a co by było, gdyby trafił w
      oko?
      wiecie, ja w takich momentach, gdy moje dzieci padają ofiarą agresji, mam
      ochotę zapomnieć o dobrym wychowaniu, empatii, "nie czyń drugiemu..." itp. i
      powiedzieć ; "jak was biją, to oddajcie".
      niestety moje dzieci potrafią tylko powiedzieć"tak nie wolno, tak się nie robi".
      martwię się, żeby nie stały się "kozłami ofiarnymi" dla bardziej "rzutkich"
      rówieśników.
      pozdr.anka
      • helena29 Re: Byłam na placu zabaw... 08.07.03, 17:58
        Mam ten sam problem, moja corka (4 lata) nie potrafi oddac....tak ja
        wychowalam ze nie wolno bic czy rzucac przedmiotami w innych. Sama nie wiem
        czy to dobry sposob, czy nie stanie sie kozlem ofiarnym? ale ostatnio jej juz
        powiedzialam aby nie dala sie bic koledze...niech mu odda ale nie za mocno bo
        juz nie mam sily, a matka kolegi reaguje na jego zachowanie delikatnym "nie
        wolno" a on dalej bije i rzuca zabawkami...Pa!
    • kassik Re: Byłam na placu zabaw... 27.06.03, 21:33
      No to mi się dostało. Pewnie mój mały nie raz z czymś wyskoczy (na razie mu sie
      to nie zdarzyło) ale nie widziałyście twarzy tego dziecka w autobusie ani
      tego,przed sklepem. To były autentycznie dzieci, dla których takie zachowania
      to nie wybryki tylko codzienność. Gdybyście na dodatek widziały rodziców
      tego "autobusowego agresora" to wszystko byłoby jasne. A to dziecko przed
      sklepem ... to nie był zwykły sobie krzyk tylko wrzask pełen złości i agresjui
      i nie daję głowy czy nie trzepnąłby Kacperka gdyby nie to że tak szybko
      poszedł. Widuję różne dzieci, w końcu nie mieszkam na pustyni tylko na młodym
      osiedlu pełnym dzieci,i naprawdę mogę odróżnić kiedy dziecko jest agresywne a
      kiedy ma zły dzień lub jest to tylko wyskok. Nie twierdzę, że mój mały będzie
      święty (ma cudowne chochliki w oczkach) ale nie jest uczony agresji, nie
      krzyczymy na niego, nie reagujemy agresją na jego zachowanie itp.
      A co do zwracania uwagi to istnmieje jeszcze coś takiego jak odwracanie uwagi
      dziecka (stosuję z powodzeniwem) tylko trzeba wtedy zwrócić na dziecko uwagę a
      nie gadać i mieć wszystko w nosie.
      • ma.pi Re: Byłam na placu zabaw... 02.07.03, 21:47
        kassik napisała:

        > No to mi się dostało. Pewnie mój mały nie raz z czymś wyskoczy (na razie mu
        sie
        >
        > to nie zdarzyło) ale nie widziałyście twarzy tego dziecka w autobusie ani
        > tego,przed sklepem. To były autentycznie dzieci, dla których takie zachowania
        > to nie wybryki tylko codzienność. Gdybyście na dodatek widziały rodziców
        > tego "autobusowego agresora" to wszystko byłoby jasne. A to dziecko przed
        > sklepem ... to nie był zwykły sobie krzyk tylko wrzask pełen złości i
        agresjui
        > i nie daję głowy czy nie trzepnąłby Kacperka gdyby nie to że tak szybko
        > poszedł. Widuję różne dzieci, w końcu nie mieszkam na pustyni tylko na młodym
        > osiedlu pełnym dzieci,i naprawdę mogę odróżnić kiedy dziecko jest agresywne a
        > kiedy ma zły dzień lub jest to tylko wyskok. Nie twierdzę, że mój mały będzie
        > święty (ma cudowne chochliki w oczkach) ale nie jest uczony agresji, nie
        > krzyczymy na niego, nie reagujemy agresją na jego zachowanie itp.
        > A co do zwracania uwagi to istnmieje jeszcze coś takiego jak odwracanie uwagi
        > dziecka (stosuję z powodzeniwem) tylko trzeba wtedy zwrócić na dziecko uwagę
        a
        > nie gadać i mieć wszystko w nosie.


        Kassik, to Ty chyba jakis jasnowidz jestes, ze po jednym spojrzeniu na dziecko
        i rodzicow wiesz, ze to "diabel wcielony".
        Mi sie tez kiedys przydazyla niemila historia. Moj wowczas 4-5 letni syn,
        wyjatkowo niesmialy w tym wieku i wiecznie wiszacy u mojej spodnicy, co to
        nawet na obcego nie spojrzy bo sie boi. Jednego dnia w sklepie, z dzikim
        blyskiem w oku kopnal przechodzacego obok faceta. A ja nic nie zrobilam, nawet
        faceta nie przeprosilam, bo nie zatkalo, wzielam dziecko za reke i poszlam
        dalej, dopiero chyba ze 20 metrow dalej dotarlo do mnie co sie tak naprawde
        wydazylo. Dzieki Bogu, tonie Ty tam bylas bo dopiero wystawilabys opine na moj
        temat i mojego dziecka.
    • domi23 Re: Byłam na placu zabaw... 01.07.03, 00:08
      siedziałam razem z moimi dziećmi w piaskownicy. ponad trzyletni chłopczyk
      dołączył do nas. nabrał w rączkę piasku, przysunął się do mojego 2l. syna i
      otworzył rączkę tuż nad czołem mikołaja. piasek posypał się po buzi, wpadł do
      oczu i ust. powiedziałam stanowczo, że tak się nie robi. nic więcej nie
      zdążyłam, druga garść posypała się po buzi. ja zaraz obok, rozglądam się za
      rodzicem, są, siedzą oboje poza placem zabaw, daleko. jeszcze ostrzej spytałam,
      co robi. kolejna garść celnie wymierzona była we mnie. nie powiedziałam już
      nic. nabrałam piasku w rękę i sypnęłam w niego. tak samo. prosto w oczy.
      rozbeczał się nawet nie z bólu, tylko z faktu, że został tak potraktowany.

      wtedy raczyli pojawić się rodzice. z krótkim komentarzem, że mu się należało,
      zabrali młodego i szybko odeszli.

      czasem obecność rodziców o niczym nie świadczy.
      • ewunia_uk Re: Byłam na placu zabaw... 01.07.03, 00:26
        domi23 napisała:

        > nie powiedziałam już
        > nic. nabrałam piasku w rękę i sypnęłam w niego. tak samo. prosto w oczy.
        > rozbeczał się nawet nie z bólu, tylko z faktu, że został tak potraktowany.
        >

        Teraz to ja jestem zbulwersowana.

