przewrażliwona czy opiekuńcza

25.09.07, 11:59
Mamy kochane,

Jak postępujecie wobec swoich pociech? Na ile im pozwalacie w sensie
samodzielności?
Mój 1,5 synek z nianią nauczył się zjeżdzać sam ze zjeżdżalni
podczas gdy ja nadal trzymałam go kurczowo za rękę!! Przecież mógłby
sobie coś zrobić i byłabym "matką, która niedopilnowała". Z drugiej
strony - jak ma się uczyć, skoro ja ciągle go za tą rękę trzymam!!!

Jak znaleźć złoty środek?

pozdrawiam
    • olamazur Re: przewrażliwona czy opiekuńcza 25.09.07, 13:19
      > Jak znaleźć złoty środek?

      U nas też babcia ośmieliła synka smile
      Dla mnie sygnałem, że już można na coś pozwolić, jest samopoczucie
      synka - jak on czuje, że może, to najpewniej może. Bo jest ostrożny
      - nie pcha się na każdą zabawkę, często mówi, że nie da rady. A jak
      już mówi, że da radę, to tak jest.
      Też najpierw było trzymanie dziecka, jak u Ciebie. Potem jechał sam,
      a ja trzymałam ręce nad nim w gotowości, żeby go złapać w razie
      czego (taki etap pośredni). Potem już tylko stałam obok i
      obserwowałam.
    • sylwiabn Re: przewrażliwona czy opiekuńcza 25.09.07, 13:39
      Moim zdaniem, matka zna swoje dziecko i widzi kiedy dziecko jest
      gotowe do czegoś nowego. Jedne dzieci robią coś wcześniej a inne
      później i to nie zależy tylko od rodziców ich przyzwolenia tylko od
      predyspozycji dziecka. Moja córeczka zaczęła sama zjeżdżać ze
      zjeżdżalni później niż koleżanka, ale jest bardziej pulchna i
      troszkę mniej "stabilna", ma 1,10 a nadal jak się zachwieje na górze
      to mam ochotę podlecieć i ją złapać za rękę.
    • iwonag25 Re: przewrażliwona czy opiekuńcza 25.09.07, 13:53
      Zgadzam się z moją przedmówczynią - każde dziecko jest inne i każde
      dziecko wymaga innego rodzaju opieki.
      Ja mojej córki nigdy nie trzymałam za rękę, gdyż ona od początku
      była bardzo stabilna i sprawna. W czerwcu skończyła 2 latka a już
      umiała wchodzić sama na taką sznurkową drabinkę na placu zabaw,
      bardzo sprawnie wchodzi po drzewach, chodzi pięknie po takiej belce -
      mostku na sznurkach. Jeśli upadła, nigdy jej nie podniosłam (no,
      chyba że zrobiła sobie krzywdę). Jeśli widzę zagrożenie, to stoję
      obok i ją asekuruję. Nigdy natomiast jej nie trzymam.
      Tak samo postępuję mój mąż. Nawet ostatnio naraził się starszej
      Pani, która była ze swoją na oko 4-letnią wnuczką. Córka wchodząc na
      sznurkową drabinkę niefortunnie postawiła nóżkę i spadła na piasek
      (cały plac zabaw jest na piachu). Mój mąż powiedział "wstawaj". Więc
      córka wstała, otrzepała się i od nowa weszła. A mąż dostał opiernicz
      od Pani, której wnuczka nawet nie potrafiła wejść sama na ślizgawkę,
      że jest nieodpowiedzialny.
      Na usprawiedliwienie naszego postępowania z cóką dodam, ze mała od
      zawsze gdy jej coś nie wychodziło robiła to tak długo, aż jej się
      udało. Więc nie było sensu zabraniania, gdyż ona nie popuściła. I
      zawsze sama. Kiedy chce pomocy,to zawoła. Natomiast najczęściej
      wszystko chce robić sama.
      • sylwiabn Re: przewrażliwona czy opiekuńcza 25.09.07, 14:50
        Zauważyłam nawet różnicę w zeskakiwaniu, córa mojej koleżanki (w tym
        samym wieku), wchodziła na szczyt drabinek i skakała, zawsze na
        ugięte nogi. Moja nie wchodziła wyżej niż 3 szczebelki a jak z nich
        zeskakiwała to musiałam ją łapać bo zeskakiwała na proste sztywne
        nogi, mimo tłumaczeń, także rzeczywiście różnie to bywa.
    • mim288 Re: przewrażliwona czy opiekuńcza 25.09.07, 14:11
      Dzieci sa bardzo różne. Widze to po mojej dówjce, dzieciach
      znajomych, dzieciach, którymi opiekowałam sie jako au pair. Każde
      do czego innego jest gotowe w danym wieku. Jedne są przebojwe, inne
      niesmiałe, są ostrożne i wbiegające na jezdnię jesli nie trzymasz
      za rękę, są bardzo sprawne fizycznie albo mniej. I trzeba się chyba
      do tego dostosować. Z pierwszym dzieckiem człowiek bardziej sie
      obawia i to chyba naturalne (nawet jeśli wcześniej opiekował się
      innymi dziećmi). Może dlatego niani, czy babci łatwiej "uczyć
      samodzielności", po prostu czasem może miec bardziej trzeźwe
      podejście.
    • ik_ecc Re: przewrażliwona czy opiekuńcza 25.09.07, 16:27
      Dzieci, wbrew pozorom, nie maja zapedow samobojczych.

      Nie asekuruje corki chyba ze o to sama poprosi. Nie lece do niej z
      okrzykami przerazenia natychmiast jak z czegos spadnie czy sie
      przewroci - oczywiscie biore na rece i pocieszam jesli placze ale
      robi to bardzo rzadko - z reguly szybko sama wstaje i probuje
      jeszcze raz. Jest bardzo niewiele rzeczy ktorych jej zabraniam,
      czesciej ja zachecam zeby sie na rozne rzeczy wspinala - ona sama ma
      doskonale wyczucie ile jest w stanie zrobic, jak zajdzie za wysoko
      to mnie wola.

      Dzieci, ktorym sie noga "omska" caly czas to dzieci zbyt mocno
      pilnowane. Te ktorym sie pozwala na samodzielnosc ucza sie swojego
      ciala duzo szybciej.
      • tomsmom Re: przewrażliwona czy opiekuńcza 25.09.07, 17:25
        Eeeeeeeee, chyba nie zgodze sie z przedmowczynia... Ja tez nie
        asekuruje synka nieustannie, a on od samego poczatku byl bardzo
        zywotny. Juz przy nauce chodzenia (12 m-cy) mial obite cale czolo na
        sino. Teraz ma 3 lata, mase siniakow na calym ciele i dwie duze
        blizny (jedna z szyciem) na czole. I trudno tu kogos winic, bo nie
        sposob wiecznie dziecka za reke trzymac, tylko niestety, niektore
        dzieci sa ostrozniejsze i wiedza jak daleko moga isc, a inne - jak
        moj synek - nie! I moze nie sa to zapedy samobojcze, ale
        niejednokrotnie na takie wlasnie wygladaja!! Musze wiec czasami
        wyznaczac pewne granice bo naprawde by sie juz zabil niejeden raz!
        Natomiast moj mlodszy synek (12 m-cy) o chodzeniu jeszcze nie mysli,
        uwaza, zastanawia sie zanim gdzies podejdzie, stanie przy czyms
        (najpierw sprawdza, czy to sie nie chwieje!!) i ma zupelnie inne
        podejscie do swiata. Tak wiec, dzieci, ktorym sie "noga omsknie" to
        nie zawsze te "wychuchane" czasami to te pechowe smile
        • sylwiabn Re: przewrażliwona czy opiekuńcza 26.09.07, 08:06
          Zgadzam się z tobą całkowicie, na wszystko bym nie pozwalała. Dzieci
          mają zadziwiające pomysły...
    • tropicieltrolli troche sama sobie odpowiedzialas. 25.09.07, 17:34
      Napisalas:

