skrzydlate Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 04:55 zamyśliłam się dzieci są bardzo różne, dorośli sa bardzo różni, to rodzice ponosza całkowita odpowiedzialność, ale czy potrafią? tak z ręką na sercu? czy ktos umie naprawdę zrozumiec siebie, kiedy jest wyprowadzony z równowagi, niekoniecznie przez dziecko? ale najczęściej przez to słodkie maleństwo... ono rosnie.. zaczyna miec swoje zdanie i swoje eksperymenty, niektorzy z tych tu piszących zapominaja że dzieci sa rózne, niektore sa wybitnie inteligentne i testują swoich starych na potege.. dzieci nie maja ograniczeń, one moga wszystko, dlaczego traktujecie je jak małe niewiniątka, nie wszystkie takie są.. ja wiem, to sa niewiniatka, sa niewinne, bo ucza się dopiero życia, ale stawianie granic dziecku, czasami - myślę - musi byc ostre, jesli zachowanie jest ostre generalnie ludzie są ludźmi, aż i tylko... siedziałam kiedys w pociągu koło szwedzkiego czy duńskiego małżeństwa, ktore bardzo kochało swoje dziecko, kochali je własnie w sposób wykluczający chyba jakąkolwiek presje... wytrzymałam chyba z pół godziny, musiałam się ewakuowac, to tak ma wyglądać? no nie wiem... zostaniemy sterroryzowani przez ekspresyjne dzieciaki? moze utworzymy jakies rezerwaty .. poprosze, przynajmniej dla uczlowieczonych dorosłych którzy chca miec spokój przed własnymi i cudzymi dziećmi a nie mogą się bronić? )))) Odpowiedz Link Zgłoś
caragena Przerażają mnie pomysły "psychologów" 02.06.08, 08:07 Każdy normalny człowiek wzdryga się przed maltretowaniem innych ludzi, ale należy odróżnić maltretowanie od klapsa. Nasz organizm przystosowany jest do odbioru otaczającego nas świata zmysłami, odczuciami. Dotyczy to też udczucia bólu. Ból jest dla nas informacją, że to co robimy (np. wkładamy łapkę do ognia, czy kwasu) jest dla ciała niedobre, jest jakby swoistą karą za działania niepożądane (nie mówimy tu o bólu chorobowym). Jako dzieci doświadczamy go chyba najczęśćiej właśnie jako nauczyciela świata - otoczenia. A to dotykając ognia, a to wkładając palec między drzwi, dotykając igły, uderzając głową w podłogę. Powstaje skojarzenie: Boli - nie rób tego więcej. Wiemy dlaczego. Aby ból był nauczycielem dla dziecka musi ono dostrzegać realację między tym co robi, a tego skutkiem. Długotrwały ból lub zbyt częsty zmniejsza wrażliwość, obciąża psychikę, dezorientuje, krzywdzi. Jsteśmy przygotowani do odbioru, odczuwania i rozumienia bólu, ale już znęcanie czy maltretowanie niszczy i ciało i psychikę. Klaps nie jest przestępstwem. Polecam: Dobson James C. "The Strong-Willed Child. Birth through Adolescence." Dobson James C. "The Strong-Willed Child. Birth through Adolescence." Odpowiedz Link Zgłoś
mama_kotula Re: Przerażają mnie pomysły "psychologów" 02.06.08, 09:53 > Jako dzieci doświadczamy go chyba najczęśćiej > właśnie jako nauczyciela świata - otoczenia. A to dotykając ognia, > > a to wkładając palec między drzwi, dotykając igły, uderzając głową w podłogę. > Powstaje skojarzenie: Boli - nie rób tego więcej. Wiemy dlaczego. Rzecz oczywista. Tyle, że to jest __naturalna__ konsekwencja. Wsadzisz palec między drzwi - drzwi ci sprawią ból. Dotkniesz piekarnika - piekarnik cię poparzy. Naturalna konsekwencja wynikająca z NATURY tych rzeczy i zachowań. > Aby ból był nauczycielem dla dziecka musi ono dostrzegać relację między tym co robi, a tego skutkiem. Ano właśnie. Niestety, nie widzę żadnej relacji pomiędzy nieposłuszeństwem/zachowaniem niepożądanym a bólem tyłka. Jakby miała taka relacja istnieć, to w momencie zachowania niepożądanego tyłek sam by zaczynał boleć, bez potrzeby interwencji osób trzecich. Odpowiedz Link Zgłoś
minka5 Re: Przerażają mnie pomysły "psychologów" 02.06.08, 12:27 Bardzo dobra riposta! Calkowicie sie z Toba zgadzam. A co do praw dziecka i powyzej podanej historii z USA i innych przykladow rozwydrzenia. Moze tak spojrzec na to do poczatku. Jesli dziecko wzrasta w atmosferze szacunku, bez awantur, krzyczacych rodzicow, w atmosferze cierpliwego przekazywania co w zyciu dobre czy zle, to nie mysle, aby w okresie dojrzewania mialo pomysly eksperymentowania i falszywego oskarzania rodzicow. To nawet dla bardzo rozchwianego nastolata, bylby jeden most za daleko. I dziwi mnie, ze nadal czytam tu wypowiedzi jakby laczace (tak w kazdym razie to odczytuje) brak klapsow z rozwydrzeniem. Zostalo to juz pare razy powiedziane, ale powiem jeszcze raz - nie nalezy mylic braku klapsow czy krzyku z brakiem wychowania. Przeciez dziecko jak kazdy czlowiek tez mysli i czuje, wiec dlaczego nie mialoby zrozumiec mojego tlumaczenia, prosby czy zakazu? Z natury kazdy czlowiek chce byc postrzegany jako dobry. Wydaje mi sie wiec, ze to wlasnie dzieci, ktore sie ciagle krytykuje i koryguje wyrastaja na najbardziej nieposluszne. "Po co sie starac, skoro i tak wszystko robie zle?'. Odpowiedz Link Zgłoś
mama_kotula Re: Przerażają mnie pomysły "psychologów" 02.06.08, 12:42 No bo to jest specyfika forum, czyli pojmowanie świata w kategoriach "czarne" - "białe" - chodzi mi o operowanie przykładami skrajnymi, czyli argumentowanie zasadności dawania klapsów poprzez te scenki rodzajowe z USA A te scenki nie są argumentem za laniem po dupie - są jedynie argumentem za tym, aby dzieciom stawiać granice i ustalać zasady. Nota bene klaps też jest pułapką - wydaje się, że rozwiązuje problem, jeśli działa momentalnie. Nie rozwiązuje. Usuwa negatywny skutek, a nie jego przyczynę. Odpowiedz Link Zgłoś
dark.writer Re: Przerażają mnie pomysły "psychologów" 03.06.08, 15:08 Ale też specyfiką tego typu ustaw antyklapsowych jest rozdzielania świata na czarne i białe. Myślę, że każdy się zgodzi ze mną, że przeklinanie w obecności dzieci jest szkodliwe. Proponuję więc ustawę zakazującą przeklinania w ogóle a już za przeklinanie w obecności dzieci jakieś 3 lata bez możliwości zawieszenia. ...spróbujecie wtedy nie kupić swemu milusiowi jakiejś zabawki... Odpowiedz Link Zgłoś
pieniacz_sadowy Re: Przerażają mnie pomysły "psychologów" 03.06.08, 05:06 mama_kotula napisała: > Ano właśnie. Niestety, nie widzę żadnej relacji pomiędzy > nieposłuszeństwem/zachowaniem niepożądanym a bólem tyłka. Jakby miała taka > relacja istnieć, to w momencie zachowania niepożądanego tyłek sam by zaczynał > boleć, bez potrzeby interwencji osób trzecich. Hehehe... Dobre. O uczeniu się przez warunkowanie nie słyszała mama? Ani o przemocy fizycznej w ludzkich społeczeństwach? Czyli lepiej zamiast tyłek zastępczo, warunkowo zaboleć lepiej, żeby stało się coś poważniejszego? Córeczka powinna wpaść pod samochód, żeby się bez ogródek i teatrzyku bicia zdenerwowanej matuli przekonała, że siła impetu półtoratonowego pojazdu bywa zabójcza? Albo, że Krzysiowi będzie bardzo przykro, jak będzie bez oczka chodził i będzie miał kłopoty z czytaniem, bo Jasiu nieładnie, oj nieładnie postąpiłeś i mu to oczko wybiłeś, choć mamusia prosiła i krzyczała nawet. Teraz mama jest bardzo smutna i niezadowolona. Odpowiedz Link Zgłoś
mama_kotula Re: Przerażają mnie pomysły "psychologów" 03.06.08, 09:33 Pieniaczu. Przede wszystkim ustalić przyczynę, np. dlaczego Kasia wsadza ołówek Krzysiowi w oko. Do czasu ustalenia przyczyny (choćby "robi to z ciekawości"), no niestety - trzeba pilnować Kasi i Krzysia i gasić w zarodku próby grzebania ołówkiem w oku. Nota bene takie rzeczy jak __bezzasadne__ wsadzanie sobie nawzajem palców czy innych narzędzi w oko, to domena dzieci do lat dwóch. Ja wychodzę z założenia, no że sorry - taki lajf, chciało się mieć dziecko, to niestety, do osiągnięcia pewnego wieku trzeba jednak pilnować i mieć oczy naokoło głowy. Gdy Kasia uparcie wsadza Krzysiowi ołówek w oko, izolujemy Kasię od Krzysia na jakiś czas, aby zapewnić Krzysiowi bezpieczeństwo, i bez przerwy tłuczemy uparcie do łba Kasi, że do oka się nic nie wsadza - ani komuś, ani sobie. Dodatkowo ustalenie przyczyny pomaga - jeśli Kasia wsadza Krzysiowi ołówek w oko dlatego, że się nudzi i nie wie, jak nawiązać kontakt z Krzysiem, pokazać młodym, jak się mogą RAZEM zajebiście bawić. I tak dalej. Tylko problem polega na tym, że to wymaga wysiłku. I mnie też sie czasem nie chce, no nie chce mi się, krew człowieka zalewa, jak tłumaczy po raz setny, że na łóżko piętrowe nie wchodzi się po bocznej ściance, tylko po drabinie. Po czym czasem człowiek odpuszcza - ale to też trzeba umieć - nie odpuścić o tak o po prostu, machnąć ręką - cała otoczka jest ważna, czyli poprosić dziecię, aby pokazało, jak to ono włazi po bocznej ścianie na to łóżko, i po fakcie powiedzieć coś w stylu: "udowodniłaś mi, że sobie świetnie radzisz, wchodząc bokiem na łóżko - to znaczy, że jesteś już dużą dziewczynką i umiesz uważać na niebezpieczeństwo, dlatego od dzisiaj pozwalam ci wchodzić bokiem". No ale wiadomo, że czasem nie można odpuścić. Ja mam zasadę, że jak jest jakiś problem, to automatycznie pojawia się wszędzie - w bajkach opowiadanych na dobranoc, w teatrzyku pacynkowym, w zabawie pluszakami. Bardzo często podczas takich zabaw dowiaduję się o przyczynach takiego, a nie innego zachowania dziecka - wprost lub nie wprost ("misio był bardzo zły, że jego brat biega szybciej i zawsze wygrywa, mamusiu, i dlatego kopnął go w nogę, bo może jak go będzie boleć, to będzie biegać wolniej"). I co, czy nie mam dość? Mam, kurna, mam, chwilami mam serdecznie dosyć, najchętniej zamarynowałabym towarzystwo w occie i wysłała do Abu Dhabi. I nie zarzekam się, że "nigdy" nie przyłożę. Jestem człowiekiem, człowiek ma prawo do błędów, a tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono. Na razie jednak nie odczuwam potrzeby przyłożenia dziecku, radzimy sobie bez tego. > Czyli lepiej zamiast tyłek zastępczo, warunkowo zaboleć lepiej, żeby stało się coś poważniejszego? Córeczka powinna wpaść pod samochód, żeby się bez ogródek i teatrzyku bicia zdenerwowanej matuli > przekonała, że siła impetu półtoratonowego pojazdu bywa zabójcza? Już to wyżej napisałam - jeśli zdążyłeś dopaść dziecka przed ulicą i wlepić mu w dupę, równie dobrze jesteś w stanie zdążyć dopaść dziecka i przytrzymać je. W pierwszym przypadku niestety zawsze istnieje szansa, że dziecię oleje komunikat pt. "ból dupy" i pobiegnie dalej. Odpowiedz Link Zgłoś
jacek226315 Re: Przerażają mnie pomysły "psychologów" 03.06.08, 11:53 mama_kotula napisala: >Pieniaczu. > Przede wszystkim ustalic przyczyne ,np.dlaczego Kasia wsadza olowek Krzysiowi w oko.... Sluchaj pieniaczu ustal najpierw przyczyne,nastepnie wyjmij olowek z oka,lub wezwij pogotowie,a nastepnie poglaszcz Kasie po glowce. Az sie w glowie przewraca jak sie czyta takie "mundre"rady.I niech mnie ktos powie,ze kobiety nie mysla p....a Odpowiedz Link Zgłoś
mama_kotula Re: Przerażają mnie pomysły "psychologów" 03.06.08, 12:15 > Az sie w glowie przewraca jak sie czyta takie "mundre"rady.I niech > mnie ktos powie,ze kobiety nie mysla p....a Jacuniu, skarbie najmilszy. Jeśli zamierzasz mnie sprowokować, rzucając epitetami, to przykro mi, ale pod zły adres trafiłeś, w przeciwieństwie do ciebie, ja tak łatwo sprowokować się nie daję. Zniżać do twojego poziomu też się nie zamierzam, w myśl pewnej zasady, którą sporo osób ma w sygnaturkach, zaczyna się od "nigdy nie dyskutuj z..." . Nie bardzo co prawda wiem, co ci się w tej głowie może przewracać, ale mam na to radę - jest taka opcja "wygaś posty i wątki" danego nicku. Bo widzę, że moje posty wyzwalają u ciebie pokłady agresji i zapewne nie czujesz się z tym najlepiej, więc może to ci pomoże? Z dobrego serca radzę, martwię się o ciebie zwyczajnie Wiesz co jest najfajniejsze w tym wszystkim? To, że twoje posty mnie śmieszą, a moje ciebie - najzwyklej w świecie wku..ają )). Miłego dnia życzę. Odpowiedz Link Zgłoś
jacek226315 Re: Przerażają mnie pomysły "psychologów" 03.06.08, 19:00 mama_kotula: a pod iloma Nickami jeszcze wejdziesz? Odpowiedz Link Zgłoś
babcia47 Re: Przerażają mnie pomysły "psychologów" 03.06.08, 19:31 kazdy sadzi wdług siebie chamulcu..akurat w tej kwestii z Kotą nie zgadzam się do końca, ale jak czytam takich jak ty, to mi sie drobne w kieszeni rozmieniają..zachowaj choć pozory poprawnosci na forum, bo mało, ze bzdety wypisujesz to jeszcze pozwalasz sobie na b.nieciekawe teksty..obrazasz przy tym nie tylko forumowiczke, która ma swiete prawo wypowiadac się na forum (od tego forum jest) ale dodatkowo obrazasz pozostałe kobiety..co mnie niniejszym wkurżyło...a wycieczki osobiste pozostaw na kontakty z własną żona, jeżeli masz odwage a ona potrafi takowe znieśc bez wytargania Ci resztek czupryny i przywalenia scierą Odpowiedz Link Zgłoś
mama_kotula Re: Przerażają mnie pomysły "psychologów" 03.06.08, 19:39 jacek226315 napisał: > mama_kotula: > a pod iloma Nickami jeszcze wejdziesz? Widzisz, Jacku - tu nie jest forum Społeczeństwo czy inne Wiadomości. Tu ludzie mają odwagę cywilną, aby pisać to, co myślą, pod jednym oficjalnym nickiem i nie mają potrzeby tworzyć trollujących pacynek. Meliski się napij, zmniejsza poziom agresywności. Proponuję też jakieś tabletki z magnezem. Albo drynia walnij Odpowiedz Link Zgłoś
pieniacz_sadowy Świetnie 03.06.08, 20:14 mama_kotula napisała: > Pieniaczu. Mamo Kotula. (tu odchrząknął i dyskretnie starł palcem piankę z kącika ust) > Przede wszystkim ustalić przyczynę, np. dlaczego Kasia wsadza ołówek Krzysiowi > w oko. Ja to wszystko rozumiem i zgadzam się w całej rozciągłości. Tylko, że wicie rozumicie, to są takie sytuacje idealne. I jak najbardziej klaps nie jest rozwiązaniem problemu wsadzania czegokolwiek do jakiejkolwiek części ciała (czy na pewno? ;o>>>, tylko chodzi o sytuację doraźną. Coś się dzieje niebezpiecznego w danej chwili i zareagować trzeba natychmiast. I jak w przypadku zatrzymywania osób dorosłych: słowne ostrzeżenie nie skutkuje, strzały ostrzegawcze nie skutkują, what do you do, what do you do? I tak jak jasne jest, że popełniane przestępstwo ma swoją przyczynę, której bynajmniej aresztowanie osobnika nie rozwiąże, ani tym bardziej postrzał w nogi, tak samo klaps nie wystarczy, żeby się dzieciaki w przyszłości nie prały, abo cuś. Rozumiesz - chodzi o środki przymusu bezpośredniego, nie o system wychowania. I o wyznaczenie granic nietykalności cielesnej dziecka. I o szczególną rolę klapsa w tym wszystkim. Chyba, że sam klaps stanowi tutaj metaforę szerzej rozumianej siły fizycznej wobec dziecka. Proszę mi wytłumaczyć zatem, czy w dyskusji tej, wywołanej zdaje mi się na fali projektu ustawy, chodzi o stosowanie kar fizycznych wobec dziecka jako metod wychowawczych, czy o stosowanie klapsów. Bo tak jakoś w dysusji mówi się chyba wyłącznie o ręce plaskającej w pupę. Nie było chyba nic o ciągnięciu za uszy, wykręcaniu rączek, policzkowaniu, wiązaniu, czy choćby podgryzaniu pęcinek, prawda? Przepraszam drogie mamy za tak drastyczne słownictwo, ale staram się dowiedzieć, o wyznaczenie jakiej granicę fizycznej przemocy wobec dziecka chodzi. I bez demonizowania słowa przemoc, proponuję rozumieć je dosłownie, jako przemaganie czyjejś woli, czyli stawianie jej zdecydowanej, świadomej przeszkody. Chyba, że nic już nie wiem... > Nota bene takie rzeczy jak __bezzasadne__ wsadzanie sobie nawzajem > palców czy innych narzędzi w oko, to domena dzieci do lat dwóch. Ano tak. Przypomniała mi teraz Mama Kotula o aspekcie wiekowym sprawy. Dopiero teraz zauważyłem, że dyskusja toczy się na podforum Małe Dziecko. Oczywistym się wydaje, że stosowanie przemocy (w wyżej zaproponowanym rozumieniu) wobec dwuletniego szkraba większej niż przemieszczenie jest overkillem, jednakże chyba zgodzi się moja wyuzdana rozmówczyni, że jest taki wiek i jest taka płeć, kiedy samo przesunięcie nie starczy. Podrastający chłopcy mają okresy bojowej śmiałości, kiedy to próbują sił z dorosłymi. Czy teraz, nawet w zabawie w zapasy z tatą dopuszczalny jest klaps, czy też walczymy honorowo, tj. stosując dźwignie, wyjazdy z bańki, kręcenie worów, łamanie kończyn, wydłubywanie ślypiów i paliki? ;o))) Oczywiście żartuję, więc możecie spokojnie odłożyć ten telefon. ;o) I na koniec w ramach prywaty pragnę wyrazić moje wirtualne uznanie dla wirtualnych talentów i mądrości wirtualnej mamy. Mimo lekkiego podmuchu podręcznikowości Mama Kotula to równiacha, z którą pogadać można bez odium maminej paniki. Pewnie przesadzam, bo słodzę niegłupiej zboczurce, a do takich mam słabość, ale co mi tam. Szczerze słodzę. Dziękuję bardzo! Odpowiedz Link Zgłoś
mama_kotula Re: Świetnie 03.06.08, 20:43 że jest taki wiek i jest taka płeć, kiedy > samo przesunięcie nie starczy. Podrastający chłopcy mają okresy bojowej > śmiałości, kiedy to próbują sił z dorosłymi. Czy teraz, nawet w zabawie w zapasy z tatą dopuszczalny jest klaps, czy też walczymy honorowo, tj. stosując dźwignie, wyjazdy z bańki, kręcenie worów, łamanie kończyn, wydłubywanie ślypiów i paliki? Zapomniał pan szanowny o zakładaniu nelsona i ciosach w splot słoneczny oraz tzw. kopach w jaja ;> Nieee, no w zabawie klaps ma zupełnie inny wymiar. W ogóle klaps sam w sobie ma sporo wymiarów najróżniejszych (ekhem, ekhem, mrrrau... ;>, ale tu się zgadzam - siłowanie się z użyciem lekkich klapsiorów to fajna sprawa dla dziecka, nie tylko dla chłopaka, ale i dla dziewczyny tyż. O. > Mimo lekkiego podmuchu podręcznikowości Mama Kotula to równiacha, z > którą pogadać można bez odium maminej paniki. )) Teraz ci się do czegoś przyznam - ja w życiu nie przeczytałam ani jednego podręcznika na temat wychowania dzieci. Może zacznę pisać takowe PPPP Dzięki za fajną dyskusję. Fajnie się dyskutuje, nawet dość ostro, jeśli ma się adwersarza na poziomie )). Jak to się kolokwialnie mówi - pełen respekt! Pozdrawiam serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
mama-ola Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 12:49 Całej dyskusji nie przeczytałam, jest ponad 130 postów, więc się nie dało Ale kiedyś czytałam takie wątki, to mniej więcej wiem, co tu było napisane. Chciałam tylko kilka słów do tych, co się martwią, że jak dziecko jest niebite, to na porządnego człowieka nie wyrośnie, a za młodu będzie upiornym bachorem. Znam kilkoro niebitych dzieci w różnym wieku (w tym własne), nie są upiornymi bachorami Odpowiedz Link Zgłoś
krychlis Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 15:21 mój synek dzisiaj właśnie ma dokładnie 2,5 roku i nie wyobrażam sobie, by otrzymał ode mnie nawet tzw. „klapsa”. Jedyna kara, którą stosujemy to „stawianie do kąta”, a wieczorem pójście spać bez czytania bajek. Nawet tzw. „klapsy” to nic innego jak porażka rodzica, a co ważniejsze poniżanie dziecka i osłabianie u niego poczucia własnej wartości…. może mam go bić, a potem mu tłumaczyć w piaskownicy, że nie wolno bić innych dzieci, ale dorośli mogą bić dzieci???? Mam nadzieję, że moje podejście nigdy się nie zmieni, bo wiem jak czują się takie dzieci, bo sam byłem bity… chciałbym, żeby moje dziecko miało inne wspomnienia z dzieciństwa… Odpowiedz Link Zgłoś
mama-ola Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 15:52 > może mam go bić, a potem mu tłumaczyć w piaskownicy, że nie wolno > bić innych dzieci, ale dorośli mogą bić dzieci???? Widywałam takie sceny. Jedno dziecko popycha drugie, a rodzic daje klapa temu pierwszemu z komentarzem "nie wolno bić, jak jeszcze raz ją popchniesz, to znów dostaniesz". Niektórzy są głupsi niż ustawa przewiduje... Cóż kiedy silniejsi. Przynajmniej póki co. Odpowiedz Link Zgłoś
katharinasz-s Re: Wychowywać poprzez klapsy? 02.06.08, 22:00 mama-ola napisała: może mam go bić, a potem mu tłumaczyć w piaskownicy, że nie wolno bić innych dzieci, ale dorośli mogą bić dzieci???? Widywałam takie sceny. Jedno dziecko popycha drugie, a rodzic daje klapa temu pierwszemu z komentarzem "nie wolno bić, jak jeszcze raz ją popchniesz, to znów dostaniesz". Niektórzy są głupsi niż ustawa przewiduje... Cóż kiedy silniejsi. Przynajmniej póki co. Zgadzam się Myślę, że nasze dzieciaki nie są głupie... I jak mówi stare, łacińskie przysłowie Verba docent, exempa trahunt... dziecko może nie wiedzieć o co chodzi mamusi, czy tatusiowi jeśli słyszy jedno, a doświadcza czegoś innego. ponoć brak konsekwencji jest w wychowaniu najgorszy. Tak piszą w książkach, ale czasem trudno to wcielić w życie... Ale dyskusja - prawie jak wśród polityków... Odpowiedz Link Zgłoś
jacek226315 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 03.06.08, 07:43 kochana katharinasz do dzieci nie nalezy sie wtracac.Ja wychowalem dwoje chlopcow tez chodzilem z nimi na place zabaw,tez potrafili sie ladnie bawic ale i potrafili rozrabiac.Kiedys jakas mama przyszla i mowi a pana Adrian nasypal memu Krzysiowi piasku na glowe,a ja jej na to no to co jutro pani Krzys nasypie mojemu Adrianowi i ja do pani na skarge nie przyjde.Dzieci sie w jednej mnucie pobija w drugiej pogodza .No ale TY i inne kobiety pewnie tego nie zrozumiecie.Facet sie z drugim pobije potem oboje pojda do baru i wszystko bedzie ok.,sproboj Ty sie poklocic z przyjaciolka. Moja tesciowa zawsze powtarzala swej corce ,a mojej zonie "Ela nigdy nie mie takiej kolezanki bez ktorej zyc bys nie mogla".Cale lata szkolne miala luzne kolezanki z ktorymi utrzymuje kontakty do dzisiaj,a te wszystkie papuzki nierozlaczki ktore musialy siedziec w jednej lawce i trzymaly sie za raczki dawno nie chca sie znac Odpowiedz Link Zgłoś
babcia47 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 03.06.08, 13:38 Ja wychowalem > dwoje chlopcow ..to który z nich był dziewczynką? Facet sie z drugim pobije potem oboje pojda do baru i > wszystko bedzie ok nie kazdy i nie zawsze..niektórzy znają lepszy sposób na spędzanie czasu niz lanie sie po pysku a potem zalewanie się w barze..no ale cóż..kazdy sądzi według siebie.. Odpowiedz Link Zgłoś
mamamamba jacek 06.06.08, 18:04 ta... stare zyciowe prawdy.. generalnie wydzwiekiem Twojego postu jest- a baby sa glupie..! dobrze odczytalam intencje? bije sobie w takowym r.brawo. Odpowiedz Link Zgłoś
pieniacz_sadowy Biedne te nasze mamule i tatulowie... 02.06.08, 22:54 Od jednej porażki wychowawczej do drugiej. Jak nie zbrodniczy klaps, to rozpuszczony bachor. A o zasadzie umiaru to nie słyszeli jedni i drudzy. Porażka wychowawcza i basta. Wychowanie bezstresowe i basta. Da taka w przypływie emocji rojbrowi po dupie i potem 3 godziny w pokoju szlocha i przełyka gorycz porażki. "Zabiłam dziecko, jestem wyrodną matką! On mi nigdy tego nie wybaczy, bubububuuuu!" Nic się nie bójcie, mamulowie! Jeszcze się Waszej pociesze nie raz w życiu po dupsku dostanie, i to o wiele dotkliwiej. A poza tym bądźcie sprawiedliwi do końca. Jeśli pobłażacie dziecku, to sobie też pobłażajcie... w stosowaniu kar cielesnych! :o) Nie kara jest tu bowiem ważna, co okoliczności kary, czyli krótko, czy była zasłużona, czy też może rodzic na dziecku odreagowuje jakiś stres skądinąd. Czy była współmierna do zachowania, które ma skorygować, czy nie, tj. czy klaps będzie za przybrudzenie ubranka, czy też za bójkę w piaskownicy z użyciem niebezpiecznego narzędzia. A najważniejsze to, czy karze towarzyszył element integrujący, czy też odrzucający. Co innego bowiem w przypływie emocji dać dziecku po łapie, i potem wyjaśnić, że mama się strasznie wzburzyła, że jej UKOCHANE dziecko tak postąpiło, a co innego wymyślać jakieś pozoronie bezbolesne kary, którym towrzyszy jednak przenikliwy chłód emocjonalny. A poza tym wiecie co? Bólu też się trzeba nauczyć. Co jak co, ale w zmysłowości swojej gatunek ludzki dość brutalny i drapieżny jest, a sam ból to jeden z najsilniejszych bodźców motywujących, więc krótkowzrocznością byłoby własną latorośl zupełnie od tego izolować. Może to zabrzmi jak szaleństwo, bo i człowiek szaloną istotą jest, ale każdy w jakiś tam sposób bólu szuka, szczególnie te osoby, które za mało go znają. Odpowiedz Link Zgłoś
mama-ola Re: Biedne te nasze mamule i tatulowie... 02.06.08, 23:23 > Nie kara jest tu bowiem ważna, co okoliczności kary, czyli krótko, czy była > zasłużona, czy też może rodzic na dziecku odreagowuje jakiś stres skądinąd. Czy > była współmierna do zachowania, które ma skorygować, czy nie, tj. czy klaps > będzie za przybrudzenie ubranka, czy też za bójkę w piaskownicy z użyciem > niebezpiecznego narzędzia. A najważniejsze to, czy karze towarzyszył element > integrujący, czy też odrzucający. Co innego bowiem w przypływie emocji dać > dziecku po łapie, i potem wyjaśnić, że mama się strasznie wzburzyła, że jej > UKOCHANE dziecko tak postąpiło, a co innego wymyślać jakieś pozoronie bezbolesn > e > kary, którym towrzyszy jednak przenikliwy chłód emocjonalny. A jakby w miejsce słowa "dziecko" w powyższym wywodzie wstawić "żona" albo "dziadek" to czy też jesteś tego samego zdania, czy nie. I w obu przypadkach poproszę o uzasadnienie dlaczego tak/nie. > A poza tym wiecie co? Bólu też się trzeba nauczyć. Co jak co, ale w zmysłowości > swojej gatunek ludzki dość brutalny i drapieżny jest, a sam ból to jeden z > najsilniejszych bodźców motywujących, więc krótkowzrocznością byłoby własną > latorośl zupełnie od tego izolować. Może to zabrzmi jak szaleństwo, bo i > człowiek szaloną istotą jest, ale każdy w jakiś tam sposób bólu szuka, > szczególnie te osoby, które za mało go znają. "Nauka bólu". Ludzie to jednak so <cenzura>, nie ma co... Twoje dziecko się nie przewraca, czegoś tam sobie na łeb, nogę nie upuszcza, nie gryzie się w język, nie bierze do łapy pokrzywy i między drzwi jej nie wsadza... Znaczy się dziecko w kombinezonie w klatce trzymane, tylko na "nauki" z klatki wyciągane, co by ból poznało, bo to ważne. <cenzura, pi pi pi> Odpowiedz Link Zgłoś
pieniacz_sadowy I po co te nerwy, mamusiu? 03.06.08, 01:43 mama-ola napisała: > A jakby w miejsce słowa "dziecko" w powyższym wywodzie wstawić > "żona" albo "dziadek" to czy też jesteś tego samego zdania, czy nie. W miejsce "dziecko" w powyższym wywodzie ani żony ani dziadka, ani babci, ni żony wstawić nie sposób, z tej prostej przyczyny, że ani dziadkowie ani babcie, żony, matki i kochanki obiektem wychowawczym nie są. Są nim dzieci i z reguły dziećmi się słowo wychowanie kojarzy. Po zakończeniu edukacji i ewentualnym uzyskaniu świadectw dojrzałości w postaci już to matury, już to dowodu osobistego, czynnego prawa wyborczego, a przede wszystkim samodzielności finansowej proces wychowania jednostki uważa się powszechnie za zakończony. Dalsza socjalizacja osób DOROSŁYCH, oraz ewentualna korekta zachowania w razie potrzeby odbywa się poprzez stosowanie sankcji o zdecydowanie mniejszym wymiarze wychowawczym: mandat, grzywna, zatrzymanie do wyjaśnienia, środki przymusu bezpośredniego (niekiedy dotkliwe), oraz pozbawienie wolności z utratą praw publicznych włącznie. Proszę więc nie zwodzić dyskusji na manowce. I nie zrównywać w statusie brzdąca oraz osoby dorosłej, bo jest między nimi olbrzymia różnica: masy, wzrostu, siły, wieku, doświadczenia, samodzielności, podmiotowości oraz społecznego statusu. Zgadnij na czyją korzyść, mamo Antosia. Albo powstrzymaj się, sam wyjaśnię. Masa i wzrost oraz wiążąca się z nimi siła i wydolność fizyczna to chyba oczywiste sprawy, choć dla dziecka (oraz osób dorosłych o mentalności dziecka) nie do końca. Wiek: dzieci mają od pierwszego dnia urodzenia do 16-go, 18-go, tudzież 21-go roku życia w zależności od prawodawstwa i roztrząsanych przezeń kwestii. Dorośli są z reguły od dzieci starsi. Doświadczenie. No tu przewaga dorosłych jest, rzekłbym miażdżąca, i wynika z prostego, choć zaskakująco często nieuświadamianego przez dzieci (oraz osoby dorosłe o mentalności dziecka) faktu, że każdy dorosły dzieckiem już był, a nie każde dziecko dorosłym się stanie. Przeżyć dzieciństwo plus coś jeszcze, to zawsze więcej, niż dzieciństwo dopiero przeżywać. Samodzielność. Dziecko ma niezbywalne, gwarantowane przez społeczność międzynarodową PRAWO do opieki, wyżywienia oraz zapewnienia edukacji i zaspokojenia pozostałych potrzeb życiowych, podczas gdy osobie dorosłej zazwyczaj takie prawo nie przysługuje, a na dodatek obarczone jest OBOWIĄZKIEM opieki, wyżywienia oraz zapewnienia edukacji i zaspokojenia pozostałych potrzeb życiowych wobec dziecka. Podmiotowość. Czy dziecko musi pytać mamy, czy może wyjść na dwór i o której ma wrócić? Przynajmniej powinno. Czy mama musi pytać dziecka, czy może wyjść do pracy i o której ma wrócić? Bynajmniej. Status społeczny. O ile dorośli w dużym stopniu posiadają wpływ na własny społeczny status, o tyle dzieci, prawnie pozbawione masy przywilejów określających społeczny status (prawo do pracy, prawo wyborcze, prawo jazdy oraz swobodnego przemieszczania się, prawo rozmnażania się oraz wychowania potomstwa) dysponują statusem będącym namiastkową pochodną statusu swoich rodziców. > I w obu przypadkach poproszę o uzasadnienie dlaczego tak/nie. Wystarczy wyjaśnień dlaczego w miejsce dziecka ani mamy ani dziadka nie sposób wstawić? Nadal otwartym pozostaje pytanie, jak ludzkiemu szczenięciu, istocie naturalnie zachłannej i nieograniczenie ciekawskiej świata uzmysłowić, że jednak nie jest w tym świecie najważniejsze, a w zasadzie jest słabe, kruche i zależne od dorosłych, absolutnie nie uciekając się w określonych przypadkach do bolesnych bodźców cielesnych? > "Nauka bólu". Ludzie to jednak so <cenzura>, nie ma co... Twoje > dziecko się nie przewraca, czegoś tam sobie na łeb, nogę nie > upuszcza, nie gryzie się w język, nie bierze do łapy pokrzywy i > między drzwi jej nie wsadza... Znaczy się dziecko w kombinezonie w > klatce trzymane, tylko na "nauki" z klatki wyciągane, co by ból > poznało, bo to ważne. <cenzura, pi pi pi> Nie rozumiemy się, zacietrzewiona mamo. Tak, bólu się człowiek uczy, jak i skutków bolesnych zdarzeń, których przezornie stara się potem unikać. Nie trzeba geniusza zatem, aby z zadawania bólu uczynić wychowawczą metodę. I tak się dzieje od dawien dawna po dziś dzień. Żeby było jasne, daleki jestem od stwierdzenia, że to najlepsza i najskuteczniejsza matoda korekcji zachowań, ale są takie podbramkowe sytuacje, że uwierz mi, inaczej niż siłą się nie da. Chyba, że masz lepszy pomysł na bezbolesne i natychmiastowe uspokojenie dwójki chłopaków w bardzo niebezpieczny sposób naparzających się po głowach łopatkami i nie reagujących na słowne protesty wychowawcy. Odpowiedz Link Zgłoś
demonii.larua Re: I po co te nerwy, mamusiu? 03.06.08, 08:18 >Chyba, że masz lepszy pomysł na bezbolesne i natychmiastowe >uspokojenie dwójki chłopaków w bardzo niebezpieczny sposób >naparzających się po głowach > łopatkami i nie reagujących na słowne protesty wychowawcy. Rozdzielić za pomocą kończyn górnych własnych ? Odseparować od siebie do momentu uspokojenia się delikwentów? Odpowiedz Link Zgłoś
pieniacz_sadowy I uważasz... 03.06.08, 08:32 ... że będzie to mniej bolesne od klapsa? Bo nie wiem, czy to takie znane, ale ideą przyświecającą biciu po tyłku jest zadanie dotkliwego bólu przy minimalnym uszkodzeniu ciała. Stąd pewnie dodatkowy efekt poniżający - po tyłku nie bije się na poważnie. Dlaczego więc zastosowanie kończyn górnych własnych na górnych partiach ciała miałoby być lepszą metodą od zastosowania tych samych kończyn górnych własnych na pośladkach? Oczywiście wiem, że rozdzielenie nie ma polegać na waleniu dziecka torebką po łbie, tym niemniej dojść może do dość bolesnego szarpnięcia pociechą, prawda? Pociecha może stawiać czynny opór przed rozdzieleniem, prawda? Może nawet ugryźć albo podrapać rozdzielającą dłoń, prawda? Dwójka chłopców w bitewnym szale potrafi być zaciekła, prawda? What do you do? What do you do? Odpowiedz Link Zgłoś
demonii.larua Re: I uważasz... 03.06.08, 09:21 Bo wg mnie rozdzielenie jest lepszym sposobem, ot co Zapytałeś o sposób - napisałam. Nie zamierzam wdawać się w dyskusje co jest lepszym rozwiązaniem, bo dla Ciebie lepszym jest trzask w dupsko, dla mnie nie i tyle w tej kwestii. Analogicznie należałoby odradzić karmienie cyckiem swym osobistym, bo dzieć użreć boleśnie bardzo potrafi. W bitewnym szale to i dziewuchy potrafią się zaciekłością wykazać, podobnie jak dorosły okładający tyłek - dopóki nie poczuje że złość mu odparowała. Nie mniej...dla mojego starszego syna większą karą za bójkę na p. zabaw były szlabanik na ów, niż klap na siedzenie. Bo co...klapsa dostał i miał z głowy. Żeby nie było, nie wyobrażam sobie dziecięctwa bez bójek między koleżeńskich i innych podobnych akcji, bo się nie da zwyczajnie. So... obstaję przy swoim Odpowiedz Link Zgłoś
mama-ola Re: I po co te nerwy, mamusiu? 03.06.08, 08:36 O nerwy mnie posądzasz? Mnie? Osobę, której ręka nie idzie nawet jak dziecko jest wkurzające? Siebie posądź i na jakąś terapię leczenia agresji idź. Na cały Twoj post nie będę odpowiadać. Jedynie końcówka: > Chyba, że masz lepszy pomysł na bezbolesne i natychmiastowe > uspokojenie dwójki chłopaków w bardzo niebezpieczny sposób > naparzających się po głowach łopatkami i nie reagujących na > słowne protesty wychowawcy. Mam. A Ty nie masz i tym się różnimy. Korespondencyjnie Cię tego nie nauczę. Odpowiedz Link Zgłoś
minka5 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 03.06.08, 22:03 Pieniacz sadowy pisze: Nadal otwartym pozostaje pytanie, jak ludzkiemu szczenięciu, istocie naturalnie zachłannej i nieograniczenie ciekawskiej świata uzmysłowić, że jednak nie jest w tym świecie najważniejsze, a w zasadzie jest słabe, kruche i zależne od dorosłych, absolutnie nie uciekając się w określonych przypadkach do bolesnych bodźców cielesnych? No na przyklad slowem, wzorem do nasladowania, cierpliwymi rozmowami, poczuciem bezpieczenstwa, zaufania... i takimi innymi (pewnie Twoim zdaniem - glupotkami). Twoja wypowiedz raczej pasuje mi do tresury psa niz do wychownia i uksztaltowania czlowieka. Czy wlasnie, ze dziecko jest kruche, slabe, od nas zlezne, nie powinnismy chronic dzieci stopniowo przygotowujac je do zycia i zagozen? Rozpisujesz sie tez o masie i wzroscie, wieku, doswiadczeniu itp. Niby wszystko sie zgadza, ale czegos mi tu strasznie brakuje. Pojecia zwyklego czlowieczenstwa w odniesieniu do dziecka. A skoro tego nie ma, to cala reszta jest dla mnie czescia kodeksu. I naprawde myslisz, ze jak dzieco przerosnie cie o glowe, was sie posypie i nabedzie prawo do glosowania, a nie daj Bog zrobi prawo jazdy, to twoja rola rodzica wygasa? Odpowiedz Link Zgłoś
pieniacz_sadowy Re: Wychowywać poprzez klapsy? 04.06.08, 07:27 > Twoja wypowiedz raczej pasuje > mi do tresury psa niz do wychownia i uksztaltowania czlowieka. Skojarzenia to przekleństwo. Chociaż owszem, są elementy wspólne w wychowaniu psa i wychowaniu człowieka. Gdyby ich nie było, człowiek nie byłby w stanie sobie psa przysposobić, tak jak go sobie przysposobił. Gardzisz psami? Ja tam uważam je za najcudowniejsze istoty na Ziemi. Zaraz przed kobietami. ;o))) Oczywiście odbierasz mnie w sposób karykaturalny. I oczywiście mogłaś odnieść takie wrażenie po moich karykaturalnych wypowiedziach. Zastanawiam się teraz, czy oprócz prowokujących z mojej strony oświadczeń nie odgrywa tu pewnej roli fakt odmiennego postrzegania świata przez kobiety i mężczyzn, a więc mamów i tatów. Szczerze mówiąc nisko oceniam mamy uciekające się do fizycznej przemocy wobec dziecka. Może jestem staromodny w tym poglądzie, ale matki kojarzą mi się z poczuciem właśnie ciepła, rozmowy, cierpliwości, pobłażliwości oraz przyjemności. Z ojcami... z ojcami jest troszkę inaczej. I proszę mi nie imputować głupotek. To, że uznaję w pewnych szczególnych przypadkach prawo rodzica do zastosowania środków przymusu bezpośredniego w postaci klapsa, nie oznacza wcale ale to WCALE, że takie rzeczy, jak wzorowanie, cierpliwość, przezorność, rozmowa, poczucie bezpieczeństwa oraz przynależności wiszą mi kalafiorem. Jeżeli takie odniosłaś wrażenie, to trudno. Następnym razem postaram się nie brać udziału w dyskusji na rozprężającym dyscyplinę wywodu megazmęczeniu. Podobnie z pojęciem człowieczeństwa wobec dziecka. Proszę mi palcem pokazać, gdzie ja dziecięciu człowieczeństwo odbieram. A jeżeli chodzi o kodeks, to właśnie się o kodeks rozchodzi. O projekt ustawy, który z klapsa może uczynić przestępstwo. I teraz chciałbym, żeby granice ingerencji prawodawcy w wychowanie potomstwa dookreślić i to mnie zastanawia. Może się znowu niejasno wyrażam, choć słońce już jasno na niebie, ale... Widzisz, z gwarantowaniem pewnych swobód jednym wiąże się często ich ograniczanie drugim. I dodatkowym tutaj problemem jest to, czy zwykła inkryminacja pewnego zachowania rozwiąże problem, innymi słowy, czy sam prawny zakaz stosowania klapsów (i czy tylko o klapsy jako takie tu chodzi, bo wciąż nie wiem) nie stanowi klapsa wymierzonego w pupska rodziców, to jest sankcji pozbawionej cierpliwości, rozmowy, wzorów do naśladowania, poczucia bezpieczeństwa i zaufania. Nie uważam po prostu, żeby zakaz klapsów rozwiązał problem właściwego wychowania. > I naprawde myslisz, ze jak dzieco przerosnie cie o glowe, was sie > posypie i nabedzie prawo do glosowania, a nie daj Bog zrobi prawo > jazdy, to twoja rola rodzica wygasa? Hehehe... Bynajmniej! Tu się dopiero przed łojcami pole do roboty rozpościera. A jak córce się wąs sypnie, to oczywiście wina matki, że tak dziewuszysko rozpuściła. ;o))) Odpowiedz Link Zgłoś
babcia47 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 04.06.08, 14:51 > Gardzisz psami? Ja tam uważam je za najcudowniejsze istoty na Ziemi. > Zaraz przed kobietami. ;o))) ..gdyby ludzie potrafili wychowywać swoje młode tak jak psowate (przede wszystkim wilki) to świat byłby naprawde piekny..oczywiście piszę o wychowywaniu naturalnym w stadzie czy pojedynczej rodzinie, a nie z ingerencją i pod "opeką" człowieka..co prawda pewne zachowania mozna uznać za barbarzyńskie ale nie odbiegają od powszechnych odczuc i poglądów ludzi..np. za zbicie szczeniaka..stado zagryza mordercę..ale wszelkie spory (poza zdobyciem przywódctwa) rozgrywają się bezkrwawo..na zasadzie oceny siły przeciwnika..ups!..odbiegam od tematu Odpowiedz Link Zgłoś
mama303 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 04.06.08, 21:52 pieniacz_sadowy napisał: > Nie uważam po prostu, żeby zakaz > klapsów rozwiązał problem właściwego wychowania. Bo tez nie po to jest ten zakaz klapsów. Klaps jest potencjalnym wstepem do znęcania sie fizycznego nad bezbronna istota ludzka jaką jest dziecko. Przyzwolenie społeczne na klapsa jest czymś wysoce niebezpiecznym ze wzgledu na istniejącą patologię społeczną. Klaps "w ręku" patologicznego rodzica jest jak broń w ręku mordercy. Powoduje także że własciwie nie mamy /my - społeczeństwo/jakichkolwiek solidnych podstaw do interwencji gdy podejrzewamy , że gdzieś jakiemus dziecku dzieje sie krzywda. Nie mamy narzędzi do zapobiegania. Właściwie nie ma zakazu bicia własnego dziecka a granica między klapsem a biciem niewielka, podobnie jak miedzy biciem a znęcaniem się. Odpowiedz Link Zgłoś
babcia47 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 04.06.08, 23:32 Klaps "w ręku" patologicznego rodzica jest jak > broń w ręku mordercy. Powoduje także że własciwie nie mamy /my - > społeczeństwo/jakichkolwiek solidnych podstaw do interwencji gdy > podejrzewamy , że gdzieś jakiemus dziecku dzieje sie krzywda. ..błąd w założeniu!! podstawy prawne mamy jednak problem jest z ich wyegzekwowaniem przez durnowate obyczaje panujące np. w policji, że przemoc w rodzinie..to sprawa rodzinna..inne organizacje, czy słuzby, żeby "wejść" do domu, w którym jest podejzenie, że cos sie niedobrego dzieje wymagają asysty policji..ale ta uważa że to są sprawy rodzinne i nie będzie sie angażować i wymuszać..i kółko sie zamyka.. Odpowiedz Link Zgłoś
minka5 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 04.06.08, 19:30 Pieniaczu sadowy, pare uwag co do Twojej wypowiedzi. 1.Gardzisz psami? Nie, co najwyzej niektorymi wlascicielami... 2.Zastanawiam się teraz, czy oprócz prowokujących z mojej strony oświadczeń nie odgrywa tu pewnej roli fakt odmiennego postrzegania świata przez kobiety i mężczyzn (...) Z ojcami... z ojcami jest troszkę inaczej. Ta 'oczywista oczywistosc' ma cos w sobie z wnioskow rozprawek licealnych..czasmi nawet bardzo smutnych 3. To, że uznaję w pewnych szczególnych przypadkach prawo rodzica do zastosowania środków przymusu bezpośredniego w postaci klapsa, nie oznacza wcale ale to WCALE, że takie rzeczy, jak wzorowanie, cierpliwość, przezorność, rozmowa, poczucie bezpieczeństwa oraz przynależności wiszą mi kalafiorem. Jak laczysz poczucie bezpieczenstwa z klapsem, ktory stanowi zrodlo braku bezpieczenstwa? 4.Nie uważam po prostu, żeby zakaz klapsów rozwiązał problem właściwego wychowania. Nie rozwiaze, ale da dziecku dodatkowa ochrone, bowiem co nie jest zabronione jest zasadniczo dozwolone. Z okresleniem prawnym chyba nie powinno byc klopotow skoro inne kraje daly sobie z tym rade. Polskie prawo w koncu tak samo bazuje na rzymskim. 5.Hehehe... Bynajmniej! Tu się dopiero przed łojcami pole do roboty rozpościera. Troche pozno, no nie? Chyba to pole do popisu zaczyna sie z dniem urodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
babcia47 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 04.06.08, 21:15 > Jak laczysz poczucie bezpieczenstwa z klapsem, ktory stanowi zrodlo > braku bezpieczenstwa? dla dziecka wyznaczenie jasnych granic dokąd może sobie "pozwolić" a gdzie już jest to niedopuszczalne jest podstawą poczucia bezpieczeństwa..nie jest to moje odkrycie, powtarzam za psychologami dzieciecymi..niektóre dzieci testuja w pewnym wieku tą granicę z uporem maniaka i czasem klaps dla ustalenia, że dalej rodzic nie pozwoli się posunąć i dłuzej nie zamierza znosic tego testowania (bo jest to np. niebezpieczne dla samego dziecka) jest jak wkopanie słupa granicznego... Odpowiedz Link Zgłoś
minka5 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 04.06.08, 22:00 W takim razie i Twoj partner moze Ci przylozyc, gdy uzna, ze posunelas sie za daleko, a perswazja nie dociera? A nastepnie wyjasni Ci, ze to dla Twojego wlasnego dobra i jestes przy nim jak najzupelniej bezpieczna... Odpowiedz Link Zgłoś
babcia47 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 04.06.08, 23:27 > W takim razie i Twoj partner moze Ci przylozyc, gdy uzna, ze > posunelas sie za daleko, a perswazja nie dociera? nie mówimy tu o kategoriach w stylu ja mam pogląd taki, ja mam inny..mówimy o sytuacjach kiedy np. moje dziecko z uporem maniaka próbowało coś wetknąć do gniazdka..a takich cudów wianków jak teraz do zabezpieczenia ich za moich czasów nie było, lub próbowało młodszemu bratu (niemowlakowi) przywalić twardym, kanciastym przedmiotem, co w najlepszym przypadku mogło skutkowac rozcieciem skóry..tak sie składa że na postepowanie w takich przypadkach nie mamy z męzem odmiennych pogladów, choć gdyby np. próbował dziecku zrobic krzywdę to bym przygrzała bez pardonu!!..ale dla dobra dzieci a jego posrednio, żeby nie trafił za kratki i żeby nie musiał sobie "wyrzucać"..dorośli tym sie różnia od dzieci, ze poza patologicznymi wyjatkami swój rozum maja potrafia odróznic dobro od zła i rozpoznac niebezpieczeństwo..jeżeli do dziecka nie trafiają tłumaczenia..niestety czasem pozostaje "wkopac słup graniczny" Odpowiedz Link Zgłoś
minka5 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 04.06.08, 23:33 hehhhe, no coz dosc zalosne.... Odpowiedz Link Zgłoś
babcia47 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 04.06.08, 23:39 któro?? że w niektórych sytuacjach dzieci nie są tak chetne do współpracy jak by się niektórym rodzicom wydawało czy to, że ja w odróżnieniu od niektórych "mam" w razie konieczności bym dzieci broniła zębami i pazurami i to przed kazdym..nawet "tatusiem"?? Odpowiedz Link Zgłoś
mama_kotula Re: Wychowywać poprzez klapsy? 04.06.08, 23:48 > jeżeli do dziecka nie trafiają > tłumaczenia..niestety czasem pozostaje "wkopac słup graniczny" Po raz kolejny przewrotnie zapytam w tym wątku, bo nie doczekałam się wcześniej odpowiedzi: a co zrobimy w przypadku, kiedy ten "słup graniczny" nie zadziała? Odpowiedz Link Zgłoś
babcia47 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 05.06.08, 00:27 pozostanie chyba tylko smycz lub klatka, intensywna terapia psychologiczna..bo ja klapsa stosowałam jako środek ostateczny kiedy juz wszystkie inne zawiodły a dziecie jednak uparło sie granice przekraczać..i jakos zadziałały a traumy nie odnotowaliśmy...i chyba tu jest pies pogrzebany, że podobnie jak z większościa innych kontrowersyjnych tematów na forum tu równiez istnieje podział "czarno-biały" (cytuję Ciebie)..ze rodzic jezeli uzył klapsa ma skłonnosci sadystyczne i bedzie je w ciągu dalszym koniecznie maltretował..a jeżeli udało mu sie z powodów rozmaitych tego uniknąć (dziecię chętne do współpracy, talent pedagogiczny na poziomie ideału) to pewnie wychowa na chuligana bo to nic inszego jak wychowanie "bezstresowe".. Odpowiedz Link Zgłoś
minka5 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 05.06.08, 00:29 No jak co? Groch, kabel, pejcz.... Wszystko, byle tylko wyrownac pojecia i ocalic swoje sumienie, ze to 'dla dobra dziecka'..... 21 wiek, a myslowo? Dla niektorych to ciagle poczatki 20 albo koncowka 19... Odpowiedz Link Zgłoś
babcia47 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 05.06.08, 00:41 hmm chyba nadinterpretujesz przynajmniej w stosunku do mnie..a jeżeli nie wiesz..to w/w środki po jakimś czasie przestają działać..człowiek ma to do siebie, ze się przyzwyczaja i uodparnia..co wiem z doswiadczenia..ale kilka klapsów których udzieliłam z rozmysłem i wiedząc kiedy i z jakich powodów je zastosować chyba Cię do takich uogólnień nie upoważnia..stosując je klapsowałam tak, że wiecej było w tym zaskoczenia niz bólu..a jako osoba doswiadczona w tym temacie wiem co piszę, zadko moje dzieci po tym "akcie" płakały..fakt były oszołomione..bo klaps lądował na pupie (a raczej przelatywał po jej powierzchni)dokładnie w tej chwili gdy próbowały dopuścic się "przestepstwa"..moze to nauka na zasadzie odruchu psa Pawłowa..ale lepsze wystraszone niz porazone prądem lub przerażone i potępione za to ze skrzywdziło poważnie brata.. Odpowiedz Link Zgłoś
babcia47 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 05.06.08, 00:53 ps. z tego co piszą różni, podobno mądrzy psychologowie, krótkotrwały strach działa wręcz stymulujaco na ludzki mózg, pozwala na utrwalenie i zapamietanie bodźca lub przyczyny, która go wywołała..gorszy i niebezpieczny dla psychiki jest długotrwały, choć słabszy w odbiorze lęk..czy dziecko nie znające granicy, ale słyszące z tłumaczeń rodziców, ze gdzieś tu ona jest nie bedzie sie lękało, że nieswiadomie ją przekracza a rodzice nie są z niego zadowoleni..i może go nie kochają? Odpowiedz Link Zgłoś
minka5 Re: Wychowywać poprzez klapsy? 05.06.08, 01:32 I coz mozna powiedziec? Faktycznie poczucie bezpieczenstwa, bo matka czy ojciec.... no po prostu nie dawali sobie rady, aby okreslic granice inaczej niz biciem... Z Twojego postu bije DUMA - jak to dobrze rozwiazalas... Naprawde? A tak na marginesie - doczytaj - Pawlow udowodnil zwiazek pomiedzy bolem a reakcja zachowawcza. Jednakze nie ma w tym mowy ani o poczuciu bezpieczenstwa ani o szacunku ani.... A moze po prostu najpierw przeczytaj caly ten watek - duzo tu madrych zyciowo wypowiedzi. I fakt,ze jestes (czy nazywasz sie) babcia nie daje jeszcze monopolu. Odpowiedz Link Zgłoś
pieniacz_sadowy Minka 05.06.08, 02:09 Szkoda, że poziom demagogii oraz braku szacunku do rozmówcy nie pozwala na rzeczową wymianę argumentów. Aż się nie chce gadać. Babcia się tu produkuje jak może, pisząc o klapsowych sytuacjach jako zastępczym bodźcu bólowym w wypadkach wymagających interwencji natychmiastowej oraz kojarzenia krótkopiłkowego - czyli piekąca pupa zamiast nauczki w postaci porażenia prądem, poważnego uszczerbku na zdrowiu, czy utraty życia. Takie mniejsze zło stosowane w sytuacjach wyjątkowych. Nie chodzi chyba o to, żeby klapsem dziecko zmuszać do jedzenia takiej a nie innej zupki, karać za złe oceny w szkole, czy ubabranie ubranka na podwórku. Chodzi o powstrzymanie i czy klaps będzie prawnie dopuszczalnym środkiem powstrzymującym wobec dziecka, czy nie. No ale mało co daje takie poczucie moralnej satysfakcji, jak demonizacja adwersarza, wcisnięcie w łapę pejcza, kabla, rozsypanie grochu po podłodze, projekcja wywyższania się w postaci odsyłania do czytanek i faktów, które nie dają jeszcze monopolu, prawda? Weź może jeszcze babci domaluj sarmackiego wąsa, psiknij nieświeżym oddechem i załóż przepoconą podkoszulkę bez rękawków, którą Amerykanie tak wdzięcznie określają "damską bokserką". Odpowiedz Link Zgłoś