muszę się pożalić.... bo nie rozumiem

08.07.08, 18:58
ehhh więc tak... ponieważ mam trójkę dzieci (8, 7 i 2,5) więc teraz kiedy starsi mają wakacje w miarę możliwości pogodowych spędzamy praktycznie cały dzien na dworze. Mieszkamy w Krakowie i wbrew pozorom nie jest tu łatwo znależć fajny plac zabaw - a przynajmniej w naszym przypadku - bo... musi byc coś dla starszych i piaskownica dla malucha a z tym największy problem bo wiekszość tych które są jest piekielnie brudna. No ale w końcu udało się i znależliśmy plac zabaw idealny - dużo zabawy dla starszych ( drabinki, zjeżdżalnie) i super piaskownica dla malca - czyściutka, duża i ogrodzona, na dokładkę plac zabaw jest na bardzo dużym terenie, obok boisko do koszykówki i dużo trawki więc kazdy ma coś dla siebie. No i zaczęło się - zasuwam zawsze z wielką torbą zabawek do piasku, z dwoma piłkami i ze skakanką...na poczatek w piaskownicy chyba z dwudziestka malców... bawią się a własciwie wyrywają sobie słownie!! jedno wiaderko.... jak weszłyśmy to towrzystwo nieomal rzuciło się na nasze zabawki.... i mała została bez niczego... ja nie mam nic przeciwko pożyczaniu sobie zabawek w piaskownicy ale do jasnej anielki jak się idzie z dzieckiem na plac zabaw to chyba się mu coś bierze no nie???? a pozatym jak się chce czyjeś to sie pyta... moja Natka ma 2,5 roku i jak chce coś nie swojego to jakoś potrafi poprosić... czyżbym ją jakoś nienormalnie wychowała????? Potem kolejny kwiatek - pani z piesiuniem... nie mam nic przeciwko psom, sama je bardzo kocham i długo miałam ogromiastego wilczura który niestety zmarł na raka dwa lata temu.... ale jakoś nigdy nie wpadłam na genialny pomysł wyprowadzenia psa na plac zabaw, puszczenia luzem bez smyczy i posadzenia d... na ławce a pies goni i zabiera dzieciom piłkę... pomijam że przegryzł, no a pańcia piesia... tekst jak jest piesek to sie piłeczką nie rzuca.... no urwał nac z pietruszką a piesia to się na plac zabaw wyprowadza??????? a na koniec ... poszliśmy sobie dalej na trawkę... bawimy się w czwórkę w ptaszki - czyli mi udajemy ze starszymi małe pisklaki co wygląda tak - chodzimy i mówimy pi piiii a mała biega pomiędzy nami i uczy nas latac , mówiąc: ptasio o tak machaj skrzydełkami .. no to machamy a ona kwiczy ze smiechu ( zabawa jest odkąd mieliśmy na balkonie gniazdko z ptakami i mała obserwowała je praktycznie od jajeczka) no i bawimy się w najlepsze i idzie tak zwana " miła starsza pani"
i do mnie.... a kto to widział zeby stara baba po placu zabaw biegała ... no i tu pękłam... dodaję że jestem tolerancyjna.. ale tym razem poszła wiązanka... powiedzcie jakaś dziwna jestem? nienormalne poglądy mam?? wy się nie bawicie ze swoimi dziećmi???
ufff ulzyło... pozdrawiam wszystkich
    • mama_kotula Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 19:10
      > ... a kto to widział zeby stara baba po placu zabaw biegała

      No więc ja takie komentarze zlewam ciepłym sikiem i robię swoje. Czyli np. fikołki na trzepaku. Nawet, jeśli jestem bez dzieci tylko np. z niemężem, wtedy mamy jeszcze lepszą zabawę.

      Nie przejmuj się, uśmiechnij się do pani i pomachaj skrzydełkami, piszcząc rozkosznie.

      Ostatnio nie bawię się tak często z dziećmi, za to widzę zaskoczone spojrzenia, kiedy jednocześnie bezwzrokowo ściągam na ziemię dziecię, które utwkiło na drabinkach i szydełkuję big_grinDD. Albo jak huśtam młode na huśtawce czytając "Thinking in Java" i myśląc przy tym na głos. Po angielsku big_grinDDDD
      Poza tym bardzo często śpiewamy na głos, przeboje typu "hej sokoły" czy ostatnio hit "ding dong bell, pussy in the well" oraz arghh... piosenkę o zajączku który siedział na kołku i śpiewał, jakie to ma aromatyczne stopy.

      Ale ja generalnie mało się przejmuję tym, co ludzie mówią i jak się patrzą, wyłączam się z towarzystwa, to ich problem, a nie mój tongue_out
      • pryszczella_warchlinska Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 20:39
        mama_kotula - no to jak widzę podobne jesteśmy smile tylko my hehehe śpiewamy piosenki o trzech świnkach własnego autorstwa.... no bo... dnia któregoś powiedziałam moim staszym potworom, że wyglądają jak warchlaki buszujace w korycie.... a moja najstarsza z ogniem w oczach : to jak my jesteśmy warchlaki to ty jestes maciora..... hehhe no i tak zostało... ja się generalnie staram nie bardzo zwracać uwagę na takie różności placo_zabawowe... ale momentami to mnie tk zwany szlag nagły i niespodziewany trafia....
    • zebra12 Też mam 3 dzieci 08.07.08, 19:13
      Placów zabaw obok mojego bloku jest kilka. Moja 1,5 roczna córeczka jest żywym
      srebrem. Zabieram jej siatkę zabawek, wózek i inne tam badziewia, a ona wciąż
      zabiera dzieciom zabawki! I nie jestem z stanie jej tego oduczyć. Gdy jej
      próbuję odebrać zdobycz, to ryczy rzuca się na ziemię. Efekt jest taki, że muszę
      z nią iść do domu. A gdy ktoś jej da się pobawić, to po 10 minutach jej się
      nudzi i sama oddaje. Od wczoraj walczy także o swoje ( i nie swoje) zabawki
      popychając dzieci. Nigdy jej tego nie uczyłam. Zawsze mówię, że tak nie wolno.
      Cóż mi zostaje? Noszę zabawki, by mieć na wymianę.
      Też mieszkam w Krakowie. Może się spotkałyśmy?
    • mama303 Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 19:33
      pryszczella_warchlinska napisała:

      > nienormalne poglądy mam?? wy się nie bawicie ze
      > swoimi dziećmi???

      Ja szczerze mówiąc na plac zabaw dziecie prowadzam aby sie z innymi
      dzieciakami pobawiło a nie ze mną.

      pozdrawiam


      • mama_kotula Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 20:01
        >Ja szczerze mówiąc na plac zabaw dziecie prowadzam aby sie z innymi
        >dzieciakami pobawiło a nie ze mną.

        Moje dziecię ma Zespół Aspergera i nie bawi się z innymi dziećmi.
        Na plac zabaw prowadzam po to, aby się dotleniło i poskakało po drabinkach smile
      • pryszczella_warchlinska Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 20:34
        mama303 napisała:

        >> Ja szczerze mówiąc na plac zabaw dziecie prowadzam aby sie z innymi
        > dzieciakami pobawiło a nie ze mną.

        a ja idę i po to i po to smile)) jak chce to się bawi z innymi, a jak chce to ze mną smile w końcu dla mnie to też radocha smile
        >
        > pozdrawiam
        >
        >
        • alika77 Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 22:03

          > a ja idę i po to i po to smile)) jak chce to się bawi z innymi, a jak
          chce to ze mną smile w końcu dla mnie to też radocha smile

          I tak trzymac, oby jak najwiecej takich mam zamiast tych siedzacych
          na laweczkach i czytajacych gazetki tudziez palacych papierosy smile
        • babcia47 Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 09.07.08, 00:47
          kiedys czekałam, aż mój starszy młody dorośnie do piaskownicy i
          placu zabaw..teraz czekam aż wnuk dorosnie..smile)) i niech się
          kto "wetnie"...a jezeli zabiora mu wszystkie zabawki..to zabierzemy
          ichniejsze albo "odbijemy" nasze..smile)
      • alika77 Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 22:04
        > >> Ja szczerze mówiąc na plac zabaw dziecie prowadzam aby sie z
        innymi dzieciakami pobawiło a nie ze mną.

        A jak dziecko podchodzi do Ciebie i mowi "Mamo chodz" i ciagnie Cie
        za reke to co mowisz? Teraz masz sie bawic z dziecmi?
        • mama_kotula Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 22:11
          >A jak dziecko podchodzi do Ciebie i mowi "Mamo chodz" i ciagnie Cie
          >za reke to co mowisz? Teraz masz sie bawic z dziecmi?

          Jeszcze ewentualnie dodam, że to osławione "bawienie się z dziećmi" to można założyć od 3,5 lat w górę, a i wtedy czasem dziecko wciąga do zabawy rodzica. Do 3 lat występuje głównie bieganie za dzieckiem, ściąganie je z drabinek, rozwiązywanie konfliktów piaskownicowych.
          Albo siedzi się na ławce i się drze japę znad słonecznika i papieroska "k...a Julka nie właź na tę drabinkę, bo ci w dupę przyleję" - przykład z mojego podwórka. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wiele, bardzo wiele zależy od dziecka - bo będą takie, które będą się godzinę grzebać w piachu czy eksplorować teren bez potrzeby towarzystwa rodzica, ale większość jednak tego towarzystwa potrzebuje, do pewnego wieku.

          Zresztą, przykład z brzegu - jak bawię się z młodymi w jastrzębia goniącego ptaszki, dołącza się większość dzieci z podwórka.
          O czytaniu na ławce nie wspomnę - słuchają nawet 9-10-latki smile
          • pryszczella_warchlinska Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 22:31
            w przypadku moich godzinne grzebanie w piachu nie wchodzi w rachubę smile starsze zwiedzają teren i zaliczają wszysctko co sie da... a mlodsze robi to samo ale w mniejszym zakresie z tej przyczyny, że jest raczej ostrożna i jak nie zna dobrze placu zabaw to woli być w zasiegu maminej łapkismile a znakomitą odmianą zabawy w jastrzębia jest "Fosa być zła".... to jest z jakiejs bajki, chyba z Madagaskaru o ile dobrze pamietam, i ta osławiona "fosa" to hiena... mała najpierw panicznie się bała tego motywu, a jak weszła w etap chochlika to goni starszych z okrzykiem "Fosa być zła, Fosa łapac mięsko" i warczy smile)))
          • margo_kozak Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 09.07.08, 07:51
            mama_kotula napisała:

            > Jeszcze ewentualnie dodam, że to osławione "bawienie się z
            dziećmi" to można za
            > łożyć od 3,5 lat w górę, a i wtedy czasem dziecko wciąga do
            zabawy rodzica. Do
            > 3 lat występuje głównie bieganie za dzieckiem, ściąganie je z
            drabinek, rozwiąz
            > ywanie konfliktów piaskownicowych.
            > Albo siedzi się na ławce i się drze japę znad słonecznika i
            papieroska "k...a J



            o tak. moj ma 1,5 roku i inne dzieci olewa. chodze z nim na plac
            zabaw glownie po to, zeby sie wyszalal, wybiegal i padl wieczorem.
            o siedzeniu na lawce mowy nie ma. zreszta po 8 godzinach na dupie
            dobrze troche polatac za małą torpeda.
            zabawek nie biore nigdy. zero zainteresowania, wiec i dzwigac sensu
            nie ma. zreszta u nas w piaskownicy sa wspolne na stale zabawki.

            ale zauwazylam, ze sa mamuski ktore patrza sie jak na debili gdy
            maszerujemy a ja spiewam "wedrowali szewcy"
        • mama303 Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 09.07.08, 22:08
          alika77 napisała:

          > A jak dziecko podchodzi do Ciebie i mowi "Mamo chodz" i ciagnie
          Cie
          > za reke to co mowisz? Teraz masz sie bawic z dziecmi?

          Tak, coś w tym rodzaju. Ze mna pobawic się może w domu. Do zabawy z
          mamą nie potrzebny plac zabaw. Czasem pomagałam nawiązac kontakt i
          szybko dyskretnie sie wycofywałam i siadałam wygodnie na ławce smile
          Dzięki temu osiagnęłąm taki stan że moje dziecko od poczatku
          własciwie pieknie sie potrafiło bawić z innymi dziećmi podczas gdy
          dzieciaki mam "aktywnie uczestniczacych" lub nadmiernie moderujacych
          czuły sie zagubione i ciagle wymagały obecnosci mamy.

    • alpepe Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 20:08
      rozumiem Twój ból,do pani z pieskiem zawołałabym straż miejską, co do reszty,
      współczuję.
      • pryszczella_warchlinska Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 20:33
        zebra... niewiem ciężko powiedzieć smile ja mieszkam na Krowodrzy a Ty? jak gdzieś blisko daj znac smile może sie umówimy, zresztą w sumie nieważne czy blisko czy nie ja z moimi kursuję po całym Krakowie smile
        • intuicja77 Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 22:08
          Cześć , tez jestem z Krakowa . Moge zapytac o którym placu zabaw
          pisałas? Czy o tym w parku lotników?
          • pryszczella_warchlinska Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 22:12
            nie pisałam akurat o placu zabaw na azorach za petlą autobusową smile
            • intuicja77 Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 22:45
              Dzieki ! Muszę się tam wybrac z moim dwuletnim urwisem.
              Co do twojego postu to uważam ,że masz świetne podejście do dzieci i
              nie powinnaś sie przejmowac bzdurnymi komentarzami .Ja tez szaleje z
              synkiem . Gramy w piłke , robimy wyścigi samochodów. Często
              natomiast spotykam sie z inna sytuacją . Gdy siedzimy w piaskownicy
              i świetnie się bawimy naokoło pojawiaja się od razu inne dzieci ,
              najczęsciej starsze 3,4 letnie . I nie byłoby w tym nic złego , bo
              wiadomo ,że w grupie bawi sie lepiej , ale często odpychaja mojego
              malucha i krzyczą- ja nasypie piasku ! ja zjadę autkiem z górki! Ja
              odbije ślady opon! Mój maluch jest raczej spokojny i niekonfliktowy
              więc pozwala sie przestawiać na dalszy plan a ja mam wtedy dylemat-
              żal mi tych maluchów spragnionych dobrej zabawy / mamusie często na
              ławeczce z gazetką lub papieroskiem/ ale przychodzę na place dla
              MOJEGO dziecka i chcę żeby synek sie dobrze bawił . Tylko co robić?
              Odsunąć takiego przebojowego 4-latka i powiedzieć- przeszkadzasz?
              • gabrysia5 ja się bawię.. 08.07.08, 22:53
                j.w. osttanio biegałam po placu zabaw na boso za moją 2-latką i
                czyłam ją zabawy w berka.Tarzałyśmy sie obie w piachu i było
                sper.Mamusie na ławce zdziwione były i coś tam szeptały.Mam to w
                nosie.A mój mąż stwierdził,że fajnie się bawie z małą , bo podgladał
                przez okno.Super!!Olej gadanie.zazdroszczą ci i tyle.
                • pryszczella_warchlinska Re: ja się bawię.. 08.07.08, 22:57
                  no to witaj w klubie gabrysia smile)) ja tez gonię na bosaka za cała moją trójką i czasami hehehe wracając ze spaceru wyglądam wcale nie lepiej od nich smile))) ale.... chyba o to własnie chodzi.... mnie sie wydaje, że żeby dotrzeć do dzieci trzeba umiec mówic ich jezykiem smile a dzieci tak własnie poznają swiat smile bawiąc się... pozatym.... dla mnie nie ma nic fajniejszego od widoku trzech umorusanych szczęśliwych ryjków smile))
              • pryszczella_warchlinska Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 22:54
                ja też często mam taką sytuację... wtedy staram się podzielić zajęcia... pytam jak kazde ma na imię, ściągam buty , włażę do piaskownicy i mówię- no to przykladowo Marysia nasypie piasku, Adaś poszuka kamyczkow do ozdobienia zamku i wymyslam co się da, żeby kazde miało jakieś zajęcie. Zresztą w takich przypadkach z reguły wychodzi bardzo fajna zabawa... chyba, że wyjatkowo moja mała nie ma ochoty na zabawy grupowe, to mowie chodż pójdziemy poszukać motylka, albo czegoś innego i wracam do piachu jak sie przeludni albo jak jej sie nastrój odmieni smile
              • alika77 Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 22:56
                rozumiem doskonale dylemat, bo ja mam czasami tak samo z moja corka.
                wydaje mi sie, ze dobrym rozwiazaniem moze byc "przydzielanie
                kolejek", tzn. teraz ty odbijesz slady, ale potem on, albo "podzial
                zadan" ty robisz to, on robi to. A jesli by nie poskutkowalo to bym
                zainterweniowala ciut mocniej argumentujac, ze maly chce sie tym
                bawic i to robic - bo przeciez to, ze jest nieknfliktowy i daje sie
                odsunac na dalszy plan nie oznacza, ze jest mu z tym dobrze,
                przynajmniej mi sie tak wydaje.
                • pryszczella_warchlinska Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 23:02
                  oj dokładnie alika... te niekonfliktowe.. to nie do konca tak... bywają bardzo nieszczęśliwe ale nie potrafia zaprotestować, dobrze to ujęłaśsmile mój niekonfliktowy synek, który nigdy nikogo nie uderzył, nie zabrał zabawki raz nie wytrzymał... miał wtedy trzy latka i był swiadkiem jak starszej siostrze chłopak zabrał łopatkę i ją popchnął... rozpłakał się, wszedł na ławkę koło piaskownicy, zawołał tamtego i.... jak mu zasunął za przeproszeniem w zęby... zszedł z ławki z uśmiechem poprzez łzy i mówi teraz jestem mężczyzna a mojej siostry bić nie będą.... ehhhh smutno ze czasami dochodzi do takich sytuacji ale bywaja mamunie typu papierosek, ławeczka i gazetka... i tekściki" jasiu nie bij chłopczyka bo się spocisz"... no i cóż wtedy... najlepiej tę mamunię za kudełki i do parteru...
                  • mama_kotula Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 23:21
                    >ale bywaja mamunie typu papierosek, ławeczka i gazetka...

                    Pryszczello droga, ale nie demonizujmy tej słynnej tu już ławeczki z gazetką.
                    Ja na ten przykład uwielbiam siedzieć na ławeczce, może nie z gazetką, tylko z książką albo robótką.
                    Siedzenie na ławeczce z gazetką samo w sobie nie jest złe. Jeśli w tym czasie moje dziecię nie leje po mordzie innego dziecka bądź też nie leci na łeb z drabinki.

                    Czasem trzeba też pozwolić dziecku na kreatywną nudę, aby samo znalazło sobie zajęcie na podwórku. Ja akurat mam dziecko z zaburzeniami, więc raczej nie będzie to zajęcie typu "poznaję nowych kolegów", prędzej typu "znalazłem zajebistą wielką gałąź, muszą ją przyciągnąć tutaj i obrać z kory". Ale liczy się fakt, że sam sobie wynajduje to, czego nie może robić w domu (np. zbierać śmieci, które nazywa "skarbami" tudzież "znaleziskami" tongue_out).

                    Tak, że ławeczka z gazetką nie jest zła. Wystarczy znaleźć we wszystkim złoty środek.
                    • alika77 Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 08.07.08, 23:39
                      pewnie, ze laweczka sama w sobie nie jest zla i nie ma nic zlego w
                      tym, ze mama na niej siedzi i czyta gazetke, podczas gdy jej dziecie
                      dobrze sie bawi. mysle, ze wszyscy wiemy, ze chodzi o gatunek
                      mamusiek, ktore siedza na laweczca zawsze i nieprzerwanie, jakby
                      byly do niej przyklejone, nie zwracajac kompletnie uwagi na to, co
                      dziecko robi, czy nie zabiera innym zabawek, czy sie z kims nie bije
                      albo czy w ogole na tym placu zabaw jeszcze jest.
                      • pryszczella_warchlinska Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 09.07.08, 08:08
                        dokładnie.... wiadomo, że nie stricte o ławeczkę chodzi, bo chyba każda z nas ma czasami ochotę na chwilę oddechu na wspomnianej ławeczce, tylko o pewny model ławeczkowego zachowania...
                    • mama303 Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 09.07.08, 22:21
                      mama_kotula napisała:

                      > Czasem trzeba też pozwolić dziecku na kreatywną nudę, aby samo
                      znalazło sobie z
                      > ajęcie na podwórku.

                      Właśnie, niektóre mamy tak bardzo wypełniają sobą czas dziecku nawet
                      na placu zabaw że mu nie pozwalaja na własna inwencje twórczą a jest
                      to akurat miejsce bardzo inspirujące dla dziecka. Mnie irytują na
                      placach zabaw właśnie takie mamy "nadmiernie obecne" przy dziecku.
              • kinga127 do intuicja77 09.07.08, 08:29
                też mam ten problem, czasem po prostu zagaduje małą i "uciekamy" bawić się na
                czym innym, np. na koniku, czy zjeżdżalni, bo inaczej chybabym te dzieciaki
                podusiła smile)) A już rozwalają mnie zakaszlane i zasmarkane dzieci, wtedy już pod
                byle pretekstem zwijam manatki, bo mój dzieciak wystarczająco często choruje i
                bez pomocy innychsad(
    • osa551 Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 09.07.08, 09:23
      Sytuacji z psem współczuję. Ja na oczach paniuisi wykręciłabym numer do straży
      miejskiej i stwierdziła, że po placu zabaw biega pies bez smyczy i kagańca i nie
      widać reakcji właściciela a pies stwarza zagrożenie dla dzieci. Sprawdziłam -
      przyjeżdżają szybko. Gwarantuję Ci że paniusia zwieje zanim straż przyjedzie, a
      inni rodzice zeznają, że tak właśnie było.

      idzie tak zwana " miła starsza pani"
      > i do mnie.... a kto to widział zeby stara baba po placu zabaw biegała ...

      Dobre, moja teściowa jest mistrzynią zabawy z dzieciakami na placu zabaw, w
      zeszłym roku tak się bawiła w statek kosmiczny, że przyłączyło się wiele
      dzieciaków, ciekawe co o niej by to babsko powiedziało. Bardzo dobrze, że
      zareagowałaś może oduczy się wtrącania w nie swoje sprawy. U nas też są mamy,
      które "bawią" się z dziećmi z poziomu ławki znad krzyżówki.

      Jesteś absolutnie normalna.
    • kasinka75 Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 09.07.08, 09:38
      CO do psa-czy nikt z rodziców/babć/niań nie zareagował na tego pieska/nie zwrócił paniusi uwagi,że na plac zabaw psa się nie przyprowadza-nie mówiąc już,że powinien byc na smyczy.U nas jakoś nie zdarza się,żeby psy biegały po placu zabaw a jeżeli zdarzy się,że pies w miejscu publicznym biega bez smyczy to mój mąż jest tak uczulony,że od razu zwraca uwagę właścicielowi i koniec.Ja bym babie normalnie nagadała.Jak chce,żeby sie piesiunio wybiegał to niech ruszy dupsko i z nim biega-byle z dala od dzieci.
      Dodam,że nie jestem przeciwniczką psów-u moich rodziców jest pies-staruszek już,którego moje dzieci bardzo lubią,ale pewne zasady obowiązują i już
    • mama-123 Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 09.07.08, 10:14
      JEdna mama na tym forum wysmiala mnie, ze chodzilam po drzewach z
      moimi dziecmi. WIdac wiec, kazdy ma inne wyobrazenia co do zabaw z
      dziecmi. Nie przejmuj sie.
    • maniolka05 Re: muszę się pożalić.... bo nie rozumiem 09.07.08, 21:51
      Brawo!!! Tylko przykład z ciebie brać!!!
      My w wiekszości też zabieramy zabawki do piachu i wtedy w locie są
      one rozchwytywane,o tyle ze moja córka nie pozwoli żeby jej ktos cos
      zabrał z ręki(ma to swoje dobre ale tez i złe strony,niestety).Dziwi
      mnie że idąc z dzieckiem do piachu nie mozna zabrać w reklamówce czy
      plecaku wiaderka i łopatki??!!Co do psów to mnie to tez strasznie
      drazni,choc lubie zwierzaki.My chodzimy nad Wisłę na place zabaw i
      tutaj psów jest dużo,puszczonych samopas bez kagańca.Temat jest
      trudny ale właściciele psów mogli by sie przenieść w miejsca gdzie
      nie ma placu zabaw,przeciez takich nad wisłą dużo! A co do mohera to
      u mnie w bloku jest taka pani co jak nas widzi to zawsze do mnie
      mówi żebym córce dała się wygonić! Mała zawsze gołębie musi
      przegonic przed blokiem dopiero możemy iść do domu ;p.Ja babke
      zlewam bo ani nie wie skąd wracamy ani ile mała była na polu,więc
      jej zawsze odpowiadam że nie zabraniam ;p ehhh
      pozdrawiam e-mamy
Pełna wersja