Ucieka na spacerach:(((

20.10.08, 11:02
Drogie mamy!!!
Mój synek ma równo 2 latka i w sumie jest rozumnym dzieckiem (ale
bardzo mało mówi)lecz gdy tylko wyjdę z nim na spacer a już nie
wspomnę o jakimś markecie to on poprostu mi ucieka i na nic zdają
się moje wołania,krzyki itp. Już nie wiem jak poprostu się
zachowywać...z moją starszą córeczką nie było takiego problemu...a z
nim nie daję rady.To jest koszmar!!! Proszę o rady!!!
    • mika_p Re: Ucieka na spacerach:((( 20.10.08, 11:15
      Wrzuć w wyszukiwarkę "smycz" i "ucieka na spacerach".
    • kowalikm Nie ma wyjścia - rzucać siaty i trzeba gonić ;-)!! 20.10.08, 11:20
      U mnie to samo...
      Gorzej ma babcia która już tak szybko nie szoruję...
      Rozwiązaniem dla niej są spokojne place zabaw, gdzie jest mniej dzieci - z dala
      od ulicy.
      Niestety taki wiek...
      • novalee1 Re: Nie ma wyjścia - rzucać siaty i trzeba gonić 20.10.08, 16:53
        Mam ten sam problem.Moja coreczka ma prawie trzy latka.W rezultacie
        unikam zakupow i wyjscia ograniczam do minimum lub w bezpieczne
        miejsca.Jak juz musze wyjsc biore wozek jako forme dyscypliny - jak
        ucieka to ja do wozka.Na szczescie od poniedzialku idzie do
        przedszkola na 2 i pol godziny dziennie,bede miala troche czasu na
        zalatwienie swoich spraw bez zabierania jej ze soba.
        • eps Re: Nie ma wyjścia - rzucać siaty i trzeba gonić 20.10.08, 20:40
          moj też tak próbował i przeszkoliłam skubańca szybko.
          brałam ze sobą wózek spacerowy i jak mi tylko zwiał to po dogonieniu delikwenta
          wkładałam wyjącego i wijącego sie gada do wózka i przypinałam i szłam sobie
          dalej z tym wyjcem w wózku. jak skończył to kucałam koło niego i mówiłam że nie
          wolno uciekać że autka jeżdzą i mogą zrobić "gagu" i trzeba przy mamie iść jak
          jest ulica, no i wypuszczałam. jak znów po chwili zwiał to najpierw zawłałam że
          ma przyjśc a jak nie to znów do wózka i od nowa Polska ludowa smile
          po jednym dosłownie 2 godzinnym spacerze dotarło ale aż był mokry od wywijania i
          darcia buzi. teraz jak nie jest niebezpiecznie to idzie sam, ale jak jest
          chodnik przy ulicy lub potrzebuje żeby szedł za rękę lub trzymał sie wózka (ma
          młodszego brata) to jest posłuszny. czasami jeszcze próbował uciekać ale
          wystarczyło że jak podeszłam do niego i powiedziałam że jak jeszcze raz ucieknie
          to go do wózka zamknę (nawet jak wózka nie miałam przy sobie) od razu był spokój.
          ale pamietam jak wtedy na tym pierwszym "trenignowym" spacerze miałam w chuście
          3 miesięczniaka, i szarpałam sie i wpychałam kolanem wściekłego 2 latka do
          wózka. ludzie sie na mnie patrzyli jak diabli wink
          teraz jest tak wyszkolony że jak kiedys mąż wyjeżdzał z garażu samochodem to
          synek złapał babcię za rękę i ciągnął na bok żeby nie stała koło jadącego auta.
          podsumowując w takich wypadkach jestem zwolenniczką ostrych rozwiązań "siłowych"
          i jak sie uspokoi tłumaczenia.
          • phantomka Re: Nie ma wyjścia - rzucać siaty i trzeba gonić 20.10.08, 22:52
            Forumka novalee1 rzucila swietny pomysl: zrezygnowac z wyjsc z domu
            calkowicie, bo to w koncu dwulatek rzadzi rodzicem a nie na odwrot.
            Powtorzcie sobie glosno ile te dzieci maja lat, potem przypomnijcie
            sobie, ile wy macie lat...Male dziecko w newralgicznych punktach
            musi isc przy opiekunie, koniec kropka. Nie chce, to za reke, wyrywa
            sie, to przytrzymac, przeczekac, wytlumaczyc i tak w kolo macieju -
            az zrozumie.
            Dziecko nie nauczy sie posluszenstwa samo z siebie, nie wyrosnie z
            ignorowanie nakazow/zakazow rodzicow, tego nalezy uczyc.
            • novalee1 Re: Nie ma wyjścia - rzucać siaty i trzeba gonić 21.10.08, 12:21
              Chyba ktos nieuwaznie przeczytal moj post.Ja nie zrezygnowalam z
              wyjsc z domu calkowicie,tylko rzeczy takie jak zakupy np.
              niekoniecznie robie z mala.A jak juz musze wyjsc z dzieckiem to
              stosuje metode "wozkowa".I to nie oznacza wcale ze rzadzi mna
              dziecko.Chyba nikt nie moze powiedziec ze jego styl zycia sie nie
              zmienil w ogole gdy pojawilo sie malenstwo?
            • madziula460 Re: Nie ma wyjścia - rzucać siaty i trzeba gonić 21.10.08, 12:25
              Na wstępie to dziękuję drogie mamy,ze mi odpisałyście. Przemyślałam
              co mi doradziłyście i macie rację,muszę go nauczyć aby nie
              uciekał,nie przejmując się ludzmi(jak będzie beczał)... Podoba mi
              się pomysł z wózkiem,zobaczę jak nam to będzie szło. Jak będą jakieś
              efekty to się Wam pochwalęsmile
              Pozdrawiam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja