nauma
07.10.08, 14:27
Na pewno taki temat był już poruszany, ale u mnie wygląda to trochę inaczej.
Więc piszę - z prośbą o pomoc, o jakąś poradę.
Moja córka ma 2 lata i 3 miesiące.
Odkąd skończyła 6 miesięcy, spała we własnym łóżeczku i we własnym pokoiku.
Jako osoba o silniejszych nerwach i, wg żony, osoba gruboskórna, ja walczyłem
(skutecznie) z takimi nawykami, jak ssanie smoczka, zabawa przy jedzeniu
połączona z demolką okolicy, ogromna niechęć do mycia głowy. Co jakiś czas
były też hece z zasypianiem (zwłaszcza w ciągu dnia), ale za każdym razem
wychodziłem zwycięsko z potyczek z Nikusią, wymyślającą tysiące powodów, żeby
nie pójść spać.
Wszystko zmieniło się w te wakacje. Żona i córka pojechały na dwa tygodnie nad
morze i wtedy to żona ubzdurała sobie, że jedyną metodą na dziecko jest spanie
w jednym łóżku (choć w domku łóżeczko córki stało metr od łóżka żony). Efekt?
Obecna sytuacja, czyli:
1) Ogromne histerie urządzane przez córkę, która wymaga, żeby żona siedziała z
nią przy zasypianiu. Trwa to od pół godziny do ponad dwóch godzin; nawet
przerwa na siusiu żony wywołuje krzyki i płacz. Oczywiście dzięki temu szlag
trafia nasze "dorosłe życie", skoro wracam z pracy około 19:00, a od 21:00 do
23:00 żona kibluje w pokoiku małej.
2) Dodatkowo Nikusia potrafi obudzić się w nocy, a że żonie nie chce się wtedy
przy niej siedzieć, pakuje ją do naszego łóżka (ostatnio coraz częściej robi
to od razu, gdy ma małą usypiać). Córka śpi bardzo aktywnie, albo mnie, albo
żonę spychając z łóżka lub układając się na nas.
3) Ważny aspekt: córka NIE MOŻE cierpieć z powodu braku kontaktu z mamą, gdyż
moja żona prowadząc sklep zatrudniła w nim ostatnio pomoc, więc od wtorku do
piątku i w niedzielę jest do dyspozycji dziecka.
4) Tak więc polega to na tym, że żona wiąże się z córką niewidzialną pępowiną,
co dodatkowo wywołuje trzy zjawiska: a) Nikusia plącze się jej pod nogami
praktycznie non-stop; b) ryczy, gdy mama wychodzi i musi zostać np. ze mną; c)
ja przez córkę z jej pokoiku jestem dość brutalnie wyganiany, ostatnio
(kąpiele należą do moich obowiązków) to samo występuje w łazience.
Staram się spędzać z córką czas wolny, ale widzę coraz częściej, że do
wszystkiego wybiera mamę...
Próbowałem z żoną wielokrotnie o tym rozmawiać, często nie wyrabiam, rozkładam
materac na podłodze i śpię w innym pokoju (czemu zawdzięczam chroniczne
przeziębienie). Nic nie udało mi się wskurać. Żona twierdzi, że dziecku nic
się złego nie dzieje, natomiast jeśli płacze, to znaczy, że dzieje się mu
krzywda. Więc nie ma mowy o zostawieniu jej płaczącej w jej pokoiku -
natychmiast trzeba lecieć, uspokajać i pocieszać. Diabli mnie biorą, bo
zaczynam się obawiać, że żona zrobi z dziecka rozpuszczoną małolatę, mało
samodzielną i na dodatek tchórzliwą i płaczliwą. Poza tym zastanawiam się, jak
mam spełnić życzenie żony odnośnie drugiego dziecka, jeśli przez te cyrki w
ogóle nie ma czasu na seks, a jeśli nawet jakimś cudem się znajduje, to żona
albo jest zdenerwowana i zmęczona po usypianiu, a nawet jeśli jest w "formie",
to duszą jest przy dziecku, nasłuchując, czy wszystko jest OK i martwiąc się.
Ostatnio głównie z tej przyczyny (ale i innych też) przeszliśmy bardzo poważny
kryzys w naszym związku. Chcę jakiegoś kompromisu, ale jakiego??? NIe mam
zielonego pojęcia, co zrobić. Perspektywa, że tak będzie przez najbliższy rok
- albo i o wiele dłużej, po prostu mnie przeraża!
Uważam, że nasze dziecko (zwłaszcza od żony, a i sporo ode mnie) ma bardzo
dużo ciepła. Kochamy córkę, dajemy jej to odczuć, dbamy o jej poczucie
bezpieczeństwa. Ale nie chcę, żeby polegało to na kloszu budowanym przez żonę,
bo w końcu doprowadzi to do spaczenia dziecka. Córka płakała trzy dni za
smoczkiem (na szczęście żony nie było wtedy w domu) i nic jej się nie stało. A
teraz płacz przed zaśnięciem jest powodem do tragedii i poświęcania temu
wszystkiego...
Jeszcze raz proszę o pomoc. Od razu dodam, że tłumaczenie córce za pomocą
różnych chytrych metod, że powinna spać sama, nic nie daje. Zgadza się przez
cały dzień, a położona do łóżka ryczy.
Wszystko tak naprawdę sprowadza się do tego, że JAKIKOLWIEK płacz córki jest
nieakceptowalny dla mojej żony. Aż boję się, że kiedyś córce trzeba będzie coś
szyć, pobierać krew albo borować zęba (odpukać) i wtedy żona nie zgodzi się na
zabieg ze względu na możliwy płacz...