rudozielone
29.01.08, 21:46
Witajcie,
jeszcze parę tygodni temu nie przyszłoby mi do głowy, że napiszę takiego
posta, ale jak to w życiu bywa, nie wszystko da się przewidzieć...
Mam syna, prawie 14 miesięcznego, który chodzi do żłobka. Właściwie dość
szybko po porodzie zdecydowałam, że nie chcę niani, czy prywatnych żłobków,
tylko skorzystam z państwowego. Papiery złożyłam jakoś w lutym, do żłobka
zaczęliśmy chodzić w październiku. Wiadomo choroby, ale nic poważnego (teraz
nawet od początku roku chodzi bez przerwy), w miarę szybka aklimatyzacja, miłe
"ciocie", wyciągane rano w ich stronę przez dziecko rączki...możnaby
powiedzieć, że jest super. Bo właściwie tak jest i cieszę się, że moje dziecko
z radością zostaje w żłobku. Ale dziwnie się jakoś czuję, gdy przychodzę po
niego i mam wrażenie, że on jednak wolałby tam zostać...Fajnie, bo to pewnie
znaczy, że mu się podoba, ale z drugiej strony daje mi do myślenia, że
"ciocie" spędzają z nim 8-9 godzin dziennie, a ja w sumie jakieś 3-4. Nie
należę raczej do matek nadmiernie "przewrażliwionych", ale ostatnio zaczęłam
zastanawiać się nad swoim macierzyństwem i co to znaczy matką być. Po
przyjściu ze żłobka staram się nie tylko być przy synu (bo tego nie da się
uniknąć), ale bawić się z nim tak, żeby "bardziej" czuł, że jestem. W nocy
jest cycuś (karmię ciągle piersią), więc to też daje poczucie bliskości,
niemniej jednak cały czas zastanawiam się, co ten maluch sobie myśli jak
przychodzę po niego do żłobka i widzę ten tęskny wzrok wpatrzony w drzwi sali
grupy pierwszej.
Zastanawiam się, czy macie podobne przemyślenia i jak sobie z nimi radzicie.
Pozdrawiam serdecznie