        No tak, prawimy kazania o tym, jak to nalezy dzieci wychowywac bez przemocy.
        Ale to dotyczy tylko wlasnych dzieci. Im powinnismy tlumaczyc, raz, drugi,
        dziesiaty, spokojnie, na przykladach, bron Boze nie podnoszac glosu.

        Ale za to obcemu dziecku, trzylatkowi, mozna dwa razy powiedziec, a za trzecim
        to juz garscia piasku w oczy.

        W Anglii niedawno byla dosc glosna sprawa sadowa: ojciec jakiegos malucha
        sciagnal innego (nie swojego) malucha z karuzeli, bo jakoby "wepchal sie" na
        karuzele przed jego synem. "Sciagnal" nawet bez zbytniej przemocy, maluchowi
        sie nic nie stalo, ale nie to jest wazne. Ojciec dostal bodajze wyrok w
        zawieszeniu. Bo jako dorosly naruszyl nietykalnosc osobista tego dziecka.

        W Polsce natomiast dumna mama opisuje na forum jak to "dala nauczke"
        trzylatkowi. Ludzie kochani, jaki my przyklad dajemy tym dzieciakom. Czy juz
        naprawde nie mozna inaczej? Wyjsc z piaskownicy, albo poszukac rodzicow tego
        dziecka? Czy oko za oko, zab za zab to jedyna strategia, na jaka nas stac???
        • wieczna-gosia Re: Byłam na placu zabaw... 01.07.03, 07:11
          W zeszlym roku bylam z przyjaciolka moja serdeczna na wakacjach. mama 4
          (prawie wink) ) dzieci.
          jej synek przez caly bozy dzien kombinowal tylko jakby tu naparzac Ole (oboje
          3 lata). Bylysmy zszokowane bo ona dzieci nie bije, nie krzyczy, ja tak samo.
          pilnowanie pary Franek Ola bylo strasznie meczace tym bardziej ze Franek lal
          mocno jak juz dopadl a Ola w ogole sie nie bronila. Mama Franka tlumaczyla,
          klapa nawet probowala dac. Porazka. Wiec zaczelysmy zupelnie niepedagogiczie
          Ole namawiac zeby oddala wink Nie daj sie facetowi. O zobacz bije cie. Oddaj mu-
          tlumaczylysmy wink I w koncu oddala. Franek z zaskoczenia poryczal sie i....
          koniec. Bradzo fajnie sie bawia.
          Do czego zmierzam- nadmierna agresja jest w pewnym wieku mozliwa. I wszelkie
          inne przesadne zachowania wink Zuza np bawila sie w pilnowanie zabawek i robila
          awanture nawet jak ktos spojrzal wink) No siedziala na zabawkach jak kwoka wink
          Wstyd mi bylo, bo nie tak ja wychowywalam a tu krew z krwi na kutwe
          wyrasta wink) na placu zabaw scigaly mnie spojrzenia obcych wink Ale wyrosla.
          Co do 7 latkow- w tym wieku to juz o chamstwie mozna mowic. Niestety. Wazne ze
          oddali te zabawki.
      • agata_edziecko Re: Byłam na placu zabaw... 01.07.03, 10:04
        Uważam za totalny bezsens, obnażający często prawdziwą naturę człowieka
        dorosłego i jego stosunek do dzieci, takie zachowanie, jak Ty zaprezentowałaś.
        Najpierw tłumaczysz dziecku, że czegoś nie wolno robić, a następnie ... robisz
        dokładnie to samo. Dziecko z tego zrozumie jedno: czyli jednak wolno.
        Ewentualnie jeszcze: aha, jemu wolno, a mnie nie. To znaczy, że ja jestem kimś
        gorszym. Dziecku tej pani nie wolno sypać piaskiem w oczy, a mnie wolno. Coś
        jest ze mną nie tak. Zapewniam Cię, że takie metody na mojej osobie się nie
        sprawdziły. Doprowadziły jedynie do znacznego obniżenia poczucia własnej
        wartości, z którym borykam się do dziś.
        W opisanej sytuacji jedynym rozwiązaniem było poinformowanie rodziców dziecka,
        że Twoja interwencja nie działa i prośba o reakcję (wytłumaczenie i ew.
        zabranie dzicka z piasku). Owszem, zdarzają się rodzice, którzy na coś takiego
        nieprzyjemnie zareagują, ale za to również nie powinno ponosić kary dziecko, to
        rodzice są winni.
        Mnie zdarza się zdenerwować na swoje dziecko, nawet otrzymał klapsa ze dwa
        razy, ale przyznaję, że to był wielki błąd. Zwłaszcza odpłacanie za złe
        zachowanie takim samym zachowaniem uważam za totalny absurd i wyraz
        nieumiejętności logicznego myślenia. I tutaj jest bez znaczenia, czy to swoje
        czy cudze dziecko. Z tą różnicą, że w stosunku do cudzego NIGDY nie pozwoliłam
        sobie na to, aby poniosły mnie nerwy.
        Przepraszam za ostre słowa.
        Pozdrawiam
        Agata
      • agata_edziecko Re: Byłam na placu zabaw... 01.07.03, 10:09
        Aha, wrócę jeszcze do mojej wypowiedzi na początku wątku. Chcę zwrócić uwagę,
        że rozumiejąc zachowania dzieci opisywane w dwóch pierwszych postach wątku i
        zwracając uwagę autorkom na to, że są to zachowania dość normalne w tych
        momentach życia, jednocześnie krytykowałam zachowanie siedmiolatki. W
        późniejszych wypowiedziach oponentek najczęściej nawiązywano jednak właśnie do
        tejże siedmiolatki jako przykładu, że nie mam racji (ja i osoby o tej samej
        opinii). Ja mówiłam o przykładach dzieci 1,5 - 3 letnich, jakie pojawiły sie w
        pierwszych postach. Te zachowania są normalne, a nie zachowanie siedmiolatki.
        Proszę więc o uważne czytanie, bo nie ma sensu polemizowanie z czymś, czego
        druga strona nigdy nie twierdziła.
        • grzalka Re: Byłam na placu zabaw... 01.07.03, 10:50
          Jako autorka pierwszego postu (jednego z tych, na który się powołujesz)
          chciałabym przypomnieć, że nie ma w nim mowy o zachowaniu dzieci w wieku 1,5-
          3lata. Bohaterami są: chłopiec lat 5 i dziewczynka lat 7.
          • agata_edziecko Re: Byłam na placu zabaw... 01.07.03, 11:23
            ok, chodziło mi raczej o drugi post.
            Przepraszam
      • e.beata Re: Byłam na placu zabaw... 01.07.03, 11:28
        Cudnie domni, wspaniale, cóż za przykład dla własnego dziecka. Nie zdziw się
        jak następnym razem on sypnie komuś piaskiem na głowę.
        Zachowałaś się własnie jak taki 3 latek smile.
        A gdyby to inna matka sypnęła Twojemu tak w twarz??
        Naprawdę nie umiałaś inaczej zareagować. To tylko małe dziecko, nawet nie
        nastolatek.
        A najgorsze to to, że Ty się tego nie wstydzisz?!

