hudaka
01.07.08, 23:02
pisze do was bo mi bardzo smutno.Pewnie stwierdzicie ze wydziwiam...
Otoz po dzisiejszym dniu zastanawiam sie dlaczego moj 20 m-czny
synek jest taki zimny uczuciowo wzgledem mnie.Od urodzenia na
palcach dwoch rak moge policzyc ile razy sie do mnie przytulil i to
na pare sekund.Dzisiaj mial zly dzien, wszystko byle na nie chcialam
go uspokoic, przytulic to wyrywal sie wsciekly.Nie narzucalam sie
czekalam az mu przejdzie ale do mnie nie przyszedl.Nawet jak sie
uderzy to zachowuje sie podobnie, wyrywa sie i idzie sobie.
Mam czasami wrazenie ze sluze mu do zaspokajania potrzeb a jak
dostanie to czego chce od razu sobie idzie, nie zwraca na mnie uwagi.
Nie zrozumcie mnie zle ja nie wymagam ani nie naciskam na swoje
dziecko zeby bylo wylewne, jak chce go przytulic albo pochwalic itp
a on sie wyrywa, albo idzie sobie w druga strone to ja nie
naciskam.Jest mi tylko bardzo przykro.Zastanawiam sie czy cos robie
nie tak.Sama tez jestem raczej niedotykalska ale nie w takim stopniu
jak moj synek.
Wydawalo mi sie ze takie male dzieci potrzebuja bliskosci mamy, i na
odwrot a ja czuje sie wogle niepotrzebna mojemu dziecku.Mam wraznie
ze on mnie wogole nie potrzebuje i nie kocha, ze kazdy bylby lepszy
na moim miejscu, a szczegolnie babcia ktora stanela by dla niego na
glowie.
Nie wiem co myslec, smutno mi jakos