heban11
13.08.08, 15:47
Dziewczyny, piszę w bardzo nietypowej sprawie.
Otóż, moja córeczka ma teraz 14 miesięcy. Zaraz po jej urodzeniu, a
może jeszcze przed miałam depresję (ale nie zdawałam sobie z tego
sprawy). Zamiast się cieszyć zdrowym dzieckiem, ja wycieńczona i bez
pomocy męża i kogololwiek zajmowałam się małą. Nie zdawałam sobie
sprawy z tego, że robię wszystko mechanicznie, tzn. mówię do
dziecka, karmię, przewijam ,ale bez okazywania jakiejkolwiek
radości. Wiele razy trzęsłam się wkurzona mając córeczke przy piersi
a nawet podnosiłam głos na męża. To musiał być koszmar dla mojej
córy. Bardzo tego żaluję. Doszło do tego, że dziecko odrzuciło pierś
mając ponad 3 miesiące i w ogóle nie chcialo jeść. Wtedy ja na siłe
próbowałam karmić butelką. O zgrozo! Nie życze nikomu takiej
mamy.Wynikiem tego wszystkiego było to, że córeczka bardzo krzyczała
i nie można jej było uspokoić, a nwet nie chciała się do mnie
przytulić, tylko godzinami warczała, a gdy się nad nia pochylałam
płakała, jakby zobaczyła diabła. Pani która przez jakiś czas
przychodziła do mnie gotować obiad zaczeła brać ją na poduszke i
okazało się, że córka się u niej uspokajała i płakała jak ona
wychodziła. Mnie po prostu się bała. nawet nie chciała jeść jak mnie
widziała na horyzoncie.Musiałam się chować i obserwować zza ściany
(myślałam, że mi pęknie serce).
Ten horror trwał kilka miesięcy. Zaczełam szukać pomocy
psychologicznej, bo nie wolno mi było córki pogłaskać po głowce bo
krzyczała i warczała. Zrozumiałam, że to przeze mnie, bo ją
zaniedbałam emocjonalnie (jest masę literatury fachowej na ten
temat).Dlaczego piszę, bo cała jesień i wiosna były przepłakane
przeze mnie, że ją skrzywdziłam. Myślałam, że dostanę obłędu.
Korzystałam z pomocy psychologa, akupunkturzysty, hipnologa i w
dalszym ciągu nie mogę dojśc do siebie. Cały czas mam poczucie winy
a z drugiej strony podświadomy żal, że córka mnie tak jakby
odrzuciła. Nie umiem sie przed nią do końca wyluzować i nią cieszyć
i ona to czuje. Moja radość jest udawana, bo nie umiem odzyskać jej
pełnego zuafania, ale też mam poczucie tak jakbyśmy się pokłóciły i
ona mnie uraziła. To nieracjonalne i głupie, ale tak jest. Ona
śmieje sie do obcych, a do mnie nie. Tylko patrzy mi głęboko w oczy.
Inne dzieci mają takie błogie, bezwiedne spojrzenia, a moja, jako,
że jest dzieckiem pourazowym, bardzo bacznie wszystkich obserwuje.
Wiele osób juz to zauważyło.
Mnie zżera poczucie winy i to , że zrobiłam jej krzywdę a teraz mam
robić ciu, ciu, ciu, ciu. Nie umiem o tamtym zapomnieć.
W ogóle ja przeżyłam uraz i zablokowałam w sobie uczucia pozytywne.
Jestem jak znieczulona. Czy jest szansa, że dziecko jakoś sie do
mnie przekona. Zawsze uwielbiałam dzieci i dalej lubie, a tu taki
koszmar z własnym Maleństwem.
Jak się zachowywać, czy dalej udawać radość, czy być poważną. jestem
osobą, która obecnie nigdy się nie cieszy z nieczego. Córeczka jest
wspaniała, śliczna i co najważniejsze zdrowa, ale jak jest przy mnie
smutnieje i tylko chce ze mną biegać po całym domu za rękę. Nie
posiedzi ani chwili, nie lubi jak jej rzucam piłkę, bo coś od niej
chcę. Nie chce mi dawać buzi. Nie odpowiada jak coś do niej zagadam.
W ogóle jest bardzo zamknieta. Tylko chce, żeby wszyscy sie do niej
uśmiechali, a jak tego nie ma to się krzywi. Jak ja się do niej
uśmiecham, to nie reaguje (bo ja mam zawsze jednakowe smutne oczy).
Poradźcie co robić. Czy tarmosić się z nią i wygłupiać pomimo, iż ja
nie czuję z tego żadnej radości czy być prawdziwą, spokojną i smutną
i musi sie do tego przyzwyczaić.
Dodam, że jak kogoś polubi, to bardzo się przy nim popisuje.
Generalnie mojego wzroku unika, najlepiej jak jestem blisko, ale z
tyłu. BO wszystko jej pasuje, wygłupy, śmiech (oczywiście udawany)
tylko nie oczy (one niestety nie kłamią).
Ja się jej podświadomie boję stąd nie potrafię się z niej cieszyć.
Mam poczucie , że mnie nie lubi. A ona chyba cały czas czeka...
To wszystko bardzo mnie zmęczyło i chciałabym aby ona była
zadowolonym dzieciakiem, ale i żebym ja nie musiała niczego udawać.
Poradźcie coś, proszę. Oczywiście we wrześnie zaczynam znowu
psychoterapię, bo raczej sama sobie nie poradzę. Ale wracając do
tematu jak dużo pamięta i rozumie takie małe dziecko?