        • kassik Re: Byłam na placu zabaw... 01.07.03, 12:18
          Zejdźcie już z domi. Czy was nigdy nerwy nie poniosły??? Przyznaję, że takie
          postępowanie nie było właściwe, ale nie wiem sama jak bym zareagowała gdyby
          ktoś (nawet mały) robił krzywdę mojemu dziecku. Nikt z nas nie jest idealny a
          to co zrobiła domi to trochę według powiedzenia: nie rób drugiemu co tobie
          niemiłe. Może na drugi raz ten trzylatek nie sypnie innemu dziecku piaskiem w
          twarz?
          • majah76 Re: Byłam na placu zabaw... 01.07.03, 14:06
            Może trzylatek nie (choć wątpię, by zachowanie Domi miało jakiś efekt
            wychowawczy), ale synek Domi pewnie sypnie... wink

            A, i jeszcze jedno, czy i jemu Domi, w takiej sytuacji, sypniesz piachem w
            twarz?? ("żeby się nauczył, że to niefajnie")

            Oj, tu nerwy poniosły mamę za daleko. Przecież wystarczyło wziąć za rękę i
            zaprowadzic do rodziców. Choćby bardzo stanowczo i wbrew oporom dziecka. Jeśli
            słowa nie docierały.

            I jeszcze trzeba zrozumieć, że 1,5-3 -latki faktycznie mogą się tak zachowywać
            (co już niejednokrotnie zostało tu powiedziane). Ale 20-30+ -latki??? wink))))

            Majka
            • aniah.mamakrzysia Re: Byłam na placu zabaw... 01.07.03, 16:50
              A ja uważam,że Domi postąpiła prawidłowo.To był prawdopodobnie jedyny
              sposób,żeby ten mały zrozumiał,że żle robi.Są dzieci do których w inny sposób
              nie idzie dotrzeć.Nie rozumieją,że robią innym krzywdę,dopóki same tego nie
              doświadczą.
              Przykład:parę lat temu pracowałam za granicą jako opiekunka do dzieci.Miałam
              pod opieką bezstresowo wychowywanego trzylatka...To "grzeczniutkie" dzieciątko
              raz po raz rzucało we mnie swoimi samochodzikami.Tłumaczyłam bezskutecznie,że
              mnie to boli i że tak nie wolno.W końcu wkurzyłam się i odrzuciłam jedną z
              zabawek ,która poleciała w moim kierunku.Mały się popłakał i zrozumiał w
              końcu,że to boli.Nigdy więcej tego nie zrobił i o dziwo zaczął się lepiej
              zachowywać!
              Tak poza tym,to nigdy go oczywiście nie biłam i kończyło się tylko na
              tłumaczeniu i stawianiu granic-on tego wyrażnie potrzebował.Doszło do tego,że
              ja radziłam sobie z nim dużo lepiej niż jego Mama(za wszelką cenę bezstresowo
              wychowująca)i bardzo bardzo się polubiliśmy,aż żal było wyjeżdzać...
              • e.beata Re: Byłam na placu zabaw... 02.07.03, 14:02
                Mamo Krzysia zrozumiał że boli, i dlatego nie należy rzucać, czy to że jak
                będzie w ciebie rzucać to mu oddasz?
                Weź też pod uwagę, że reakcję domi obserwowały inne dzieci, jej syn, a nawet
                rodzice tamtego malucha /p.s. ich reakcja pozwala także wejść do klubu smile/.
                Dla mnie to wstyd i zachowanie naganne. Ale ludzie różni są i nie muszą się
                zgadzać z moim zdaniem. Cieszy mnie jednak, że ja ich w piaskownicy nie
                spotkałam.
            • domi23 Re: Byłam na placu zabaw... 09.07.03, 15:28
              mylisz się, mój synek nie sypie. jeśli ma na to ochotę ja stoję zaraz obok,
              łapię go za rękę i przypominam o tym "niefajnym" uczuciu tzn. jak to jest mieć
              piasek w oczach. właśnie po to siedzę w tej piaskownicy, żeby go w porę
              powstrzymać. w międzyczasie świetnie się bawimy, także ze wszystkimi innymi
              dziećmi. taki przypadek spotkał nas po raz pierwszy w naszym ponaddwuletnim
              współżyciu z innymi dziećmi na placu zabaw. nie mam nic przeciwko dzieciom
              biegającym, krzyczącym, sypiącym piaskiem przez przypadek, ale jak napisałam
              była to treść zabawy.
          • e.beata Re: Byłam na placu zabaw... 02.07.03, 13:53
            nerwy poniosły ??!!!
            Gdyby poniosły nerwy i dała temu małemu klapsa w pupę, to można by takie
            zachowanie nerwami tłumaczyć. Ale rzucać piaskiem ??!!!!
            Tu nie tylko nerwy poniosły.
      • domi23 Re: Byłam na placu zabaw... 07.07.03, 13:40
        winna jestem wyjaśnienie pewne...

        nigdzie nie napisałam, że jestem dumna z tego posypania. wręcz przeciwnie, jest
        mi wstyd.
        nigdzie też nie napisałam, że zdarzenie to obserwowała gromada dzieci i ich
        rodziców. niestety, nie obserwowali tego nawet rodzice tego dziecka, a to oni
        powinni złapać syna za rękę.
        wstyd mi jest,że poniosły mnie nerwy. owszem, to nie moja sprawa, pokazywać
        obcemu dziecku, że sypanie piaskiem w oczy wcale nie jest przyjemne.
        jest powyżej kilka listów o zdarzeniach, w których ta sama metoda skutkuje.
        wnioski wyciągnięte prawidłowo, ja - pracuję nad sobą, trzyletni kolega nie
        sypie piaskiem w nikogo, rodzice - siedzą obok i pilnują.
        pozd.
        • domi23 Re: Byłam na placu zabaw... 07.07.03, 14:06
          e.beato, danie klapsa to dopiero byłoby bezsensowne zachowanie. ja klapsów nie
          uznaję i nie daję. ani swoim ani innym dzieciom.
          napisałam już i napiszę jeszcze raz - powinnam była przedstaić sprawę rodzicom.
          wstyd mi,że zareagowałam tak gwałtownie.
          a skutki....są pozytywne. młody nikogo już nie sypie, rodzice siedzą zaraz obok
          niego, ja - pracuję nad sobą.


      • helena29 Re: Byłam na placu zabaw... 08.07.03, 18:06
        Wcale nie uwazam ze zrobilas zle, dziecko powinno widziec jak co boli, odczuc
        na wlasnej skorze ze piasek w oczach to nie przyjemnosc. Sama nie wiem jakbym
        postapila ale nie uwazam ze zrobilas zle. Moze ten trzylatek to zapamieta i
        nie bedzie wiecej tego robil, bo wie teraz jakie to nieprzyjemne. Tlumaczenie:
        nie rob tego to boli to dla takiego dziecka abstrakcja, ono moze nie wie zdaje
        sobie sprawy co to znaczy bol, ze kogos to boli. Teraz juz sie zastanowi przed
        swoim czynem, moze bedzie sie balo ze ktos zrobi mu to co ono komus i chyba o
        to chodzi. Dzieci czasami musza sie czegos bac i poczuc bol aby sie nauczyc ze
        tak nie wolno. A co wy byscie zrobily drogie mamy? czy zabralybyscie swoje
        dziecko tylko dlatego ze inne sie zle zachowuje? i jak sie prosi inne dziecko
        aby tego nie robilo i to nie skutkuje? A dlaczego moje dziecko ma cierpiec?
        wlasnie ten maluch az 3 razy posypal piaskiem... ona mu tylo raz. I jezeli to
        taka zabawa to niech ten trzylatek poczuje jak wszyscy sie bawimy!!! i teraz
        ono wie ze tak nie wolno, ze to nie zabawa! Czy tak? dobra lekcja dla
        trzylatka.
        • agata_edziecko Re: Byłam na placu zabaw... 09.07.03, 09:48
          Chcesz wiedzieć, co ja bym zrobiła? Zwróciłabym się do rodziców tego dziecka,
          czego nie zrobiła nasza koleżanka przechodząc od razu do czynów. Trudno
          zgadnąć, dlaczego najpierw nie poprosiła jego rodziców o interwencję. Przecież
          to takie proste.
          Pozdrawiam
          Agata
          • domi23 Re: Byłam na placu zabaw... 09.07.03, 15:11
            nie zwróciłam się z uwagami do rodziców owego trzylatka właśnie dlatego, że ich
            nie było tam, gdzie być powinni - tuż przy trzylatku. jak podkreślałam w każdym
            z moich postów, rodzice(oboje) siedzieli poza placem zabaw, poza ogrodzeniem,
            dość daleko.
            nie interweniowałabym tak gwałtownie, gdyby byli obok. gdyby byli blisko,
            zwróciłabym się do nich. a najlepiej byłoby gdyby siedzieli w piaskownicy razem
            z młodym i zorganizowali mu jakąś zabawę, albo chociaż złapali za rękę w
            odpowiednim momencie.
            nie usprawiedliwiam się. takie były okoliczności. nadal mi wstyd, że najpierw
            ich nie wezwałam.

            rozwiązanie problemu w ten sposób przyniosło jednak pozytywne skutki. młody już
            nikogo nie sypie. rodzice siedzą blisko. ja - pracuję nad sobą.
            • agata_edziecko Re: Byłam na placu zabaw... 09.07.03, 15:55
              Wiesz, jakoś to do mnie nie przemawia. Gdyby coś się temu dziecku stało, albo
              twojemu dziecku, to chyba nie miałoby znaczenia, że rodzic siedzi daleko.
              Biegłabyś, aby go zawiadomić i zapewne gdyby chodziło o twoje dziecko tego
              samego oczekiwałabyś od innych (wiem, Ty nigdy nie siedziałabyś daleko od
              swojego dziecka). Chyba nie trzeba było jechać autobusem po nich? Dobrze, że
              dostrzegasz wady swego postępowania, ale skoro je dostrzegasz, to nie
              usprawiedliwiaj się na siłę. Dla mnie jest to jasne i proste: nie można karać
              cudzych dzieci (chyba że rodzice oddali je pod moją opiekę i upoważnili do
              tego). Jeżeli cudze dziecko coś zmaluje, to zwracam mu uwagę, a jeśli to nie
              skutkuje, proszę o interwencję jego rodziców. To JEST proste i nie zmienia tego
              fakt, że rodzic dziecka siedzi 100 metrów ode mnie. Uważam wręcz, że miałaś
              obowiązek zwrócenia tym ludziom uwagi, że powinni zwracać większą uwagę na
              dziecko (ze względu na bezpieczeństwo tego dziecka oraz innych w jego
              otoczeniu). Po prostu nie chciało Ci się iść i wolałaś zastosować
              niedopuszczalne środki. Owszem, może skuteczne, ale bezsens tych metod nie
              polega na ich nieskuteczności, ale na ich szkodliwości. Na co szkodzą, to można
              sobie poczytać w innych postach.
              Pozdrawiam
              Agata
          • domi23 Re: Byłam na placu zabaw... 09.07.03, 15:15
            okoliczności sprawiają, że czasem to wcale nie jest takie proste.do
            przemyślenia.

            do przemyślenia także post maji76 o braniu sprawy w swoje ręce.
    • tosiaa Re: Byłam na placu zabaw... 02.07.03, 15:05
      Pozwole sobie zabrac głos w dyskusji jako mama takich właśnie pupilków lat 5 i 9

      Sprawa pierwsza: nie bardzo rozumiem wypowiedzi w stylu:"zobaczysz twoje
      dziecko tez urosnie i wtedy to...."- moje dzieci wyrosły z pieluszek i takich
      zachowań jak główna bohaterka pierwszego postu nigdy nie prezentowały.

      Nigdy sie nie wydzierały na podwórku bo moze jest ono od "wyszalenia" sie ale
      to szaleństwo ma swoje granice ,a mianowicie wyznaczaja je potrzeby innych
      uzytkowników dajmy na to piaskownicy.Wypoczywaja tam nasze dzieci i my i dobrze
      jesli nauczymy juz malucha koło dwóch latek ze nie jest tam sam i drzec sie nie
      musi.Nie róbmy strefy ciszy ale obserwujemy czy zachowania naszego dziecka nie
      przeszkadzaja innym.Doskonała nauka społecznego zachowania niezbednego w szkole.

      Sprawa druga: Nie wyobrazam sobie naruszalnosci obcego dziecka ,dlatego
      zachowanie kolezanki która sypneła obce dziecko piaskiem jest dla mnie nie do
      przyjecia.Nie jestesmy od wychowywania innych dzieci a tym bardziej nie
      decydujemy o metodach .

      Sprawa trzecia: Ostatnio bardzo czesto poruszana wsród moich kolezanek a
      mianowicie :wiek dziecka które samodzielnie funkcjonuje na podwórku.
      Otóz dziecko w wieku 4 lat jest zdecydowanie za male na samodzielne wyprawy .
      Chłonie wszelkie zachowania jak gabeczka i nie mamy mozliwosci korygowania
      pewnych postaw stad potem pytania : "moja Basia ,no niemozliwe?? "

      podsumowanie: zachowanie dzieci przedstawione w pierwszym poscie Asi jest
      conajmniej nieodpowiednie.7-latka rzucajaca w male dziecko łopatka ,rany .
      ta siedmiolatka najprawdopodobniej wychowuje sie w domu gdzie na wiele jej sie
      pozwala nie zna "nie" i "nie wolno"

      Nie mozna sadzic iz wszystkie 4-8 latki przechodza jakas faze zdziczenia smile
      szaleja i wyprawiaja najdziksze swawole smile
      to dzieci niewychowane po prostu !dzieci które kiedys były za małe aby
      zrozumiec,za małe na wyjasnianie,za male na skarcenie,takie których zachowania
      usprawiedliwia sie zawsze prawem danego wieku.

      A teraz prywata smile Asiu musimy spotkac sie na naszym placu zabaw a zobaczysz 9-
      latke troskliwie opiekujaca sie maluchem i 5 latke funkcjomujaca zupelnie
      normalnie .


      Gosia
      • adzia_a Re: Byłam na placu zabaw...do Gosi 03.07.03, 08:17
        tosiaa napisała:

        > to dzieci niewychowane po prostu !dzieci które kiedys były za małe aby
        > zrozumiec,za małe na wyjasnianie,za male na skarcenie,takie których
        zachowania
        > usprawiedliwia sie zawsze prawem danego wieku.

        Jej, Gosiu, dzięki za ten kawałek wink Czyli wszystko ze mną w porządku wink)) Bo
        wiesz, z nas się nieraz śmieją, że nasze dziecko jest "za małe" na niektóre
        rzeczy, które staramy się jej wpajać.
        Tylko, że to za małe dziecko (niecałe trzy latka) szuka na mieście kosza, żeby
        wyrzucić papierek, uzywa magicznych słówek "proszę", "dziękuję"
        (na "przepraszam" to rzeczywiście jest za mała - niektórzy zresztą są na to za
        mali przez całe życie wink))) ).
      • ewunia_uk Re: Byłam na placu zabaw... 03.07.03, 12:06
        tosiaa napisała:

        > Sprawa pierwsza: nie bardzo rozumiem wypowiedzi w stylu:"zobaczysz twoje
        > dziecko tez urosnie i wtedy to...."- moje dzieci wyrosły z pieluszek i takich
        > zachowań jak główna bohaterka pierwszego postu nigdy nie prezentowały.

        Czuje sie wywolana do tablicy, bo to ja wlasnie pisalam: "poczekajcie, jak
        wasze dzieci podrosna". Wydawalo mi sie, ze jasno zaznaczylam, ze mam na mysli
        te 1.5 latki i 2-latki, a nie 7 latke w pierwszym poscie!!! I nie dotytyczylo
        to rzucania lopatka w malucha, tylko poltoraroczniakow i dwulatkow
        zachowujacych sie.. po prostu jak poltoraroczniaki i dwulatki.
        • tosiaa Re: Byłam na placu zabaw...do ewuni 03.07.03, 12:42
          a jak zachowuja sie półtoraroczniaki i dwulatki smile ??

          Czy wydzierający sie dwulatek na placu zabwa to norma ,bo dwulatek musi sie
          wyszalec lub dwulatek sypiacy piaskiem w inne dzieci ,lub zabierajacy zabawki ??

          Otóż dwulatki to bardzo rozsądne ale i sprytne dzieci i bardzo szybko
          rozumuja : zabraniają hmm chyba tego nie wolno! Nie zabraniaja -znaczy sie jest
          OK sad

          Niestety formy zakazu nalezy wprowadzic dosc wczesnie ,nie zgadzam sie z
          opiniami ze takie sa prawa wieku.
          Dziecko nie przyzwyczajone do przestrzegania pewnych zasad (np nie zabieram
          wiaderka Kasi,nie krzycze jak czegos nie dostane) nie bedzie chciało przyswajac
          zasad w wieku lat 4 czy 5 .

          Dziecko znajace granice jest wbrew pozorom wychowywane bez specjalnych stresów
          nie zauwazyłam aby wprowadzanie takowych odbilo sie jakims echem na mioch
          dzieciach.

          Gosia
          • grzalka Re: Byłam na placu zabaw...epilog? 03.07.03, 13:59
            Po ochłonięciu z szoku jaki przeżyłam troszkę się tymi dziećmi zainteresowałam,
            żeby jakos sobie wytłumaczyć ich zachowanie. Wrzeszczący pięciolatek to starszy
            bart dwuletnich bliźniaków, którzy całkowicie pochłaniają uwagę rodziców.
            Natomiast dziewczynka ma dwóch starszych braci i wszyscy w domu traktują ją
            jako maleństwo, której wolno wszystko. Nie jest z nią tak źle, bo po kilku
            rozmowach (ze mną) już uważa na małe dzieci. Rodzicow ma raczej nie
            przejmujących się zbytnio savoir-vivre"m swoich pociech. Trochę mi to wyjaśniło.

            P.S Gosiu, nie ma sprawy, to kiedy mamy przyjść na Wasz plac zabaw?smile
          • helena29 Re: Byłam na placu zabaw...do ewuni 08.07.03, 17:45
            Gosia,absolutnie sie z Toba zgadzam. Ujelas to znakomicie i ciesze sie ze sa
            takie mamy jak Ty. Dziekuje!
          • ewunia_uk Re: Byłam na placu zabaw...do ewuni 08.07.03, 18:09
            tosiaa napisała:

            > a jak zachowuja sie półtoraroczniaki i dwulatki smile ??
            >
            > Czy wydzierający sie dwulatek na placu zabwa to norma ,bo dwulatek musi sie
            > wyszalec lub dwulatek sypiacy piaskiem w inne dzieci ,lub zabierajacy
            zabawki ?

            Prosze, niech mi kto wytlumaczy jak komu glupiemu wink co jest moralnie,
            spolecznie czy w inny sposob zlego w dwulatku krzyczacym (nawet na cale swoje
            dwultenie gardlo, niech mu bedzie) "dzidzia!" na widok innego dziecka? Na
            ulicy, nie w przychodni, kosciele ani bibliotece czy innym miejscu, gdzie
            obowiazuje cisza. I dlaczego wymieniane jest to jednym tchem z biciem
            rowiesnikow, sypaniem piaskiem w oczy, czy zasmiecaniem ulicy papierkami.

            Ja uwazam, ze swiat bylby o wiele smutniejszy bez tych "krzyczacych na cale
            gardlo" dwulatkow. Czy wszystkie dwulatki takie sa? Nie, nie wszystkie.
            Dzieci maja rozne osobowosci, niektore sa bardziej zamkniete w sobie. Ale czy
            trzeba to tepic u dzieci, ktore tak akurat reaguja? Jakiej kategorii jest to
            wykroczenie?
      • helena29 Re: Byłam na placu zabaw... 11.07.03, 19:50
        Tosiaa i Adzia_a bardzo dziekuje za wasze wypowiedzi, tego wlasnie szukalam.
        Ciesze sie ze sa takie mamy jak Wy, mamy ktore wychowuja swoje dzieci z troska
        o innych. Mamy ktore ucza dziecko dobrych zachowan. Z tym szukaniem kosza na
        smieci - moja corka miala 18 miesiecy jak zaczela to robic. I masz racje ze
        plac zabaw nalezy do wszystkich i tak powinny sie dzieci w nim zachowywac aby
        nie przeszkadzac innym.
        Wczoraj bylam na placu zabaw z moimi dziecmi, jak mi bylo milo jak dziewczynka
        w wieku mojej corki (4lata) zapytala czy moze sie z nia bawic i uzywac naszych
        zabawek. Dzieci wymienialy sie lopatkami i foremkami bez wyrywania, bez
        sypania piachu w oczy. Byly tam tez inne malutkie dzieci w towarzystwie mamy i
        tez bawily sie naszymi zabawkami. Jak moja corka chciala uzyc lopatke to dla
        18 miesiecznego dziecka podawala foremke. Usmiechala sie do tego malucha i
        prosila o wymiane zabawki - fajnie to wygladalo, maluch oddal lopatke i zacza
        bawic sie foremka. Mama malucha byla przy nim i czuwala, czasem cos tlumaczyla
        ze tego nie wolno i byla zainteresowana co maluch robi.

        Tez denerwuje mnie jak matki zwalaja zachowanie na wiek. Mysle ze
        usprawiedliwiaja tym swoje rozpuszczone dzieci, bo sa pewne granice jezeli
        chodzi o zachowanie, granice ktore i takie maluchy powinny rozumiec.

        Nie uwazam ze dzieci w sklepie czy tramwaju powinny sie siedziec cichutko.
        dzieci maja duzo energii ktora musza wyladowac i czasami musza sobie
        pokrzyczec czy po prostu wyszalec sie ale w tym wszystkim nie robiac krzywdy
        drugiemu.

        Pozdrawiam i zycze powodzenia w wychowaniu maluszkow.
        • majah76 Re: Byłam na placu zabaw... 11.07.03, 22:52
          helena29 napisała:

          Z tym szukaniem kosza na
          > smieci - moja corka miala 18 miesiecy jak zaczela to robic. I masz racje ze
          > plac zabaw nalezy do wszystkich i tak powinny sie dzieci w nim zachowywac aby
          > nie przeszkadzac innym.

          A moja miała ponad rok i uwielbiała wyrzucać papierki do kosza, wrecz awantura
          była na spacerze, gdy zapomniałam i sama wyrzucilam. To nic nie znaczy. To po
          prostu normalne. A krzyk dziecka na placu zabaw przecież w niczym nie
          przeszkadza, bo w czym? Gdy Ola byla malutka i spała w wózku, to trudno, szłam
          gdzieś daleko od placu zabaw. Bo tam bawily się dzieci... I w porządku.


          > Wczoraj bylam na placu zabaw z moimi dziecmi, jak mi bylo milo jak
          dziewczynka
          > w wieku mojej corki (4lata) zapytala czy moze sie z nia bawic i uzywac
          naszych
          > zabawek. Dzieci wymienialy sie lopatkami i foremkami bez wyrywania, bez
          > sypania piachu w oczy. Byly tam tez inne malutkie dzieci w towarzystwie mamy
          i
          > tez bawily sie naszymi zabawkami. Jak moja corka chciala uzyc lopatke to dla
          > 18 miesiecznego dziecka podawala foremke. Usmiechala sie do tego malucha i
          > prosila o wymiane zabawki - fajnie to wygladalo, maluch oddal lopatke i zacza
          > bawic sie foremka. Mama malucha byla przy nim i czuwala, czasem cos
          tlumaczyla
          > ze tego nie wolno i byla zainteresowana co maluch robi.


          No, sielanka. Pięknie. U nas czasem też się tak zdarza smile)))) Tylko ostatnio
          Oli wiek się przypomniał i pojawiają się problemy wink))


          > Tez denerwuje mnie jak matki zwalaja zachowanie na wiek. Mysle ze
          > usprawiedliwiaja tym swoje rozpuszczone dzieci, bo sa pewne granice jezeli
          > chodzi o zachowanie, granice ktore i takie maluchy powinny rozumiec.


          No, to już przesadziłaś, Heleno. Właśnie te maluchy granic się uczą. I jak się
          mają nauczyć, jeśli raz nie zachowają się inaczej? Wtedy można maluchowi (i
          należy) wytłumaczyć dlaczego nie (chodzi o sypanie piaskiem, czy bicie).
          Jednemu dziecku wystarczy raz, innemu pięć razy, a jeszcze inne, no cóż, bardzo
          długo będzie się uczyć, i jeszcze inne nauczy sie na przykladzie innego (nie
          przechodząc buntu wcale). Ja tłumaczę sobie zachowanie Oli (coraz rzadziej)
          wiekiem. NIE JEST ROZPUSZCZONa, Heleno. Ale niczym innym wytłumaczyć się nie
          da. I to mija. Dzięki konsekwencji i tłumaczeniu. Zrozum, TO TAKI WIEK. I
          denerwują mnie matki, które nie mają za grosz zrozumienia. I w piaskownicy, gdy
          Oli zdarzy sie mieć gorszy dzień, a ja robię, co mogę, by wyjść z sytuacji,
          taka mama patrzy i na mnie i na Olę wzrokiem bazyliszka (podczas, gdy jej córka
          pięknie babki z piasku buduje, spokojnie i grzecznie, najczęściej starsza lub
          dużo młodsza). Ja np uśmiecham się lub staram nie zwracać uwagi, gdy inna mama
          tłumaczy coś swojemu dwulatkowi bawiącemu się niezgodnie z zasadami wink

          > Nie uwazam ze dzieci w sklepie czy tramwaju powinny sie siedziec cichutko.
          > dzieci maja duzo energii ktora musza wyladowac i czasami musza sobie
          > pokrzyczec czy po prostu wyszalec sie ale w tym wszystkim nie robiac krzywdy
          > drugiemu.

          No właśnie... A krzyk typu "o dzidzia!" nikomu krzywdy nie robi... Ale to nie
          ty pisałaś, o tej "dzidzi".

          Pozdrowionka wink

          Majka

          Ps. A z dzieleniem się, to jest zupełnie inna sprawa. Naprawdę nie uważam, że
          Ola musi się dzielić wszystkim ze wszystkimi. Ostatnio, bardzo bronila swojego
          rowerka (kupiony niedawno), i nikt niestety nie mogł na nim usiąść. Pomimo
          mojego przekonywania, że nic sie nie stanie, że chłopczyk odda rowerek. No, nie
          i tyle. Poczekamy, kiedyś pożyczy... A często rodzice też podchodzą bez
          zrozumienia. I chcą posadzić swoje dziecko, gdy Ola nie widzi (no i potem jest
          już wielka awantura sad , bo ona w koncu zobaczy). A dziecko musi się przecież
          także nauczyć, ze coś jest jego, nie wspólne... W koncu nadchodzi taki moment.
    • helena29 Re: Byłam na placu zabaw... 08.07.03, 17:43
      Przeczytalam wiekszasc postow i naprawde, sa mamy ktore wychowuja i wymagaja i
      sa mamy ktore zachowanie dzieci zwalaja na wiek. Maly 2 letni nie rozumie i
      dlatego tak sie zachowuje, nie ma sensu go za to skarcic czy zwrocic mu uwage.
      5 i 7-mio latki tak sie zachowuja bo to taki wiek. Absolutnie sie z tym nie
      zgadzam!!!! Wiek wiekiem ale pewne zachowania sa po prostu nie do
      zaakceptowania. Wina w tym tylko rodzicow, ktorzy nie reaguja i nie ucza
      dzieci a dzieci penetruja swoje mozliwosci i swoja wladze nad rodzicami i
      innymi dziecmi. Mysle ze w tym wszystkim chodzi o to aby dziecku pokazywac i
      tlumaczyc co moze a co nie. Ono powinno w wieku 7 lat juz wiedziec. Mysle ze
      dzieci wychowywane w sposob: ono nie rozumie, to taki wiek, beda testowaly
      rodzicow, czy inne dzieci na ile im kto pozwoli, czesto krzywdzac mlodszych w
      piaskownicy.
      Na pocieszenie mam ktore naprawde wychowuja swoje pociechy i wkladaja w to
      duzo pracy i serca - to sie oplaci na przyszlosc, zaowocuje troskliwym
      doroslym dzieckiem ktore bedzie mialo dla nas serce w przyszlosci gdy bedziemy
      starzy. Nawet w wieku dojrzewania beda przechodzily ten bunt spokojniej.
      Wyobrazacie sobie taka 7-mio latke jako 17-sto latke? Jak wtedy rodzice
      zareaguja na jej zachcianki, pobije rodzicow bo nie dadza jej pieniedzy na
      piwo albo narkotyki? i to wtedy bedzie ciezko kontrolowac jej poczynania. Tak,
      bic pozwolcie dwulatkowi bo to zabawa, 7-mio latkowi bo taki wiek i
      nastolatkowi bo przechodzi okres dojrzewania!!!!Opamietajcie sie!!!
      Mam nadzieje ze moje dziecko ktore wychowuje i przekazuje swoje wartosci
      przejdzie ten bunt lagodnie tak jak ja i ze bedzie mialo ze mna dobre relacje
      i porozumienie tak jak ja mam ze swoja mama.
      Jeszcze jedno, wychowujemy dziecko przez nascie lat...tylko tyle mamy czasu by
      przygotowac je na cale zycie. Jezeli nie przekazemy mu dobrych wartosci, nie
      nauczymy myslec o uczuciach innych to wyrosnie z dzicka egoista, pyskaty
      nastolatek ktory mysli ze wszystko mu sie nalezy i naprawde nie bedzie mial do
      nas szacunku.
      Spotyka sie teraz tyle rodzin, rodzice skarza sie ze dorosle dziecko ich nie
      rozumie, ze mysli tylko o sobie, ze nie odwiedza starych rodzicow....czy to
      nie wina tych wlasnie rodzicow ze tak wychowali swoje dziecko?
      Wychowujmy egoistow to nam w przyszlosci odplaca brakiem zrozumienia,
      serca .....
      Dziecko nalezy wychowywac od kolyski i tak, takiemu maluchowi co bije w
      tramwaju nalezy tlumaczyc od razu....zanim dojedzie do domu zapomni o calym
      incydencie i na tlumaczenie bedzie za pozno.
      Znam takie maluchy co bija z usmiechem na twarzy....mama mowi ze on tak sie
      bawi i nie zwraca uwagi, a moje dziecko tego nie rozumie, czuje sie
      pokrzywdzone bo czemu ten maly ktos je bije? bo ono tak moze?
      Duzo mozna by pisac, ale bardzo mnie denerwuje jak ktos zabiera mojemu dziecku
      zabawki w piaskownicy nawet sie nie zapytawszy czy mozna, ze nie rozumie ze
      nie wszystko jest jego, ze sa rzeczy krorych ruszac nie mozna, ze sa dzieci i
      ludzie ktorych bic nie wolno. TO podstawowe zasady, dlaczego rodzice ich nie
      ucza? sama nie wiem, ale uwazam ze tacy rodzice sa nieodpowiedzialni i po
      prostu robia krzywde dzicku i sobie. Pozdrawiam.
      • majah76 Re: Byłam na placu zabaw... 09.07.03, 00:01
        helena29 napisała:

