kornel113
14.01.08, 12:00
Często zadaję sobie to pytanie, patrząc na mojego 3,5 letniego syna.
W przeszkolu - co zauważyłem z pewnym przerażeniem - juz od samego
początku ustalane są reguły przywództwa, hierachia, pojawiają sie
samcowie alfa i asystująca reszta. Walka o pozycję w "stadzie" rodzi
stresy nawet dla tak małego dziecka. To jak teraz się ulokuje w tej
drabinie siły i pozycji może ustawić go psychicznie na długie lata,
także w szkole. Dlatego wciąż zastanawiam się jak go kierować. Czy
humanistycznie, ładnie opowiadając, żeby nie rewanżował się kolegom
za nieprzyjemności, czy też że ma być twardy, na agresję, odpowiadać
agresją i nie mazgaic się. Wbrew pozorom, jest to naprawdę trudny
problem. Oczywiście, można odpowiedzieć, że trzeba wychowywać na
wrazliwego, dobrego, łagodnego, a więc w jakis sposób miękkiego
czlowieka, ale... Puenta będzie trochę brutalna: kiedy słyszę o
maltretowaniu młodych ludzi w szkole, w gimnazjum, gdzie wygrywają
najsilniejsi, a ci wrażliwi przeżywają katusze psychiczne i
fizyczne, ogarniają mnie wątpliwości. Kiedy dochodzi do tragedii,
czyli samobójstw młodych ludzi na tle, tego co się dzieje w szkole-
co jakiś czas media o tym informują - to nachodzi mnie refleksja
(wiem że niedobra i moralnie wstydliwa), że rodzice tych
nieszczęsnych wrażliwców już nie mają dziecka, a rodzice tych
podłych "twardzieli", którzy do tego doprowadzili, wciąz mają swoje
dzieci, złe, wredne, ale żywe. Co o tym sądzicie, jakie są wasze
refleksje. Wychowywać twardzieli, specjalnie ich "znieczulać", czy
też mimo wszystko utrzymywac model łagodny w tym okrytnym świecie?