Wychowywać poprzez klapsy?

30.05.08, 11:46
Drogie mamysmile Ostatnio coraz głośniej o wprowadzeniu w Polsce całkowitego
zakazu bicia dzieci. Przy czym wiadomo, że jest zakaz znęcania się i
maltretowania. To oczywiste. Choć nie dla wszystkich - jak donoszą media...
Moje pytanie i wątpliwości: Nie mogę sobie wyobrazić, bym mogła uderzyć swego
Kubę. Ale on jest jeszcze mały... Wiem, że klapsy tak naprawdę są porażką
wychowawczą, ale... na właśnie Czy bezstresowe wychowanie jest możliwe? Czy to
oznacza, że nigdy dziecka nie uderzę? Czy to znaczy, że nie będę go w niczym
ograniczała?
    • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 30.05.08, 11:50
      Przede wszystkim należy odróżnić pojęcia "wychowanie bezstresowe" i "wychowanie
      bez klapsów".

      > Czy bezstresowe wychowanie jest możliwe?
      Nie jest. Natomiast wychowanie bez klapsów jest możliwe.

      > Czy to oznacza, że nigdy dziecka nie uderzę?
      No, nie powinnaś. Co nie oznacza, że na 100% ci się nie zdarzy.

      > Czy to znaczy, że nie będę go w niczym ograniczała?
      Nieograniczanie zupełne jest wychowaniem bezstresowym sensu stricte, czyli
      brakiem wychowania smile))
      • tetlian Ja nie wiem, jaki sposób wychowania jest najlepszy 31.05.08, 19:19
        Klapsy nie są czymś złym, bo nawet nie są bolesne. Dają tylko dziecku
        świadomość, kto tu rządzi. Ale inne sposoby bicia, to już inna sprawa. Ja w
        dzieciństwie byłem często bity pasem z byle powodu, a potem często nawet kablem
        (bo pasem za mało bolało uncertain). Podobnie było z moim bratem. Wyrośliśmy na
        porządnych ludzi. Ale czy po bezstresowym wychowaniu bylibyśmy teraz tacy sami?
        Nie mam pojęcia. Ale przyznać muszę, że do dziś czuję ogromny żal do rodziców za
        to bicie kablem.

        W dzisiejszych czasach różne rewolucje w wychowaniu są wprowadzane. Dzieci w
        podstawówkach i gimnazjach są 10 razy gorsze niż 20 lat temu. Aż trudno mi
        często uwierzyć, że są one zdolne do tylu okrutnych czynów. Czy to skutek
        bezstresowego wychowania? Nie mam pojęcia. Ale patrząc na to, aż boję się mieć
        dzieci. Bo jak tu ich wychować, by nie wyrosły na bandziorów?
        • mama_kotula Re: Ja nie wiem, jaki sposób wychowania jest najl 31.05.08, 19:48
          > Ja w dzieciństwie byłem często bity pasem z byle powodu, a potem
          > często nawet kablem (bo pasem za mało bolało uncertain). Podobnie było z
          > moim bratem. Wyrośliśmy na porządnych ludzi. Ale czy po
          > bezstresowym wychowaniu bylibyśmy teraz tacy sami?

          O. Nas nigdy nikt nie bił, znaczy, mnie i siostry. Też wyrosłyśmy na porządnych
          ludzi. Co z tym fantem zrobimy? ;o))

          BTW, jeśli ktoś jeszcze raz napisze, że klaps nie boli, to zacznę ściany gryźć.
          Klaps boli, boli, no boli, nawet ten, który nam się wydaje właściwie niebolesny
          (o klepaniu przez pieluchę nie mówię, bo to już w ogóle nieporozumienie). Chyba,
          że nie jest klapsem tylko lekkim klepnięciem po dupce. No to teraz proszę mi
          wyjaśnić, w jaki sposób lekkie klepnięcie po dupce ma przywoływać do porządku i
          pokazywać kto rządzi, jeśli nie wywołuje żadnych przykrych doznań? Jako symbol,
          znaczy się? To sorry, zdecydowanie wolę inne symbole tongue_outPP
          • tetlian Re: Ja nie wiem, jaki sposób wychowania jest najl 01.06.08, 11:35
            mama_kotula napisała:

            > BTW, jeśli ktoś jeszcze raz napisze, że klaps nie boli, to zacznę
            > ściany gryźć.

            Fizycznie ciężko to nazwać bólem. To, że dziecko płacze po nim to inna sprawa.
            Dzieci płaczą z byle powodu. Szturchniesz je lekko, a ono rozpruje się na całe
            gardło.

            > No to teraz proszę mi
            > wyjaśnić, w jaki sposób lekkie klepnięcie po dupce ma przywoływać
            > do porządku i
            > pokazywać kto rządzi, jeśli nie wywołuje żadnych przykrych doznań?
            > Jako symbol,
            > znaczy się?

            Wywołuje przykre doznania, ale fizyczny ból jest niemal zerowy. Tak czy siak
            dziecko się boi klapsów i nie lubi ich dostawać.

            Ale tak jak pisałem, ja nie mam pojęcia jaka metoda wychowywania dziecka jest
            najlepsza. Bo po karach typu "tydzień bez ulubionej zabawki", dziecko także
            czuje żal i złość do rodziców. Taka kara też może wywołać agresję. To jest chyba
            nawet gorsze od klapsa. Bo klaps trwa ułamek sekundy, a kara tydzień. Natomiast
            spokojne tłumaczenie dziecku, że było niegrzeczne, też często nic nie daje.

            Poza tym każde dziecko ma inną psychikę, i inne metody wychowawcze na nim
            zadziałają. Nie ma jednej uniwersalnej. Ciężki to temat.

            Tak czy siak uważam, że klapsy nie powinny być zakazane. Zakazane powinno być
            bicie dzieci, znęcanie się nad nimi itp.. Ale nie niewinne klapsy.
            • mama_kotula Re: Ja nie wiem, jaki sposób wychowania jest najl 01.06.08, 11:53
              Co do bolesności/niebolesności klapsów - już to chyba pisałam: zrób sobie taki
              teścik - przełóż się komuś przez kolano i daj sobie wlepić zwykłego klapsa.
              Najlepiej w silnych emocjach tej drugiej osoby.
              A potem zdaj relację z wyników, ok?

              Od lat się bawię w spanking. Klaps boli, upokarza i poniża. Tyle.
              • mindtriper Re: mama_kotula, weź już się nie podniecaj 01.06.08, 12:04
                Czytam tą dyskusję i widzę, że cały dzień siedzisz przy kompie i
                ripostujesz. Może byś się dziećmi zajęła, bo tak Ci wejdą na głowę,
                ze ani się nie obejrzysz jak im przywalisz.
                Trochę w tym ironii, a serio, to równie dobrze można dyskutować o
                potrzebie kary śmierci, prawie do aborcji czy eutanazji.
                Czyste pustosłowie.
                • mama_kotula Re: mama_kotula, weź już się nie podniecaj 01.06.08, 12:13
                  Ojojojoj. Zabolało, że mam czas siedzieć przy kompie i że w tym czasie moje
                  dzieci nie robią demolki w domu i nie wchodzą mi na głowę, tylko się bawią? wink

                  Może to przez to, że ich po dupach nie walę tongue_out <taak, to jest ironia, jakby ktoś
                  nie zauważył>.

                  Ale masz rację, ta dyskusja jest bez sensu.
                  Tyle, że po prostu śmieszy mnie dorabianie ideolo do klapsów (najcudowniejsza
                  jest ta, która mówi o klapsie jako naturalnym odruchu), śmieszy mnie projekt
                  ustawy (nieskutecznej w zamierzeniu), śmieszy mnie podejście niektórych. Nie
                  jestem z gatunku ludzi, którzy przyrównują pacnięcie po dupie do katowania czy
                  lania kablem, bo to byłoby absurdalne, porównania nie ma. Uważam po prostu, że
                  są inne metody, równie skuteczne jak lanie po dupie. Ale nie potępiam, że komuś
                  się klaps zdarzy. Hominis est errare.

                  Jak ktoś chce albo nie może się powstrzymać, niech leje po dupie w celach
                  wychowawczych. Ja nie leję i jest mi z tym doskonale. Moim dzieciom też. Tyle.
                  • gold-tea Re: mama_kotula, weź już się nie podniecaj 13.06.08, 05:32
                    mama_kotula napisała:

                    > Ojojojoj. Zabolało, że mam czas siedzieć przy kompie i że w tym
                    czasie moje
                    > dzieci nie robią demolki w domu i nie wchodzą mi na głowę, tylko
                    się bawią? wink
                    >
                    > Może to przez to, że ich po dupach nie walę tongue_out <taak, to jest
                    ironia, jakby
                    > ktoś
                    > nie zauważył>.
                    >
                    > Ale masz rację, ta dyskusja jest bez sensu.
                    > Tyle, że po prostu śmieszy mnie dorabianie ideolo do klapsów
                    (najcudowniejsza
                    > jest ta, która mówi o klapsie jako naturalnym odruchu), śmieszy
                    mnie projekt
                    > ustawy (nieskutecznej w zamierzeniu), śmieszy mnie podejście
                    niektórych. Nie
                    > jestem z gatunku ludzi, którzy przyrównują pacnięcie po dupie do
                    katowania czy
                    > lania kablem, bo to byłoby absurdalne, porównania nie ma. Uważam
                    po prostu, że
                    > są inne metody, równie skuteczne jak lanie po dupie. Ale nie
                    potępiam, że komuś
                    > się klaps zdarzy. Hominis est errare.
                    >
                    > Jak ktoś chce albo nie może się powstrzymać, niech leje po dupie w
                    celach
                    > wychowawczych. Ja nie leję i jest mi z tym doskonale. Moim
                    dzieciom też. Tyle.
                    >


                    Cos mi sie zdaje, ze troche fantazjujesz.
                    Czasem bez klapsa sie nie obejdzie. Dzieci potrafia doprowadzic do
                    szewskiej pasji i czesto sa nie do opanowania. Nie gadaj, ze ty masz
                    idealne bo to bzdura. Wszystkie sa jednakowe chyba ze jakies
                    opoznione w rozwoju.
                    • mama_kotula Re: mama_kotula, weź już się nie podniecaj 13.06.08, 10:42
                      > Czasem bez klapsa sie nie obejdzie. Dzieci potrafia doprowadzic do
                      > szewskiej pasji i czesto sa nie do opanowania.

                      Ech... ko ko ko i dziub dziub dziub.
                      Ale kiedyś też tak uważałam, potem wyewoluowałam z poziomu jedyne-słuszne-rozwiązanie-bo-inaczej-sie-nie-da. Zawsze się da. Tylko czasem po prostu nie ma na to czasu ani chęci.


                      > Nie gadaj, ze ty masz idealne bo to bzdura.

                      Nie będę po raz pięćsetny pisać, że nie mam idealnych dzieci, bo już napisałam to w tym wątku przynajmniej 5 razy. Radzę przeczytać całość wątku, a potem pluć swoimi tezami bez pokrycia.

                      > Wszystkie sa jednakowe
                      Taaa, a każdy pijak to złodziej. A w krawacie mniej awanturujący tongue_out
              • artjoasia Re: Ja nie wiem, jaki sposób wychowania jest najl 01.06.08, 12:23
                Właśnie - upokarza i poniża i to upokorzenie boli jak cholera. Ból fizyczny to
                naprawdę mały pikuś w porównaniu Z TYM.
                Dostałam klapsa kilka razy w życiu - nie bolało specjalnie, ale pamiętam do
                dziś, że czułam się jak taki mały robaczek rozgnieciony butem i wdeptany w
                ziemię. Plus poczucie bezsilności i ubezwłasnowolnienia.
                • jacek226315 Re: Ja nie wiem, jaki sposób wychowania jest najl 01.06.08, 12:43
                  artjoasia napisała:

                  > Właśnie - upokarza i poniża i to upokorzenie boli jak cholera. Ból
                  fizyczny to
                  > naprawdę mały pikuś w porównaniu Z TYM.
                  > Dostałam klapsa kilka razy w życiu - nie bolało specjalnie, ale
                  pamiętam do
                  > dziś, że czułam się jak taki mały robaczek rozgnieciony butem i
                  wdeptany w
                  > ziemię. Plus poczucie bezsilności i ubezwłasnowolnienia. Bez
                  powodu nie dostalas.Gdyby kuzka nie skakala....
                • tetlian Re: Ja nie wiem, jaki sposób wychowania jest najl 01.06.08, 16:46
                  artjoasia napisała:

                  > Właśnie - upokarza i poniża i to upokorzenie boli jak cholera. Ból fizyczny to
                  > naprawdę mały pikuś w porównaniu Z TYM.
                  > Dostałam klapsa kilka razy w życiu - nie bolało specjalnie, ale pamiętam do
                  > dziś, że czułam się jak taki mały robaczek rozgnieciony butem i wdeptany w
                  > ziemię. Plus poczucie bezsilności i ubezwłasnowolnienia.

                  Sęk w tym, że tak jest z każdą karą. Odebranie dziecku ulubionej zabawki na
                  tydzień, także sprawia, że czuje się ono bezsilne, poniżone i wzbudza to w nim
                  gniew do rodziców. Zamknięcie dziecka na godzinę w pokoju, też daje podobny efekt.

                  Teraz pytanie, które poniżenie wyrządza najmniej szkody dziecku? To trwające
                  ułamek sekundy (klaps), czy trwające godzinę (zamknięcie w pokoju), lub tydzień
                  (odebranie zabawki)? I kolejne pytanie, które z nich jest najskuteczniejsze
                  jeśli chodzi o wychowanie. Teraz chyba tylko pozostaje wybrać takie, w którym
                  suma ważona odpowiedzi na oba pytania jest jak najbardziej zadowalająca.
                  • joanekjoanek Re: Ja nie wiem, jaki sposób wychowania jest najl 02.06.08, 00:37
                    > > Dostałam klapsa kilka razy w życiu - nie bolało specjalnie, ale pamiętam do dziś, że czułam się jak taki mały robaczek rozgnieciony butem i wdeptany w ziemię. Plus poczucie bezsilności i ubezwłasnowolnienia.

                    tetlian:
                    > Sęk w tym, że tak jest z każdą karą.

                    To nieprawda.

                    Tak jest tylko z karą bezrozumną. Przytaczane przez Ciebie przykłady także są karami bezrozumnymi. Kary rozumne to poniesienie konsekwencji, odpowiedzialności za swoje czyny. I tak, jeśli dziecko coś zdemoluje, to równie bezsensowne jest przywalenie mu, jak i zamknięcie go w pokoju na godzinę. Bo jaki ma związek jedno z drugim? Kara rozumna to na przykład wyegzekwowanie naprawienia szkód, przeproszenia poszkodowanych, dodatkowej rekompensaty (oczywiście na miarę wieku dzieciaka). Po otrzymaniu takiej kary - zapewniam Cię, odczucia są diametralnie inne. Bo nie doszło do poniżenia, odarcia z godności i skrzywdzenia. O i już.

                    Ja się zwykle w takich dyskusjach nie udzielam, ale irytuje mnie dobitna, powierzchownie przekonująca retoryka oparta na błędnych i przekłamanych założeniach. I dlatego więc.
                    • w_oparach_absurdu Re: Ja nie wiem, jaki sposób wychowania jest najl 02.06.08, 09:40
                      ot widzisz i tu racja
                      wreszcie ktos cos z sensem napisal...
                      bo nie chodzi o to jak ukarac dziecko (to potrafi kazdy uncertain )
                      tylko jak je nauczyc kiedy zle postepuje i jakie sa tego konsekwencje - to juz
                      sztuka...

                      pozdrawiam i mam nadzieje ze Twoje slowa chociaz jedna osoba wezmie sobie do serca
              • tetlian Re: Ja nie wiem, jaki sposób wychowania jest najl 01.06.08, 16:42
                Jeśli ma się delikatne i kruche ciało, to może i klaps boli. Choć ja weteran
                różnych form bicia, jakoś nie nazwałbym tej najłagodniejszej formy bólem.

                I proszę mnie źle nie zrozumieć. Ja nie uważam, że klaps jest dobrą metodą
                wychowawczą. Ja tego po prostu nie wiem. Tobie udało się wychować dzieci na
                aniołków (choć nie wiadomo, czy jak wejdą w okres dojrzewania, to nie przemienią
                się w diabełków) bez bicia. I bardzo dobrze. Ale czy tą samą metodą dałoby się
                wychować wszystkie dzieci?
              • szalony_kucharz Bawisz się? 02.06.08, 22:27
                mama_kotula napisała:

                > Od lat się bawię w spanking. Klaps boli, upokarza i poniża. Tyle.

                No i chyba jeszcze sprawia przyjemność, skoro się bawisz, i to od lat.
                • mama_kotula Re: Bawisz się? 02.06.08, 22:32
                  szalony_kucharz napisał:

                  > mama_kotula napisała:
                  >
                  > > Od lat się bawię w spanking. Klaps boli, upokarza i poniża. Tyle.
                  >
                  > No i chyba jeszcze sprawia przyjemność, skoro się bawisz, i to od lat.

                  No. Ale ja jestem dewiantka tongue_outPPP, więc to co innego. Mimo wszystko nie sądzę,
                  aby dziecku klaps "wychowawczy" sprawiał przyjemność.
        • owocoskala Re: Ja nie wiem, jaki sposób wychowania jest najl 02.06.08, 08:51
          > Klapsy nie są czymś złym, bo nawet nie są bolesne.
          Klaps nie może być bezbolesny bo inaczej nie jest klapsem tylko
          pogłaskaniem, abo trzepnięciem i nie ma żadnego znaczenia. Jest
          zawsze więc biciem, a bicie to porazka wychowawcza. Nie ma to nic
          wspólnego z brakiem stresu, bo dzieci bedą miały milion powodów do
          stresowania się bez bicia i nie ma to żądnego związku z wychowaniem
          bezstresowym. Bicie słabszych, zwłasza o wiele słabszych jest
          obrzydliwe. Wyobraź sobie tą samą metodę stosowaną w pracy - szef
          podwładnego lub w małżeństwie mąż - żonę a jednak daje się tego
          uniknąc i znalażć inne sposoby wywarcia presji. Dziecko musi miec
          ograniczenia i może baaaardzo dotkliwie być ukarane brakiem
          przyjemności - telewizji, słodyczy możliwości pogrania w grę lub
          spotkania z przyjaciółmi.
          • jacek226315 Re: Ja nie wiem, jaki sposób wychowania jest najl 02.06.08, 10:50
            owocoskala napisala:
            >...klaps nie moze byc bezbolesn bo inaczej nie est klapsem tylko
            poglaskaniem...
            A gdzie jest wiec granica miedzy klapsem a poglaskaniem.? Znam
            takiego ojca co czym bardziej syna walil to tym glosniej sie syn
            smial
    • akado Re: Wychowywać poprzez klapsy? 30.05.08, 13:42
      Jestem za wychowaniem bez klapsów. Da się. Nie oznacza to bez ograniczeń. Po prostu da się mądrze wychować dziecko bez klapsów, klapsy są odzwierciedleniem naszych frustracji i nerwów i tyle.
    • manna_poranna Re: Wychowywać poprzez klapsy? 30.05.08, 13:55
      Mama Kotula mądrze mówi. Bezstresowe wychowanie to jakiś dziwny twór w ogóle,
      oksymoron nawet, niestety, wychowanie to czasem stres wink) A klapsy? Są dowodem
      naszej bezradności i braku umiejętności rozmowy. A czy bedziesz ograniczać
      dziecko, czy nie- zależy tylko od Ciebiesmile
      • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 30.05.08, 14:05
        > Bezstresowe wychowanie to jakiś dziwny twór w ogóle,
        > oksymoron nawet, niestety, wychowanie to czasem stres wink)

        Wychowanie to zawsze stres, nie tylko czasem.
        Podporządkowanie się określonym zasadom czasem przebiega bezboleśnie, ale
        przeważnie powoduje pewien dyskomfort. Człowiek z natury chciałby robić tylko
        to, co chce i tylko to, co gwarantuje mu maksymalną przyjemność. Jakakolwiek
        ingerencja w ten przyrodzony hedonizm będzie stresem smile

        Nota bene nie zgadzam się, że klaps jest wynikiem nieumiejętności rozmowy z
        dzieckiem. Do tanga trzeba dwojga, a dziecię czasem otacza się betonową ścianą,
        w dodatku dźwiękoszczelną wink). Wg mnie klaps wynika wyłącznie z bezsilności i
        zmęczenia, bo zdarza się i tym, którzy potrafią z dzieckiem rozmawiać, tylko
        akurat mają tej rozmowy dość wink)
        • denea No właśnie, zauważyłyście, jak taki pogląd jest 30.05.08, 15:45
          rozpowszechniony ?? W zbiorowej świadomości wychowywanie bez klapsów
          to potworne rozpuszczanie bachora i wychowywanie "bezstresowe"
          właśnie.
          Toż to głupie jest tongue_out A ta powszechność jest dość symptomatyczna,
          moim zdaniem sad

          Zgadzam się, że wychowywanie to zawsze stres, dziecko musi sobie
          przyswoić normy niekoniecznie idące w parze z tym, na co akurat ma
          ochotę.
          Bez stresu to co najwyżej hodowla może być wink)
          • babcia47 Re: No właśnie, zauważyłyście, jak taki pogląd je 01.06.08, 11:21
            to działa tez w drugą stronę..jeżeli dorosły wyczerpawszy wszelkie
            środki "pokojowe" da klapsa (bo np. z uporem maniaka dziecko stara
            sie skrzywdzić młodsze rodzeństwo)..to jest to objaw katowania..i
            nieważne, że stosowane sporadycznie..moze nawet rzadziej niz
            psychiczne naciski ze strony rodziców w
            wychowaniu "bezklapsowym"..liczy sie sam fakt bez kontekstu..a jak
            dla mnie terror psychiczny stosowany czasem przez rodziców jest
            bardziej szkodliwy i pozostawia trwalsze, bardziej brzemienne w
            skutki na psychice niz przysłowiowy klaps..i to na całe zycie..
      • jacek226315 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 16:47
        Wszystko zalezy od dziecka ,jednemu wystarczy srogie
        spojrzenie,drugiemu lekko podniesiony glos,ale sa i tacy co bez
        klapsa nie zrozumieja. We wszystkim umiar ,w Stanach tez jest
        bezstresowe wychowanie,ale za to rodzice sa zestresowani bo musza
        uwazac bo wszystko mozna podciagnac pod znecanie sie.Doszlo do
        tego ,ze i rozmawiac sie rodzice boja by nie byli posadzeni o
        znecanie sie.Kolezanka ma trzech synow w wieku szkolnym i kiedys w
        zabawie na podworku niechcacy zbili szybe w jej samochodzie,majac
        pod reka scierke, walnela jednego ,reszta zdolala uciec,sasiadka
        widziala i zawiadomila policje, i ta miala wielki klopoty.Klaps
        jeszcze nikomu nie zaszkodzil.A co o dzieciach znecajacych sie nad
        rodzicami?Nie przesadzajmy ,bo niedlgo bedziemy musieli sie pytac
        czy zezwola nam rodzicom miec sex we wlasnm lozku
        • ecicha-3 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 18:38
          No i widzimy jak to w Stanach dzieciaki lataja z bronia palna i
          poprostu strzelaja.Zreszta wolalabym abysmy wzorcow etyczno-
          moralnych nie zapozyczali ze Stanow.Natomiast co do wychowania
          bezstresowego mam duze watpliwosci,coraz czesciej widze miotajace
          sie mamusie i tatusiow,z wrzeszczacymi w nieboglosy i
          rozhisteryzowanymi dzieciakami.Horror.A co do klapsow,nie wiem,nie
          pochwalam kar zwiazanych z bolesnoscia.Jest przeciez duzo wiecej
          kar,ktore moga byc dolegliwe,ale musza byc poprostu egzekwowane,a
          nie tylko zapowiadane.Dla mnie duza kara bylo pamietam lekcewazenie
          mnie,nie dostrzeganie,nie rozmawianie.Ale wrazliwosc jest rozna.
    • koza_w_rajtuzach Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 10:35
      Można nauczyć dziecko co wolno a czego nie bez użycia klapsów. Dziecko powinno
      mieć jakieś zasady, wiedzieć co wolno a czego nie. Nie trzeba je w tym celu bić.
      Moja córka ma 2,5 roku i nie biję jej ani nawet nie stosuję żadnych kar, a mam
      posłuszne dziecko i poczucie, że to ja rządzę. Jestem konsekwentna i staram się
      jak mogę, aby wychować córkę na porządnego człowieka, bo wiem czym grozi
      pozwalanie dzieciom na wszystko (mam takie przykłady w otoczeniu). Można nie bić
      i wychować dziecko na kompletnie aspołeczną osobę, a można nie bić, trochę się
      wysilić i wychować dziecko na całkiem fajnego, lubianego człowieka.
      • bronia35 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 08:45
        Uważam, że można wychować dziecko bez klapsów, ale wymaga to od rodziców
        znacznie większego wysiłku w utrzymaniu nerwów na wodzy,kontrolowania swoich
        emocji.Mam 13-latka i kiedy był mały zdarzało mi się dawać klapsy, ale naprawdę
        niezwykle rzadko.Pamiętam jedną sytuację, kiedy ni stąd ni zowąd mój 4-letni
        wówczas synuś ugryzł mnie w pierś.Ból był tak duży, ze wymierzyłam mu klapsa dla
        opamiętania.Nie powinnam tego robić i gdybym miała drugie dziecko pewnie nigdy
        bym go nie uderzyła.Rodzic to jednak nie robot i czasem moze mieć dość.Bicie
        dzieci traktowane jako metoda wychowawcza, uważam za obrzydliwe.
    • ma_dre Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 11:07
      nie przesadzajmy... klaps to nie bicie!!! mowie oczywiscie o bezbolesnym
      klepnieciu w pieluche, a nie z otwartej w gole posladki, to juz jest znecanie
      sie! Czasem takie klepniecie sie wyrwie jak naturalny gest matki wobec
      dziecka... jak podgryzienie lwiatka przez lwice... nie mowcie, ze nie jestesmy
      zwierzetami... jestesmy, i to w znacznym stopniu, nie przesadzajmy z ta
      "nietykalnoscia".
      • sonnenschein02 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 11:59
        Moji rodzice trojke dzieci wychowali bez klapsow. (Samia zawsze tak
        mowili, oraz dziakdowie, takze wieze w to)! Z nas wyrosly, pozadne
        dorosle osoby!
        Ja osobiscie do tej pory nie musialam uzywac klapow, bo coreczka
        jest bardzo grzeczna, wie co mozna a gdzie jest koniec zabawy, a jak
        jest gorzej to idzie z niaj porozmawiac.

        Za to moja tesciowa i tesciu, jak bylismy miesiac temu w polsce
        (corka ma 20miesiecy), to tesciu dal jej dosc mocnego klapsa, tylko
        dla tego bo nie chciala zjesc zupy co tesciowa ugotowala, bylam w
        szoku jak to zobaczylam (akurat weszlam do domu), no i z nimi byly
        ostre dyskusje na ten temat, oni uwazaja ze dziecko tylko przez
        klapsy zrozumie co wolno a co nie.

        Takze kazdy rodzic inaczej mysli, i dzieki bogu.

        pozdrawiam
        • tojatojatoja Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 09:24
          > Za to moja tesciowa i tesciu, jak bylismy miesiac temu w polsce
          > (corka ma 20miesiecy), to tesciu dal jej dosc mocnego klapsa, tylko
          > dla tego bo nie chciala zjesc zupy co tesciowa ugotowala, bylam w
          > szoku jak to zobaczylam (akurat weszlam do domu), no i z nimi byly
          > ostre dyskusje na ten temat, oni uwazaja ze dziecko tylko przez
          > klapsy zrozumie co wolno a co nie.

          Zbulwersowało mnie to, co napisałaś o swoich teściach. Właśnie ta sytuacja
          pokazuje w jakich momentach ludzie "pozwalają" sobie na danie dziecku klapsa. Bo
          nie chce jeść zupy!!!??? Szok po prostu!

          Ciekawe jakby teść zareagował, gdyby dostał od kogoś w dupsko za to, że nie chce
          jeść czegoś, co mu nie smakuje?

          PS. Gdybym zobaczyła taką scenę, to teść chyba by oberwał ode mnie. wink. Uważam,
          że jedną z większych traum doświadczanych przez dzieci jest zmuszanie ich do
          jedzenia rzeczy, których nie lubią i które im nie smakują. Bicie dziecka za coś
          takiego jest dla mnie naprawdę oburzające!
      • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 12:29
        > Czasem takie klepniecie sie wyrwie jak naturalny gest matki wobec
        > dziecka...

        Współczuję. Niektórzy to określają "no sama ręka zaczęła latać", prawda?

        Fascynujące, jeszcze nie spotkałam się na tym forum z dorabianiem właśnie takiej
        ideologii do klapsów, że "klaps to naturalny odruch matki do dziecka".
        Do tej pory było "stosuję klapsy w obliczu niebezpieczeństwa, np. jak dwulatek
        wybiega na ulicę".
        Albo "zdarza mi się klapsnąć dziecko z bezsilności, jak mnie zupełnie wyprowadzi
        z równowagi".
        Ideologii o klapsie instynktownym jeszcze nie słyszałam.
        Niedługo zapewne usłyszymy o laniu w dupę w złości jako wyrażaniu miłości.

        I cholera, no ja nie mam tego naturalnego odruchu. Może do neurologa się przejdę
        po południu, porządnie się przebadam, bo zaczynam się niepokoić o moje instynkty...


        > nie mowcie, ze nie jestesmy zwierzetami... jestesmy, i to w znacznym stopniu

        My, to znaczy kto? Czy to jest forma pluralis maiestaticum?

        Ja, w przeciwieństwie do lwicy, potrafię mówić a moje dziecko potrafi
        przetwarzać język mówiony (oczywiście inna sprawa, czy ma chęć go przetwarzać
        akurat w danym momencie). W związku z tym nie muszę uciekać się do nadawania
        sygnałów pozawerbalnych. wink
    • artjoasia Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 12:23
      Na temat bezstresowego wychowania koleżanki już sie wypowiedziały, więc nie będę powtarzać. Dodam tylko, że życie samo w sobie jest jednym wielkim stresem i ograniczeniem wolności. Proces wychowawczy ma na celu dostosowanie się do panujących w danym społeczeństwie zasad, czyli właśnie ograniczeń. Bezstresowym wychowaniem można osiągnąć najwyżej aspołeczną, roszczeniową postawę i skrajny egoizm.
      Klapsy - oczywiście, że w większości przypadków są porażką wychowawczą. Istnieją jednak sytuacje, kiedy właśnie klaps jest jedyną skuteczną metodą powstrzymania dziecka przed zachowaniem niebezpiecznym. Moja 1,5-roczna córka raz w życiu dostała lekko po łapach, kiedy usiłowała ściągnąć z kuchenki czajnik z wrzątkiem. Zareagować trzeba było natychmiast, żadne stanowcze "nie" nie wchodziło w grę, bo ona wszelkie zakazy olewa, a na długie spokojne tłumaczenia nie było czasu, zresztą w tym wieku i tak efekt byłby żaden.
      Z pewnością z każdej sytuacji można znaleźć dobre wyjście i powstrzymać się od klapsa, jednak w praktyce chyba żadna matka nie jest na tyle idealna, żeby nigdy nerwy jej nie puściły. Zwłaszcza kiedy nie ma czasu na myślenie.
      • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 12:33
        > "Moja 1,5-roczna córka raz w życiu dostała lekko po łapach, kiedy
        > usiłowała ściągnąć z kuchenki czajnik z wrzątkiem. Zareagować
        > trzeba było natychmiast, żadne stanowcze "nie" nie wchodziło w grę, > bo ona
        wszelkie zakazy olewa, a na długie spokojne tłumaczenia nie > było czasu,
        zresztą w tym wieku i tak efekt byłby żaden."

        Trzeba było złapać i wynieść dziewczę z kuchni smile)
        Ja bym pewnie wrzasnęła tak, że dziecię by zamarło i miałabym czas na
        odizolowanie od źródła gorąca.
        Ale rozumiem, nie potępiam. Jesteśmy ludźmi (choć ktoś w tym wątku sugerował, że
        zwierzętami tongue_out).
        • artjoasia Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 12:40
          > Trzeba było złapać i wynieść dziewczę z kuchni smile)
          > Ja bym pewnie wrzasnęła tak, że dziecię by zamarło i miałabym czas na
          > odizolowanie od źródła gorąca.

          Nie było takiej możliwości, ona już trzymała ten czajnik za rączkę, a silna
          zaraza jest. Złapać i wynieść z czajnikiem w garści? Szarpać się z nią i wyrywać
          czajnik? - pewnie wtedy obie miałybyśmy poparzenia I stopnia... Wrzaski też nie,
          nie reaguje - a w każdym razie reakcja nie jest przewidywalna, czasem ją to po
          prostu bawi.
          Następnym razem pewnie z konieczności postąpiłabym tak samo, bo nic lepszego nie
          potrafię wymyślić. Mój błąd polegał na tym, że zawczasu nie usunęłam tego
          nieszczęsnego czajnika z zasięgu łap.
          • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 12:44
            O cholera, nie mam pojęcia, jakbym reagowała na dziecię z czajnikiem w ręce.
            Wrzasnąć i przestraszyć - nie, bo może drgnąć, puścić czajnik i wylać wrzątek na
            na siebie.
            Szarpanie się z dzieciną odpada, z tych samych powodów.
            W ogóle w takim wypadku każda akcja grozi poparzeniem, nawet pacnięcie po łapach
            - szarpnie się i strąci czajnik.

            Nie zazdroszczę smile)
          • tygrysiatko1 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 18:43
            nie możesz dopuszczać do takich sytuacji aby dziecko miało dostęp do
            czajnika, wrzącej herbaty, kawy... czyli również dziecko nie może
            mieć możliwości ściągnięcia na siebie razem z obrusem herbaty czy
            kawy...
            to nie będzie tak, że ona się oparzy... to TY dopuścisz do tego,
            żeby się oparzyła...
            • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 18:53
              tygrysiatko1 napisała:
              > nie możesz dopuszczać do takich sytuacji aby dziecko miało dostęp do czajnika, wrzącej herbaty, kawy... czyli również dziecko nie może
              > mieć możliwości ściągnięcia na siebie razem z obrusem herbaty czy
              > kawy...
              > to nie będzie tak, że ona się oparzy... to TY dopuścisz do tego,
              > żeby się oparzyła...

              No właśnie.
              Wiadomo, że nie lata się za dzieckiem non stop, bo by się padło po kilku dniach wink
              Natomiast jak puszcza się dziecko które jest na etapie "małpiego rozumu" samodzielnie, to warto zrobić wszystko, aby trzeba było jak najmniej interweniować.
              Jeśli dziecko 2-letnie otworzyło sobie samo okno - profilaktycznie zrobić zamknięcie okna takie, którego dzieciak nie jest w stanie otworzyć (magnetyczne albo na kluczyk) i jednocześnie tłuc uparcie do łebka, że okna się samemu nie otwiera, jak tylko będzie łapać za klamkę. Mamy swobodne poczucie, że dziecku nic się nie stanie, bo okna nie otworzy, i w tym samym czasie uczymy, że do otwierania okna służy matka. Czyli mimo zabezpieczenia nadal nie pozwalamy łapać za klamkę okna, ale jesteśmy spokojniejsi (co znacznie zmniejsza częstotliwość pojawiania się myśli w stylu "jak w dupsko przyleję..." tongue_outtongue_outtongue_out).



              Obrusy zaczęłam zakładać jakiś rok temu (młodsza ma prawie 4 lata), szklankę z kawą/herbatą nadal stawiam wysoko, bo o ile nie weźmie jej celowo, to znając życie sięgając po coś przez stół, wyleje zawartość szklanki na siebie.
              • jacek226315 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 20:42
                mama_kotula napisala:
                >....Obrusy zaczelam zakladac jakis rok temu(mlodsza ma prawie
                4lata),szklanke z kawa/herbata nadal stawiam wysoko,bo o ile nie
                wezmie jej celowo,to znajc zycie siegajac po cos przez stol,wyleje
                zawartosc szklanki na siebie.
                No a jak wyleje celowo i sie poparzy to badz pewna ,ze juz wiecej
                niczego ze stlu nie sciagnie bo bedzie sobie kojarzyla z bolem.
                Czasami takie nauczki dla dzieci sa najlepsze
                • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 21:22
                  > No a jak wyleje celowo i sie poparzy to badz pewna ,ze juz wiecej
                  > niczego ze stlu nie sciagnie bo bedzie sobie kojarzyla z bolem.
                  > Czasami takie nauczki dla dzieci sa najlepsze

                  A tak poza tym to zdarza ci się czasami myśleć? wink
                  • jacek226315 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 07:36
                    mama_kotula napisala:
                    >A tak poza tym to zdarza ci sie czasami myslec?
                    Po co,kiedy Ty myslisz za wszystkich to i za mnie
                • w_oparach_absurdu Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 09:53
                  no tak...
                  to moze po prostu uwazasz ze najlepiej dac dziecku szklanke wrzatku zeby sobie
                  zapamietalo jak to boli ??
                  pogratulowac
                  niekazdej rzeczy trzeba uczyc sie a wlasnych bledach i nie w kazdym wieku...

                  • ewelina_1 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 03.06.08, 00:04
                    w_oparach_absurdu napisała:

                    > no tak...
                    > to moze po prostu uwazasz ze najlepiej dac dziecku szklanke
                    wrzatku zeby sobie
                    > zapamietalo jak to boli ??
                    > pogratulowac
                    > niekazdej rzeczy trzeba uczyc sie a wlasnych bledach i nie w
                    kazdym wieku...

                    coś w tym stylu choć nie do końca. Staramy się w domu usuwać
                    wszystko z zasięgu rączek. A mimo to dzieci pilnowały nas z uporem,
                    bo chciały brać kubki z gorącą herbatą czy kawą. Wręcz wyrywać z
                    naszych rąk. Więc po prostu któregoś dnia pozwoliliśmy im dotknąć
                    jednym palcem gorącego kubka (ale nie z wrzątkiem!!). Zaznaczam
                    dotknąć 1 palcem a nie dać do rączki kubek. Nauczyły się. Wiedzą co
                    znaczy hasło "gorące".
                    • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 03.06.08, 00:14
                      Ech, no moje też wiedzą, co znaczy "gorące".
                      Wiedzą, bo też im dawałam dotknąć palcem kubka i takie tam.
                      Co nie zmienia faktu, że czasem po prostu nie pomyślą, i odruchowo chwycą
                      szklankę w łapę. Albo potrącą, sięgając po coś przez stół, tudzież łażąc pod tym
                      stołem i waląc w niego głową od dołu, bądź upadając (starszy ma braki w
                      koordynacji ruchowej, przewraca się na prostej drodze i na środku dywanu) chwycą
                      się obrusa.
              • sikorka68 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 21:11
                Za pomysłami dziecka nie zawsze się nadąży. Naprawdę staram się być przewidująca
                i konsekwentna, ale maluch, jak to maluch. W ostateczności zrobi, co będzie
                chciał- jak mama nie widzi. Co warte jest "tłuczenie uparcie do łebka", jeżeli
                maluch czasami "czuje potrzebę" sprawdzenia, czy mama ma rację.

                Jeszcze jedno: "jak w dupsko przyleję..." - czegoś takiego nie używamy.
                Jak ktoś ma czas na wypowiedzenie takich słów, to sytuacja nie była podbramkowa,
                czyli można inaczej zareagować...
                • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 21:28
                  Jeszcze jedno: "jak w dupsko przyleję..." - czegoś takiego nie używamy.
                  Jak ktoś ma czas na wypowiedzenie takich słów, to sytuacja nie była podbramkowa,
                  czyli można inaczej zareagować...

                  Nie pisałam o wypowiadaniu tych słów, tylko o myśleniu.
                  Jeszcze raz wyjaśniam. Klaps jest reakcją "szybką". Czyli oszczędzającą czas. To
                  nie ulega wątpliwości. Pytanie: dlaczego chcemy oszczędzić czas? Ano np dlatego,
                  że zdrowie/życie dziecka jest zagrożone (np. dziecko sięga do klamki i zaczyna
                  otwierać okno, dziecko rusza z młotkiem do lustrzanych drzwi). I jeszcze raz
                  napiszę - nie potępiam klapsa w takiej sytuacji, tzn. jestem w stanie to
                  zrozumieć. Natomiast o wiele bardziej komfortowa psychicznie jest sytuacja,
                  kiedy ten rzeczony dwulatek sięga do klamki i zaczyna otwierać okno, a my wiemy,
                  że nie będzie w stanie go otworzyć (albo dziecię leci z młotkiem do lustrzanych
                  drzwi, a my wiemy, że na drzwiach jest folia antyrozpryskowa i nic mu się nie
                  stanie, nawet jak rozkruszy szkło w drobny mak) - wtedy nie jest potrzebna
                  reakcja "szybka", za to możemy spokojnie i bez zbędnych negatywnych emocji
                  (choćby strachu o życie dziecka) po raz kolejny wtłukiwać do łebka, że okno
                  otwiera matka i tylko matka.
            • artjoasia Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 12:28
              Jasne, wiem. To był moment, odwróciłam sie tylko na chwilę, a ona nigdy
              wcześniej tak wysoko nie sięgała.
              W każdym razie wyszło na to, że oberwała za moją głupotę i brak wyobraźni.
              Cholernie wychowawcze.
        • jacek226315 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 16:54
          mama_kotula napisała:

          > > "Moja 1,5-roczna córka raz w życiu dostała lekko po łapach,
          kiedy
          > > usiłowała ściągnąć z kuchenki czajnik z wrzątkiem. Zareagować
          > > trzeba było natychmiast, żadne stanowcze "nie" nie wchodziło w
          grę, >
          > bo ona
          > wszelkie zakazy olewa, a na długie spokojne tłumaczenia nie > było
          czasu,
          > zresztą w tym wieku i tak efekt byłby żaden."
          >
          > Trzeba było złapać i wynieść dziewczę z kuchni smile)
          > Ja bym pewnie wrzasnęła tak, że dziecię by zamarło i miałabym czas
          na
          > odizolowanie od źródła gorąca.
          > Ale rozumiem, nie potępiam. Jesteśmy ludźmi (choć ktoś w tym wątku
          sugerował, ż
          > e
          > zwierzętami tongue_out).
          >
          Albo mozna reagowac jak moja kolezanka.Kiedys bedac u niej z
          wizyta ,bylem swiadkiem jak jej dwie coreczkisie gonily po
          mieszkaniu,ta goniaca miala noz w reku.Mowie wie do matki "Anka wez
          cos zrob przeciez sie pozabijaja" a ona do mnie "a niech sie zabija
          bede miala spokoj" To o takim wychowaniu myslisz moja droga?
          • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 17:16
            Mowie wie do matki "Anka wez cos zrob przeciez sie pozabijaja" a ona do mnie "a
            niech sie zabija bede miala spokoj" To o takim wychowaniu myslisz moja droga?

            Nie, nie o takim, mój drogi.
            Nie sądzisz, że pomiędzy pozwoleniem dziecku na bieganie z nożem, a dawaniu w
            dupę za bieganie z nożem jest jeszcze spore pole do popisu?
            Tylko skrajności widzisz?
        • sikorka68 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 17:53
          "Trzeba było złapać i wynieść dziewczę z kuchni smile)
          > Ja bym pewnie wrzasnęła tak, że dziecię by zamarło i miałabym czas na
          > odizolowanie od źródła gorąca.
          > Ale rozumiem, nie potępiam. Jesteśmy ludźmi (choć ktoś w tym wątku sugerował, ż
          > e"

          Miałam inną sytuację: mój maluch, mając niecałe 2 latka wszedł na parapet i
          otworzył okno. Mieszkam nisko- niecały metr (na całe szczęście). Pod oknem
          wystawał "kikut" róży- i to było niebezpieczne.
          Idąc tej pani tokiem rozumowania, powinnam zdjąć dziecko z parapetu (co
          zrobiłam) i iść przesadzać różę...
          Czasem ostrzejsza reakcja jest potrzebna i jeżeli dziecko nie spotyka się z nią
          codziennie, to odnosi w sytuacjach stresowych zbawienny skutek. Więcej nie
          spróbował.
          • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 18:07
            Ostrzejsza reakcja nie musi oznaczać klapsa.
            Równie dobrze może to być krzyk. Ale rozumiem, że z krzykiem dziecko spotyka się
            codziennie?

            Ludzie, ja sobie doskonale zdaję sprawę, że czasem trzeba jakoś usprawiedliwić
            to lanie w dupę, które nam się wyrwie. Usprawiedliwić przed sobą, przed innymi.
            Ja też usprawiedliwiałam, a jakże. No bo jak mogłam inaczej zareagować, kiedy
            moje dziecię leciało z młotkiem do lustrzanych drzwi szafy, prawda?
            No teraz wiem, że powinnam dziecię wziąć na ręce i odizolować od luster, zabrać
            dziecięciu młotek i robić to do skutku, aż klapka w mózgu zaskoczy, a szybę
            zabezpieczyć folią antystłuczeniową do czasu, zaskoczenia wspomnianej klapki. I
            pewnie teraz bym tak zrobiła już na początku, zamiast walić w dupę. Natomiast
            wtedy, w sytuacji zagrożenia roztrzaskaniem szyby i pokrojeniem dziecka na
            kawałki człowiek nie myślał po prostu.

            Po prostu rozwala mnie tłumaczenie, że czasem nic innego nie działa, tylko
            walnięcie w dupę.
            Działa, działa coś innego, tylko prawdopodobnie nie wiemy, co działa.
            Uniwersalną metodą do czasu wymyślenia właściwej metody jest przytrzymanie
            dziecka, nawet siłą.
            Klapsów w dupę nie toleruję. Wiem, jak bolą (zaraz pojawi się milion wątków, że
            przez pampersa nie boli, że nie bije się, aby bolało - proponuję zrobić test -
            przełożyć się mężowi przez kolano i polecić się klapsnąć tak, jak się klapsuje
            dziecko. możecie być niemile zaskoczone).
            Poza tym jeśli to jest bezbolesne, to po co to w ogóle robić? Dla odwrócenia
            uwagi, dla "otrzeźwienia dziecka"? Na to jest milion innych sposobów.

            Nie potępiam ludzi, którym zdarzy się wlać w dupę. Jestem jak najdalsza od ich
            oceniania i potępiania. Natomiast dorabianie ideologii do bicia (taaa, wiem,
            klaps to nie bicie tongue_outP) mnie po prostu śmieszy. Odważniej byłoby się przyznać do
            własnej bezsilności i stanu megawku..enia, które doprowadziły nas do zdzielenia
            dziecięcia w pośladki. Tudzież do lenistwa.
            • sikorka68 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 20:43
              Jest jeszcze jedna sprawa, której nie bierzesz pod uwagę. Prawdopodobnie
              nazwiesz to następną ideologią, czy usprawiedliwianiem.
              Jestem zdania, że żaden paragraf (w razie czego) nie odda mi zdrowia, czy życia
              dziecka. Czasem ten klaps może życie uratować, bo o takich przypadkach mówimy. W
              życiu nie dałam klapsa, bo coś zbroiło, albo się nie posłuchało. Jeżeli, to
              tylko wtedy, gdy chodziło o ich bezpieczeństwo i to w sytuacjach, gdy naprawdę
              sytuacja była wręcz podbramkowa.
              Ja swoje bąble mam praktycznie non stop na oku, a jednak tak chyba musi być, że
              jednak takie sytuacje się mogą zdarzyć.
              • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 21:33
                Eno, biorę taką rzecz pod uwagę, no biorę.
                Choć nie do końca.
                Kiedyś sklapsowałam młodą jak mi się prawie pod samochód wpakowała. Można powiedzieć, że ten klaps uratował jej życie.

                Ale równie dobrze życie uratowałoby jej po prostu złapanie za bety i przytrzymanie - bo skoro udało mi się ją dopędzić i dać jej w tyłek, równie dobrze mogłam dopędzić i w ten tyłek nie dawać, prawda? smile
                Tak samo, jak dziecię sięga po coś gorącego - jak to jest: dosięgnę, aby dać po łapach, a nie dosięgnę, żeby po prostu przytrzymać te łapy? No coś nie halo wink))

                Ale nie potępiam. Sama kiedyś tak to sobie tłumaczyłam i nawet na tym forum się wykłócałam z przeciwniczkami klapsów smile))
                Potem wyewoluowałam nieco wink
                • sikorka68 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 22:52
                  Owszem, też uratowałoby życie, ale ja zauważyłam taką prawidłowość u moich. Jak
                  dostaną w takiej sytuacji klapsa, to potem nie próbują tego robić- taka nauczka
                  na zaś. Inne metody są skuteczne, ale na ten raz, czyli niebezpieczeństwo w
                  przyszłości raczej się powtórzy- przetestowane.
                • pieniacz_sadowy No właśnie! Co tu nie halo? 03.06.08, 04:43
                  Czyli z postów wynika, że knąbrna mama bije swoje dzieci, ale na
                  forum głosi, że to niegodna metoda wychowawcza, hm? Tststs... ;o)))

                  > równie dobrze życie uratowałoby jej po prostu złapanie za bety i
                  > przytrzymanie - bo skoro udało mi się ją dopędzić i dać jej w
                  > tyłek, równie dobrze mogłam dopędzić i w ten tyłek nie dawać,
                  > prawda? smile
                  > Tak samo, jak dziecię sięga po coś gorącego - jak to jest:
                  > dosięgnę, aby dać po łapach, a nie dosięgnę, żeby po prostu
                  > przytrzymać te łapy? No coś nie halo wink

                  I jak długo masz zamiar za dzieckiem latać, chować przed nim,
                  odgradzać, przytrzymaywać, dmuchać na zimne, cierpliwie tłumaczyć,
                  zaledwie podnosząc głos i czuć się winna za każdym razem, kiedy
                  jednak użyjesz argumentu siły?

                  A właśnie! A propos przytrzymywania za łapy. Nie wydaje ci się, że
                  jest to środek równie nasycony przemocą i równie bolesny, co klaps?
                  Co zatem uczynisz, jeśli przytrzymana za łapki pociecha zacznie się
                  z maminego uścisku wyrywać, wykrzywi liczko w paroksyzmie bólu i
                  rozbeczy? Mniejszym się sobie wtedy wydasz brutalem? Czy może
                  puścisz?

                  Nie pytam ot tak bez powodu, bowiem pewna znana mi osoba klapsów
                  niby nie stosuje, za to ucieka się do krzyku oraz szarpaniny ze
                  swoim naturalnie rozbrykanym synkiem i jego chude ramionka po takim
                  matczynym przytrzymaniu wyglądają cokolwiek żałośnie.

                  What do you do, what do you do?
                  • mama_kotula Re: No właśnie! Co tu nie halo? 03.06.08, 09:12
                    Czyli z postów wynika, że knąbrna mama bije swoje dzieci, ale na
                    forum głosi, że to niegodna metoda wychowawcza, hm? Tststs... ;o)))

                    Pieniacz, słonko - ja nigdzie nie zaprzeczałam, że kiedyś zdzieliłam młode po dupie, kilka razy. Młoda byłam, potem wyewoluowałam ;P, tylko krowa nie zmienia poglądów.

                    > A właśnie! A propos przytrzymywania za łapy. Nie wydaje ci się, że
                    > jest to środek równie nasycony przemocą i równie bolesny, co klaps?
                    > Co zatem uczynisz, jeśli przytrzymana za łapki pociecha zacznie się
                    > z maminego uścisku wyrywać, wykrzywi liczko w paroksyzmie bólu i
                    > rozbeczy? Mniejszym się sobie wtedy wydasz brutalem? Czy może
                    > puścisz?

                    Ja już ci wyjaśniam, pieniaczku, czym się różni przytrzymanie od klapsa.
                    Nie jest tutaj istotną kwestią przemoc czy jej brak.
                    Przytrzymanie FIZYCZNIE UNIEMOŻLIWIA dziecku wykonanie czegoś niebezpiecznego. Nie uderzy rodzica, ponieważ rodzic go trzyma za ramiona, aby to uniemożliwić. Nie wybiegnie na ulicę, bo będzie to niemożliwe fizycznie, jest osadzony w miejscu.
                    I jak już napisałam wściekłe dziecko koduje: "głupia matka mnie trzyma i nie mogę wybiec na ulicę". Czyli ma przyczynę i skutek, które są ze sobą powiązane, zgadza się? smile Jeśli jednocześnie matka spokojnie tłumaczy, że na ulicę nie wolno wybiegać samemu, tylko z mamą za rękę, dziecię koduje cały zestaw rzeczy, związanych z ulicą.
                    Jejku, nie wiem jak to wyjaśnić. O, już wiem. Może tak, że klaps jest "oderwany", nie jest naturalną konsekwencją ani nie jest uniemożliwieniem działania niepożądanego. Ot coś w rodzaju "biegnę na ulicę i dostaję w dupę", ale jednocześnie "sięgam do kuchenki i dostaję w dupę" i "dokuczam psu i dostaję w dupę". Uniwersalna metoda na wszystko, uniwersalne kodowanie? Nie, nie kupuję tego smile


                    Aaa - trzymać też trzeba umieć. Jak już pisałam niżej - w czasie histerii z wyrywaniem stosuję mocne przytulenie, "schowanie dziecka w sobie", które uruchamia receptory czucia głębokiego. Na początku nie dowierzałam tej metodzie, nawet tu na forum o tym pisałam - ale po jakimś czasie ze zdziwieniem spostrzegłam, że doskonale działa na moją młodszą, która charakterek ma po mamusi tongue_outP. Przytrzymanie ręki nie ogranicza się do złapania za nadgarstek czy uścisku szczypcowego za ramię (też widuję te posiniaczone ramionka wink), tylko jednocześnie zgarniam dziecię do siebie i trzymam tak, żeby mu to nie sprawiło megabólu, tylko unieruchomiło (objęcie całościowe za ramiona i znowu "schowanie").
                    U nas te metody się sprawdzają. Oczywiście, nie na wszystkie dzieci będą działać.





                    > I jak długo masz zamiar za dzieckiem latać, chować przed nim,
                    > odgradzać, przytrzymaywać, dmuchać na zimne, cierpliwie tłumaczyć,
                    > zaledwie podnosząc głos i czuć się winna za każdym razem, kiedy
                    > jednak użyjesz argumentu siły?

                    Hm... za dziećmi (4 i 5 lat) nie latam, nie chowam (za wyjątkiem moich przyborów plastycznych, do których im się oczka świecą i ślina cieknie, a których im dać siłą rzeczy nie mogę - a to sadyzm trzymać takie cuda na wierzchu przy kilkuletnich miłośnikach aktywności plastycznej), tłumaczenia są coraz krótsze, dzieciaki rozwiązują konflikty i problemy między sobą. Mam mnóstwo czasu dla siebie. Na zimne nie dmuchamy, młode są bardzo samodzielne.

                    Przyznaję, że podniesienie głosu działa, o ile nie jest stosowane zbyt często - dodatkowo zauważyłam, że im bardziej jestem zmęczona, tym bardziej drę na nie japę (pewnie jakbym spała 7 godzin a nie 3,5, to obyłoby się bez krzyku).
                    • jacek226315 Re: No właśnie! Co tu nie halo? 03.06.08, 09:30
                      mama_kotula napisała:

                      > Czyli z postów wynika, że knąbrna mama bije swoje dzieci, ale na
                      > forum głosi, że to niegodna metoda wychowawcza, hm? Tststs... ;o)))
                      >
                      > Pieniacz, słonko - ja nigdzie nie zaprzeczałam, że kiedyś
                      zdzieliłam młode po d
                      > upie, kilka razy. Młoda byłam, potem wyewoluowałam ;P, tylko krowa
                      nie zmienia
                      > poglądów.
                      >
                      > > A właśnie! A propos przytrzymywania za łapy. Nie wydaje ci się,
                      że
                      > > jest to środek równie nasycony przemocą i równie bolesny, co
                      klaps?
                      > > Co zatem uczynisz, jeśli przytrzymana za łapki pociecha zacznie
                      się
                      > > z maminego uścisku wyrywać, wykrzywi liczko w paroksyzmie bólu i
                      > > rozbeczy? Mniejszym się sobie wtedy wydasz brutalem? Czy może
                      > > puścisz?
                      >
                      > Ja już ci wyjaśniam, pieniaczku, czym się różni przytrzymanie od
                      klapsa.
                      > Nie jest tutaj istotną kwestią przemoc czy jej brak.
                      > Przytrzymanie FIZYCZNIE UNIEMOŻLIWIA dziecku wykonanie czegoś
                      niebezpiecznego.
                      > Nie uderzy rodzica, ponieważ rodzic go trzyma za ramiona, aby to
                      uniemożliwić.
                      > Nie wybiegnie na ulicę, bo będzie to niemożliwe fizycznie, jest
                      osadzony w miej
                      > scu.
                      > I jak już napisałam wściekłe dziecko koduje: "głupia matka mnie
                      trzyma i nie mo
                      > gę wybiec na ulicę". Czyli ma przyczynę i skutek, które są ze sobą
                      powiązane, z
                      > gadza się? smile Jeśli jednocześnie matka spokojnie tłumaczy, że na
                      ulicę nie woln
                      > o wybiegać samemu, tylko z mamą za rękę, dziecię koduje cały
                      zestaw rzeczy, zwi
                      > ązanych z ulicą.
                      > Jejku, nie wiem jak to wyjaśnić. O, już wiem. Może tak, że klaps
                      jest "oderwany
                      > ", nie jest naturalną konsekwencją ani nie jest uniemożliwieniem
                      działania niep
                      > ożądanego. Ot coś w rodzaju "biegnę na ulicę i dostaję w dupę",
                      ale jednocześni
                      > e "sięgam do kuchenki i dostaję w dupę" i "dokuczam psu i dostaję
                      w dupę". Uniw
                      > ersalna metoda na wszystko, uniwersalne kodowanie? Nie, nie kupuję
                      tego smile
                      >
                      >
                      > Aaa - trzymać też trzeba umieć. Jak już pisałam niżej - w czasie
                      histerii z wyr
                      > ywaniem stosuję mocne przytulenie, "schowanie dziecka w sobie",
                      które uruchamia
                      > receptory czucia głębokiego. Na początku nie dowierzałam tej
                      metodzie, nawet t
                      > u na forum o tym pisałam - ale po jakimś czasie ze zdziwieniem
                      spostrzegłam, że
                      > doskonale działa na moją młodszą, która charakterek ma po
                      mamusi tongue_outP. Przytrzy
                      > manie ręki nie ogranicza się do złapania za nadgarstek czy uścisku
                      szczypcowego
                      > za ramię (też widuję te posiniaczone ramionka wink), tylko
                      jednocześnie zgarniam
                      > dziecię do siebie i trzymam tak, żeby mu to nie sprawiło
                      megabólu, tylko unier
                      > uchomiło (objęcie całościowe za ramiona i znowu "schowanie").
                      > U nas te metody się sprawdzają. Oczywiście, nie na wszystkie
                      dzieci będą działa
                      > ć.
                      >
                      >
                      >
                      >
                      >
                      > > I jak długo masz zamiar za dzieckiem latać, chować przed nim,
                      > > odgradzać, przytrzymaywać, dmuchać na zimne, cierpliwie
                      tłumaczyć,
                      > > zaledwie podnosząc głos i czuć się winna za każdym razem, kiedy
                      > > jednak użyjesz argumentu siły?
                      >
                      > Hm... za dziećmi (4 i 5 lat) nie latam, nie chowam (za wyjątkiem
                      moich przyboró
                      > w plastycznych, do których im się oczka świecą i ślina cieknie, a
                      których im da
                      > ć siłą rzeczy nie mogę - a to sadyzm trzymać takie cuda na
                      wierzchu przy kilku
                      > letnich miłośnikach aktywności plastycznej), tłumaczenia są coraz
                      krótsze, dzie
                      > ciaki rozwiązują konflikty i problemy między sobą. Mam mnóstwo
                      czasu dla siebie
                      > . Na zimne nie dmuchamy, młode są bardzo samodzielne.
                      >
                      > Przyznaję, że podniesienie głosu działa, o ile nie jest stosowane
                      zbyt często -
                      > dodatkowo zauważyłam, że im bardziej jestem zmęczona, tym
                      bardziej drę na nie
                      > japę (pewnie jakbym spała 7 godzin a nie 3,5, to obyłoby się bez
                      krzyku).
                      >
                      >
                      Sluchaj cnotliwa kwoko,zamiast slenczec i marnowac czas przy
                      kompie,i slac epitety kazdemu swemu adwrsarzowi spozytkuj swoj czas
                      przy garnku bo Ci sie przypali obiad dla meza albo pochowaj przed
                      dziecmi przedmioty do ktorych"im oczka swieca i slina cieknie." Twe
                      wywody to pozal sie Boze,no ale wiadomo czym kobita mysli
                      • mama_kotula Jacuś 03.06.08, 09:33
                        ja też cię kocham, wiesz? :o)
                      • babcia47 Re: No właśnie! Co tu nie halo? 03.06.08, 13:46
                        Sluchaj cnotliwa kwoko,zamiast slenczec i marnowac czas przy
                        > kompie,i slac epitety kazdemu swemu adwrsarzowi spozytkuj swoj
                        czas
                        > przy garnku bo Ci sie przypali obiad dla meza albo pochowaj przed
                        > dziecmi przedmioty do ktorych"im oczka swieca i slina cieknie."
                        Twe
                        > wywody to pozal sie Boze,no ale wiadomo czym kobita mysli
                        ..a propos epitetów przeczytaj swój wpis jeszcze raz i powolutku..bo
                        pisałeś chyba w emocjach i nie sprawdziłeś przed wysłaniem..
                        ..i a'propos cytowania..co prawda moderator się nie wtracił,a
                        zazwyczaj wystepują takie uwagi, ale tylko człowiek niezbyt rozsądny
                        cytuje całość wypowiedzi i odpowiedzi..zaśmiecając forum..
                        Jak widze masz czas na klikanie na forum bo zamiast wychowywać
                        dzieci zastosowałeś klasyczna tresure..za którą dzieci prędzej czy
                        później Ci podziękują..moze zamiart tu rzucac inwektywami i
                        idiotycznymi uwagami postaraj sie z nimi dogadać jeszcze nie jest za
                        późno!! inaczej zostaniesz sam, jak moja mam, która stosowała
                        identyczne metody i wyrażała identyczne poglądy(nawet w podobny
                        sposób)..a teraz sie dziwi, że nikt z nią nawet nie chce rozmawiać..
                      • artjoasia Jacku, skarbie drogi! 04.06.08, 13:18
                        >no ale wiadomo czym kobita mysli

                        Może zechciałbyś z łaski swojej sprecyzować, czym według Ciebie kobita myśli. Bo
                        zaintrygowałeś mnie wprost szaleńczo i umieram z ciekawości.
                        • mamamamba Re: Jacku, skarbie drogi! 06.06.08, 16:13

                          mnie takze!
                          Ty, chlopie powinienes zamiast siedziec przy kompie po kwiaty dla zonki leciec i
                          do filharmonii bilet kupic!!
            • morepig Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 22:55
              > Nie potępiam ludzi, którym zdarzy się wlać w dupę. Jestem jak najdalsza od ich
              > oceniania i potępiania. Natomiast dorabianie ideologii do bicia (taaa, wiem,
              > klaps to nie bicie tongue_outP) mnie po prostu śmieszy. Odważniej byłoby się przyznać d
              > o
              > własnej bezsilności i stanu megawku..enia, które doprowadziły nas do zdzielenia
              > dziecięcia w pośladki. Tudzież do lenistwa.
              >

              o to to! opowiadanie jak to nic innego nie działa to naprawde zenujace
              tłumaczenie. mimo że wiem ze czasem naprawde nic innego nie działa ;-D
              dzis z okazji ciepełka i mojego megawk..wu dziecie dostało wodą z butelki, było
              mega zaskoczone, ochłonęło, zamknęło paszczę a ja mu krzywdy nie zrobiłam. i tez
              zrobiłam to tylko ze względu na swoje słabe samopoczucie itp a nie dlatego ze on
              nie rozumie. po prostu ja nie miałam siły 15ą minute tłumaczyc wink
        • patik110 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 21:26
          No to i ja się włączę. Mam dwie córki - 3 letnią i 4 miesięczną. Starsza córka
          jest czasami zazdrosna o naszą uwagę dla młodszej (mimo, iż poświęcamy jej
          naprawdę dużo uwagi, miłości i tak dalej, wiemy jaki to dla niej -
          dotychczasowej jedynaczki - trudny okres). Pewnego dnia, gdy mąż siedział na
          kanapie i trzymał młodszą córkę na ręku, starsza podeszła do nich i znienacka
          uderzyła siostrzyczkę w nóżkę. Zaraz po tym zdarzeniu wytłumaczyliśmy starszej
          córce, że tak nie wolno, że siostrzyczkę teraz boli nóżka itd. Mimo tego
          tłumaczenia już za chwilę starsza córka podbiegła do męża i uderzyła siostrę
          zabawką w główkę (na szczęście lekko). Tym razem była kara, nakrzyczałam na
          starszą córkę (że brzydko zrobiła) i za karę kazałam jej iść do swojego pokoju.
          Po 10 minutach starsza córka wróciła do nas niby skruszona (daliśmy się nabrać).
          Podeszła do młodszej siostry, powiedziała "przepraszam", pocałowała ją, a
          następnie .... próbowała włożyć jej palec do oka (mała bezwiednie zrobiła unik,
          skończyło się na małym zadrapaniu). No i tym razem się porządnie zdenerwowałam
          (bo dużo nie brakowało i byłoby chyba po oku)i złapałam starszą córkę i dałam
          jej dwa klapsy. Córka się popłakała.
          No i cóż, wiem, że te klapsy to moja porażka wychowawcza, ale od tej pory
          starsza córka już nie próbuje bić, podszczypywać itp. swojej młodszej siostry. A
          w tej konkretnej sytuacji tłumaczenie i inne kary po prostu nie działały. Mimo
          wszystko czułam się po tym wszystkim paskudnie.
          • tuberosa77 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 05.06.08, 12:29
            Porażka wychowawcza to jest jak dziecko będzie Cię biło,
            przeklinało, piło, paliło lub się narkotyzowało etc (odpukaĆ).
            Natomiast używanie określenia "porażka wychowawcza" w odniesieniu do
            dwóch klapsów to duuuża przesada.
            Wiele dyskutantek nie umie odróżnić zdroworązsądkowego wychowania
            dziecka i w odniesieniu do klapsów używa
            określenia "bicie", "katowanie". Nie uważam klapsów za super metodę
            wychowawczą ale jak już się zdaży to żadna tragedia, w końcu wszyscy
            jesteśmy tylko ludzmi a dzieci potrafią wystawiać nas na próbę.
            Ja w każdym razie znam większe nieszcześcia i porażki od klapsa a tu
            dyskusja się rozwinęła jakby temat dotyczył przemocy fizycznej w
            rodzinie. Pewnie i takie przypadki się zdażają ale od klapsa to
            jeszce daleka droga.
    • yoggi87 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 13:56
      Czy bezstresowe wychowanie jest możliwe? Czy to
      > oznacza, że nigdy dziecka nie uderzę? Czy to znaczy, że nie będę
      go w niczym
      > ograniczała?


      Nie czytalam innych postow, ale jesli uwazasz, ze zakaz dawania
      klapsow oznacza calkowicie bezstresowe wychowanie i zupelny brak
      kontroli nad dziecmi to sama jestes ograniczona.
    • iza9919 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 15:37
      Ja uważam ze nie jest sztuką uderzyć dziecko i stwierdzić że nie ma problemu,
      natomiast sztuką jest wytłumaczyć mu dlaczego pewnych rzeczy robić nie wolno,
      bez bicia i krzyku
      • nina_simone Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 16:57
        Nigdy, przenigdy nie zgodzę się z poglądem, że kalps nie zaszkodzi a
        pomoże. Mojego syna nie uderzyłam nigdy i nie wyobrażam sobie żeby
        coś takiego miało miejsce. Ja po prostu wiem co czuje bite dziecko:
        żal, upokorzenie, strach, brak poczucia bezpieczeństwa a dopiero na
        samym końcu ból. Wiem to z autopsji bo sama byłam bita i nie był to
        ból fizyczny tylko potworne poczucie krzywdy, poczucie strachu ale
        nie szacunku. Nauczka? Z pewnością nie. Wyzwolenie agresji i spryt-
        owszem. Po to by uniknąć lania na przyszłość a nie wyciągnięcie
        wniosków z własnych błędów. A już bicie, nawet lekkie, uważam za
        potworność, coś nie do wybaczenia. A weź człowieku, jak jesteś
        wkurzony, walnij kogoś większego od siebie, wyładuj się! Malutkiego
        i słabego uderzyć nie sztuka!
    • filipinska.zaraza.prezydenta klaps to nie bicie! 31.05.08, 19:34
      Wprowadzanie zakazu klapsow jest mniej więcej tak samo sensowne jak
      wprowadzanie zakazu dłubania w nosie - bez sensu i niemożliwy.

      Trzeba rozróżnić przywoływanie do porządku za pomocą klapsa od
      katowania i maltretowania. Dlatego takiemu zakazowi mówię
      stanowcze: "nie", natomiast chętnie zaostrzyłabym kary dla
      bestialskich katów dzieci.

      Albo inaczej: razem z zakazem dawania klapsow życze sobie zakazu dla
      dzieci bycia niegrzecznym! Ale to już!
      • ik_ecc Re: klaps to nie bicie! 31.05.08, 21:00
        Klaps jest tak samo ponizajacy, uwlaczajacy, pokazujacy dziecku ze
        g... znaczy, ze ktokolwiek jest od niego wyzszy moze z nim zrobic co
        chce, ze przemoc fizyczna jest jak najbardziej usprawiedliwiona i
        polecana - jak to Twoje "bicie".
    • minka5 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 20:39
      Do zwolennikow korekt myslowych przez klapsy:
      do tej pory w wypowiedziach mowa raczej o malych dzieciach czy to
      bolo/nie boli z pampersem + zbawienny wynik korekcyjny.
      Wiec pytam zwolennikow jaka metode polecaja wzgledem 10-latka lub 15-
      latka?
      • jacek226315 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 20:43
        minka5 napisała:

        > Do zwolennikow korekt myslowych przez klapsy:
        > do tej pory w wypowiedziach mowa raczej o malych dzieciach czy to
        > bolo/nie boli z pampersem + zbawienny wynik korekcyjny.
        > Wiec pytam zwolennikow jaka metode polecaja wzgledem 10-latka lub
        15-
        > latka?
        Kleczenie na grochu
      • jacek226315 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 20:44
        minka5 napisała:

        > Do zwolennikow korekt myslowych przez klapsy:
        > do tej pory w wypowiedziach mowa raczej o malych dzieciach czy to
        > bolo/nie boli z pampersem + zbawienny wynik korekcyjny.
        > Wiec pytam zwolennikow jaka metode polecaja wzgledem 10-latka lub
        15-
        > latka?
        Kleczenie na grochu.Klaps sie szybko zapomina,groch czuc okolo dwu
        tygodni
        • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 21:35
          jacek226315 napisał:

          > minka5 napisała:
          >
          > > Do zwolennikow korekt myslowych przez klapsy:
          > > do tej pory w wypowiedziach mowa raczej o malych dzieciach czy to
          > > bolo/nie boli z pampersem + zbawienny wynik korekcyjny.
          > > Wiec pytam zwolennikow jaka metode polecaja wzgledem 10-latka lub
          > 15-
          > > latka?
          > Kleczenie na grochu.Klaps sie szybko zapomina,groch czuc okolo dwu
          > tygodni

          Klapsów się wcale szybko nie zapomina wink Chociaż to może zależy od klapsów. Jak
          źle się trafi, to i przez parę dni do siedzenia podusia potrzebna.
          Można jeszcze zaproponować tzw. krzesełko pod ścianą, przez kilkanaście do
          kilkudziesięciu minut wink, też na długo w pamięć zapada.
      • alyeska Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 20:57
        Wprowadzenie calkowitego zakazu bicia jest jak najbardziej
        uzasadnione i przynosi efekty . Przykladem jest Skandynawia, po
        prostu po jakims czasie zmienia sie swiadomosc spoleczenstwa, ktore
        jakakolwiek przemoc wobec dzieci zaczyna traktowac jako naganna i
        przeciwko temu wystepowac. Jednoczesnie rozbudowana zostaje siec
        roznych organizacji zajmujacych sie tym zagadnieniem. A zakaz
        jakiejkolwiek przemocy w tym tez klapsow jest konieczny bowiem nie
        mozna okreslic precyzyjnie jakie uderzenie ( Boze!!) moze byc juz
        przemoca: czy jeden klaps, czy dwa, czy w pupe z pielucha , czy w
        noworodka ( Boze!! po raz drugi) czy moze w 5latka, czy z odleglosci
        30 cmm czy z 50cm itp. Dlatego tez granice ustawia sie o krok
        wczesniej
        Oczywiscie nie ma to z bezstresowym wychowaniem nic wspolnego.
        • tygrysssska Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 21:32
          Nie byłam nigdy bita przez rodziców.

          Wprowadzenie zakazu bicia i/w tym dawania klapsów nic nie da. Potrzebne są szkoły/kursy dla rodziców, które pokazywałyby metody wychowawcze. Oceny mogłyby wystawiać osoby, których najbardziej to dotyczy - dzieci uczęszczających.
      • kasia9958 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 21:05
        Myślę,że trudno określić granicę ,co jest TYLKO klapsem a co biciem
        dziecka.Nikt nie ma prawa bić drugiego człowieka i tyle i nieważne
        czy to tylko klaps,to żadna metoda wychowawcza.
        Mam niespełna 3 letniego synka i niestety zdarzyło mi się go
        klepnąć,wiecie jak zareagował? Co robisz mamo,mam ja Ci też tak
        zrobic? I miał prawo tak zareagować,bo niby dlaczego nie?Bo jestem
        silniejsza?Matką idealną nie jestem bo takich nie ma,ale wierzę,ze
        bez klapsów wychowam synka na fajnego,mądrego i dobrego człowieka.


      • sikorka68 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 21:15
        minka5 napisała:

        > Do zwolennikow korekt myslowych przez klapsy:
        > do tej pory w wypowiedziach mowa raczej o malych dzieciach czy to
        > bolo/nie boli z pampersem + zbawienny wynik korekcyjny.
        > Wiec pytam zwolennikow jaka metode polecaja wzgledem 10-latka lub 15-
        > latka?

        Ja mam małe dzieci, ale znajomy chwali sobie metodę ekonomii. Dogaduje się z
        dzieckiem.
    • sarling Re: O czym tak naprawdę jest mowa? 31.05.08, 21:08

      O ustawie mającej na celu ochronę dzieci z rodzin, w których nie
      tylko małym się obrywa (duży, czyli kobietom i nieco starszym
      dzieciakom)?
      O metodach wychowawczych?
      O wyższości/nieskuteczności klapsów?
      O tym czym jest klaps i do czego służy?

      Od kilku tygodni dyskusja, która trwa i trwa i trwa, przybiera na
      sile, kilka osób właściwie całymi dniami siedzi i bębni w klawiaturę.

      Efekt jest następujący: ci co nie bili (np. ja), bić i tak nie będą,
      ci co biją - albo w ogóle nie czytają albo dalej bić będą,
      ale:
      jeśli komuś w momencie całkowitej bezradności, bezsilności (oj, znam
      ja takie chwile!) zdarzy się i da w tyłek to nie pomyśli sobie -
      jestem suką, beznadziejną/ym matką/ojcem i właściwie to lepiej już
      wezwać na siebie policję i opiekę społeczną. Wiem, bo musiałam
      kiedyś zbierać taką młodą, przerażoną mamę i tłumaczyć, że suką nie
      jest.
      Może zamiast pisać rozemocjonowane, często pogardliwe teksty i to
      samo powtarzać w realu ktoś zastanowiłby się nad tym, jak ZAPOBIEGAĆ.
      Czyli wspierać, tłumaczyć, pokazywać alternatywy.

      Zawsze zadziwia mnie fakt, że tak mało konkretnych, życiowych rad tu
      czytam, a tak wiele słów wyższości i samozadowolenia pt. mi zawsze
      wychodzi.

      Chciałam napsać coś jeszcze, ale zapomniałam, cosmile
      • push.sp Re: O czym tak naprawdę jest mowa? 31.05.08, 21:17
        o tym,ze maltretowany w dziecinstwie premier odreagowuje swoje
        dzieciece frustracje w postacji konstruowania idiotycznej ustawy
        celem odwrocenia uwagi od zasadniczych dla tego kraju problemow
        poilitycznych i gospodarczych - po prostu udaje,ze cos robi
        i tyle, zwykla manipulacja
        i dyskusje mozna zamknac w tym momencie
    • fogito Re: Zero tolerancji dla bicia dzieci! 31.05.08, 21:19
      sorki, ale rzygac mi się chce jak czytam te gadki o biciu dzieci
      tylko przez pampersa, bo to mniej boli. Ludziom to chyba rozum
      odjęło i to w dużych ilościach. A juz te głupoty o 'bezstresowycm
      wychowaniu' to istna komedia. Każde wychowanie niesie ze soba stres.
      Brak stresu to brak wychowania - proste to i logiczne. A bić dzieci
      nie wolno tak samo jak dorosłych. Ja mam 4,5 latka, który nie był,
      nie jest i nie będzie bity. Jak się ma olej w głowie a nie słomę to
      da się dziecko wychować bez podnoszenia ręki. Bo dziecko też
      człowiek i swój rozum ma - chociaż wielu się wydaje, że jednak nie
      ma. A wychowanie to nie tresura i bicie do niczego nie jest
      potrzebne.
      Moze trzeba rozpocząć kampanie społeczną - STOP TRESURZE DZIECI!
      • phantomka Re: Zero tolerancji dla bicia dzieci! 31.05.08, 21:48
        Po pierwsze - Skandynawia nie jest dobrym przykladem, bo tam juz od
        jakiegos czasu trwa debata na temat konsekwencji takich zakazow -
        dzieci wykorzystuja przepisy przeciwko rodzicom, bardzo czesto w
        nieuzasadnionych przypadkach.
        Zakaz dawania klapsa jest nonsensem, poniewaz my najpierw musimy
        zaczac zmieniac swoja mentalnosc, swoje nastawienie do dziecka jako
        odrebnej jednostki. Mamy zakaz znecania sie nad kimkolwiek, co on
        daje? Jest to przepis jak kazdy inny. Problem maltretowania, to
        odrebna dyskusja i to o bardzo szerokim kontekscie.
        Mialam ostatnio dwie sytuacji, ktore doprowadzily mnie na skraj: 1.
        cora wylatuje za dzieciakiem z placu zabaw, za ktorym jest ruchliwa
        ulica (nie zdazyla do niej dobiec) Wrzasnelam na nia potwornie.
        Wiem, ze gdyby mi sie kiedys wyrwala przy samej ulicy, to
        przylutowalabym w tylek, bo juz teraz wiem, jakie to sa nerwy.
        2. Wziela sobie ze stolu zelazko, ktorym dopiero co skonczylam
        prasowac. Rowniez krzyknelam i wyprowadzilam za reke z kuchni.
        Moglabym w obu sytuacjach zbic ja. Ktos powie, ze krzyczalam, a to
        bardzo zle. Jednak z dwojga zlego wybieram bol ucha (od mojego
        krzyku) niz bol tylka i psychiki (ja do dzisiaj pamietam opowiesci
        moich znajomych o tym, ze rodzice ich bija i wiem, jakie to
        upokarzajace dla dziecka)
        I zawsze powtarzam, ze nie powiem "nigdy nie dam klapsa" Natomiast
        wiem, ze nie w styuacjach, w ktorych moge zareagowac slownie. U mnie
        na placu zabaw, dzieciaki dostaja za wybrudzenie spodni, za zabranie
        zabawek, za uderzenie kogos niechcacy pilka, etc. I to sa normalni
        rodzice, zadna patologia, zadne ograniczenie - ot po
        prostu "naturalny gest matki"big_grin
    • nessie-jp Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 21:43
      Jestem przeciwna biciu dzieci. Podobnie jak biciu zwierząt, czy w ogóle
      zadawaniu cierpień innym.

      Ale martwi mnie histeria wokół klapsów. Bądźmy szczerzy
      • sarling Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 21:47
        > Więc nie popadajmy w skrajności. Szarpnięcie dziecka za rękę, gdy
        wbiega na
        > ulicę, to TAKZE jest stosowanie wobec niego przemocy fizycznej.
        Wyniesienie
        > rozkapryszonego, nie reagującego na polecenia malucha do innego
        pokoju i
        > zamknięcie w łóżeczku to jest jak najbardziej przemoc fizyczna. I
        co z tym
        > zrobimy
        niessie-jp - lepiej bym tego nie ujęła.
        To jest to co chciałam napisać!
      • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 22:25
        Nessie, masz sporo racji.
        > Szarpnięcie dziecka za rękę, gdy wbiega na
        > ulicę, to TAKZE jest stosowanie wobec niego przemocy fizycznej.

        Nikt nie mówi o szarpaniu, to raz.

        Przytrzymanie dziecka i osadzenie w miejscu zapobiega wejściu na ulicę (dosłownie), zgodzisz się z tym? I dziecko koduje w łebku "głupia matka mnie trzyma i PRZEZ TO nie mogę wybiec na ulicę". Czyli w jakiś sposób wiąże to przytrzymanie z tym, co ma robić/czego ma nie robić. Co koduje dziecko, które dostaje w tyłek, gdy zaczyna wybiegać na ulicę?

        Inny przykład: gdy dziecko zaczyna bić rodzica, trzeba mu rączki - czasem i siłą - unieruchomić, prawda? I znowu dziecko koduje "matka trzyma mnie za łapy, i nie mogę tymi łapami jej uderzyć". Co koduje dziecko, które po uderzeniu matki dostaje po łapach? "Dostałem po łapach, bo wcześniej zbiłem mamę. Bez sensu. Ona może a ja nie?".

        Zamykanie w łóżeczku rozkapryszonego malucha?? Że jak? Znaczy - młode nie reaguje na polecenia, to go do klatki wink)? o_0
        Rozumiem w jednym przypadku - kiedy dziecię wpada w histerię pt. walę głową z rozpędu w ściany i z baranka w telewizor - wtedy w łóżeczku jest w miarę bezpieczne i nie zrobi sobie ani otoczeniu krzywdy. Osobiście preferuję w takim przypadku przytulenie, wzięte z terapii dzieci autystycznych (mój starszy to autystyk) - tzw. przytulenie głębokie - rozumiem jednak, że ktoś może nie mieć na to siły (nic dziwnego, wierzgający i wrzeszczący dwulatek ma siłę i impet czołgu).

        Mimo wszystko ta "przemoc" w stylu "przytrzymanie" czemuś służy i jest w jakiś sposób powiązana z "wykroczeniem". Klaps jest "oderwany" imho.
        Ale to oczywiście moja luźna domorosła filozofia i nie trzeba się z nią zgadzać smile
        • nessie-jp Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 00:37
          > Nikt nie mówi o szarpaniu, to raz.
          >
          > Przytrzymanie dziecka i osadzenie w miejscu zapobiega wejściu na ulicę

          Jeśli złapiesz *wybiegające* dziecko, to szarpniesz
          • w_oparach_absurdu Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 10:13
            to nalezy zabezpieczyc kontakty i zabrac nozyczki z zasiegu rak dziecka :]

            tylko tyle i az tyle

            i tlumaczyc tlumaczyc tlumaczyc...
            nawet 200 razy

            ps nie jestem idealna :]
            • ewelina_1 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 03.06.08, 00:22
              sadzę, że w tym wypadku "kontakty" czy "nożyczki" to pewna
              przenośnia. Dzieci moga np. z uporem maniaka włazić na meble albo na
              parapet a potem sie szturchać na wysokościach. I co? Zdemontujesz
              kaloryfery? Wyniesiesz meble zostawiając gołe ściany? Tłumaczyć
              możesz i 1000 razy. Podobnie jak ściągac z wysokości i zajmować
              czymś innym. I co? I nic. Najwyżej przepukliny sie nabawisz. Nawet
              ignorowanie nie pomoże bo dzieci mają siebie do popisywania się.
              • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 03.06.08, 00:36
                ewelina_1 napisała:
                > sadzę, że w tym wypadku "kontakty" czy "nożyczki" to pewna
                > przenośnia. Dzieci moga np. z uporem maniaka włazić na meble albo na parapet a
                potem sie szturchać na wysokościach. I co? Zdemontujesz
                > kaloryfery? Wyniesiesz meble zostawiając gołe ściany? Tłumaczyć
                > możesz i 1000 razy. Podobnie jak ściągac z wysokości i zajmować
                > czymś innym. I co? I nic. Najwyżej przepukliny sie nabawisz. Nawet
                > ignorowanie nie pomoże bo dzieci mają siebie do popisywania się.

                No ok. Tłumaczenie nie pomoże, ściąganie też nie jest dobrym rozwiązaniem
                (przepukliny, panie dzieju tongue_outP), ignorowanie nie pomoże. A mebli przecież nie
                zlikwidujesz, kaloryferów nie zdemontujesz, to jasne.
                Ale tylko tak nieśmiało zapytam: co zrobić, jeśli w tym konkretnym przypadku
                klaps też nie pomoże? wink))
        • tuberosa77 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 05.06.08, 12:47
          Kotula, Ty się powinnaś doktoryzować w temacie klapsów.
          Z tych elaboratów można by pracę naukową zebrać.
          Ja proponuję temat" Klaps jako porażka wychowawcza; studium psychiki
          dziecka które otrzymało 2-5 klapsów", albo "Klaps, przyczyny i
          skutki oraz spustoszenie jakie pozostawia w psychice dziecka"
          Autor Mama_kotulasmile
          • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 05.06.08, 13:26
            To miała być ironia? Nie trafiłaś.
            Przeczytaj jeszcze raz uważnie i może dojdzie do ciebie, że to nie ja
            krzyczałam, że klaps jest porażką wychowawczą, oraz że spowoduje traumę u dziecka.
            Po prostu uważam, że można obyć się bez klapsów, bo WG MNIE klaps jest
            poniżający i upokarzający, a poza tym zupełnie oderwany od czynu. Koniec, kropka.
            • tuberosa77 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 05.06.08, 20:45
              To miał być żart, ale poziom Twojej agresji jest tak duży że
              przyćmiewa Ci wzrok.
              Strasznie Cie rozgrzewają takie dyskusje, proponuję zwiększyć
              częstotliwość sparingów w tygodniu.
              A swoją drogą jak na osobę która nie stosuje przemocy fizycznej dużo
              w Tobie zaciętości, niektórych tu obrażasz, nawet czasem obśmiewasz
              a tyle mówisz o poniżaniu i upokarzaniu. Ironia?; Fałsz?... pewnie
              nie trafiłam...
            • babcia47 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 05.06.08, 21:27
              > Po prostu uważam, że można obyć się bez klapsów, bo WG MNIE klaps
              jest
              > poniżający i upokarzający, a poza tym zupełnie oderwany od czynu.
              Koniec, kropka.
              oderwany od czynu?..niekoniecznie jeżeli wystąpi dokłądnie w tym
              momencie, kiedy dziecko próbuje swój "zbrodniczy zamiar" w prowadzić
              w zycie..ja włąśnie tak go uzywałam kiedy po raz "enty" rozumiejąc
              istotę zakazu jednak go przekraczało..a raczej próbowało to zrobić.
              Ponizający i upokarzający?..hmm ..żadna kara nie jest
              pieszczotą..ale moim zdaniem bezmyslnie mozna dziecko słowami
              ponizyc i upokorzyć duuużo bardziej..ale to podobno nie boli no i
              nie zostawia widocznych sladów na psychice
            • babcia47 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 05.06.08, 21:28
              ps. tuberoza się czepia..
              • mamamamba Re: Wychowywać poprzez klapsy? 06.06.08, 16:21
                nie bije. a mama_kotula nic nie wyolbrzymia.. nie odczulam absolutnie w tych
                postach. po prostu czasem ma sie chec i czas podyskutowac, dokladnie od A do Z
                przedstawic swoje racje
                mimo ze jestem/bywam choleryczna i czesto krzycze, ogolnie sie glosno zachowuje
                nie raz (zabrzmialo!), to na mojego dosadny krzyk "TOMEK!" dziala idealnie,
                zastyga wowczas jak slup soli, wie, ze to nie zarty. a wowczas odwracam uwage,
                tlumacze itepe. hehe.
    • joanna.syrenka HA HA HA 31.05.08, 22:25
      Nie no - proszę, zmiłujcie się!

      99% userów w tym temacie "nie biło, nie bije i nie będzie bić dzieci", a także
      "dogaduje się z nimi", a ich "dzieci są grzeczne".

      Nie rozśmieszajcie mnie - zwłaszcza jak widzę w autobusach czy hipermarketach te
      rozpuszczone, rozkapryszone, rozkrzyczane, rozemocjonowane, głuche na wszystko i
      NIEZNOŚNE bachory i ich kompletnie nie reagujących rodziców. Ani rozmową, ani
      zrozumieniem, ani perswazją, ani groźbą, ani krzykiem.

      Ale pewnie! Wasze dzieci to anioły! Nie wolno ich karać, a już klaps?!? Broń
      panie boże!

      Stuknijcie się.

      U mnie przez całe dzieciństwo wisiał pas na ścianie i tylko dwa razy został
      użyty. Za każdym razem słusznie. Rodzice nie musieli mnie bić. Wystarczyło, że
      istniała w ogóle taka możliwość... I nie zostawiło to w psychice mojej, ani
      mojego rodzeństwa żadnych traum i tym podobnych histerii.

      Bo taka jest prawda, że z was są po prostu HISTERYCY!
      • fogito Re: HA HA HA 31.05.08, 22:36
        chyba to bicie jednak zostawiło w twojej psychice jakąś traume skoro
        taki 'mundry' post wyprodukowałaś.
        A moze po prostu nie masz dzieci i nie wiesz o co chodzi.
        ps. moj czterolatek zachowuje się lepiej niż wielu dorosłych... ale
        to pewnie dlatego, że ja go nie biję.
        • jacek226315 Re: HA HA HA 01.06.08, 08:27
          fogito napisała:

          > chyba to bicie jednak zostawiło w twojej psychice jakąś traume
          skoro
          > taki 'mundry' post wyprodukowałaś.
          > A moze po prostu nie masz dzieci i nie wiesz o co chodzi.
          > ps. moj czterolatek zachowuje się lepiej niż wielu dorosłych...
          ale
          > to pewnie dlatego, że ja go nie biję.
          A nawet jskbys bila to akurat bys sie przyznala.Wszystkie mamcie i
          tatcie nie daja klapsa ani nie karza swych pociech,potem widac
          wlasnie rozhisteryzowane bachory w sklepach,na placach ba awet w
          kosciele jak pod czas mszy bawia sie w berka a rozmodleni rodzice
          udaja ze nie widza.
          • mamamamba Re: HA HA HA 06.06.08, 16:22
            tez udam ze twego postu nie dostrzeglam. ignor jest najlepsza postawa wobec
            dzieci. i ciebie.
      • mama_kotula Re: HA HA HA 31.05.08, 22:38
        Teee, Syrenka, ale nikt nie napisał, że jego dzieci są grzeczne.
        Moje nie są na ten przykład tongue_outtongue_out
        Jakbyś usłyszała przez ścianę niegdysiejsze histerie mojej młodej, to byś na
        policję dzwoniła, że dziecku się krzywda dzieje (a rzeczona "krzywda" polegała
        np. na tym, że matka nie pozwoliła skakać na łeb z piętrówki tongue_out).

        Klapsów nie dostaje. Nie powiem, kilka razy się kiedyś zdarzyło, nie jestem
        święta w temacie. Ale nie dorabiam ideologii - ot, dostała w dupę tudzież się na
        nią wydarłam, bo JA byłam po 3 godzinach snu i 12 godzinach nieprzerwanego
        programowania i byłam zbyt zmęczona, aby bawić się w anioła cierpliwości, a moja
        kreatywność w rozwiązywaniu problemów wynosiła zero.

        Po prostu w naszym przypadku są sposoby, które działają o wiele lepiej niż
        pójście na łatwiznę i walnięcie w dupę. Wprawdzie ich wdrożenie wymagało np.
        chodzenia z watą w uszach, ale działają skutecznie. I jestem przekonana, że do
        każdego dziecka da się znaleźć kluczyk, niestety, do każdego inny (kluczyk do
        mojego syna za Chiny nie dało rady wpasować do mojej córki wink)). Jak również
        rozumiem, że nie zawsze się chce/ma się siłę/ma się cierpliwość szukać kluczyka
        i się po prostu butem wyważa drzwi razem z futryną wink
        • joanna.syrenka Re: HA HA HA 31.05.08, 23:12
          Wiesz o co mi chodzi, mamo_kotula?

          Że każdy tutaj najmądrzejszy i swój ogonek chwali, ale ta praktyka - i jestem o
          tym przekonana w 100% - rozmija się z tym co tutaj niektórzy wypisują. Stąd moja
          irytacja.
          • mama_kotula Re: HA HA HA 31.05.08, 23:34
            joanna.syrenka napisała:
            > Wiesz o co mi chodzi, mamo_kotula?
            > Że każdy tutaj najmądrzejszy i swój ogonek chwali, ale ta praktyka - i jestem o tym przekonana w 100% - rozmija się z tym co tutaj niektórzy wypisują. Stąd moja irytacja.

            Hm. To w takim razie po co pisać? Żeby się dowartościować? smile
            Bez sensu imho.

            Moje dzieci nie należą do aniołów, wręcz przeciwnie. Zdarza im się, że zachowują się jak orangutany. Klapsy przetestowałam kiedyś, nie pomagały na orangutanie zachowania. Pomaga głównie ignor i uparte tłumaczenie, do znudzenia, albo inne środki represji suspicious

            Poza tym nie mogłabym wlać w dupę jednej z drugim za to, że się leją nawzajem, mimo, że ich prosiłam milion razy, aby problemy raczej rozwiązywały werbalnie bez demolowania przy tym połowy domu. No jakoś nie po linii <lol>. Wolę zarządzić odstęp 4 metrów i tymczasową izolację. A jeszcze bardziej wolę wspólne dochodzenie do kompromisu.

            Dzisiaj rano była wielka afera o klocek, o jedyny unikatowy ;o) zielony brick lego. Klocek zaanektowała młoda, w tej samej chwili zapragnął go starszy. W pierwszym odruchu starszy wrzasnął, że chce klocek, w drugim odruchu młoda prawie dostała w łeb płytką konstrukcyjną. Wrzask z obu stron, rwanie się do bicia i używanie ciężkich/kanciastych przedmiotów - mimo, że wiedzą, iż na bicie się w rozsądnych granicach (dwa rytualne walnięcia łapskiem przez łeb i finito) pozwalam, ale na używanie w tym celu narzędzi nie pozwalam.

            Starszy jakieś 10 razy startował do młodej z płytką w ręce.
            Jakieś 10 razy spokojnie przytrzymywałam mu łapy i nie pozwalałam uderzyć.
            Młoda jakieś 10 razy startowała do starszego z kopem. 10 razy usadzałam na miejscu.
            Do tego dialog za pomocą wrzasku wink
            Po 10 razach - nie wiem ile to trwało, wg subiektywnego poczucia czasu jakieś pół godziny, a zapewne kilka minut zaledwie wink - po wymianie kilku zdań doszli razem do wniosku, że mogą zbudować wspólną budowlę z lego, a zielony klocek uczynić kominem.
            Szczerze? To byłam mokra jak ruda mysz, zmęczona i rozkojarzona po tej akcji. Ale opłaciło się, to zawsze jeden krok wiecej w nauce współżycia społecznego - jedno wspólnie wypracowane rozwiązanie. A mogłam przylać jednemu i drugiemu i po kątach rozstawić, pewnie byłoby szybciej, tylko skutki uboczne inne, a i problem nierozwiązany - po powrocie z kątów walka o klocek zaczęłaby się znowu smile
            • justyna.frankel Re: HA HA HA 11.06.08, 10:08
              mama_kotula jak tak wszystko wiesz to powiedz mi, proszę co mam zrobić?
              Mój 3 letni synek uwielbia robić to czego mu nie wolno, czasem nawet to co może
              się dla niego przykro skończyć.
              Jesteśmy w sklepie. On chce sok. Kupuję. Już wychodzimy gdy zauważa cukierki.
              Ryk i histeria bo on chce cukierki. Moje tłumaczenia kończą się wywlekaniem
              histeryka ze sklepu. Mam je kupić? Codziennie mam je kupować? Oczywiście w
              ramach bezstresowego wychowania.
              Zabraniam mu męczyć kota. Tłumaczę, że kotka to boli, że kotek może go podrapać.
              Znęca się ile wlezie.
              Co robię? Tłumaczę. Dlaczego chcę aby zrobił tak a nie inaczej. Daję mu karę -
              słyszę "nie chcę" i histerię jakakolwiek ta kara by nie była. Proszę, straszę,
              daję kary, do których i tak się nie stosuje. Jego histerię ignoruję, widzę, że
              wymusza moje zainteresowanie krzykiem jednak, pomimo tego, że nigdy mu się to
              nie udało robi ciągle to samo.
              Zęby zjadłam na programach z mądrymi nianiami w roli głównej. Teorię znam tak
              dobrze, że sama mogę poradniki pisać. Jednak na moje "bo dostaniesz w tyłek"
              mały zaczyna się zastanawiać choć klapsy dostaje delikatne i sporadycznie...

              Moim zdaniem każde dziecko jest inne i innego zachowania z naszej strony
              potrzeba. Nie ma jednego złotego środka. Jeśli klaps jest sporadyczny i
              delikatny i jest to jedyny środek aby opamiętać (nie wychowywać) dziecka to wolę
              to niż pokładanie się moje dziecka na chodniku - bo do tego dojść może.
              • mama303 Re: HA HA HA 11.06.08, 20:22
                justyna.frankel napisała:

                > mama_kotula jak tak wszystko wiesz to powiedz mi, proszę co mam
                zrobić?
                > Mój 3 letni synek uwielbia robić to czego mu nie wolno, czasem
                nawet to co może
                > się dla niego przykro skończyć.

                Ja nie mama kotula ale powiem Ci na to że Twój mały nie jest jakimś
                wyjątkiem, wielu kilkulatków tak ma

                > Ryk i histeria bo on chce cukierki. Moje tłumaczenia kończą się
                wywlekaniem
                > histeryka ze sklepu. Mam je kupić? Codziennie mam je kupować?
                Oczywiście w
                > ramach bezstresowego wychowania.

                To ja zapytam przewrotnie: a co? lepiej codziennie klapa przyłożyć?

                > Co robię? Tłumaczę.

                Uważam,że za dużo tego tłumaczenia, kilkulatkowi jednym uchem wpada,
                drugim wypada

                Daję mu karę -
                > słyszę "nie chcę" i histerię jakakolwiek ta kara by nie była.

                Nie dziwie się, nikt nie lubi kar. Co Ty bys chciała żeby pokornie i
                ze zrozumieniem zastosował sie do kary? Nie da rady.

                > Proszę, straszę,
                > daję kary, do których i tak się nie stosuje.

                Jak to nie stosuje się? Dopilnuj aby sie zastosował a nie czekasz i
                patrzysz czy sie zastosuje. Np, karą ma być powrót do domu z
                podwórka to bierzesz za reke i prowadzisz do domu pomimo protestów.
                Kara ma być zabranie jakiejś zabawki to zabierasz, kara ma być
                koniec bajki w telewizji, to wyłaczasz TV itd. To Ty musisz
                dopilnować aby kara była zrealizowana, dziecko bedzie walczyc do
                końca aby kary nie było i ja mu sie nie dziwię.

                > Moim zdaniem każde dziecko jest inne i innego zachowania z naszej
                strony
                > potrzeba. Nie ma jednego złotego środka. Jeśli klaps jest
                sporadyczny i
                > delikatny i jest to jedyny środek aby opamiętać

                Nie rozumiem co to jest klaps delikatny??? pieszczota jakaś? jesli
                tak to ja nie mama nic przeciwko, dziecko pewnie tez nie smile

                Po drugie tak masz rację do kazdego dziecka można dotrzeć inaczej,
                nie ma uniwersalnej metody, także klaps nią nie jest.
                Uważam też, że wielu rodziców mogłoby sie obyc bez klapsa, jestem
                pewna.


              • mama_kotula Re: HA HA HA 11.06.08, 23:51
                > Jesteśmy w sklepie. On chce sok. Kupuję. Już wychodzimy gdy zauważa > cukierki. Ryk i histeria bo on chce cukierki. Moje tłumaczenia
                > kończą się wywlekaniem histeryka ze sklepu. Mam je kupić?
                > Codziennie mam je kupować? Oczywiście w ramach bezstresowego wychowania.

                Nie. Bierzesz delikwenta za rękę przy pierwszym objawie żądzy słodyczy i wyprowadzasz (nie wywlekasz) ze sklepu. Wywlekanie to już w przypadku histerii.
                Po czym, jak się uspokoi, tłumaczysz, że umawialiście się na sok i tylko na sok.
                Od następnego razu, przed wyjściem do sklepu, ustalacie, co macie kupić. Od czasu do czasu niech dziecię ma prawo zadecydować, że oprócz chleba, masła, śmietany i tuzina jajek, kupujemy dla dziecięcia paczkę żelków czy herbatniki. Listę zakupów rysujecie na kartce i z tą listą idziecie do sklepu.
                Gdy dziecię zaczyna domagać się czegoś spoza listy, spokojnie przypominasz, że umowa była inna. I że niezależnie od tego, jak głośno będzie krzyczał, to umowy nie złamiesz, bo nie tak się umawialiście oboje.
                Po czym, jak dziecię jednak krzyczy, kończysz zakupy (albo nie - możesz zostawić je pod opieką ekspedientki) i wyprowadzasz dziecko
                ze sklepu, aby się uspokoiło.
                Po kilku, kilkunastu razach klapka w umyśle powinna zaskoczyć. Zwłaszcza, że dziecko czuje, że ma jakiś wpływ na to, co sie mu kupi - bo bierze udział w tworzeniu listy zakupów. Dodatkowo dziecię uczy się podświadomie, że zakupy powinny być przemyślane i zaplanowane.
                Od czasu do czasu jednak pozwólcie sobie zaszaleć - czyli np. kupić spontanicznie lody (poza zaplanowaną wcześniej listą), ale niech to nie będzie inicjatywa dziecka = histeria, tylko twoja.

                > Jeśli klaps jest sporadyczny i delikatny i jest to jedyny środek
                > aby opamiętać (nie wychowywać) dziecka to wolę to niż pokładanie
                > się moje dziecka na chodniku - bo do tego dojść może.

                Co jest strasznego w pokładaniu się dziecka na chodniku? To, że ludzie idą i komentują, i patrzą na matkę jak na zbrodniarkę?
                Ja nie widzę w tym nic strasznego, tak jak ty to przedstawiasz. Dziecko wypróbowuje matkę, rzucając sie na chodnik - jednocześnie w ten sposób chce wyrazić swoje emocje. I co w tym okropnego? Ja też mam czasem ochotę rzucać szklankami po ścianach. Ostatnio miałam ochotę rzucić testem egzaminacyjnym w prowadzącego egzamin. Nie robię tego - bo panuję nad emocjami. A dziecko nie. I jeśli rzucanie się na ziemię to sposób wyrażania emocji - trzeba nauczyć dziecko innego sposobu (choćby tupanie ze słowami "jestem okropnie zły jak potwór", czy bieganie naokoło trawnika z machaniem rękami). A jeśli jest to sposób na wymuszenie czegoś, czy sprawdzenie, na ile dziecko sobie może pozwolić - jedyna rada to uparty ignor, czyli pokazanie dziecku, że tym sposobem nic nie wskóra.
              • babcia47 Re: HA HA HA 12.06.08, 08:18
                nie jestem przeciwniczka "klapsowania"..ale jako kary najwyzszej, a
                nie doraźnej..przykłady, które przytoczyłaś można rozwiązać
                skutecznie bez odwoływania sie do klapsów..a nawet więcej tu narobią
                szkody niz korzysci..problemy z "chciejstwem" i męczeniem zwierzaka
                rozwiązywałam zupełnie inaczej..moze też nie były miłe dla dziecka,
                ale nie o to chodzi w wychowywaniu, zeby cały proces był
                bezstresowy, zarówno dla mamy jak i dziecka, nikt nie lubi odmowy
                czy zakazów, nawet dorośli
        • joanna.syrenka P.S. 31.05.08, 23:22
          A co do "Nikt tutaj nie pisze że jego dzieci są grzeczne" - to radzę wczytać się
          pilniej w wątek smile


          Acha - jeszcze coś.

          Załóżmy, że ustawa weszła - nie wolno bić dzieci.
          Wyjeżdżasz gdzieś, jesteś spóźniona i się spieszysz. Twoje dziecko babrze się w
          piaskownicy i za Chiny ludowe nie chce stamtąd iść. Troszkę gwałtowniej niż
          zwykle usuwasz malca z piaskownicy. Widzi to twoja sąsiadka i dzwoni do
          odpowiednich służb (powiedzmy że kiedyś widziała jak wydzierałaś się na malucha
          w sklepie), bo w jej mniemaniu była to przemoc. Odpowiednie służby cię
          przesłuchują. Możesz sobie mówić co chcesz - i tak zdanie twojej sąsiadki, i
          przy okazji jeszcze dwóch świadków, którzy też to widzieli, jest ważniejsze od
          tego co Ty powiesz. Dziecko jest przesłuchiwane przez specjalistę psychologa,
          który chcąc-nie chcąc musi mu zadawać pytania pod kątem przemocy w rodzinie -
          wiesz co strzeli Twojemu dzieciakowi do łba? Przypomni mu się, że kiedyś przez
          przypadek przytrzasnęłaś mu paluszki zapięciem od fotelika, przedstawi to jako
          przykład Twojej wyimaginowanej brutalności, i już psycholog będzie miał podstawy
          do niezbyt o Tobie pochlebnej oceny.
          Na kark wchodzi ci kurator. Nie wiem jakie kary przewiduje ta ustawa, ale
          załóżmy, że wyrok w zawieszeniu.

          A przecież nie zrobiłaś NIC nagannego! Nie katujesz dziecka, jesteś dla niego
          wspaniałą matką - odpowiedzialną, dobrą itd. Po prostu się spieszyłaś.

          Ja po prostu nie wyobrażam sobie, żeby do tego stopnia ktoś miał mi się
          wpie..ć w to co robię. Gorzej niż kościół.

          Nadal jesteście za tą ustawą?
          • mama_kotula Re: P.S. 31.05.08, 23:41
            Za ustawą? Niee, ja nie jestem i nigdy nie byłam za ustawą, bo realizacja takich ustaw jest a) nie do wyegzekwowania społecznie, b) nie do skontrolowania, c) rodzi nadużycia, i to spore, bo jest nieprecyzyjna. Dokładnie tak, jak napisałaś. W dodatku może znaleźć się jakaś menda typu weekendowy tatuś, który zechce mamusi dziecię odebrać - wystarczy, że dziecko raz coś głupiego chlapnie w stylu "mama kopnęła mnie w głowę" (przykład bieżący - właśnie dzisiaj po południu, wstając od kompa kopnęłam tak młodego, bo nie przyuważyłam, że cichaczem wyłożył się na materacu za moim krzesłem z głową na podłodze) i dowód na przemoc jest.


            Za ustawą nie jestem, bo ona i tak przemocy tej "wyższego kalibru" nie zlikwiduje (nadal - tak jak do tej pory - będzie sobie ślicznie pozostawać w ukryciu), za to babcie wywieszone całymi dniami w oknach i spragnione sensacji będą dzwonić na policję widząc matkę na siłę zapinającą dziecię w wózku celem wyjścia z placu zabaw). Natomiast jestem za używaniem innych rozwiązań niż klapsy smile Po prostu smile
            • sikorka68 Re: P.S. 31.05.08, 23:58
              Mało tego. Nie zdarzyło się to w Polsce, ale zawsze jednak.
              Dzieciak w szkole powiedział, że tatuś w domu go uderzył. Psycholog, policja-
              tatuś w areszcie, a synek nic... Potem okazało się, że synek nie został
              uderzony, tylko czegoś tam nie dostał i chciał się zemścić. Sam ponoć ze
              strachu, jak zobaczył, co się naprawdę stało nie chciał nic mówić, dopiero
              potem. Całe szczęście, że w sumie to się dobrze skończyło.
          • koza_w_rajtuzach Re: P.S. 01.06.08, 09:53
            > A co do "Nikt tutaj nie pisze że jego dzieci są grzeczne" - to radzę wczytać si
            > ę
            > pilniej w wątek smile

            A ja mogę z całą pewnością napisać, że moje dziecko jest grzeczne. Nawet bardzo
            grzeczne. Myślę, że to jest po części zasługa wychowania, bo staram się naprawdę
            jak mogę (dużo rozmawiam, tłumaczę, codziennie wbijam do głowy zasady życia w
            społeczeństwie) wink. Nigdy bym nie pozwoliła, aby moja córka była taka jak te
            bachory o których pisałaś, których rodzice udają, że nie widzą co wyrabiają. Mam
            przykłady takich dzieci w otoczeniu i moim największym koszmarem jest to, że
            moje dziecko mogłoby być takie samo. Nigdy do tego nie dopuszczę, ale wiem, że
            nie dopuszczę do tego bez użycia klapsów.
            Nie ma co się jednak kłamać, w dużej mierze to, że moja córka jest jaka jest, to
            zasługa jej dobrego charakteru i ogólnej wrażliwości oraz empatii. Takie dziecko
            to i zwolennicy bicia chyba by nie bili, bo ona w mig wszystko pojmuje i się
            naprawdę słucha wink.
    • minka5 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 22:40
      Phantoma tym zelazkiem to mnie rozwalilas! A w jakim wieku jest
      Twoje dziecko? A moze wybieglo dla Ciebie 'niespodziewanie', bo
      wlasnie z kims rozmawialas lub przegladalas gazete?

      Pomysl z kleczeniem na grochu tez wydaje mi sie i urokliwy i bardzo
      skuteczny!

      A teraz tak bardziej na powaznie - to, ze dziecko chwyta goracy
      czajnik, lapie sie za zelazko, bedac pod opieka wypada na ulice....
      Powiedzmy sobie szczerze - to nie wina dziecka, ale jakby zaspanego
      rodzica. Powiedzialabym, ze to raczej dziecko jak juz to powinno raz
      a solidnie rodzicowi przylozyc, aby wyrobic mu wyobraznie. "Miec
      oczy dookola glowy' przez prawie 24 godziny na dobe to w wypadku
      dzieci wiecej niz tylko porzekladlo.

      Nie mozna wiec winy zwalac na dziecko, a swojego leku na nim
      rozladowywac. To juz nawet nie dyskusja o tym 'bic czy nie bic' albo
      o definicji bicia. Porozmawiajmy raczej o zakresie rodzicielskiego
      obowiazku dbania o bezpieczenstwo dziecka i o braku wyobrazni
      niektorych rodzicow. Jak dla mnie 'tzw. manualne wychowywanie' to
      nic innego jak stresowa reakcja rodzica na czyn dziecka bedacy
      wynikiem nieuwagi tegoz to rodzica.
      • 111a4 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 23:20
        nie stosuje kar typu klaps,ale...córka wpada ostatnio w takie
        histerie, ze czasem mysle ze moze wlasnie klaps przywołalby ja do
        porzadku!rozmowy nie pomagaja,a staram sie na wszelkie
        sposoby...corka ma 3 lata i wlasne zdanie na kazdym kroku...kiedy
        czegos nie dostanie jest histeria...dzis bylysmy na
        festynie,jezdzila na karazulach,bylo ok...kiedy zorientowała sie ze
        wychodzimy wszczeła awanture o balona...ze mam jej kupic
        balona...ludzie patrzyli jak na glowna gwiazde
        wieczoru...wytrzymalam ten atak,ale jak dalej pojdzie to nie wiem
        czy starczy mi cierpliwosci...
        • turzyca Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 23:44
          Z doswiadczenie wiem, ze scenariusze rozpoczete przez klapsa w takiej sytuacji
          moga byc dwa. Albo dziecko faktycznie umilknie albo wrecz przeciwnie histeria
          rozkreci sie do takiego stopnia, ze nie podejrzewasz, ze cos takiego mozna
          wyprodukowac. Z autentycznym traceniem oddechu i co za tym idzie przytomnosci
          wlacznie. Ja bym nie ryzykowala.
          Kura17 pisala kiedys o rozwiazaniu, ktorego nauczyla ja tesciowa, i ono mi
          trafia do przekonania - mianowicie trzeba zrobic cos takiego, co dziecko zaskoczy.
      • phantomka Re: Wychowywać poprzez klapsy? 31.05.08, 23:38
        Minka, niestety, pomylilas sie z diagnoza mnie jako matki.
        Corka ma 2,5 roku, tak wie, ze nie wolno jej dotykac zelazka(zrobila
        to pierwszy raz w zyciu - wiem, twoim dzieciom nie zdarza sie)
        A teraz nie uwierzysz, jak ci powiem, ze nie rozmawialam z nikim i o
        zgrozo nie czytalam gazety na placu zabaw (niestety przy mojej corce
        jest to niemozliwe) dlatego tez zdazylam ja dogonic - corka jest
        Forrestem Gumpem, ona nie chodzi, tylko biega. Na placach zabaw sa
        rozne matki, ja naleze do typu matka - czuwajacabig_grin tzn.
        nie latam z dzieckiem za reke, ale pozwalam oddalac sie tylko na
        tzw. bezpieczna odleglosc, czyli taka, ktora powoduje, ze moge ja w
        kazdej chwili dopasc. Nie robie z dziecka ciamajdy, ktora nie moze
        ruszac sie poza piaskownice, bo tam jest "niebezpiecznie" Ot po
        prostu chciala przejsc przez plot, bo jakies dziecko tak robilo.
        I zgadzam sie z toba, ze to wina rodzica nie dziecka (co zreszta
        powtarzalam w niejednej dyskusji) natomiast juz dzisiaj
        wiem, ze to wlasnie tego typu sytuacje moga mnie kiedys popchnac do
        dania klapsa z bezsilnosci i strachu. Natomiast bzdura jest
        twierdzenie, ze za wszystko odpowiedzialny jest rodzic. Sa sytuacje,
        kiedy cos sie po prostu przytrafia, ot nieszczesliwy wypadek, a
        rodzic nie jest cyborgiem z 4 parami oczu. Ja jestem typem, ktory
        sto razy zastanowi sie nad niebezpieczenstwem przedmiotow, miejsc
        czy sytuacji, w ktorych znajduje sie moja corka - mimo tego, nie
        osadzam rodzicow, ze im dzieciak z kanapy spadl, bo wiem, ze w zyciu
        normalnego rodzica, takie rzeczy sie zdarzaja. Jezeli jeszcze nie
        przydarzyla ci sie taka sytuacja, to nie chce martwic, ale raczej na
        pewno sie przytrafi. Nie znam bowiem dziecka bez "historycznych"
        blizn, groznych upadkow, spadniec, itp. - ot naturalna konsekwencja
        dorastania (nie doswiadczylas tego na sobie?)
        • tuberosa77 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 05.06.08, 13:02
          Ja się staram mieć oczy naokoło głowy przez 24 godziny i stwierdzam
          ze się nieda. czasami się wyłączam i wtedy moja 2 letnia córeczka
          zawsze coś wykombinuje. Często też zdaża się jej uciekać mi na ulicy
          co przyprawia mnie o histerię i pomimo tłumaczeń robi to nadal. Nie
          wiem jaką tresurę trzeba zastosować aby zdyscyplinować
          naprawdę "żywe" i ruchliwe dziecko. Oczywiście są dzieci, które
          trzymają się maminej spódnicy, postępują zawsze rozważnie
          i "grzecznie", są też matki mające oczy naokoło głowy przez 24
          h/dobę. Ja znam takie właśnie z tego forum, w realu jeszcze nie
          spotkałamsmile
          • tuberosa77 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 05.06.08, 13:04
            miało być "zdarza"
    • minka5 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 00:07
      Coz moge Ci powiedziec? Moi chlopcy (raczej chcialoby sie
      powiedziec - chlopy) raczej za wczesnego mlodu nie mieli az tak
      wielkich wypadkow. Raczej konczylo sie na pokaleczonych kolanach i
      siniakach. Nie chcialam Cie urazic ani wystawiac Ci 'dyplomu'.
      Przepraszam, jesli Twoj wpis wykorzystalam do raczej ogolnej mysli.
      Mysle, ze tez sama zauwazasz jak to czestokroc rodzice czyms innym
      zajeci na 'moment' traca dziecko z pola widzenia. Stres i wrzask lub
      rekoczyn wzgledem dziecka. Jestem temu przeciwna.
      Nie mozna po prostu zakladac, ze dziecku sie PARE razy powiedzialo,
      ze nie wolno a ono zapamieta. Raczej mozna powiedziec, ze rodzic
      raczej swoje zeby musi 'zjesc', a moze wtedy dziecko juz bedzie
      wiedzialo.
      Konkluzja dla mnie taka, ze wielu rodzicom brakuje wyobrazni, aby w
      maksymalny (co nie znaczy 100% - bo masz racje - rodzic tez
      czlowiek) zapewnic bezpieczenstwo. I ta zasada obowiazuje dluuuugie,
      dluuuugie lata, bo jak dzieci dorastaja, staja sie samodzielniejsze,
      ale wcale to nie oznacza, ze samodzielnie widza realne zagozenia.
      • phantomka Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 00:20
        Oczywiscie, ze sie zgadzam ze wszystkim, co napisalas. Po prostu
        wytknelas mi cos, co jest mi obce i czego nie popieram u innych
        rodzicow. Wielokrotnie podkreslalam juz w innych dyskusjach, ze
        bicie dziecka jest wynikiem naszej slabosci. Natomiast wiem, ze
        kazdy z nas kiedys moze trafic na ten moment slabosci. Przeciwna
        jestem biciu jako metodzie wychowawczej, bo jako matka dziecka z
        adhd w tyłku, wiem, ze mozna inaczej - juz z dwulatkiem idzie sie
        dogadac (potrzeba tylko checi i zdolnosci) nie mowiac juz o
        starszych dzieciach. No a bicie roczniaka to w ogole porazka.
        • minka5 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 01:05
          Masz racje, ale w pewnych punktach sie 'rozjezdzamy'. Bicie rocznika
          uznajesz za porazke. Ja uznaje za porazke bicie w kazdym wieku. I
          nie ma dla mnie ZADNEGO wytlumaczenia, ze uderzenie dziecka
          jest 'momentem slabosci rodzica'. Dla mnie to kompletna bzdura!
          Nie twierdze przez to, ze nie ma trudnych momentow w wychowaniu
          dzieci, gdy wlos staje dokladnie deba.Ale...
          Ilez to razy mowimy do dzieci, gdy maja napad zlosci ' Przestan!
          Uspokoj sie'. Tak? A jak TY wracasz ostro wkurzona do domu i ktos Ci
          w tym momencie powie to samo? To chyba moze to jeszcze tylko dobic?
          Wiec jaka to roznica z dziecmi? Tylko, ze sa male? I co dlatego nie
          moga sie wsciekac? Dlatego jesli dziecko nie slucha, wscieka sie itp
          stosowalismy zupelnie inna metode i moge powiedziec juz po czasie
          calkiem sluszna - w momencie samego 'napadu czegos tam" przede
          wszystkim dziecko bylo przytulane i spokojnym glosem mowilo sie np.
          'no wiem, jestes zly'. Nie przechodzilo po minucie, ale po pieciu
          juz tak. A jak sie dziecko uspokoilo, to byla rozmowa '' byles zly,
          to ok. Nastepnym razem jak bedzisz zly to WOLNO ci bardzo mocno
          tupac nozkami albo...".
          Rodzice z reguly po prostu zabraniaja, a jak dzieci ich zdaniem
          przekrocza jakas granice to karca - reka czy slowem. Ale czy nawet i
          male dziecko nie ma prawa do swoich negatywnych uczuc? A czy
          wiekoszosc rodzicow uczy swiadomie swoje dzieci wyrazania
          nagatywnych uczuc, ale w sposob do zaakceptowania? No i kolko sie
          zamyka, maly czlowieczek jest na cos zly, to wyraza, rodzic doklada
          kara w jakiejkolwiek postaci... A potem przychodzi okres dojrzewania.
          Jak do tego czasu rodzic nie nauczy sie sam rozmowy z dzieckiem, a
          przez to dziecka rozmowy z rodzicem, to moze byc niezly pasztet.
          I jak myslisz? Klapsy pomoga, gdy rodzica poniesie wzgledem
          dorastajacego dziecka? Roczniak, dwulatek, siedmiolatek,
          pietnastolatek....


          • filipinska.zaraza.prezydenta Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 01:19
            W wielu punktach masz rację, ale zrozum, że czasem klaps jest po prostu klapsem,
            a nie: poniżaniem, katowaniem, porażką pedagogiczną itp...

            Tak samo jak pocałunek jest czasem tylko pocałunkiem, a nie zdradą, wyznaniem
            miłości, napastowaniem itp.
            • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 01:23
              Co to jest "po prostu klaps"?

              Chodzi ci o to, że po prostu uderzamy kogoś w pośladki. Bez dopisywania żadnej
              ideolo. Tak?

              Pozwól zatem, że ci "po prostu" wykręcę rękę. Tak po prostu. Bez żadnej ideolo smile
              • filipinska.zaraza.prezydenta Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 10:56
                To nie to samo. Wykręcasz rękę z rozmysłem, specjalnie żeby zrobić
                krzywdę. Klapsa dajesz bo masz taki odruch, czesto to wogole odruch
                ochronny.
                • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 11:06
                  filipinska.zaraza.prezydenta napisał:

                  > To nie to samo. Wykręcasz rękę z rozmysłem, specjalnie żeby zrobić
                  > krzywdę. Klapsa dajesz bo masz taki odruch, czesto to wogole odruch
                  > ochronny.

                  To przykre, że masz takie odruchy.

                  Idę dopisać do swojej listy usprawiedliwień dla klapsa "klaps jest działaniem
                  odruchowym i nie można nad tym odruchem zapanować. to jak odruch wymiotny
                  podczas robienia loda, chroni przed zachłyśnięciem - ergo, jest odruchem ochronnym".

                  To może wykręcę ci tę rękę odruchowo, co? Bo wiesz, jak mnie ktoś poirytuje albo
                  widzę, że jego życie jest zagrożone, to łapię za rękę i wykręcam. Ot tak,
                  odruchowo. Nie panuję nad tym, cholera.
                  • jacek226315 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 12:18
                    kochana zamiast marnowac czas przy kompie wez sie za jakas
                    pozyteczna robote np.sprzatanie balaganu ktore zostawilo Twe
                    dziecie.Albo jak Ci sie nudzi to sie rozbierz i ubrania
                    pilnuj.Wspolczuje Twemu mezowi,z nim tez pewnikiem ciagle toczysz
                    slowne potyczki
                    • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 12:24
                      jacek226315 napisał:
                      > wspolczuje Twemu mezowi, z nim tez pewnikiem ciagle toczysz
                      > slowne potyczki


                      Napisz jeszcze, że jestem żałosna tongue_outPP
                      I że fspułczujesz mojim dziecią.

                      A mężowi przekażę wyrazy współczucia, na pewno się ucieszy, że tak ciepło o nim
                      myślisz i jeszcze się nie powiesi z rozpaczy tongue_out
                      • jacek226315 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 12:49
                        mama_kotula napisała:

                        > jacek226315 napisał:
                        > > wspolczuje Twemu mezowi, z nim tez pewnikiem ciagle toczysz
                        > > slowne potyczki
                        >
                        >
                        > Napisz jeszcze, że jestem żałosna tongue_outPP Oj nie niuniu mezowi to
                        powiedz,zeby Ci czasem skore przetrzepal,bo ponoc jak maz zony nie
                        bije to jej watroba gnije i tym glupia dyskusje z Toba uwazam za
                        skonczona,no ale jak znam zycie jeszcze sie odezwiesz. Strzyzone czy
                        golone?
                        > I że fspułczujesz mojim dziecią.
                        >
                        > A mężowi przekażę wyrazy współczucia, na pewno się ucieszy, że tak
                        ciepło o nim
                        > myślisz i jeszcze się nie powiesi z rozpaczy tongue_out
                        >
                        >
                        • jacek226315 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 12:52
                          jacek226315 napisał:

                          > mama_kotula napisała:
                          >
                          > > jacek226315 napisał:
                          > > > wspolczuje Twemu mezowi, z nim tez pewnikiem ciagle toczysz
                          > > > slowne potyczki
                          > >
                          > >
                          > > Napisz jeszcze, że jestem żałosna tongue_outPP Oj nie niuniu mezowi to
                          > powiedz,zeby Ci czasem skore przetrzepal,bo ponoc jak maz zony nie
                          > bije to jej watroba gnije i tym glupia dyskusje z Toba uwazam za
                          > skonczona,no ale jak znam zycie jeszcze sie odezwiesz. Strzyzone
                          czy
                          > golone?
                          > > I że fspułczujesz mojim dziecią.
                          > >
                          > > A mężowi przekażę wyrazy współczucia, na pewno się ucieszy, że
                          tak
                          > ciepło o nim
                          > > myślisz i jeszcze się nie powiesi z rozpaczy tongue_out
                          > >
                          > >
                          Oj nie niuniu meza popros by Ci od czasu do czasu skore
                          przetrzepal,ponoc jak maz zony nie bije to jej watroba gnije.I tak
                          doszlismy tym sposobem do konca jalowej dyskusji z Toba,ale jak znam
                          zycie to jeszcze sie odezwiesz.Strzyzone...golone....
                          • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 13:00
                            > Oj nie niuniu meza popros by Ci od czasu do czasu skore
                            > przetrzepal

                            Robi to regularnie. Problem tylko w tym, że my oboje to lubimy i czerpiemy z
                            tego przyjemność <lol>

                            Dzięki za dyskusję tongue_out
                          • babcia47 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 13:42
                            a Ty czego? wypadł jak filip z konopii obraził dziewczyne, której
                            raptem kilka wpisów przeczytał i uważa, ze ma prawo jej nawtykać, bo
                            broni broni swoich pogladów..sensownych zreszta..a guzik Cie
                            obchodzi co ona robi w tej chwili czy se klika czy łobiad gotuje,
                            czy wiedzie utarczki z chłopem..Damski (słowny) bokser z Ciebie i
                            raczej Twoje wypowiedzi tu nic nie wnoszą..
                            • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 13:53
                              Ciiiicho, Babcia, imidż żałosnej kłótnicy mi psujesz... ;o)))
                              • babcia47 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 14:19
                                ups..smile
                  • filipinska.zaraza.prezydenta Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 12:24
                    Kochana, ja nie wiem co ty sobie o nmie wyobrażasz - że moją główną
                    pasją jest bicie dzieci? To jest absolutna ostateczność, ale czasem
                    naprawdę jedyna skuteczna!

                    Moge mówić dzieciakowi, żeby nie dręczył psa (dręczy) do zasranej
                    smierci - tłumaczyć, że to go boli, odwoływać się do jego empatii,
                    zagrozić, że kiedyś pies się odgryzie (i wtedy pewnie będzie sprawa
                    na caą Polskę, że "głupi rodzice dopuścili do takiej sytuacji"),
                    karać nie oglądaniem dobranocki - prośbą, groźbą - nie pomaga. A
                    dziecko jest już rozumne - ma 8 lat. Izolacja też nie pomogła - płot
                    dla niej nie był specjalną przeszkodą... Po 10 minutach od ostatniej
                    prośby widzę, że znowu dręczy kompletnie zamęczonego psa - uwierz
                    mi, że wpie..pomógł na baaaaaardzo długi czas, a potem
                    wystarczyło zapowiedzieć powtórkę i pies miał spokój.

                    Szczerze powiedziwszy wolę, żeby moje dziecko było przetrzepane po
                    tyłku, niż żebym potem miała je zbierać szufelką spod samochodu,
                    albo zawozić rozgryzione przez psa na pogotowie...

                    Dziecko trzeba wychowywać rozmową - nie rób ze mnie bestialskiego
                    kata. A jeśli już przydarzy się dać klapsa, to dzieciak MUSI
                    wiedzieć za co... Zresztą jak przy każdej karze.
                    • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 10:01
                      A doszliście do tego, DLACZEGO dziecko dręczyło waszego psa? Bo to jest imho
                      najważniejsze - przyczyna takiego zachowania.
                      • jacek226315 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 11:06
                        mama_kotula napisała:

                        > A doszliście do tego, DLACZEGO dziecko dręczyło waszego psa? Bo to
                        jest imho
                        > najważniejsze - przyczyna takiego zachowania.
                        >
                        >
                        No Ty naprawde jestes rozbrajajaca tylko usiasc i plakac,albo sie za
                        boki trzymac ze smiechu.Win psa za to ,ze dziecko dokucza mu.To jak
                        Twe cudowne dziecko pociagnie kota za ogon to za kare utnij kotu ogon
                        • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 11:09
                          No to siądź i płacz, albo się śmiej, co wolisz. Śmiech to zdrowie.

                          Gdzie ja napisałam, aby PSA obarczyć winą?

                          Dziecko wyładowywało agresję na kimś słabszym, nie bez przyczyny. Czyli: mogło
                          czuć zagrożenie swojej pozycji "w stadzie", mogło samo doznać agresji od kogoś
                          "silniejszego" (koledzy w szkole), może w ten sposób chciało na siebie zwrócić
                          uwagę matki.
                          Winy psa w ogóle nie brałam pod uwagę.
                          • jacek226315 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 13:01
                            mama_kotula : ales Ty mundra,czemu tam nie bylas taka madra?
                            • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 13:16
                              jacek226315 napisał:

                              > mama_kotula : ales Ty mundra,czemu tam nie bylas taka madra?

                              ROTFL.
                              Ja też cię pozdrawiam.
                    • demonii.larua Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 13:22
                      Sorry Kochana, ale jak Twoje ośmioletnie dziecko nie reaguje na Twoje prośby czy
                      polecenia to ... porażka, porażka... Twoja niestety.
                      • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 13:26
                        demonii.larua napisała:

                        > Sorry Kochana, ale jak Twoje ośmioletnie dziecko nie reaguje na Twoje prośby
                        czy polecenia to ... porażka, porażka... Twoja niestety.

                        Nie wiem, czy można użyć tak wielkich słów jak porażka. Wg mnie problemem był
                        gdzieś indziej, a dręczenie psa było tylko jego objawem. Być może to, że dziecko
                        było głuche na polecenia, oznaczało to, że matka była głucha na coś innego -
                        mówiąc w przenośni.
                        • demonii.larua Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 13:31
                          Dla mnie to porażka... no niestety, to tak samo jakby mój dwunastolatek z uporem
                          maniaka wsadzał Babolowi pies) kij w ucho i miał w głebokim poważaniu to co
                          czuje pies i to co ja do niego mówię względem zaprzestania. Żeby nie było... mam
                          osmiolatke też, nadruchliwą w dodatku, ani razu nie zdzieliłam jej w tyłek.
                          Rozumiem, że dzieci że tak powiem dojrzewają w róznym wieku do wymagań im
                          stawianych, ale osmiolatek kompletnie nie słuchający to dla mnie porażka, no i
                          co...mam sie pochlastać z tego powodu?
                          • mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 13:45
                            Nie, nie, to nie tak smile Wiesz, ja zakładam - zresztą to wynika z wcześniejszego postu autorki - że rzeczony 8-latek tylko w tym konkretnym przypadku nagle ogłuchł na polecenia względem zaprzestania.

                            Jeśli dziecko, które normalnie reaguje na polecenia i nakazy, nagle staje się głuche - znaczy, że coś jest na rzeczy. I dlatego napisałam, że ważna jest przyczyna dręczenia tego psa i niestosowania się w tym konkretnym przypadku do zakazu. Bo jeśli w innych sytuacjach da się wyegzekwować konkretne zachowanie, a w tej jednej nie - coś musiało się wydarzyć, co skłania dziecko do takiego zachowania.

                            Oczywiście, tak jest przy moim założeniu, że dziecię jest wychowywane, a sytuacja wybiórczej głuchoty jest jednostkowa.
                            • demonii.larua Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 13:48
                              Jeśli jednostkowa, to masz rację.
          • mag_internautka Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 23:23
            minka5 napisała:

            > Ilez to razy mowimy do dzieci, gdy maja napad zlosci ' Przestan!
            > Uspokoj sie'. Tak? A jak TY wracasz ostro wkurzona do domu i ktos
            Ci
            > w tym momencie powie to samo? To chyba moze to jeszcze tylko dobic?
            > Wiec jaka to roznica z dziecmi? Tylko, ze sa male? I co dlatego
            nie
            > moga sie wsciekac? Dlatego jesli dziecko nie slucha, wscieka sie
            itp
            > stosowalismy zupelnie inna metode i moge powiedziec juz po czasie
            > calkiem sluszna - w momencie samego 'napadu czegos tam" przede
            > wszystkim dziecko bylo przytulane i spokojnym glosem mowilo sie np.
            > 'no wiem, jestes zly'. Nie przechodzilo po minucie, ale po pieciu
            > juz tak. A jak sie dziecko uspokoilo, to byla rozmowa '' byles
            zly,
            > to ok. Nastepnym razem jak bedzisz zly to WOLNO ci bardzo mocno
            > tupac nozkami albo...".

            To działa. Ja tez stosuję tę metodę. Gdy dziecko przeżywa jakieś
            emocje trzeba mu te emocje nazwać - widzę, że jesteś zły, smutny,
            zdenerwowany itp. Potem wskazujemy co może zrobić - opowiedz mi,
            narysuj, pokaż... Dziecko ma prawo do przeżywania emocji, trzeba mu
            tylko wskazać, jak może je okazywać.

            Dokładniej opisane jest to w poradniku Adele Faber "Jak mówić, aby
            dzieci na słuchały...". Polecam.
            • soffia75 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 12:09
              Dokładnie tak, to działa. Nawet na moją trzylatkę-nerwuskę, mistrzynię skrajnych
              emocji. Trzeba się bardzo napracować i mieć świętą cierpliwość, bo panna lubi
              efektownie dramatyzować; czasem po prostu się nie chce... ale rezultaty są warte
              starań.
              Nie powiem, zdarzyło mi się parę razy trzepnąć pannę po łapskach, ale mam o to
              do siebie żal i nie uznaję klapsów jako metody wychowawczej. Do dziś pamiętam
              "wychowawcze klapsy", jakie dostałam w dzieciństwie, nie ból fizyczny, tylko
              bezsilną wściekłość. Nie chciałabym, żeby moje dziecko odczuwało coś podobnego w
              stosunku do mnie...
    • minka5 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 02:02
      Dokladnie! Uderzenie jest uderzeniem! Dlaczego nie dasz tzw. klapsa
      swojemu mezowi/patnerowi, gdy wywola u Ciebie stres?
      Bo co - jest wiekszy? Moze oddac?
      A jak czuje sie dziecko, gdy Ty - ostoja bezpieczenstwa - staje sie
      dla niego zrodlem zagrozenia, bolu, ponizenia, braku zrozumienia
      uczuc, pomocy, wyrozumialosci? Bo na czym innym polega rodzicielstwo?
      Na tresurze zakazow, nakazow, kar? I co? Manulanie, bo myslenia i
      zrozumienia zabraklo?
      • nessie-jp Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 04:24
        minka5 napisała:

        > Dokladnie! Uderzenie jest uderzeniem! Dlaczego nie dasz tzw. klapsa
        > swojemu mezowi/patnerowi, gdy wywola u Ciebie stres?

        Hm, bo mniej mi go żal, gdy go zmieszam z glebą za pomocą agresji słownej? Bo
        wiem, że jest dorosły i będzie potrafił zrozumieć, że został skrzyczany i pobity
        psychicznie nie bez powodu?

        Wiesz, dziecku trudno zrozumieć twój krzyk czy zdławiony ze złości głos. Tak
        samo, jak klapsa. Trudno zrozumieć agresję słowną, agresję bierną, agresję
        fizyczną. Dlaczego rozgraniczasz te rodzaje agresji i z taką zapalczywością
        opowiadasz się po stronie jednego rodzaju, a inny uważasz za "gorszy"?
        • phantomka Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 10:13
          Matko - ja zaczniemy jeszcze mowic, ze do dziecka mozna tylko
          spokojnie, a inaczej to juz przemoc jest - to naprawde do odstrzalu
          pojdzie 100% rodzicow, jak ci, ktorzy znecaja sie nad dzieckiem.
          Minka, zgadzam sie z toba w calej rozciaglosci.
          Kiedys, ktos na forum napisal, zeby patrzec w dziecko jak w lustro i
          to mi tez duzo dalo i pozwolilo lepiej ja zrozumiec.
          Pozdrawiam.
          • arioso1 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 11:00
            nie pasuje mi wypowiedz jednej z was.
            18 miesięczne dziecko to maksymalnie 86cm wzrostu-a raczej
            wysokości dziecka stojącego przy piecyku który nie ma więcej niż
            85cm plus ok 20cm zasiegu do raczki czajnika żadne dziecko w wieku
            18 miesięcy nie dosiegnie do rączki czajnika -ponadto naet jesli
            dosięgnie to oparzy się wcześniej w okolice zgiecia ręki-więc albo
            dziewczynka miała więcej niż 2 lata albo historia jest wymyslona
            albo masz piecyk półmetrowy-przez co sama na własne życzenie
            stwarzasz zagrożenie dla dziecka.nie powinnas bic po rękach- ja mam
            18 miesięczną córkę i nie wyobrażam sobie ją uderzyć-to zwyrodniałe
            jest. krzyknąć prędzej ale bic po rękach? to jak skończy 7 lat
            będziesz ją policzkować?

            wracając do tematu- moje dziecko 7 letni chłopak potrafi tak mnie
            wyprowadzić z równowagi że ręce mnie świeżbią - no wręcz odruchowo
            bym przylała- i kiedy zaczeły się pojawiac takie sytuacje poszłam
            do psychologa i to on pomógł mi znalezc powód dlaczego syn
            wywołuje takie reakcje we mnie.pomogło i obyło sie bez klapsów.

            corka 11 lat potrafi do mnie tak pyskowac ze momentami mam ochotę
            ją wytarmosić za włosy -az sie gotuje we mnie ze łości- ale
            zaciskam pięsci i milczę bo gdybym wybuchła nie wiem co bym jej
            zrobiła- ale umiem poskromic ten odruch - ja jestem bardzo nerwowa
            bardzo łatwo mnie wyprowadzić z równowagi i wtedy nie kontroluje
            ani słów ani czynów tzn kiedyś tak było- po terapi psychologicznej
            umiem sie opanować i nie muszę bić dzieci - jedyne co jeszcze musz
            e w sobie wyprostować to krzyk- bardzo często krzycze na dzieci na
            starsze kiedy naprawdę sa nieznośne a są sto razy na dobę- i
            krzyczę i nic to nie daje- wiem o tym i staram sie ten krzyk
            wyeliminować- ale bicie to nie jest rozwiązanie aczkolwiek
            wychowawczego klapsa się nie wypieram.
            • artjoasia arioso 04.06.08, 20:15
              Dziecko ma 88 cm, kuchenka ma standardowe 82 cm, rączka czajnika zaczyna się z
              boku, na wysokości 95 cm. Oczywiście nie mogłaby go podnieść do góry, ale już
              trzymała za tę rączkę i za chwilę ściągnęłaby na siebie.
              Powtarzam: krzyk nie działa.
              I niech Ci będzie, że jestem zwyrodniała.
        • minka5 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 15:46
          Chyba nie wyrazilam sie zbyt precyzyjnie i poszlam na skroty
          myslowe. Pisalam o razach, ale w sumie agresje pojmuje szerzej. Dla
          mnie to kazda forma zastraszenia, zgnebienia, ponizenia itp. cielsna
          czy werbalna. Po prostu nie mam w zyciu najmniejszej potrzeby bicia
          czy krzyku. Ani wzgledem swoich dzici ani nikogo. Nawet w klasycznej
          sytuacji 'na poczcie', gdy ktos sie wciska, to nie zaczne sie
          awanturowac. Moge zrobic uwage, ale nie mam potrzeby 'rzucenia'' sie
          na osobnika.
          To jest moje podejscie, ktore z biegiem lat dzieci w praktyce
          zweryfikowaly pozytywnie. Nigdy nie dostawaly klapsow, nikt w domu
          na nie nie krzyczal. Chlopcy sa wiec dobrze wywazeni, a i okres
          dojrzewania nie byl tak tragiczny. Cos tam sie buntowali, czasmi na
          cos sie popluli, ale bez wiekszych rozrob. Nie oznacza to wcale, ze
          chlopcy nie maja temperamentu - kazdy na swoj sposob, ale maja.

          W sumie sprowadza sie to do zasady walizki - co wlozysz, to i
          wyjmiesz.
    • denea Polecam do przeczytania: 01.06.08, 08:14
      co właściwie miałoby być w ustawie

      tiny.pl/kqf9
    • krzycho7 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 08:24
      Żyjemy w potwornym chaosie moralnym, światopoglądowym, więc i pojęciowym!
      Wychowywanie "poprzez" klapsa nie jest wychowywaniem!
      Racjonalizacje przywoływane dla uzasadnienia bicia, to moim zdaniem, obraz braku
      empatii i szacunku dla drugiego człowieka(dzieciaka), ukrywania własnej
      niedojrzałości. Efekt wieków ciemnego paternalizmu i religijności , pod wpływem
      których żyjemy. Niestety, rodzicem staje się bez względu na kwalifikacje
      moralne, a raczej niezależnie od nich.
      Gdybym napisał, że wychowuje się odpowiedzialną miłością i cierpliwością,
      zdecydowana większość (!)nie wiedziałaby o czym mówię i traktowała to jako z
      bajki życzenie.-" Panie, nie znasz Pan życia."
      Gdyby choć trochę uczciwości...Nie dorabiano by ideologicznych uzasadnień do
      nieuniknionych błędów, które każdy popełnia. Bicie, to bicie - to przemoc, bo
      silniejszego nie uderzysz.
    • agnes0101 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 11:08
      Próbowałam przeczytać wszystkie odpowiedzi ale skończyłam mniej
      więcej na połowie. W większości jednak przypadków potępiacie klapsa.
      I tu mam od razu przed oczami tysiące dzieci na placach zabawach,
      hipermarketach czy poprostu na ulicy które są rozwydrzone, za nic
      mają prośby mamy-taty typu bądź grzeczny synuś, albo udawanie np że
      to nie moje dziecko . Albo np dzieci mojej koleżanki wychowywane
      beztresowowe, bez klapsów a co najwyższej krzykiem, i tłumaczenie
      się rodziców w różnych sytuacjach moje dzieci i tak są nie
      najgorsze. Zapewniam jednak że gdybyście widziały kilka akcji tych
      dzieci zamarłybyście z przerażenia, a wrzaski czy nawet czasami
      próby tłumaczenia tym dzieciom czegokolwiek nie dają żadnego efektu.
      Natomiast teraz do samych klapsów. Przyznaję że zdarzyło mi się
      kilka razy uderzyć. Fakt w ostateczności, gdy prośby, tłumaczenia
      czy krzyki już nie skutkowały. A kary typu siedzenie w pokoju,
      zabranie ulubionej zabawki to mój uparty 3,5 latek ma gdzieś co
      zresztą potwierdzają panie w przedszkolu. Różnica tylko polega na
      tym że mnie dziecko się słucha i przedszkolanek to różnie. Tyle
      tylko że u mnie metoda jest taka w przypadku jakieś akcji ze strony
      syna, najpierw tłumaczę , jeśli nie skutkuje to ostro i stanowczo
      krzyknę a jeśli to nic nie daje ostrzegam przed klapsem. Wtedy
      dopiero jest spokój. I naprawdę rzadko dostaje klaspa - w ciągu
      miesiąca może ze dwa razy gdy już naprawdę przesadza. W noramlnych
      warunkach wystarczy ostrzeżenie, choć zawsze ten klaps i tak
      ograniczał się do lekkiego pacnięcia pupy. Ani moja ręka tego nie
      poczuła, ani tym bardziej pupa syna. On jednak czuje, ja
      przynajmniej widzę to po rekacji na klapsa, że to coś złego, że to
      go poniża, woli więc tego unikać. Druga sprawa każde dziecko jest
      innne i na każdego jest inna metoda. Mam wokół siedzie wielu
      znajmocy z dwójką, trójką dzieci, czy nawet wśród rodziny , gdzie w
      końcu te dzieci wychowywane są w tym samym środowisku, a więc też
      teoretycznie w ten sam sposób i to że matka czy ojciec nie użyło
      klapsa przy pierwszym dziecku wcale nie oznacza że nie uderzy
      drugiego, bo poprostu dzieci są inne i na zupełnie inne rodzaje
      zachowań reagują.
      • jacek226315 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 12:42
        agnes0101 napisała:

        > Próbowałam przeczytać wszystkie odpowiedzi ale skończyłam mniej
        > więcej na połowie. W większości jednak przypadków potępiacie
        klapsa.
        > I tu mam od razu przed oczami tysiące dzieci na placach zabawach,
        > hipermarketach czy poprostu na ulicy które są rozwydrzone, za nic
        > mają prośby mamy-taty typu bądź grzeczny synuś, albo udawanie np
        że
        > to nie moje dziecko . Albo np dzieci mojej koleżanki wychowywane
        > beztresowowe, bez klapsów a co najwyższej krzykiem, i tłumaczenie
        > się rodziców w różnych sytuacjach moje dzieci i tak są nie
        > najgorsze. Zapewniam jednak że gdybyście widziały kilka akcji tych
        > dzieci zamarłybyście z przerażenia, a wrzaski czy nawet czasami
        > próby tłumaczenia tym dzieciom czegokolwiek nie dają żadnego
        efektu.
        > Natomiast teraz do samych klapsów. Przyznaję że zdarzyło mi się
        > kilka razy uderzyć. Fakt w ostateczności, gdy prośby, tłumaczenia
        > czy krzyki już nie skutkowały. A kary typu siedzenie w pokoju,
        > zabranie ulubionej zabawki to mój uparty 3,5 latek ma gdzieś co
        > zresztą potwierdzają panie w przedszkolu. Różnica tylko polega na
        > tym że mnie dziecko się słucha i przedszkolanek to różnie. Tyle
        > tylko że u mnie metoda jest taka w przypadku jakieś akcji ze
        strony
        > syna, najpierw tłumaczę , jeśli nie skutkuje to ostro i stanowczo
        > krzyknę a jeśli to nic nie daje ostrzegam przed klapsem. Wtedy
        > dopiero jest spokój. I naprawdę rzadko dostaje klaspa - w ciągu
        > miesiąca może ze dwa razy gdy już naprawdę przesadza. W noramlnych
        > warunkach wystarczy ostrzeżenie, choć zawsze ten klaps i tak
        > ograniczał się do lekkiego pacnięcia pupy. Ani moja ręka tego nie
        > poczuła, ani tym bardziej pupa syna. On jednak czuje, ja
        > przynajmniej widzę to po rekacji na klapsa, że to coś złego, że to
        > go poniża, woli więc tego unikać. Druga sprawa każde dziecko jest
        > innne i na każdego jest inna metoda. Mam wokół siedzie wielu
        > znajmocy z dwójką, trójką dzieci, czy nawet wśród rodziny , gdzie
        w
        > końcu te dzieci wychowywane są w tym samym środowisku, a więc też
        > teoretycznie w ten sam sposób i to że matka czy ojciec nie użyło
        > klapsa przy pierwszym dziecku wcale nie oznacza że nie uderzy
        > drugiego, bo poprostu dzieci są inne i na zupełnie inne rodzaje
        > zachowań reagują.
        Ja bylem swiadkiem w pewnej restauracji w New Yorku nastepujacego
        brazka:.Przy sasiednim stolikuu siedzialo malzenstwo z synkiem okolo
        5 lat tzn.para siedziala a synek biegal po calej sali i halasowal,
        ojciec mowi do matki zrob cos(jakby sam nie mogl czegos zrobi),na to
        matka,to dziecko niech sobie pobiega,po jakims czasie starsza pani
        ktora okupowala stolik nastepny zawolala chlopca i krzyknela dosc
        glosno "Can you shot up and seat down" dzieciaka zamurowalo i jak
        trusia siedzial reszte czasu.Widzisz jak obcy zwroci uwage dziala
        szybciej bo dziecko nie wie jaka bedzie reakcja.
        A w ogole to jest takie powiedzenie o amerykanskim wychowaniu,jesli
        corka chce zabic ojca to nie bron jej ,bo jak sie zdenerwuje to
        zabije matke
        • filipinska.zaraza.prezydenta Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 12:50
          >Widzisz jak obcy zwroci uwage dziala szybciej bo dziecko nie wie
          jaka bedzie reakcja.

          Pod warunkiem, że oburzony rodzic nie powie takiemu zwracającemu
          uwagę, żeby pilnował sowjego nosa i się nie wtrącał, i że "to tylko
          dziecko" (to co, że demoluje pomieszczenie) - bo widuje się takie
          przypadki...

          Jak dzieciak słyszy w domu, ze np jego nauczycielka jest głupia,
          tylko się czepia - to wiadomo, że ma potem panią
          przedszkolankę/nauczycielkę w głębokim poważaniu, bo wie, że ze
          strony rodziców nic mu nie grozi.
          • jacek226315 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 12:54
            filipinska.zaraza.prezydenta napisał:

            > >Widzisz jak obcy zwroci uwage dziala szybciej bo dziecko nie wie
            > jaka bedzie reakcja.
            >
            > Pod warunkiem, że oburzony rodzic nie powie takiemu zwracającemu
            > uwagę, żeby pilnował sowjego nosa i się nie wtrącał, i że "to
            tylko
            > dziecko" (to co, że demoluje pomieszczenie) - bo widuje się takie
            > przypadki...
            >
            > Jak dzieciak słyszy w domu, ze np jego nauczycielka jest głupia,
            > tylko się czepia - to wiadomo, że ma potem panią
            > przedszkolankę/nauczycielkę w głębokim poważaniu, bo wie, że ze
            > strony rodziców nic mu nie grozi.
            O masz racje.Pamietam pracowalem kiedys z taka stasia miala synka
            Arturka,wmawiala wszystkim,ze to geniusz a w miedzyczasie zmieniala
            mu szkole co roku,bo najpierw szkola byla idealna ,a po dwu
            miesiacach nauczyciele se na Arturka zawzieli
        • mama-ola w restauracji 02.06.08, 13:04
          > Ja bylem swiadkiem w pewnej restauracji w New Yorku nastepujacego
          > brazka:.Przy sasiednim stolikuu siedzialo malzenstwo z synkiem
          > okolo 5 lat tzn.para siedziala a synek biegal po calej sali i
          > halasowal, ojciec mowi do matki zrob cos(jakby sam nie mogl czegos
          > zrobi),na to matka,to dziecko niech sobie pobiega,

          Jestem ciekawa, jakiego zachowania oczekiwali, że 5-latek usiądzie
          przy stoliku, przejrzy menu, popije wody, poczeka na zamówione
          danie, zje łokci na stole nie położywszy, z uśmiechem podziękuje
          ... i tak przez jakieś 2-3 godziny?

          Chory pomysł u zarania. Jak zwykle winni są rodzice, nie dziecko.

          Matka powiedziała najrozsądniej: niech sobie pobiega. To jedyne, co
          mogła dla swojego syna w tej sytuacji zrobić, skoro już musiała wtej
          restauracji być. Ale nie powinno ich tam być.

          Też chodzę z synem do restauracji, nawet dosyć często. Trzeba wybrać
          restaurację:

          - w której dzieci nie są źle widziane,
          - mają menu odpowiednie dla dzieci,
          - dość szybko podają jedzenie.

          Wtedy jest szansa, że będzie znośnie dla wszystkich, a nawet
          przyjemnie. Z moim nieklapsowanym nigdy synem jest przyjemnie wink
          Jest tak uroczy, że inni klienci oglądają się za nim i nigdy nie
          usłyszał "zamknij się".
          • mama_kotula Re: w restauracji 02.06.08, 13:25
            > Jestem ciekawa, jakiego zachowania oczekiwali, że 5-latek usiądzie
            > przy stoliku, przejrzy menu, popije wody, poczeka na zamówione
            > danie, zje łokci na stole nie położywszy, z uśmiechem podziękuje
            > ... i tak przez jakieś 2-3 godziny?

            Mama-ola, teraz ty popadasz w skrajności smile)
            Z twojej wypowiedzi wynika, że z pięciolatkiem nie można nigdzie iść, i że ma prawo biegać i hałasować, bo to tylko pięciolatek.

            Otóż tak, pięciolatek ma prawo biegać i hałasować, ale w przeznaczonym ku temu miejscu. Pięciolatek jest na tyle rozumny, że jest w stanie pojąć, iż w restauracji się nie biega i nie hałasuje. Inna sprawa, czy się do tego zastosuje. W jednym się z tobą zgadzam - biegający po restauracji kilkulatek to wina rodziców. Ale nie wina - że dziecko nie powinno w ogóle się w restauracji znaleźć. To najprościej w sumie, odizolować się od sytuacji społecznej, aby nie musieć uczyć się zasad postępowania smile Otóż nie, wina rodziców polega na tym, że powinni zadbać o to, aby dziecko nie było uciążliwe dla innych. Jeśli wiemy, że dziecko szybko się nudzi, robimy wszystko, aby do znudzenia nie dopuścić - choćby dając mu papier i kredki, rozmawiając z nim, czy - w skrajnym przypadku - jedno z rodziców może wyjść z dzieckiem na krótki spacer podczas czekania na posiłek.
            No i oczywiście nie przedłużać pobytu w restauracji do 2-3 godzin.

            > Matka powiedziała najrozsądniej: niech sobie pobiega. To jedyne, co
            > mogła dla swojego syna w tej sytuacji zrobić, skoro już musiała
            > w tej restauracji być. Ale nie powinno ich tam być.

            Błąd, błąd, błąd. Wielki błąd. Do restauracji ludzie przychodzą zjeść w spokoju. Biegający kilkulatek skutecznie zakłóca ten spokój. Pozwolenie na bieganie to "mam was wszystkich w dupie, moja dzidzia się męczy, a ja tu MUSZĘ być i czekać na jedzenie. klękajcie narody, musicie przecierpieć, bo ja mam dzidzię i ona NIE MOŻE się męczyć". Guzik. Matka powinna zrobić wszystko, aby utrzymać dziecię w jednym miejscu. Tylko do tego trzeba wcześniej się przygotować i mózgownicą poruszać trochę.
            • mama-ola Re: w restauracji 02.06.08, 14:22
              > Mama-ola, teraz ty popadasz w skrajności smile)
              > Z twojej wypowiedzi wynika, że z pięciolatkiem nie można nigdzie
              > iść, i że ma prawo biegać i hałasować, bo to tylko pięciolatek.

              Chyba nie doczytałaś do końca... Jak mogłabym sądzić, że z
              pięciolatkiem nie można nigdzie iść, skoro z trzylatkiem chodzę
              wszędzie? Nawet mam na ten temat własne spostrzeżenia, które
              wypunktowałam. Stało jak byk:

              >>>
              Też chodzę z synem do restauracji, nawet dosyć często. Trzeba wybrać
              restaurację:

              - w której dzieci nie są źle widziane,
              - mają menu odpowiednie dla dzieci,
              - dość szybko podają jedzenie.

              Wtedy jest szansa, że będzie znośnie dla wszystkich, a nawet
              przyjemnie. Z moim nieklapsowanym nigdy synem jest przyjemnie wink
              Jest tak uroczy, że inni klienci oglądają się za nim i nigdy nie
              usłyszał "zamknij się".
              >>>

              > > Matka powiedziała najrozsądniej: niech sobie pobiega. To jedyne,
              > > co mogła dla swojego syna w tej sytuacji zrobić, skoro już
              > > musiała w tej restauracji być. Ale nie powinno ich tam być.

              > Błąd, błąd, błąd. Wielki błąd. Do restauracji ludzie przychodzą
              > zjeść w spokoju.

              To zależy do jakiej restauracji, patrz punkt:

              >>>
              Trzeba wybrać restaurację:

              - w której dzieci nie są źle widziane,
              >>>

              (he he, cytuję samą siebie wink

              > Biegający kilkulatek skutecznie zakłóca ten spokój. Pozwolenie
              > na bieganie to "mam was wszystkich w dupie, moja dzidzia się
              > męczy, a ja tu MUSZĘ być i czekać na jedzenie. klękajcie narody,
              > musicie przecierpieć, bo ja mam dzidzię i ona NIE MOŻE się
              > męczyć". Guzik.

              Guzik, guzik, mama-kotula. Nie dalej jak w piątek byłam z moim synem
              w restauracji. Oczywiście odpowiedniej, aby tam zawitać z 3-letnim
              dzieckiem. Jego bieganie nikomu nie przeszkadzało. To była taka
              zwykła restauracja w centrum Gdyni, numerowane stoliki, dania typu
              smażona ryba, frytki i surówka, podawane na owalnych talerzach z
              ładnym ustrojeniem. Żaden high life, ale i nie tania buda.
              Natomiast w restauracji chińskiej na noworocznym obiedzie, gdzie
              panowała cisza, leniwie sączyła się cicha muzyka, dania były za
              zawrotne kwoty, a wszyscy klienci mieli krawaty itp. itd. - moje
              dziecko nie biegało, niewiele mówiło i nikomu spożycia posiłku nie
              zakłócało. Ale takie właśnie restauracje uważam za nieodpowiednie
              dla dzieci. Lepiej ich tam nie zabierać. I nie dlatego, że zrobią
              dym (mój syn nie zrobił, a miał 2 lata i 7 m-cy), ale dlatego że
              musiał się zachowywać w sposób wymuszony.
              • mama_kotula Re: w restauracji 02.06.08, 14:38
                Hm. No ja mam w zwyczaju traktowanie ludzi tak, jakbym sama chciała być traktowana.

                Chodzi mi o to, co napisałaś: "Jego bieganie nikomu nie przeszkadzało.".

                Mnie by przeszkadzało. Co nie oznacza, że skomentowałabym czy poprosiła o
                uspokojenie dziecka, bo nie ja jestem od wychowania tegoż. Być może to, że nie
                było komentarzy, wcale nie oznacza, że biegający trzylatek nie przeszkadzał.
                Mam po prostu zasadę - restauracja jest miejscem, gdzie się spożywa posiłek i
                wykonuje czynności z tym związane - nie zaś biega. I nawet dwulatka można tego
                uczyć, zabierając go do knajpki na fish&chips, usadzając przy stoliku i
                traktując jak dorosłego. Tylko, że stopniowo. Jak dziecko ma zrozumieć, że do
                tej pory mogło biegać sobie w restauracji, a nagle już nie może, bo załóżmy
                uznaliśmy 5 lat za wiek graniczny, kiedy dziecię powinno się odpowiednio zachowywać?
                Wg mnie najlepszym sposobem jest pokazywanie od samego początku standardu
                zachowań w określonych miejscach i sytuacjach społecznych.

                > Lepiej ich tam nie zabierać. I nie dlatego, że zrobią dym (mój syn nie zrobił,
                a miał 2 lata i 7 m-cy), ale dlatego że musiał się zachowywać w sposób wymuszony.

                Mamo-ola - każde dostosowanie się do reguł zachowania odpowiedniego w danej
                sytuacji czy miejscu polega na "wymuszeniu" - jak to napisałaś - pewnych zachowań.
                3-latka można już uczyć, że są miejsca, w których taki, a nie inny standard
                zachowania obowiązuje. I powinien o tym wiedzieć, że np. w restauracji się nie
                śpiewa wniebogłosy (mimo, że przez cały dzień to robi - w takim przypadku
                spokojna konwersacja przy stoliku będzie również zachowaniem wymuszonym,
                prawda?), albo że w hipermarkecie nie zrzuca się rzeczy z półek, że w galerii
                obrazów nie biega się na czworakach pod nogami zwiedzających i nie udaje psa
                (mimo, że świetnie mu to wychodzi).

                Życie w społeczeństwie wymusza pewne zachowania. I wg mnie, warto tych zachowań
                uczyć jak najwcześniej. Oczywiście, w formie odpowiedniej dla dziecka.
                • mama-ola Re: w restauracji 02.06.08, 14:54

                  Wszystko pięknie, ale nie do mnie ta nauka wink Ja sobie świetnie z
                  synem radzę, nie zgłaszam żadnych problemów wink Bywamy z synem
                  wszędzie: w teatrze (od 2,5 lat), w muzeum (2 razy byliśmy), w
                  restauracjach różnego typu (raz w tygodniu - kiepsko gotuję, czasem
                  rzadziej - jak kasy brak), do pracy mojej czasem przyjdzie, do
                  sklepu z nim chodzimy, autobusem i kolejką jeżdżę - no wszędzie;
                  wstydu mi nie przynosi, innych osób nie irytuje.

                  > Chodzi mi o to, co napisałaś: "Jego bieganie nikomu nie
                  > przeszkadzało. Mnie by przeszkadzało.

                  W "Bistro Kwadrans" w Gdyni by Ci przeszkadzało? Nie wierzę wink
                  Wpadnij, zobacz, a dopiero potem mów. Możliwości są tylko dwie: albo
                  by Ci nie przeszkadzało, albo byś nie zdecydowała się tam jeść. Od
                  progu widać, że są dzieci i co robią.
                  • mama_kotula Re: w restauracji 02.06.08, 15:05
                    Ja wiem, że nie do ciebie ta nauka wink), czytam regularnie twoje wypowiedzi na
                    forum. Dopiero w tym wątku mnie nieco zaskoczyłaś, ale już mi się rozjaśniło.

                    Mnie przeważnie przeszkadzają dzieci latające naokoło, gdy próbuję w spokoju coś
                    zjeść tongue_outPP. I wierzę w to, że jest sporo ludzi, którym też to przeszkadza. O,
                    taki jeden był dość znany, Kokosz się nazywał wink))

                    Poza tym - no nie powstrzymam cię, ale nie bierz tego tak do końca do siebie -
                    zawsze mnie bawiły niektóre osoby, mówiące "mój niuniuś jest tak uroczy, że
                    wszyscy się za nim oglądają", mając na myśli sytuację, gdy niuniuś np. lata po
                    sali restauracyjnej i kuka ludziom w talerze. No kurna, też bym się obejrzała,
                    podejrzewam tongue_outPP

                    Nie wiem, czy by mi nie przeszkadzało w "Bistro Kwadrans", nie byłam tam. I masz
                    rację, unikam relaksowania się i spożywania posiłków w miejscach, gdzie
                    dziecięta latają i robią co chcą. wink).

                    Generalnie biegające w restauracjach dzieci nie przeszkadzają mi aż tak, kiedy
                    "restauracja" jest pod gołym niebem i składa się z kilku stolików z parasolami
                    wink)). No, ale tam mają więcej miejsca do biegania i niekoniecznie biegają jak
                    wściekłe między stolikami suspicious
                    • mama_kotula errata 02.06.08, 15:06
                      mama_kotula napisała:
                      > Poza tym - no nie powstrzymam cię

                      SIĘ, SIĘ - miało być. nie powstrzymam SIĘ wink
                      • mama-ola w muzeum 02.06.08, 15:42

                        > Poza tym - no nie powstrzymam cię, ale nie bierz tego tak do
                        > końca do siebie - zawsze mnie bawiły niektóre osoby, mówiące
                        > "mój niuniuś jest tak uroczy, że wszyscy się za nim oglądają",
                        > mając na myśli sytuację, gdy niuniuś np. lata po sali
                        > restauracyjnej i kuka ludziom w talerze. No kurna, też bym się
                        > obejrzała, podejrzewam tongue_outPP

                        Wiem, co masz na myśli wink No cóż, jesli chodzi o "Bistro Kwadrans",
                        to faktycznie nie ma co wchodzić, jak się dzieci nie lubi.
                        Mój "niuniuś" nie był jedynym dzieckiem, które tam biegało i od
                        progu widać, jak tam jest. Natomiast w chińskiej ja od progu
                        widziałam, jak tam jest, ale zaryzykowaliśmy. Mały zdał egzamin (no
                        może poza tym, że nic nie zjadł), przypuszczam, że jak ktoś się nie
                        obejrzał, to nawet nie wiedział, że w restauracji jest małe dziecko.

                        A co do niuniusia w muzeum. Jedna pani kustoszka była wniebowzięta,
                        zagarnęła nam dziecię i nie chciała oddać wink Gadali sobie, a myśmy
                        z mężem mogli spokojnie oglądać. Druga pani kustoszka (w innej sali)
                        natomiast miała nerw, ciągle chodziła i syczała "nie wolno
                        dotykać!", aż jej w końcu jej ostro odpaliłam "przecież nie
                        dotyka!". Ale i tak szybciej się stamtąd wynieśliśmy, bo po co
                        kobiecinę denerwować.

                        W muzeum mieliśmy też zabawną sytuację. Szły sobie dwie starsze
                        panie, popatrzyły na nas i jedna mówi do drugiej: "a słyszałaś o tym
                        maltretowanym dziecku? podawali wczoraj w faktach, że..."
                        Tak jej się nagle przypomniało, jak zobaczyła dziecko w muzeum wink
                        Całą drogę się z tego śmialiśmy wink
                        • mama_kotula Re: w muzeum 02.06.08, 15:48
                          > A co do niuniusia w muzeum. Jedna pani kustoszka była wniebowzięta,
                          > zagarnęła nam dziecię i nie chciała oddać wink Gadali sobie, a myśmy
                          > z mężem mogli spokojnie oglądać.

                          Super smile)
                          My byliśmy w Muzeum Przyrodniczym we Wro, celem oglądania wystawy stałej o
                          kręgowcach (peeełno szkieletów, mój starszy się zaślinił).
                          Profilaktycznie przypomniałam o naszej zasadzie marketowo-muzealno-galeryjnej -
                          czyli "oglądamy oczkami a nie paluszkami", na co pracownik się uśmiechnął i
                          powiedział, że dotknąć mogą, byle demolki nie robić.
                          Rany boskie, z jakim nabożeństwem oni te kości macali tongue_outPP
                          • mama-ola Re: w muzeum 02.06.08, 15:58

                            Fajnie, że mogli dotknąć wink A militaria też lubią? W Gdyni jest na
                            wolnym powietrzu wystawa armat, helikopterów, łodzi podwodnych,
                            kotwic itp. żelastwa z II wojny światowej. Szczerze mówiąc, nie wiem
                            czy wolno, ale mój ojciec wsadzał wnuka na co się tylko dało, ale
                            mały był zachwycony!

                            To jakby co - przyjeżdżajcie na wakacje, ja Wam wszystko powiem,
                            gdzie jeść, co oglądać, gdzie dzieciów nie wygonią złym
                            spojrzeniem...
          • jacek226315 Re: w restauracji 02.06.08, 15:30
            mama-ola napisala:
            >...Matka powiedziala najrozsadniej...
            >oczywiscie,bo gdyby ojciec tak powiedzial to bylo by nierozsadne.To
            jak Twe dziecko bedzie chcialo zabij ojca to nie bron mu bo jak sie
            zdenerwuje to zabije Ciebie
            • mama_kotula Re: w restauracji 02.06.08, 15:35
              jacek226315 napisał:
              > mama-ola napisala:
              > >...Matka powiedziala najrozsadniej...
              > >oczywiscie,bo gdyby ojciec tak powiedzial to bylo by nierozsadne.To
              > jak Twe dziecko bedzie chcialo zabij ojca to nie bron mu bo jak sie
              > zdenerwuje to zabije Ciebie

              No ba. Ojciec wg mnie w ogóle jest niepotrzebny, zrobił swoje, materiał
              genetyczny oddał i niech się nie wcina w zajęcia dla mądrzejszych i
              rozsądniejszych, czyli w wychowanie dziecka.
              W ogóle ojciec to przeżytek, archaiczny relikt... ;>
              • jacek226315 Re: w restauracji 02.06.08, 17:53
                mama_kotula napisała:

                > jacek226315 napisał:
                > > mama-ola napisala:
                > > >...Matka powiedziala najrozsadniej...
                > > >oczywiscie,bo gdyby ojciec tak powiedzial to bylo by
                nierozsadne.To
                > > jak Twe dziecko bedzie chcialo zabij ojca to nie bron mu bo jak
                sie
                > > zdenerwuje to zabije Ciebie
                >
                > No ba. Ojciec wg mnie w ogóle jest niepotrzebny, zrobił swoje,
                materiał
                > genetyczny oddał i niech się nie wcina w zajęcia dla mądrzejszych i
                > rozsądniejszych, czyli w wychowanie dziecka.
                > W ogóle ojciec to przeżytek, archaiczny relikt... ;>
                >
                >
                No prosze prosze ales sie odciela jak byk na kobyle .Ulzylo? A wiesz
                po co kobieta?Do podtrzymania gatunku.A jak wymysla sztuczna cipe to
                Wy tez bedziecie bezuzyteczne.I love you too
                • mama_kotula Re: w restauracji 02.06.08, 22:43
                  Hehe. Prowokator dał się wkręcić na tanią prowokację...
            • mama-ola Re: w restauracji 02.06.08, 15:46
              jacek226315 napisał:

              > mama-ola napisala:
              > >...Matka powiedziala najrozsadniej...
              > >oczywiscie,bo gdyby ojciec tak powiedzial to bylo by
              nierozsadne.To
              > jak Twe dziecko bedzie chcialo zabij ojca to nie bron mu bo jak
              sie
              > zdenerwuje to zabije Ciebie

              Musisz mieć bardzo niedobre doświadczenia na linii kobieta -
              mężczyzna. Biedaku.
              A my z mężem się nawzajem uwielbiamy wink Ale mamy fajnie!
    • maajkuska Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 16:21
      dziecko.onet.pl/10582,0,41,dlaczego_nie_wolno_bic_dzieci,artykul.html
    • syla_77 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 20:35
      Mimo że jestem mamą niecałe dwa lata, moja córka już nieraz wyprowadzała mnie z
      równowagi, doprowadzała do wściekłości i bezsilności, a jednak nie uderzyłam jej
      z prostego względu - szanuję ją i chcę, żeby ona również mnie szanowała. To po
      pierwsze.
      Następna sprawa: jakiś czas temu moja mała córeczka została kilka razy uderzona
      przez inne dziecko. Na początku była w wielkim szoku, bo nie miała pojęcia, że
      ktoś może ją w ten sposób potraktować, ale szybko "podłapała" temat i zaczęła
      podnosić rękę na mnie. W jaki sposób mogłabym jej wytłumaczyć, że bicie jest
      złe, że nie wolno bić nikogo, gdybym sama stosowała ten środek perswazji?
      Przecząc samej sobie całkowicie straciłabym swój autorytet. Dlatego właśnie
      jestem przeciwna klapsom i mam nadzieję, że nigdy nie uderzę swojego dziecka.
    • p4welp Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 21:56
      Jestem ojcem 3 letniej córeczki. Nie dostała odemnie nigdy klapsa i
      nigdy niedostanie. Żony też nie bije jak mnie nie rozumie ani jak
      nie chce zrobić tego co ja chce. Klaps to też jest bicie!!!!!. Nikt
      nie ma miernika siły w ręku. Wszyscy się dziwią jak można zatłuc
      6miesięczne lub 3 letnie dziecko ale jest to winna naszej kultury
      tzn przyzwolenie społeczne na bicie dzieci. "To jest moje dziecko i
      mogę zrobić z nim co zechce" niech każdy sobie przypomni ile razy
      coś takiego słyszał.
      Można wychować dziecko bez bicia - trzeba tylko trochę więcej
      wysiłku i cierpliwości.
      • mag_internautka Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 23:16
        p4welp napisał:

        > Można wychować dziecko bez bicia - trzeba tylko trochę więcej
        > wysiłku i cierpliwości.

        Potwierdzam - można, faktycznie trzeba się wiecej nastarać, prościej
        byłoby trzepnąć w pupę i po sprawie. Ale czego to uczy...?

        Dziecko uczy się poprzez przykład. Dziecko bite - będzie biło
        (słabszych od siebie...) aby odreagować, ale też dlatego, że będzie
        tak nauczone okazywać złość.

        Ja dzieci nie biję, złe zachowania koryguję poprzez uczenie dobrych
        zachowań (np. zamiast "nie krzycz!" - "mów cicho"), ale też i
        poprzez metode naturalnych konsekwencji, gdyż kary ranią tak samo
        jak klapsy. Naturalne konsekwencje wychowują, gdyż uczą dziecko, że
        gdy się źle zachowa poniesie konsekwencje. A przede wszystkim trzeba
        uczyć, uczyć, uczyć.... a nie tylko wymagać. Powtarzać najprostsze
        sprawy, np. "bicie jest zabronione", "uprzedzam, gdy nie
        przestaniesz bić brata to wyjdziesz z pokoju".

        Jest dużo warsztatów dla rodziców, gdzie można nauczyć się
        skutecznych i pokojowych metod wychowawczych. Polecam! Ja chodziłam
        na warsztaty dla rodziców na podstawie książek adele Faber (jak
        mówić, aby dzieci nas słuchały...).

        Stare metody są na ogół nieskuteczne, kary, klapsy, budzą tylko bunt.
        Warto nauczyć się rozmawiać z dziećmi, szanować ich uczucia,
        zachęcać do współpracy, stosować naturalne konsekwencje zamiast kar.
        Ustalając jasne zasady i wyznaczając granice wychowujemy dziecko
        skuteczniej niż dając klapsa gdy coś ono spsoci.

        Przykład z placu zabaw - dziecko biegnie w kierunku huśtawki, matka
        za nim i krzyczy "stój, bo dostaniesz w dupę"!!!
        Czego ona nauczyła swoje dziecko?
        Jedyna droga aby czegoś nauczyć to uniemożliwić złe zachowanie i
        wytłumaczyć jak się zachować właściwie (omijaj huśtawkę, gdy jest w
        ruchu).

        A co do odruchów - nie mam odruchu klapsów. Chyba musiałabym się
        zmusić. W złości mogę podnieść głos, wyjść lub wyprosić dziecko, aby
        ochłonąć... a potem rozmowa. Jasno określamy granice, zasady
        postępowania. Uprzedzam o konsekwencjach - "możesz się bawić na
        balkonie, ale uprzedzam - gdy bedziesz skubać kwiatki to wyjdziesz"
        i gdy skubie, jest wyprowadzane. Nastęnym razem już nie skubie.
    • katharinasz-s Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 22:15
      Widzę, że różne są zdania na ten tematsmile Tak, jak różni ludzie. A co do ustawy
      (mi ona nie będzie przeszkadzać, bo i tak nie biję Młodego)- zastanawiam się czy
      starsze dzieci nie zaczną jej wykorzystywać do szantażowania rodziców, np. by
      coś dostać.., bo jak nie, to poskarżę komu trzeba, że mnie bijesz...
      • minka5 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 01.06.08, 22:22
        Jezeli sa bite, to jak dla mnie, moga to wykorzystac. A jesli nie,
        to i tak nic nie 'zalatwia'.
        • dark.writer Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 01:01
          minka5 napisała:

          > Jezeli sa bite, to jak dla mnie, moga to wykorzystac. A jesli nie,
          > to i tak nic nie 'zalatwia'

          Może i nic nie "załatwią", ale kłopotu niewinnym rodzicom narobić
          mogą.

          P.S.
          W sumie można napisać też tak:
          'Jak są bite to i tak nic nie załatwią. A jeśli nie, to mogą to
          wykorzystać."
          • jacek226315 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 11:03
            dark.writer napisał:

            > minka5 napisała:
            >
            > > Jezeli sa bite, to jak dla mnie, moga to wykorzystac. A jesli
            nie,
            > > to i tak nic nie 'zalatwia'
            >
            > Może i nic nie "załatwią", ale kłopotu niewinnym rodzicom narobić
            > mogą.
            >
            > P.S.
            > W sumie można napisać też tak:
            > 'Jak są bite to i tak nic nie załatwią. A jeśli nie, to mogą to
            > wykorzystać."
            Masz racje. W Stanach byl wypadek kiedy mamusia po obejrzeniu
            filmu,postanowila fabule obejrzanego filml wcielic w zycie.Namowila
            swoja piecioletnia coreczke by posadzila bogatego sasiada o
            seksualne napastowanie,a poniewaz w Stanach od dawna wychowuje sie
            bezsstresowo,wiec i dzieciom sie wierzy.Coreczka poslusznie
            wypelnila namowe mamuni.Faceta po dlugim sledztwie uznano winnym i
            posadzono do ciupy,kiedy po 11latach corka majac 16lat na skutek
            wyrzutow sumienia zglosila sie na policje by powiedziec prawde wtedy
            jej nie uwierzono,facet dalej siedzial i nieborak nie doczekal sie
            wolnosci umierajac w wiezieniu.Badan DNA wtedy jeszcze nie robiono.
            Kto chce dac dzieciakowi klapsa to i tak da a kto nie temu zakaz nie
            potrzebny
Inne wątki na temat:
Pełna wersja