      "Przecież mógłby
      sobie coś zrobić i byłabym "matką, która niedopilnowała". "

      I to jest klucz.
      Jak zaczynasz lapac sie na myslach (co ktos tam powie). powinna ci sie
      zapalic czerwona lampka.
      • ik_ecc Re: troche sama sobie odpowiedzialas. 25.09.07, 18:28
        tropicieltrolli napisała:

        > Napisalas:
        >
        > "Przecież mógłby
        > sobie coś zrobić i byłabym "matką, która niedopilnowała". "
        >
        > I to jest klucz.
        > Jak zaczynasz lapac sie na myslach (co ktos tam powie). powinna ci
        sie
        > zapalic czerwona lampka.

        Na prawde uwazasz, ze kazda matka przede wszystkim powinna sie
        sugerowac tym "co pomysla inni"?

        Moje dziecko zaczelo raczkowac w wieku 8 mies. Natchmiast
        nauczylismy ja schodzic z lozek oraz wchodzic i schodzic po
        schodach. "Inni" mieli duzo na ten temat do powiedzenia. Corka ma
        ponad 2 lata, nigdy nie uzywalam bramek na schodach, nigdy z nich
        nie spadla, natomiast wymyslila kilkanascie sposobow schodzenia i
        wchodzenia na nie.

        Juz wtedy tez zaczelam jej ustawiac "tory przeszkod" w domu zeby jak
        najwiecej miala okazji poznawac na ile moze sobie pozwolic - w
        bezpiecznych warunkach. "Innym" tez sie to nie podobalo. Dziecku
        nigdy sie nic nie stalo.

        Zawsze pozwalalam jej wchodzic i na chybotliwe rzeczy (oczywiscie
        nie cos, co mogloby ja zabic przewracajac sie). Czasami spadla lub
        nie udalo sie wejsc. Dzieki temu nauczyla sie sprawdzac czy cos jest
        chybotliwe zam na to wejdzie - robi to odruchowo od jakiegos 13-14
        mies zycia.

        Pozwalalam jej tez sciagac rozne rzeczy z polek na siebie
        (oczywiscie patrzylam co to). Pokazywalam jej jak sie rzeczy tluka,
        duzo z nia rozmawialam na temat co jest ciezkie, co lekkie.
        Przyznam, ze to zaczela zalapywac lepiej troche pozniej, ok 18 mies.

        Nie chronilam jej przed wpadaniem w kaluze kiedy jeszcze nawet nie
        umiala dobrze chodzic. W rezultacie BARDZO uwaza, sprawdza jakie ma
        buty i spodnie SAMA zanim zmierzy sie z kaluza. Nie musze jej jeczec
        roznych tam "nie wolno!".

        Bralam ja na niziutkie mostki nad plyciutkimi strumyczkami - nigdy
        nie bylo wpadki (po przetestowaniu na kaluzach). Teraz nie boje sie
        na wyzszych mostach bez barierek - wiem ze uwaza. Boje sie tylko ze
        ktos ja moze popchnac (np ktorys z moich psow) wiec uwazam w takich
        przypadkach.

        W zimie pozwalalam jej zdejmowac rekawiczki, czapke i nawet buty jak
        miala na to ochote. Zapewniam, ze blyskawicznie zalapala ze warto te
        rzeczy na sobie miec i juz w wieku 15 mies sama sprawdzala czy na
        pewno jest w pelnym rynsztunku przed wyjsciem na dwor. Zadnego
        ganiania za nia i zmuszania do zalozenia czapki. Nigdy tez nie
        zachorowala. Zapewniam, ze "inni" chetnie by mnie wsadzili za to do
        wiezienia.

        Itd. Nie puszczam jej "samopas" - towrzysze jej przy wszystkich
        eksperymentach i czesto sama jej rozne rzeczy podsuwam - ale
        dopasowuje je do jej poziomu umiejetnosci i mojej tolerancji (np.
        nie zaczelam od wysokich mostow tylko od kaluz). Ma to doskonaly
        wplyw na jej umiejetnosci, jej wyczucie wlasnego ciala i rzeczy z
        ktorymi wchodzi w interakcje, jej samodzielnosci, pewnosci i wiary w
        siebie - oraz mojego zaufania dla niej.

        Robie to glownie dlatego, ze mi nigdy nic nie bylo wolno ("bo
        spadne", "bo sie przewroce", "bo sie zgrzeje", "bo sie zaziebie",
        itd) i zawsze sie wszystkiego balam. Przenioslo mi sie to nie tylko
        na sprawy fizyczne, ale niemal na wszystko w zyciu - panicznie boje
        sie probowac nowych rzeczy i teraz ciezko musze nad tym pracowac.
        Obiecalam sobie ze nie zrobie czegos takiego moim dzieciom. I nie
        robie. wink
        • vera-0 a ja mysle ze zle zrozumialas 26.09.07, 09:33
          odpowiedz tropicielatrolli

          mysle ze jej chodzilo o to ze nie powinno sie zastanawiac nad tym co
          pomysla sobie o tobie inni.
          Tylko pozwalac dziecku na tyle ile jestes wstanie.

          Jezeli ma cie to zbyt duzo kosztowac, to wez dziecko za lapke.
          I tyle ale nie wolno sie
          > tropicieltrolli napisała:
          >
          > > Napisalas:
          > >
          > > "Przecież mógłby
          > > sobie coś zrobić i byłabym "matką, która niedopilnowała". "
          > >
          > > I to jest klucz.
          > > Jak zaczynasz lapac sie na myslach (co ktos tam powie). powinna
          ci
          > sie
          > > zapalic czerwona lampka.
          >
          > Na prawde uwazasz, ze kazda matka przede wszystkim powinna sie
          > sugerowac tym "co pomysla inni"?
          >
          > Moje dziecko zaczelo raczkowac w wieku 8 mies. Natchmiast
          > nauczylismy ja schodzic z lozek oraz wchodzic i schodzic po
          > schodach. "Inni" mieli duzo na ten temat do powiedzenia. Corka ma
          > ponad 2 lata, nigdy nie uzywalam bramek na schodach, nigdy z nich
          > nie spadla, natomiast wymyslila kilkanascie sposobow schodzenia i
          > wchodzenia na nie.
          >
          > Juz wtedy tez zaczelam jej ustawiac "tory przeszkod" w domu zeby
          jak
          > najwiecej miala okazji poznawac na ile moze sobie pozwolic - w
          > bezpiecznych warunkach. "Innym" tez sie to nie podobalo. Dziecku
          > nigdy sie nic nie stalo.
          >
          > Zawsze pozwalalam jej wchodzic i na chybotliwe rzeczy (oczywiscie
          > nie cos, co mogloby ja zabic przewracajac sie). Czasami spadla lub
          > nie udalo sie wejsc. Dzieki temu nauczyla sie sprawdzac czy cos
          jest
          > chybotliwe zam na to wejdzie - robi to odruchowo od jakiegos 13-14
          > mies zycia.
          >
          > Pozwalalam jej tez sciagac rozne rzeczy z polek na siebie
          > (oczywiscie patrzylam co to). Pokazywalam jej jak sie rzeczy
          tluka,
          > duzo z nia rozmawialam na temat co jest ciezkie, co lekkie.
          > Przyznam, ze to zaczela zalapywac lepiej troche pozniej, ok 18
          mies.
          >
          > Nie chronilam jej przed wpadaniem w kaluze kiedy jeszcze nawet nie
          > umiala dobrze chodzic. W rezultacie BARDZO uwaza, sprawdza jakie
          ma
          > buty i spodnie SAMA zanim zmierzy sie z kaluza. Nie musze jej
          jeczec
          > roznych tam "nie wolno!".
          >
          > Bralam ja na niziutkie mostki nad plyciutkimi strumyczkami - nigdy
          > nie bylo wpadki (po przetestowaniu na kaluzach). Teraz nie boje
          sie
          > na wyzszych mostach bez barierek - wiem ze uwaza. Boje sie tylko
          ze
          > ktos ja moze popchnac (np ktorys z moich psow) wiec uwazam w
          takich
          > przypadkach.
          >
          > W zimie pozwalalam jej zdejmowac rekawiczki, czapke i nawet buty
          jak
          > miala na to ochote. Zapewniam, ze blyskawicznie zalapala ze warto
          te
          > rzeczy na sobie miec i juz w wieku 15 mies sama sprawdzala czy na
          > pewno jest w pelnym rynsztunku przed wyjsciem na dwor. Zadnego
          > ganiania za nia i zmuszania do zalozenia czapki. Nigdy tez nie
          > zachorowala. Zapewniam, ze "inni" chetnie by mnie wsadzili za to
          do
          > wiezienia.
          >
          > Itd. Nie puszczam jej "samopas" - towrzysze jej przy wszystkich
          > eksperymentach i czesto sama jej rozne rzeczy podsuwam - ale
          > dopasowuje je do jej poziomu umiejetnosci i mojej tolerancji (np.
          > nie zaczelam od wysokich mostow tylko od kaluz). Ma to doskonaly
          > wplyw na jej umiejetnosci, jej wyczucie wlasnego ciala i rzeczy z
          > ktorymi wchodzi w interakcje, jej samodzielnosci, pewnosci i wiary
          w
          > siebie - oraz mojego zaufania dla niej.
          >
          > Robie to glownie dlatego, ze mi nigdy nic nie bylo wolno ("bo
          > spadne", "bo sie przewroce", "bo sie zgrzeje", "bo sie zaziebie",
          > itd) i zawsze sie wszystkiego balam. Przenioslo mi sie to nie
          tylko
          > na sprawy fizyczne, ale niemal na wszystko w zyciu - panicznie
          boje
          > sie probowac nowych rzeczy i teraz ciezko musze nad tym pracowac.
          > Obiecalam sobie ze nie zrobie czegos takiego moim dzieciom. I nie
          > robie. wink
    • royalmail Re: przewrażliwona czy opiekuńcza 25.09.07, 23:31
      Dziecko jest jak sportowiec - lepszy lub gorszy. Wiele zależy od
      jego warunków fizycznych, jak też od ilości czasu który spędza
      na "treningu".
      Ja daję b. dużo samodzielności dzieciom (to dla mnie ważna cecha -
      więc kładę nacisk na jej rozwijanie od niemowlęctwa). To może
      dziwne, ale moje dzieciaki nie były poobijane, posiniaczone i "ze
      szwami". Wynika z tego, że dobrze jest dać maksimum swobody
      jednocześnie zachowując ogromną czujność (jako matka) na ewentualne
      niebezpieczeństwa.
      Zawsze mnie denerwowała biegnąca z piskiem babcia "O jejku,
      przewrócił się, o jejku, bach zrobił..." uncertain, a młody tymczasem
      wstawał z rechotem i otrzepywał dżinsy...
    • koza_w_rajtuzach Re: przewrażliwona czy opiekuńcza 26.09.07, 07:36
      To ja jestem przeciwieństwem Ciebie, bo moja córka sama wchodzi i
      zjeżdża ze zjeżdżalni, długo przed tym zanim nauczyła się chodzić
      potrafiła wchodzić i schodzić ze schodów. Jak miała 9 miesięcy
      mogłam ją bez obaw samą zostawić na łóżku, bo pokazałam jej czym
      grozi zbyt bliskie podchodzenie do krawędzi. Dawanie dużej swobody
      dzieciom paradoksalnie prowadzi do tego, że nabijają mniej guzów, bo
      muszą być same odpowiedzialne za siebie. Mnie np. dziwią teksty do
      małych dzieci "nie biegaj, upadniesz!". Zauważyłam, że te dzieci do
      których się tak woła często rzeczywiście są niezdarne i upadają, wg
      mnie z winy rodziców.
      Moja córka na którą nie chucham i nie dmucham prawie nigdy się nie
      wywraca, mimo, że i tak zawsze spada na cztery łapy wink. Nie wychyla
      się z żadnych wyższych miejsc, potrafi ocenić zagrożenie. Mam luksus
      z nią, bo nie muszę się martwić ciągle, że coś jej się stanie, bo
      jest odpowiedzialna.
    • mw144 Re: przewrażliwona czy opiekuńcza 26.09.07, 08:06
      Dziecku w tym wieku zmieniam pieluchę oraz pomagam: jeść, kąpać się,
      przebrać. Z resztą radzi sobie sam, jeśli ma jakiś problem to sam
      przyjdzie i poprosi o pomoc. Na spacerach trzymam za rękę tylko przy
      ruchliwej ulicy, poza tym biega sobie gdzie chce bylebym go nie
      straciła z zasięgu wzroku.
      • agnieszkam_s Re: przewrażliwona czy opiekuńcza 26.09.07, 13:25
        Dziewczyny,

        Wszystko super, ale tak naprawdę żadnemu z Waszych dzieci nigdy nic
        poważnego się nie stało.
        Może ta obawa moja wynika z tego, że weszłam dość dawno na forum
        matki o dziecku, które zginęło, bo spadło z karuzeli na placu zabaw.
        nie jakiś 2 latek, ale 5-cio latek. I co - był gorzej rozwinięty
        fizycznie, czy ktoś go niedopilnował?

        Mój synek fika po łózku mimo, że tłumaczyłam i pokazywałam co może
        mu się stać, jak spadnie. Być może nic, być może guz, a byc może
        wstrząsnienie mózgu (nie wspominając o rzeczach gorszych). Mam
        sprawdzić eksperymentalnie, co? Czy zapobiegać??

        Super, że Wasze dzieci znają granice, są zdolne etc, ale chyba
        kiedyś się Wam włącza taka macierzyńsko - nad-opiekuńcza lampka. I
        moje pytanie właśnie - kiedy???

        A, i nie ważne co inni pomyślą, to ja sama o sobie bym pomyślała,
        jako o "matce, która nie dopilnowała" i miałabym okropne wyrzuty
        sumienia.
    • perse1 Re: przewrażliwona czy opiekuńcza 26.09.07, 14:38
      wcale ci się nie dziwię, że asekurujesz.Nad moją dwulatką tez stoję zawsze jak
      cień,owszem może sama zjeżdżać itd ale ja zawsze jestem obok na wyciągnięcie
      reki, nie siedzę na ławce z daleka ,po prostu sie boje i już.Niektóre dziewczyny
      piszą ,ze ich dzieci są takie samodzielne,od małego maja sine czoła,siniaki i
      blizny i co? i to takie fajne?ja nie mam ochoty widzieć mojej małej
      posiniaczonej i obolałej o ile mogę temu zapobiec,po co? bo nie nauczy sie jak
      nie będzie bolało? nie sądzę.mimo mojego pilnowania znakomicie daje sobie radę.A
      ze później zacznie wspinać sie sama na drabinki? naprawdę nie widzę
      problemu.Przecież zawsze może sie stać coś o wiele poważniejszego niż siniaki,
      więc wolę pilnować.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja