Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na żonę

07.10.08, 14:27
Na pewno taki temat był już poruszany, ale u mnie wygląda to trochę inaczej.
Więc piszę - z prośbą o pomoc, o jakąś poradę.
Moja córka ma 2 lata i 3 miesiące.
Odkąd skończyła 6 miesięcy, spała we własnym łóżeczku i we własnym pokoiku.
Jako osoba o silniejszych nerwach i, wg żony, osoba gruboskórna, ja walczyłem
(skutecznie) z takimi nawykami, jak ssanie smoczka, zabawa przy jedzeniu
połączona z demolką okolicy, ogromna niechęć do mycia głowy. Co jakiś czas
były też hece z zasypianiem (zwłaszcza w ciągu dnia), ale za każdym razem
wychodziłem zwycięsko z potyczek z Nikusią, wymyślającą tysiące powodów, żeby
nie pójść spać.
Wszystko zmieniło się w te wakacje. Żona i córka pojechały na dwa tygodnie nad
morze i wtedy to żona ubzdurała sobie, że jedyną metodą na dziecko jest spanie
w jednym łóżku (choć w domku łóżeczko córki stało metr od łóżka żony). Efekt?
Obecna sytuacja, czyli:
1) Ogromne histerie urządzane przez córkę, która wymaga, żeby żona siedziała z
nią przy zasypianiu. Trwa to od pół godziny do ponad dwóch godzin; nawet
przerwa na siusiu żony wywołuje krzyki i płacz. Oczywiście dzięki temu szlag
trafia nasze "dorosłe życie", skoro wracam z pracy około 19:00, a od 21:00 do
23:00 żona kibluje w pokoiku małej.
2) Dodatkowo Nikusia potrafi obudzić się w nocy, a że żonie nie chce się wtedy
przy niej siedzieć, pakuje ją do naszego łóżka (ostatnio coraz częściej robi
to od razu, gdy ma małą usypiać). Córka śpi bardzo aktywnie, albo mnie, albo
żonę spychając z łóżka lub układając się na nas.
3) Ważny aspekt: córka NIE MOŻE cierpieć z powodu braku kontaktu z mamą, gdyż
moja żona prowadząc sklep zatrudniła w nim ostatnio pomoc, więc od wtorku do
piątku i w niedzielę jest do dyspozycji dziecka.
4) Tak więc polega to na tym, że żona wiąże się z córką niewidzialną pępowiną,
co dodatkowo wywołuje trzy zjawiska: a) Nikusia plącze się jej pod nogami
praktycznie non-stop; b) ryczy, gdy mama wychodzi i musi zostać np. ze mną; c)
ja przez córkę z jej pokoiku jestem dość brutalnie wyganiany, ostatnio
(kąpiele należą do moich obowiązków) to samo występuje w łazience.
Staram się spędzać z córką czas wolny, ale widzę coraz częściej, że do
wszystkiego wybiera mamę...
Próbowałem z żoną wielokrotnie o tym rozmawiać, często nie wyrabiam, rozkładam
materac na podłodze i śpię w innym pokoju (czemu zawdzięczam chroniczne
przeziębienie). Nic nie udało mi się wskurać. Żona twierdzi, że dziecku nic
się złego nie dzieje, natomiast jeśli płacze, to znaczy, że dzieje się mu
krzywda. Więc nie ma mowy o zostawieniu jej płaczącej w jej pokoiku -
natychmiast trzeba lecieć, uspokajać i pocieszać. Diabli mnie biorą, bo
zaczynam się obawiać, że żona zrobi z dziecka rozpuszczoną małolatę, mało
samodzielną i na dodatek tchórzliwą i płaczliwą. Poza tym zastanawiam się, jak
mam spełnić życzenie żony odnośnie drugiego dziecka, jeśli przez te cyrki w
ogóle nie ma czasu na seks, a jeśli nawet jakimś cudem się znajduje, to żona
albo jest zdenerwowana i zmęczona po usypianiu, a nawet jeśli jest w "formie",
to duszą jest przy dziecku, nasłuchując, czy wszystko jest OK i martwiąc się.
Ostatnio głównie z tej przyczyny (ale i innych też) przeszliśmy bardzo poważny
kryzys w naszym związku. Chcę jakiegoś kompromisu, ale jakiego??? NIe mam
zielonego pojęcia, co zrobić. Perspektywa, że tak będzie przez najbliższy rok
- albo i o wiele dłużej, po prostu mnie przeraża!
Uważam, że nasze dziecko (zwłaszcza od żony, a i sporo ode mnie) ma bardzo
dużo ciepła. Kochamy córkę, dajemy jej to odczuć, dbamy o jej poczucie
bezpieczeństwa. Ale nie chcę, żeby polegało to na kloszu budowanym przez żonę,
bo w końcu doprowadzi to do spaczenia dziecka. Córka płakała trzy dni za
smoczkiem (na szczęście żony nie było wtedy w domu) i nic jej się nie stało. A
teraz płacz przed zaśnięciem jest powodem do tragedii i poświęcania temu
wszystkiego...
Jeszcze raz proszę o pomoc. Od razu dodam, że tłumaczenie córce za pomocą
różnych chytrych metod, że powinna spać sama, nic nie daje. Zgadza się przez
cały dzień, a położona do łóżka ryczy.
Wszystko tak naprawdę sprowadza się do tego, że JAKIKOLWIEK płacz córki jest
nieakceptowalny dla mojej żony. Aż boję się, że kiedyś córce trzeba będzie coś
szyć, pobierać krew albo borować zęba (odpukać) i wtedy żona nie zgodzi się na
zabieg ze względu na możliwy płacz...
    • jagabaga92 Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 07.10.08, 14:53
      Może warto, bo Twoja żona obejrzała kilka odcinków Superniani i zobaczyła, do
      czego doprowadza podobne postępowanie (zwłaszcza właśnie mamuś)... - to chyba
      najlepsza lekcja pokazowa.
    • e_luska2 Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 07.10.08, 14:53
      No cóż, masz problem ale widzę, ze jesteś mądrym facetem. Powiem
      tylko tyle, że przede wszystkim liczy się konsekwencja - ze strony
      żony!!! Musisz z nią o tym porozmawiać i jakoś, w spokojny sposób,
      przemówić jej, ze swym postępowaniem nie pomaga małej a wręcz ją
      utwierdza w tym, ze tak właśnie ma postepować. Mała zwyczajnie
      przyzwyczaiła się do tego, że wszystko wymusza na mamusi płaczem!
      Mała nie cierpi, zadna krzywda jej sie nie dzieje a że płacze to jej
      sposób na mamę, bo doskonale wie, ze mamusia jej ustąpi. Mam małe
      dziecko, które też niejednokrotnie próbowało na mnie coś wymusić
      płaczem ale konsekwentnie nie godziałam sie na jego zachowanie i
      teraz już mój smyk tak nie reaguje, bo wie, że nie robi to na mnie
      większego wrażenia. Konsekwencja i jeszcze raz konsekwencja! A Ty
      nie dawaj się tak wypychać z własnego łóżka i życia rodzinnego, bo
      nie wyjdzie to Wam na dobre. Pozdrawiam i życze cierpliwosci w
      tłumaczeniu żonie aby zmieniła swe podejście do córci, bo to po
      stronie żeny leży problem a nie córki.
    • azille Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 07.10.08, 15:07
      Ty sobie zdajesz sprawę ze taka sytuacja do niczego dobrego nie
      doprowadzi ale Twoja zona chyba nie do konca.

      Pogadaj z nia i wytlumacz jej ze nie po to jestescie razem aby nawet
      w nocy nie miec chwili (i lozka) tylko dla siebie? Zapytaj się czy
      wyobraza sobie za 3 lata sypianie z 5 latką w jednym lozku? Zapytaj
      się też co będzie jesli Wasza mała zacznie wymuszac takim placzem
      rozne inne Wasze reakcje.

      Pamietam że jesli nie bedziecie dzialac jako zespol, jesli obydwoje
      nie bedziecie konsekwentni to nic z tego nie wyjdzie. Nic.

      Mała musi się nauczyć zasypiac sama we wlasnym lozeczku, pewnie że
      bedzie plakala i nie nauczy się w ciagu 2 dni ale konwekwencja
      doprowadzi was do upragnionego celu. W koncu odetchniecie z ulgą i
      usiadziecie wspolnie np do kolacji itd.

      Dziecko przeciez nie zawsze placze kiedy dzieje mu się krzywda, ona
      wie jaka ma bron przeciwko Wam, swoim placzem jest w stanie postawic
      do gory nogami Wasze malzenskie zycie! Swoim placzem sprawia ze Ty
      spisz na materacu.

      W ramach rozmowy z zona zadaj pytanie czy zdaje sobie ona sprawe ze
      2 latka podporządkowała jej tryb zycia.

      Pewnie znajdą się tu mamy zwolenniczki nieustajacego huśtania na
      dobranoc i spania w 1 lozku z rodzicami. Mysle ze bedzie ich nie
      malo. Dla mnie to nie jest zdrowe ani fajne.
      • e_luska2 Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 07.10.08, 15:14
        Mądre słowa, pod którymi podpisuję się obiema rękami!
      • azille aha dodam jeszcze 07.10.08, 15:24
        ...że sama miałam podobną sytuację z moim 19 m-cznym synem tyle że u
        nas role się trochę odwrocily.
        Mały do tej pory (od urodzenia) spał sam i bez problemu zasypiał, od
        jakiegoś czasu moj mąż wpadł na genialny pomysl (zawsze to on
        kladzie go spac) że syn uwielbia jak się go głaszcze... i głaskał go
        co wieczór aż do jego zaśniecia. Oczywiscie najpierw nosil go na
        rekach.
        I uwaga nie śmiać się... odliczał do stu czasami do 150...
        Myślę zresztą że było to spowodowane tym że probowal dziecku
        wynagordzic zbyt malo poswiecanego czasu ostatnio.

        Do rzeczy, moj maz musial wyjechac na kilka dni i ja zostałam z
        malym sama.
        Wkładam go do lozeczka a tu ryk, wzielam na rece ciasz, znowu
        odkladam i znowu ryk i tak się umordowalam z nim jakis czas az w
        koncu się zmeczył i usnął. Nastepnego dnia podobna sytuacja, znowu
        bunt ale przeciez nie bede glaskac syna odliczajac do stu, po calym
        dniu pracy mam jeszcze inne zajecia wiec... potworzyla sie cala
        historia.
        Ale zasypia sam. Mi by do glowy nie przyszlo ze z takim glaskanie
        moze byc az taki problem, dzieci są bardzo sprytne...
        Oczywiscie obydwoje okazujemy malemu duzo czulosci itd. ale to
        chodziło o tę jedną czynnosc...
        • mruwa9 zly dotyk? 08.10.08, 12:29
          Sorry, ale gdyby moj maz tak sie garnal do samodzielnego,
          wieczornego usypiania dziecka, z glaskaniem,z wlasnej inicjatywy,
          od razu zapalilaby mi sie antypedofilska lampka kontrolna.
          Skontroluj lepiej, JAK twoj maz glaszcze dziecko..
          • edit38 Re: zly dotyk? 08.10.08, 12:37
            No nie przesadzajmy. Przecież nie możemy ojca podejrzewać o jakieś
            pedofilskie zpędy tylko dlatego że lubi przebywać z dzieckiem. W
            głaskaniu też nie widzę nic złego (rozumiem że ojciec głaszcze po
            główce)
            • mruwa9 Re: zly dotyk? 08.10.08, 12:42
              ale nie zapominajmy, ze wiekszosc sprawcow molestowania seksualnego
              dzieci stanowia czlonkowie najblizszego otoczenia: tatus, dziadek,
              wujek, ojczym..na codzien szanowani, uprzejmi nauczyciele, prawnicy,
              robotnicy, przekroj wszystkich grup spolecznych i zawodowych.
            • kra123snal Re: zly dotyk? 08.10.08, 21:07
              a jeżeli po tyłku, to źle?
              • edit38 Re: zly dotyk? 08.10.08, 21:29
                kra123snal napisała:

                > a jeżeli po tyłku, to źle?

                To zależy w jaki sposób. Jeśli tak jak mój mąż głaszcze mnie po tyłku to raczej
                źle smile
          • kra123snal Re: zly dotyk? 08.10.08, 21:08
            mruwa9 napisała:

            > Sorry, ale gdyby moj maz tak sie garnal do samodzielnego,
            > wieczornego usypiania dziecka, z glaskaniem,z wlasnej
            inicjatywy,
            > od razu zapalilaby mi sie antypedofilska lampka kontrolna.
            > Skontroluj lepiej, JAK twoj maz glaszcze dziecko..

            Żartujesz, prawda?
            • mruwa9 Re: zly dotyk? 08.10.08, 23:19
              absolutnie nie. Nie zartuje.
              • kra123snal Re: zly dotyk? 09.10.08, 13:32
                Mój się garnie do usypiania, głaszcze na dodatek, smyra po
                plecach... Jak mu powiedziałam, to się wzburzył. Twoim wpisem.
                Pewnie dla Ciebie boi się "odkrycia tajemnicy", prawda?
          • azille Re: zly dotyk? 09.10.08, 10:18
            Boli, co? Może wymień męża na bardziej czułego i troskliwego.
            Punkt widzenia zależy do punktu siedzenia.
            Dla Ciebie to może się ocierać o molestowanie a dla mnie to bardzo
            naturalna reakcja mojego męża.
        • martusia_25 Re: aha dodam jeszcze 08.10.08, 12:45
          Rany, u mnie to samo - ja próbuję synka oduczyć nocnego jedzenia i
          nauczyć samodzielnego zasypiania, a mój małżonek jeśli go usypia to
          tylko na rękach a w nocy jak mały kwęka, mąż mnie budzi i mówi: a
          może spróbujesz go nakarmić? (nie będę mówić co mu odpowiadam
          ostatnio, bo to by było niezgodne z netykietą, grunt, że mały jeśli
          widzi, że matka nie śpi, to zamiast kwękać zaczyna płakać
          wniebogłosy i powtarzać am, am! a ja obiecuję sobie, że jak w końcu
          obaj zasną, to uduszę jego tatę poduszką). Co tu robić z takim
          mężem? Jak mu mówię, że takie działania prowadzą do tego, że
          będziemy co noc musieli po kilka razy karmić małego lub nosić, to
          się złości i mówi, że on nie ma piersi żeby dziecko nakarmić, a Adaś
          tak strasznie płacze więc go nosi, że jestem okrutna i inne takie. A
          ja nie jestem okrutna, tylko okrutnie niewyspana...
    • mama-ola Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 07.10.08, 15:24
      Wiele zachowań (tych złych) Twojej żony i my z mężem wprowdziliśmy.
      Mam tu na myśli siedzenie z dzieckiem aż zaśnie, branie go sobie do
      łóżka, bo wtedy łatwiej zasypia itp. Różnica polega na tym, że
      między mną a mężem jest całkowita zgoda co do tego, jak prowadzimy
      dziecko, wspólny front. Nie przypominam sobie ani jednej rzeczy,
      którą mąż robiłby z dzieckiem wbrew moim pogladom, i na odwrót.

