joannaiwa
18.07.08, 03:57
drogie mamy, siedzę tu w nocy i piszę nie dlatego, że cierpię na bezsenność, ale dlatego że moja sąsiadka, chyba tak to należy określić, tresuje dziecko, a ściany niestety mamy cienkie. Poniżej zapis z dzisiejszej nocy, ok. 1.00, 1.15:
Karolina (1,5 roku)przeraźliwie płacze od minimum 5 minut (najprawdopodobniej ma lęki nocne).
Przychodzi matka i prawie krzyczy dwukrotnie ze złością w głosie „Co się tutaj dzieje?” Dziecko przerażone reakcją matki milknie i zaczyna wołać „Tata, tata, tata’. Przychodzi ojciec i pyta co się stało, matka wyjaśnia nagle uspokojonym głosem – ‘pytałam co się dzieje”, dziecko uspokaja się w obecności ojca i robi się cicho.
Pytanie: Czy tak reaguje kochająca matka na płacz córki?
Osoba obserwująca
Z boku: NIE I DZIECKO TEŻ O TYM WIE
To nie jest pierwszy raz kiedy to dziecko tak bardzo płacze, a dziś w nocy to pikuś w porównaniu do innych nocy, gdy mała płakała godzinami i na siłę i tak była odkładana do łóżeczka, albo płakała w dzień godzinami i nikt nie podchodził do łóżeczka pomimo że matka i opiekunka były w domu. Próbowałam porozumieć się z sąsiadką sadząc że ma depresję, jest zmęczona (to drugie dziecko)- kazała mi się nie wtrącać. postraszyłam ją policją i kuratorem sądowym (wysłałam jej linki ze strony Fundacji Dzieci Niczyje polecam Wam tę stronę) - trochę pomogło, bo te płacze są już dużo krótsze i ojciec chyba trochę bardziej się angażuje w opiekę,przynajmniej w nocy i w weekendy. Wiem od opiekunki, że miala zabronione bawić się z małą bo Karolina miała bawić się sama(nie do uwierzenia prawda?). Nigdy nie widziałam matki na spacerze z córką - od jej urodzenia, a przez prawie dwa lata byłam w domu z synem. Jest to tym dziwniejsze, że matka uwielbiała starszego syna (może chodzi o to że to dziewczynka?) być może pojawią się zarzuty że tak naprawdę przeszkadza mi hałas, a małe dzieci po prostu płaczą (tak twierdzą sąsiedzi) - NIE, ta mała tak żałośnie płacze że po prostu kraje mi się serce. Niestety na brak miłości do dziecka nie ma paragrafu, a szkoda. I chyba nawet wezwanie policji niewiele by tu pomogło (o ile oczywiscie nie powtórzą się znowu te wielogodzinne płacze). W chwilach takiej bezradności powtarzam sobie, że każdy dostaje na końcu to na co zasługuje, a domy starców są pełne takich rodziców.