        > Przeczytalam wiekszasc postow i naprawde, sa mamy ktore wychowuja i wymagaja
        i
        > sa mamy ktore zachowanie dzieci zwalaja na wiek. Maly 2 letni nie rozumie i
        > dlatego tak sie zachowuje, nie ma sensu go za to skarcic czy zwrocic mu
        uwage.
        > 5 i 7-mio latki tak sie zachowuja bo to taki wiek.

        Kto i w którym miejscu napisał, ze zachowanie 7latki było zgodne z
        wiekiem????!!!!!! Ja wyczytałam coś zupełnie innego. A małemu dwulatkowi
        właśnie wszyscy zwracają uwagę. Nikt nie napisał, że nie ma sensu skarcić. Ale
        to prawda mały dwulatek DOPIERO UCZY SIĘ ZACHOWANIA POPRAWNEGO I JESZCZE BYĆ
        MOŻE NIE ROZUMIE, ŻE ROBI ŹLE. Tak Heleno, to taki wiek niestety. I nikt nie
        pozwala malemu dziecku bić innych, bo taki wiek.
        Chyba że są opiekunowie, którzy po prostu nie zwracają uwagi. To już zupełnie
        inna kwestia. Nie chodzi o przyzwolenie na złe zachowanie.

        Na wychowaniu jest podobny wątek o zachowaniu dzieci... Tam ci więcej
        napisałam.

        > Spotyka sie teraz tyle rodzin, rodzice skarza sie ze dorosle dziecko ich nie
        > rozumie, ze mysli tylko o sobie, ze nie odwiedza starych rodzicow....czy to
        > nie wina tych wlasnie rodzicow ze tak wychowali swoje dziecko?
        > Wychowujmy egoistow to nam w przyszlosci odplaca brakiem zrozumienia,
        > serca .....

        No właśnie Heleno, kiedyś wychowywano troszkę inaczej... Właśnie tak jak ci
        napisałam w wątku na wychowaniu. Jestem takim przykładem dziecka już dorosłego,
        do którego rodzice mają pretensje. I ja szacunku mieć do niech nie mogę z wielu
        względów. Moje dwie siostry tak samo. Bardzo niechętnie do nich jeżdżę.
        Najchętniej wcale. Przczytaj drugi wątek. Ja nie będę gasić mojego dziecka w
        taki sposób. Nie chcę by myslało że jest mniej ważne niż ktoś znajomy, bo jest
        gościem chociażby. To co że jest gościem?? Dziecko go nie zapraszało przecież.
        Ma prawo się podzielić, ale nie musi. Takie dziecko moze później myśleć o
        sobie, jako o gorszej osobie w ogóle... Ręczę ci za to, że może. I jeśli akurat
        dziecko nie chce się dzielić z gościem, to wyciągam coś specjalnego, tylko dla
        tego gościa, coś co nie jest Oli. Potem już ładnie się bawią...

        > Dziecko nalezy wychowywac od kolyski i tak, takiemu maluchowi co bije w
        > tramwaju nalezy tlumaczyc od razu....zanim dojedzie do domu zapomni o calym
        > incydencie i na tlumaczenie bedzie za pozno.

        z tym się jak najbardziej zgadzam.

        Pozdrawiam
        Majka

      • majah76 Re: Byłam na placu zabaw... 09.07.03, 00:06
        helena29 napisała:

        > Duzo mozna by pisac, ale bardzo mnie denerwuje jak ktos zabiera mojemu
        dziecku
        > zabawki w piaskownicy nawet sie nie zapytawszy czy mozna, ze nie rozumie ze
        > nie wszystko jest jego, ze sa rzeczy krorych ruszac nie mozna, ze sa dzieci i
        > ludzie ktorych bic nie wolno. TO podstawowe zasady, dlaczego rodzice ich nie
        > ucza? sama nie wiem, ale uwazam ze tacy rodzice sa nieodpowiedzialni i po
        > prostu robia krzywde dzicku i sobie.

        Uczą, uczą... Nauka jednemu dziecku zabierze dzień, innemu miesiąc,a jeszcze
        innemu rok... Znów odsyłam do drugiego wątku. A gdy już się zdarzy że właśnie
        opiekun dziecka jest obojętny, to należy osobiście wkroczyć do akcji wink dla
        dobra wszystkich. Ja tak robię.

        Majka.
Pełna wersja