      To jest Wasz główny problem - nie myślicie jednakowo. Chyba musicie
      usiąść, pogadać, omówić szczegółowo różne sprawy, np. usypianie.
      Musicie mówić wobec dziecka jednym głosem, w każdej sprawie.

      Dziecko trochę się pomęczy, zazwyczaj kilka dni (np. 3 jak przy
      smoczku), a potem uzna nowe prawa.

      U nas było na początku tak, że ja byłam od usypiania. Potem
      ustaliliśmy z mężem, że jeden wieczór usypiam ja, jeden on. Synek
      protestował, przez jakiś czas, a potem przywkł, ponieważ
      powtarzaliśmy niezmiennie, jednakowo mąż i ja, "dzisiaj kolej taty,
      bo wczoraj była mamy". Teraz mały tylko pyta "czyja dzisiaj kolej?"
      i nie protestuje, bo napotyka na twardy mur, że tak się patetycznie
      wyrażę.
    • joannaiwa Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 07.10.08, 15:51
      poczytaj sobie tutaj, tu jest większy przekrój poglądów na temat
      zbliżony do Twojego:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=85235652

      I jeszcze jedno - dziecko ma takie okresy rozwojowe, kiedy wyraźnie
      wybiera mamę lub tatę, w zależności od tego, które z rodziców spędza
      z nim więcej czasu. Być może Twoja córka jest w takim okresie
      silnego związania z mamą. To mija i wcale nie oznacza, że będzie
      rozpuszczoną małolatą. Mogły się u niej też pojawić już jakieś lęki
      przed zaśnięciem i nocne i tresura nic tu nie pomoże (chyba nie
      chcesz wychować robota który Ci będzie tylko potakiwał), a tylko
      zablokuje emocjonalnie dziecko. Pogadaj na spokojnie z żoną, bez
      wzajemnego obwiniania. No i ustąp trochę z tymi płaczami dziecka -
      to nie jest zdrowe ani normalne jak dziecko dużo płacze i tylko
      wzmaga lęki i zabija u niego poczucie bezpieczeństwa.
      • dora1211 Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 08.10.08, 11:06
        Tu akurat się z Toba nie zgodzę ( do joannaiwa). Doradzasz właśnie
        w ten sam sposób jak postepuje żona autora wątku. Trzeba być
        satnowczym i konsekwentnym wobec dziecka, a nie ustępować jak
        dziecko płacze. Wiem coś o tym bo ja miałam z moją córka podobnie, i
        muszę powiedzieć że mój mąż był też stanowczy a ja byłam ta miękka.
        Podobna sytuacja. Ale na szczęście w porę zrozumiałam swój błąd.
        • mruwa9 Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 08.10.08, 12:27
          dora1211 napisała:

          > Tu akurat się z Toba nie zgodzę ( do joannaiwa).. Trzeba być
          > satnowczym i konsekwentnym wobec dziecka, a nie ustępować jak
          > dziecko płacze.


          A tu ja sie z Toba nie zgodze smile
          Trzeba przede wszystkim SLUCHAC wlasnego dziecka, a nie glupio i
          bezsensownie upierac sie przy swoim, bo tak. Dzieci nie placza bez
          powodu, zwykle placza, bo maja jakis problem, ktorego nie potrafia
          zasygnalizowac w bardziej cywilizowany sposob ;-P. W opisywanym
          przypadku problemem moze byc chocby brak jasnych regul,
          obowiazujacych w domu. I traktowanie samodzielnego spania dziecka
          jako kary, zamiast nagrody, wyroznienia. Ja bym wlasnie w tym
          kierunku poszla: dorosle lozko zamiast lozeczka ze szczebelkami,
          ktore przez dwulatka moze byc traktowane jak wiezienie, z ktorego,
          co oczywiste, dziecko chce uciec. Kto chce siedziec w wiezieniu?
          Mozna ustalic system zmianowy, tj. jednego dnia usypia dziecko mama,
          drugiego dnia- tata, i konsekwentnie sie tego trzymac (we wspolpracy
          z dzieckiem, nie na zasadzie- ze kara jest brak mamy podczas
          usypiania, ale ze tata tez calutki dzien marzyl i nie mogl sie
          doczekac wieczornego wspolnego czytania czy opowiadania bajek, tak
          sie cieszyl na ten wspolny moment z dzieckiem). Wszystkim sie taki
          uklad przysluzy. Mozna nawet zostac z dzieckiem do zasniecia,
          zostawiajac je potem samo w swoim pokoju. W ten sposob dziecko uczy
          sie samodzielnego spanai bez jednej lzy. Nie trzeba sie barykadowac
          w swojej sypialni, moje dzieci zawsze wiedzialy, ze w razie nocnych
          strachow moga do nas w nocy przyjsc, nigdy ich nie wyrzucimy. Nie
          musialy wiec zasypiac w swoich pokojach z poczuciem kary, banicji.
          Ani upewniac sie nocnymi wedrowkami, ze na pewno ich nie
          zostawilismy na pastwe losu, ze jestesmy zawsze w poblizu. I, o
          dziwo, przyzwolenie na nocne odwiedziny dzieci w malzenskiej
          sypialni, sprawily, ze bardzo szybko takie wedrowki sie skonczyly.-
          Dzieci poczuly sie bezpieczne w swoich lozkach i nie mialy potrzeby
          szukania nas po nocach.
          • azille Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 09.10.08, 10:23
            Pewnie ze nie placza bez powodu wink)
            Np. widzialam nie raz jak dzieci zalosnie
            placza w sklepie z zabawkami bo chcą żeby cos
            im kupic.
            To wtedy trzeba wsluchac sie w potrzeby
            dziecka i na milosc boską kupic zabawke ;-D a nie meczyc!
          • joannaiwa Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 09.10.08, 11:03
            Dzięki Mruwa - z ust mi te słowa wyjęłaś smile
    • nauma Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 08.10.08, 16:21
      Dziękuję wszystkim za rady i opinie.
      Z żoną odbyłem kilka poważnych rozmów, pokazałem też tę dyskusję i obiecaliśmy
      sobie, że razem spróbujemy zawalczyć.
      Choć ostatnią noc znów spędziłem na materacu smile
    • mika_p Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 08.10.08, 20:29
      Skoro zasypianie trwa od 21 do 23, to proponuję się zastanowić nad rezygnacją z
      dziennej drzemki - może najpierw co drugi dzień, potem gęsciej.
      Dziecko, które nie jest śpiące, nie zaśnie - a jak się wyśpi w dzien, to
      wieczorem nie ejst senne.
      To, ze do wakacji zasypiała bez problemu nijak ma się do obecnej sytuacji- była
      kilka miesięcy młodsza, wtedy jeszcze potrzebowała innej ilości snu.

      A co do rad typu: "popłacze kilka dni i się nauczy" - każdej osobie, która robi
      coś takiego dziecku, życzę, żeby w najbliższej przyszłości zasnęła zmęczona
      płaczem, podczas gdy bliska osoba będzie siedziała w drugim pokoju i miała ją
      gdzieś.
      Skoro to takie dobre dla dziecka, to dla dorosłych tym bardziej.
    • bazia12 Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 09.10.08, 15:30
      A może zaproponuszesz żonie, żeby to ona poszła spać na materac.
      Może zrozumie jakie to niewygodne. A jeśli córcia również będzie
      chciała spać na materacu z mamusią to pozwólcie jej na to. Może też
      dojdzie do wniosku, że to niezbyt miłe miejsce i zatęskni za swoim
      łóżeczkiem.

      Życzę powodzenia i cierpilwości szczególnie w stosunku
      do "wychowania" żony.
      • kra123snal Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 13.10.08, 20:38
        Jemu nie o sam fakt spania na materacu chodzi... Facet wygłodniały
        jest (linki w jego sygnaturce są do strony ze zdjęciami
        pornograficznymi) i pewnie bardzo chciałby użyć żony. Żona ma pewnie
        dosyć reproduktora zafascynowanego nierealnym życiem erotycznym.
        Pewnie wsparcia brak, bo mu się chce i już! Pewnie boi się do niego
        podejść, bo nawet nie przytuli, tylko od razu się zabiera do rzeczy
        (tak sobie snuję historię o człowieku, który takimi linkami się
        chwali, o jego piorytetach życiowych i problemie sypiania na
        materacu). Ona nie ma wsparcia emocjonalnego, to i on nie ma tego
        czego chce. A zupełnie z innej strony jest dziecko i ich całkowicie
        odmienne uczuciowe podejście do jego wychowania. Ona ciepłe (dla
        niektórych gorące), on zimne (dla niektórych lodowate).
    • mmala5 Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 11.10.08, 13:07
      To niesamowite jak wam mezczyznom, trudno sie poswiecic.....Rozumie
      ze uwazasz ze zona z czystej przyjemnosci siedzi przy dziecku poł
      nocy a drugie pół nasłuchuje???Nie posiadacie instynktu, dlatego tak
      trudno wam to pojąc.Jestescie jak duze dzieci, którym zabrano
      uochaną zabawke(żone) i nie mozecie sie z tym pogodzic.Facieci
      poswieccie sie troche!!!
      • jdylag75 Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 11.10.08, 21:12
        Idąc tym tokiem rozumowania ja nie posiadam instynktu mimo że matką jestem.
        Bywa, za to dziecko się wysypia od urodzenia, kładzie chętnie do łóżka, zadowala
        go ustalona wcześniej ilość bajeczek na dobranoc, nie je w nocy, zęby ma zdrowe
        i wszystko jedno czy kładzie mama czy tata. Zadowolone jest i już, a my się nie
        poświęcamy i związku też nie poświęcamy w imię poświęcenia.
        • mmala5 Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 12.10.08, 21:17
          jdylag75 napisała:

          > Idąc tym tokiem rozumowania ja nie posiadam instynktu mimo że
          matką jestem.
          > Bywa, za to dziecko się wysypia od urodzenia, kładzie chętnie do
          łóżka, zadowal
          > a
          > go ustalona wcześniej ilość bajeczek na dobranoc, nie je w nocy,
          zęby ma zdrowe
          > i wszystko jedno czy kładzie mama czy tata. Zadowolone jest i już,
          a my się nie
          > poświęcamy i związku też nie poświęcamy w imię poświęcenia.
          A nie pomyslałas ze mieliscie duzo szczescia??? Nie kazde dziecko
          jest tak ułozone jak Twoje, ja mam dwoje dzieci, jedno to aniołek,
          które podobnie jak Twoje spi kiedy powinno, je tez kiedy powinno,
          jest ideałem! Dugie zas budzi sie w nocy i potrafi nie spac po 3
          godziny,ciągle jest w ruchu i trzeba non stop za nim chodzic, aby
          nic złego sobie nie zrobił itd. Co powinnam zrobic, zostawic dziecko
          płaczące pól nocy , lub spacerujaće sobie po domu bo męzulek bedzie
          niepocieszony ze nie moze sie do zoneczki przytulic?Całe szczescie
          ze ja nie mam takiego samoluba za męza i rozumie to ze tez jestem
          zmęczona,bez problemu bierze poduszke i idzie spac na kanape, mimo
          ze rano musi isc do pracy, nie skarży sie jak ten tu,bo wie ze rola
          rodzica to nie tylko chwalenie sie jakie to sie ma cudowne i mądre
          dzieci, bo kazde z nas by takie chciało miec, ale wie ze musi sie
          poswiecic.
          • jdylag75 Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 12.10.08, 23:19
            Myślę, ze tu nie o szczęście chodzi tylko o podejście.
            • mmala5 Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 12.10.08, 23:50
              heh, znam wszystkie zasady-dyscyplina, kosekwencja itd. tylko
              dziwnym jest ze na jedno dziecko to dziala a na drugie nie.Popostu
              kazde dziecko jest inne i kazde potrzebuje innego podejscia!
              • jdylag75 Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 13.10.08, 19:44
                Nie powiedziałam, ze na wszystkie dzieci działają jednakowe metody, ale na pewno
                jest kilka uniwersalnych, resztę wystarczy trochę zmodyfikować pod swoją
                pociechę -oczywiście wskazana jest obserwacja dziecka. W wychowaniu dziecka
                pomaga odrobina miłości własnej oraz uczucia do partnera, na pewno przydaje się
                konsekwencja ale nie ślepa. Akurat dyscyplina źle mi się kojarzy.
                Mierzi mnie stwierdzenie, ze jak już jest dziecko to trzeba się poświęcać, bo to
                tylko kilka lat, szkoda tych lat, szczególnie kiedy są zakrzyczane przez
                rozwydrzone dziecko.
    • lilka69 Re: autorze! 11.10.08, 13:23
      zawsze musi byc tak jak ty chcesz?

      hal, halo, urodzilo sie dziecko i cos sie zmienilo. juz nie bedzie tak jak
      kiedys. moze poszukaj innej pani...bezdzietnej. wtedy nie bedziesz muslial spac
      na materacu.
      • mamaivcia Re: autorze! 11.10.08, 21:28
        a możesz opisać tę walkę ze złymi nawykami, typu ssanie smoczka,
        mycie głowy, itp?
        • nupik Re: autorze! 12.10.08, 20:04
          przepraszam ,może odbiegnę od tematu ale czy w relacji mięzy toba a żoną (chodzi
          głównie o seks) wszystko jest ok? normalna dojrzała kobieta spi ze swoim mężem a
          nie z dzieckiem i chce od niego zbliżeń. biorąc nagle dziecko do łóżka ogranicza
          te kontakty, odsuwa się od męża za pomoca pretekstu pod tytułem cierpiące beze
          mnie dziecko. Niedługo autor wątku wyląduje na forum Brak Seksu w Małżenstwie,
          tam jest mnostwo takich historii. za pomoca dziecka, żona wykręca się od spania
          z męzem. a z jakich powodów to ja już nie wiem. moż epowinieneś pogadac z nią o
          tym. mnostwo kobiet uzywa dziecka jako narzędzia do załatwiania spraw
          małżenskich. a do pani mądrali, która radzi autorowi iśc do bezdzietnej bo po
          dziecku zmienia się wszytsko - otóż prosze pani nie. małżenstwo czy tez para po
          prostu pozostaje nią po urodzeniu jednego, dwójki czy trójki dzieci. tak
          naprawdę dziecko powinno scementować związek. stereotyp ze po dziecku się
          zmienia małęńskie zycie to bzdury i własnie pretekst dla wielu pań do odsunięcia
          sie od męża. Przypominam ,że ten mężczyzna był pierwszy i powinien zawsze byc
          najwazniejszy. bez niego tego dziecka by nie było. Mężczyźni to nie rozpłodowe
          konie i bankomaty drogie panie.
          • mmala5 Re: autorze! 12.10.08, 21:09
            nupik napisała:

            > przepraszam ,może odbiegnę od tematu ale czy w relacji mięzy toba
            a żoną (chodz
            > i
            > głównie o seks) wszystko jest ok? normalna dojrzała kobieta spi ze
            swoim mężem
            > a
            > nie z dzieckiem i chce od niego zbliżeń. biorąc nagle dziecko do
            łóżka ogranicz
            > a
            > te kontakty, odsuwa się od męża za pomoca pretekstu pod tytułem
            cierpiące beze
            > mnie dziecko. Niedługo autor wątku wyląduje na forum Brak Seksu w
            Małżenstwie,
            > tam jest mnostwo takich historii. za pomoca dziecka, żona wykręca
            się od spania
            > z męzem. a z jakich powodów to ja już nie wiem. moż epowinieneś
            pogadac z nią o
            > tym. mnostwo kobiet uzywa dziecka jako narzędzia do załatwiania
            spraw
            > małżenskich. a do pani mądrali, która radzi autorowi iśc do
            bezdzietnej bo po
            > dziecku zmienia się wszytsko - otóż prosze pani nie. małżenstwo
            czy tez para po
            > prostu pozostaje nią po urodzeniu jednego, dwójki czy trójki
            dzieci. tak
            > naprawdę dziecko powinno scementować związek. stereotyp ze po
            dziecku się
            > zmienia małęńskie zycie to bzdury i własnie pretekst dla wielu pań
            do odsunięci
            > a
            > sie od męża. Przypominam ,że ten mężczyzna był pierwszy i powinien
            zawsze byc
            > najwazniejszy. bez niego tego dziecka by nie było. Mężczyźni to
            nie rozpłodowe
            > konie i bankomaty drogie panie.

            Chyba nie oczekujesz ze po przyjsciu dziecka na swiat, wszystko
            bedzie takie samo jak było??? Bardzo wiele sie zmienia, tylko nie
            wszystkim to pasuje, trudno facetom dostosowac sie do nowych
            warunków, nie potrafią poswiecic tego czasu kiedy dziecko jest małe
            i potrzebuje naszej obecnosci.Mezczyznom jest trudno sie pogodzic z
            tym ze zony nie ma przy nich, a niech postawią sie w sytuacji
            dziecka, kiedy dla małego szkraba mama jest całym jego swiatem i
            otrzba troche czasu aby zrozumialo, ze mama to jest zupenie odrebna
            jednostka.Mówcie co chcecie ale dla mnie faceci to zwykli egoisci.
      • azille Re: autorze! 12.10.08, 20:57
        wpolczuje Twojemu męzowi smile
        jeśli jeszzce go masz oczywiście
    • fammpirella Re: jak rozwiązałam to ja 12.10.08, 21:08
      do nie dawna miałam niemalże identycznie, spanie z dzieckiem,
      towarzyszenie w zasypianiu czsem i godzine, pobudki w nocy bez
      powodu itp....i wszystkie tego konsekwencje.
      w pierwszej kolejnosci nauczylam dziecko zasypiac samodzielnie w
      ciagu dnia. nastepnie wyniosłam spanie z pokoju dziecka. kolejny
      krok, kiedy samodzielne zasypianie w ciągu dnia stało sie dla niej
      naturalne (posiadła tą umiejętność) zastosowałam ten zwyczaj
      wieczorami. mam własnie 4 dzień samodzielnego zasypiania. córcia
      jeszcze wieczorem protestuje. trwa to 20 sek, poczatkowo koło 2
      minut. w ciagu dnia mówię , że wychodzę, całuję, a ona usiecha się z
      lóżeczka i robi papa.
      skonczyly sie pobudki w nocy. tzn. pewnie nadala są, ale teraz
      córcia nie woła towarzystwa, bo umie zasnąć sama.
      ja tez kiedys myslalam, ze poczekam, ze wyrosnie. probe podjelam, bo
      uwazam, ze tak jest rozsadnej i normalniej.
      dodam, ze nie "tresowalam" corci. nie bylo mowy o usypianiu w
      placzu. bylo marudzenie, protesty, krzyki, ale nie bylo histerii.
      trwalo to 2 tygodnie, ale za kazdym razem kiedy plakala mocniej
      wchodzilam, tlumaczylam, rozmawialam, przytulalam, spiewalam,
      glaskalam i wychodzilam jak sie uspokajala.kolejny protest trwal
      krocej.
      z kazdym dniem cala "procedura" trwala krocej.
      WARTO!
      pogadaj z zoną o tym jak moze byc...a wydaje mi sie, że może byc po
      prostu...normalnie
      zycze powodzenia. pozdrawiam.
    • epb3 Re: Jeszcze o zasypianiu dziecka i... złości na ż 13.10.08, 13:01
      kiedy pojawiają sie dzieci wszystko sie zmienia. ale nie mają racji Ci, ktorzy
      twierdzą, ze małzonkowie stają sie tylko mamą i tatą. Absolutnie.
      Niesprawiedliwym jest mowienie, ze facet nie potrafi zrozumieć i sie poswiecic.
      Owszem sa rózne dzieci, mniej i bardziej wymagające. Wszystkie potrzebuja
      roznego podejscia. Ale obowiązkiem rodzicow jest je wychowywać, nie tresowac ale
      kochac i wychowywac. Wyznaczanie granic jak najbardziej sie do tego zalicza.
      A nadopiekuńczy Rodzice wyrządzają swoim dzieciom wielka krzywdę i potem
      oglądamy takie przypadki, jak w superniani.
      Ja nie pozwalam swojemu dziecku wpadać w histerie, zawsze reaguje wczesniej.
      Dlatego wie, ze placz nie jest metoda. OWszem placze - ale wtedy kiedy jest mu
      zle i mnie potrzebuje, a nie kiedy chce cos wymusic. Ma niewiele ponad rok i zna
      wiele zasad. naprawde duzo rozumie a mnostwo osob sie oburzalo, kiedy gdy mial 8
      miesiecy i podchodzil do gniazdka, ja mowilam srogo NIE WOLNO! - a ze takie male
      dziecko, a ze nie rozumie - a jednak rozumial.
      Spanie z dzieckiem, noszenie przed zasnieciem, glaskanie i inne rzeczy nie są
      zle pod warunkiem, ze akceptuja je wszystkie strony.
      A wiec wszyscy(i dziecko i ROdzice) sie wysypiaja, ida spac w dobrych humorach i
      wstaja wypoczeci.
      Zycze powodzenia w rozmowach z żona i sukcesow wychowawczych smile
      • sara2073 Re: rRE RE 13.10.08, 13:40
        Fakt to racja Super Niania jest naprawde Super.Ale nie rozumiem
        twojej zony ? Jaki powod byl ku temu zeby przez pare dni tak sie
        zmienic .Wychodzi na to ze ktos jej bzdur nagadal albo poczula sie
        sama.Tak kobiety reaguja i biora wszystko na swoje barki lacznie z
        dziecmi.A wtedy twoje slowo w domu sie nie liczy BO ONA JEST TAKA
        SAMA I ZDANA TYLKO NA SIEBIE.Musisz z zona pogadac na spokojnie i
        wytlumaczyc a ona musi odczuc i uwierzyc ze nie jestes tylko mezem
        ale jej przyjacielem gdzie moze na ciebie zawsze polegac .To
        naprawde jest wazne.Obojetnie jaka krzywda by sie niedziala czy jej
        czy waszej corce, ze ty jestes tutaj i jej tez potrzebujesz tak samo
        jak wasze dziecko.Przez takie rozumowanie kobiet a ich mezow co nic
        nie robia w tym kieronku czesto sie maluzenstwa rozpadaja.To dobra
        twoja strona ze tak reagujesz i pytasz , widac ze ci zalezy.Ale
        czasem jest tak ze to za dlugo trwa a facet zaczyna sie ogladac za
        innymi kobietami wiec w tej sprawie musisz byc cierpliwy.Tlumacz i
        walcz o swoje .Mozesz poczuc sie zle i przegrac bitwe ale swoim
        uporem wygrasz Wojne. Powodzenia
Inne wątki na temat:
Pełna wersja